Tak bardzo kina „Bałtyk” żal 

(Agata Podłęcka)

O wielkiej scenie marzyć może każdy

Lecz nie każdego wybiera scena

Wielkości sceny nie da się zmierzyć

Jest wielka – gdy życiem tętni

Gdy pustoszeje – umiera

Nawet w prowincjonalnym miasteczku

Skrzyły się stroje w światłach rampy

Deski dudniły od młodych kroków

Śmiechem i gwarem stał stary „Bałtyk”

Kino za białym kryło ekranem

Kulisy szczęścia sztuką nazwane

Swą cząstkę przed widzem obnażał każdy

Kto szukał niezwykłej przygody z teatrem

To była naprawdę wielka scena

Bo wielkie serca grały tanią sztukę

Dziś kina „Bałtyk” po prosu nie ma

Ogień dokończył trawić jego duszę

Wszystko popadło w ostatnią ruinę

Zamilkło zgasło pokryło się pyłem

I tylko żal tej wielkiej sceny

Która dla wielu była drugim życiem 

 

Gdy przeczytałam, że płonie kino „Bałtyk”, poczułam gwałtowny skurcz serca. Myślę, że nie tylko ja. Brzesko kryje w sobie jeszcze wielu miłośników tego obiektu, który wiąże się z pięknymi wspomnieniami i niezwykłymi przeżyciami , tymi estetycznymi jak i osobistymi. Grupa Teatralna z kinem „Bałtyk” przeżyła lata swej największej świetności.

 

Całe życie o czymś marzymy, do czegoś się czujemy w jakiś sposób predysponowani. Ja od dziecka pokochałam scenę i teatr. Nie pokochałam ich tylko dla siebie, bo obok tej miłości jest druga, równie mocna – dzieci. Postanowiłam te miłości pogodzić i zarazić młodych swą pasją. Nic by jednak z pasji nie było, gdyby nie trochę szczęścia i nie spotkanie po drodze kilku ludzi znaczących coś więcej od mojej małej osoby. Cóż bym sama mogła? Nic. Bez odpowiedniego nazwiska, bez pieniędzy, bez siły przebicia, bez miejsca do pracy zginęłabym marnie wraz z marzeniami. Jednak mój teatr miał się narodzić.

 

W tym roku Grupa Teatralna przeżywa swe 18-te urodziny. Staje się pełnoletnia. Możliwość istnienia zawdzięcza przede wszystkim księdzu prałatowi Józefowi Mularzowi, który podziela tę pasję i pozwolił się rozwijać przy parafii Miłosierdzia Bożego w Brzesku. Młodych przybywało i przybywało, starsi jeszcze nie odchodzili, gdy młodsi już się palili do występów. Bywały lata bardzo tłuste w ilość młodych, ale i chudych nie brakowało. Jednak rok w rok na scenie występuje  zawsze więcej niż 40 osób. Czasami pojawia się kłopot, jak ich wszystkich obsadzić w rolach. 

 

 

Mecenas GT ks. Józef Mularz

(Jasełka Rok 2002)

 

Aby Grupa Teatralna mogła kroczyć dynamicznie do przodu, trzeba było główkować, co można uczynić, aby dzieci wyszły z tym, co robią do szerszej publiczności, jak zapewnić im repertuar, jak ich utrzymać przy sobie. I tak na naszej drodze pojawił się ksiądz Piotr Łabuda, który po wspólnym przedsięwzięciu parafii z Jasienia i naszej pod Racławicami w 2000 roku zaproponował połączenie sił i wystawienie wielkiej sztuki bożonarodzeniowej „Czwarty król” jego autorstwa. Wraz z księdzem Mularzem postarali się o możliwość grania na deskach kina „Bałtyk”. I udało się. Ówczesny burmistrz pan Jan Musiał okazał się również sympatykiem teatru i wpuścił nas do kina na kilka dobrych lat. Kolejne sztuki oglądało sezonowo nawet po 5 tysięcy widzów. Była to dla nas niezwykła gratka.

 

I sztuka w kinie „Bałtyk”  - „Czwarty król” autorstwa ks. Piotra Łabudy 2001r.

