Cyrkowe jest życie

 

Elżbieta i Andrzej Słowikowie od wielu lat tresują zwierzęta i prowadzą własny cyrk. Pokazy misiów jeżdżących na rowerach, pieski skaczące przez przeszkody, foki żonglujące piłkami i inne atrakcje z udziałem egzotycznych zwierząt. Do tego akrobacje sportowe na trapezie, drążku, czy pionowej linie. To nieodłączne elementy barwnego widowiska, jakie większość pamięta z dzieciństwa, a może i lat późniejszych. Kiedyś niemalże, co roku do każdego miasteczka przyjeżdżał cyrk. W pierwszych latach funkcjonowania gospodarki rynkowej, widok kolorowego namiotu stawał się coraz rzadszy.

 

 

- w latach 90-tych dawaliśmy ponad dwieście występów rocznie - mówi Andrzej Słowik, dyrektor cyrku Safari, który kilkakrotnie objechał Polskę ze swoim repertuarem rozrywkowym. Do 1989 roku, istniało w Polsce 12 grup cyrkowych, działających w ramach Zjednoczonego Przedsiębiorstwa Rozrywkowego. Część z nich nie przetrwała funkcjonowania w realiach wolnorynkowych i bezpowrotnie zakończyła działalność.

 

- Tylko nieliczna grupa podjęła ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek - mówi Elżbieta Słowik, która wraz z mężem postanowiła założyć prywatny cyrk w zmieniających się realiach rynkowych.

 

Pan Andrzej wraz z żoną przez jedenaście lat pracowali w jednym z krajów skandynawskich. Tam nauczyli się cyrkowego rzemiosła, które w połączeniu z fascynacją i miłością do zwierząt, dało początek do założenia własnego biznesu cyrkowego.

 

- Po prostu postanowiłem wziąć „interes w swoje ręce” - mówi krótko. W 1993 roku założyłem cyrk Pieniny. Wiem na pewno, że nie mógłbym dzisiaj robić czegoś innego. Lubię prace, którą wykonuję. To jest całe moje życie - podkreśla cyrkowiec z Gnojnica, który ponad 25 lat spędził na arenie.

 

Andrzej Słowik z zawodu jest treserem zwierząt cyrkowych. Pochodzi ze Szczawnicy. Cała rodzina z wielką pasją angażuje się w organizację i sprawne funkcjonowanie rozrywkowego biznesu. Syn Daniel jest menedżerem firmy, a 17-letni Szymon jest najmłodszym treserem w Polsce.
 

- To taka rodzina firma - mówi z uśmiechem pani Elżbieta, żona dyrektora cyrku.

 

W 2003 roku, państwo Słowikowie kupili ziemie na obrzeżach Gnojnika i zaczęli budować bazę dla swojej cyrkowej „floty”.

 

- Gdy jechałem pod górkę drogą do Nowego Sącza, urzekły mnie tereny leżące po prawej stronie szosy. Z dala od zgiełku, ulicznego hałasu, w pobliżu naturalny drzewostan, spory kawałek pastwiska dla zwierząt i - przede wszystkim - górzyste ukształtowanie terenu, które w tej okolicy należy do rzadkości. To wszystko tworzyło jedną zwartą całość, jaka spełniała moje oczekiwania - wylicza powody, jakimi kierował się przy wyborze lokalizacji swojej bazy.

 

Państwo Słowikowie prezentują swój program artystyczny w całej Polsce. Od 2005 roku występują pod szyldem Safari. Pod kopułą ich cyrku występowali artyści z Rosji, Łotwy, Węgier, Norwegii oraz Polski. Prezentują ciekawe pokazy tresury zwierząt, fakirów, linoskoczków, a także wszelkiego rodzaju akrobacje. Jako jedni z nielicznych, mają własną orkiestrę. Oczywiście nie brakuje również komika, czyli klauna. W okresie świątecznym prezentują swoje zwierzęta w żywej szopce betlejemskiej przy klasztorze o.o. Bernardynów w Tarnowie.

 

- Szymon prowadzi tresurę wielbłądów. Ja zajmuje się tresurą koni oraz kucyków – opowiada cyrkowiec.

 

Powszechnie wiadomo, że takie życie związane jest ze stałym przemieszaniem się, stąd też Słowikowie są rzadkimi bywalcami w swoim domu.

 

- Wyjeżdżamy na ogół z początkiem marca, a wracamy w listopadzie. Tak wygląda cyrkowe życie - mówi z uśmiechem Elżbieta Słowik, która zajmuje się administracją. Wszystko zależy jednak od warunków pogodowych, które czasami zmieniają kalendarz naszych występów - dodaje żona dyrektora.

 

Zazwyczaj widowisko cyrkowe prezentowane jest zaledwie jeden raz w tym samym miejscu. A zatem cała baza logistyczna musi wędrować „od miasta do miasta”. Do tego potrzebne jest każdorazowe rozbijanie namiotu, co zdecydowanie jest najbardziej czaso i pracochłonne.

 

- Do rozłożenia namiotu potrzebujemy dziesięciu osób. Przy dobrej organizacji pracy, trwa to około pięciu godzin – mówi Daniel Słowik, menedżer cyrku i szef logistyki. Złożenie idzie znacznie szybciej i zajmuje dużo mniej czasu, bo tylko dwie godziny - dodaje.

 

Prowadzenie każdego biznesu, związane jest z ponoszeniem pewnego ryzyka. W 2007 roku Lubelszczyznę nawiedziła ogromna wichura, połączona z trąba powietrzną. Żywioł nie ograniczał nikogo. Napotkane po drodze drzewa, wyrywał z korzeniami. W tym czasie odbywał się właśnie pokaz cyrku Safari.

 

- Nie chcę wracać do tamtych chwil. To był po prostu koszmar - urywa rozmowę Andrzej Słowik. Zaledwie w ciągu kilku minut straciliśmy niemalże dorobek całego swojego życia – dodaje ze smutkiem.

 

 

Państwo Słowikowie są wielkimi społecznikami. Czterokrotnie wystawili w ogrodzie plebańskim widowisko cyrkowe, z którego całkowity dochód przeznaczyli na budowę nowego kościoła w Gnojniku.

 

- To piękny i szlachetny gest, jaki zrobili dla naszej parafii. Dzięki temu, konto naszej parafii zostało zasilone o kilkanaście tysięcy złotych a dzieciom sprawiło wiele radości – mówi ks. Marian Zapiór, proboszcz parafii św. Marcina w Gnojniku.

 

Co roku, wraz z nadejściem wiosny, cyrk Safari wyjeżdza w trasę objazdową po kraju, aby zachwycać widzów swoim bogatym programem artystycznym. Na trasie występów, znajduje się również Brzesko.

 

Marek Białka

30 listopad 2010 r.