 

Jasełka Rok 2002

 

Jasełka Rok 2003 Jasełka Kulisy, rok 2003

 

Nie da się zapomnieć prób do 24-ej tuż przed premierą, ostatnich poprawek w scenografii do bladego świtu, gdy pod sceną popiskiwały myszy, wielu rozmów z panią Anią Kokoszką, bez której nie istniałoby kino. Ukochana bileterka i stróż porządku w kinie znała każdy zakamarek „Bałtyku”, umiała ze wszystkim sobie poradzić, wiedziała wszystko o kurtynach, mechanizmach zza kulisów, przynosiła gorącą kawę, gdy brakowało sił, a dzieci wołała na herbatę, gdy zmarzły nieco w grudniowe i styczniowe wieczory. Z boku hallu nad studiem filmowym mieściła się mała kawiarenka. Tam stała maszynka elektryczna, a na niej często pojawiał się żurek lub bigos dla dzieciaków, które po próbach grały po dwa dwu i półgodzinne spektakle. Dodać należy, że do Grupy Teatralnej często dołączały się dzieciaki z chórku i trzeba było ogarnąć nawet do 120-u młodych aktorów. Kino trzeszczało w szwach od nich i od widzów. Wtedy na horyzoncie pojawiał się pan Ogiela znany brzeszczanom pod pseudonimem „Janosik” (który potrafił uporać się ze starymi aparatami odtwarzającymi filmy z taśm) i kierował ruchem na korytarzach i za kulisami. Służył też pomocą przy problemach technicznych i elektrycznych.

 

Gdy zbliżał się czas zamknięcia kina „Bałtyk”, co było nieuchronne, ksiądz Mularz wykańczał scenę i salę teatralną przy parafii. Od 2005 roku już nie wolno było do kina wchodzić. Jeszcze w 2004 roku udało mi się z moimi wychowankami z LO i z PSPnr2 w Brzesku wystawić wielki happening własnego autorstwa pt. „On i ona, czyli wszystko i nic o miłości”. Jeszcze we współpracy z MOK-iem udało nam się wystawić montaż słowno – muzyczny (również mego autorstwa) na rzecz rodzin ofiar i poszkodowanych  w katastrofie budowlanej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich podczas trwania wystawy gołębi pocztowych w 2006 roku, a potem zapadła w kinie cisza. Przerażająca, absolutna cisza.

 

Przygotowania do happeningu 2004

 

Happening 2004

Ja ze swoją grupą, ze swymi sztukami i programami, które coraz częściej wychodziły spod mego pióra, znalazłam się w sposób dla księdza Mularza naturalny w sali teatralnej przy parafii Miłosierdzia. Dzięki przygodzie z kinem „Bałtyk” uwierzyłam w siebie i w sens tego, co robię. Tu trwamy i działamy do dziś. Z grupy wychodzi wiele młodych talentów, które rozwijają się dalej i szukają miejsca w świecie show biznesu. Ja mogę im dać tylko dobry początek i zarazić ich miłością do sztuki, słowa, muzyki. Mogę ich uczyć kultury żywego słowa, właściwego doboru repertuaru, ale to tak niewiele. Resztę musi im dać wielki świat.

 

A kino „Bałtyk” było dla mnie kawałkiem takiego wielkiego świata. Ogromna scena, znakomita akustyka, z zapleczem i kulisami, proscenium, rampa, prawdziwe deski, kurtyna, te kochane, skrzypiące, czerwone krzesełka na widowni tak często przepełnionej, spontaniczne reagowanie widzów: śmiech, łzy wzruszenia, oburzenie, oklaski, bisy….  To wszystko ucichło, tego już nie ma i takiej niezwykłej sceny z duszą też już nie ma. Ktoś powie: jest nowe Centrum Biblioteczne ze wspaniałą sceną. Tak, jest. I tu mieliśmy już przyjemność zagrać. Ale tu jeszcze nie ma tego klimatu starego teatru, tu nie ma kulisów, trudniej pochować i wnieść rekwizyty, przemieszczać się za suknami, by nagle pojawiać cię z prawej lub lewej strony. Po prostu jest inaczej. Tu się życie dopiero zaczyna, a tam przed chwilą spłonęło. Spłonął kawał dobrej historii naszego miasteczka, spłonęły wielkie marzenia dzieciaków o ogromnej scenie, spłonęły żywe wspomnienia i to coś, co pozwalało oddychać mi pełną piersią i czuć się po prostu szczęśliwą.

 

To tylko moje osobiste refleksje. Ile pięknych spektakli, koncertów, kabaretów,  poranków dla dzieci, seansów dla szkół, konferencji, projekcji i prezentacji kino „Bałtyk” przeżyło, wiedzą jego mury i ci, którzy tu przez długie lata pracowali. Żal, że taki marny koniec spotkał to czarowne miejsce.

 

Agata Podłęcka

11 kwietnia 2012 r.