Śmieci..., narastający problem!

Już za niecałe trzy miesiące, bo od 1 stycznia 2009 roku, czeka nas kolejny (zapewne nie ostatni) drenaż kieszeni, gdyż Ministerstwo Środowiska właśnie od tej daty planuje podwyżkę opłat za wywóz odpadków. Ta decyzja ma wymusić na samorządach znacznie skuteczniejszą niż do tej pory segregację śmieci, mającą w efekcie doprowadzić do zmniejszenia ilości odpadków trafiających na wysypiska i składowiska. Według unijnego prawa do 2010 roku na wysypiska ma trafić nie więcej niż 75 proc. śmieci, a w 2020 roku już tylko 35 proc. Reszta ma być posegregowana, poddana recyklingowi. Jeśli to się nie uda, gminy zapłacą gigantyczne kary. Dziś wyrzucamy bezpowrotnie aż 95 proc. odpadków („Metro” – internet 15.09.2008). Ponad 9 tys. ton odpadów wyprodukowaliśmy w ubiegłym roku

w województwie małopolskim. 93 proc. powstało w wyniku działalności gospodarczej, 620 tys. ton to odpady komunalne. Większość pochodziła z gospodarstw domowych. Tylko 42 tys. ton wykorzystano jako surowce wtórne. Choć wzrasta nasza świadomość, dotycząca ekologicznego stylu życia i potrzeby segregacji śmieci, nadal podstawową metodą unieszkodliwiania odpadów jest ich składowanie na wysypiskach – konstatuje Elżbieta Borek w artykule „Ekozakręcenie” („Dziennik Polski” 19.09.2008).

 

ZS pisze w tegorocznym sierpniowym numerze BIM, że jeśli chodzi o gminę Brzesko to w 2001 roku zebrano 18 ton papieru, 33 tony szkła, prawie 7 ton plastiku i 0,7 tony metalu. Dwa lata później już 43 tony papieru, 73 tony plastiku i ponad 2 tony metalu. Teraz te liczby są jeszcze większe. Wypada się tylko z tego cieszyć, gdyż  świadczą owe liczby o wzrastającej w naszym gminnym środowisku edukacji ekologicznej. Czy jednak jest to równoznaczne       z opanowaniem „problemu śmieciowego”? Nic bardziej mylnego!

Jak się okazuje, tylko z samych małopolskich lasów wywieziono w ubiegłym roku 90 ton śmieci, a sam ich wywóz i sprzątanie „zielonych płuc” kosztuje rocznie Lasy Państwowe 0,5 mln złotych (w całej Polsce Lasy Państwowe wydają na ten cel 10 mln złotych). Na coroczne „Sprzątanie świata” brzeskie Starostwo Powiatowe zakupiło 9 tys. worków oraz 10 tys. par rękawic foliowych za sumę 3.200 zł dla biorących czynny udział w tej akcji (wyrazy szacunku przede wszystkim dla młodzieży i wędkarzy). Retorycznym pozostaje pytanie, czy gdybyśmy wykazywali się większą odpowiedzialnością, wynikającą zresztą z osobistej kultury, taka akcja byłaby rokrocznie potrzebna?

Zwykle po zmroku w Tarnowie odbywa się podrzucanie śmieci innym. Z niektórych prywatnych posesji, należących do mieszkańców miasta i okolic, wywożone są worki z odpadami komunalnymi. Trafiają one do miejskich koszy, do zsypów na osiedlach albo w ustronne miejsca. Część odpadów palona jest w piecach, wskutek czego do atmosfery dostają się szkodliwe substancje – pisze ZIOB w „Podrzucanie śmieci” („Dziennik Polski” 15.04.2008). W tej samej notatce została również przytoczona wypowiedź Leszka Drobota, prezesa spółki MPGK w Tarnowie. Oto jej fragment: Szacujemy, że umowy o wywóz odpadów ma podpisanych 75 proc. właścicieli posesji, reszta próbuje się ich pozbyć w różny sposób. Możliwości weryfikacji informacji o zawarciu umowy z którymś z przedsiębiorstw komunalnych jest ograniczona. Niektórzy gospodarze stawiają przed domem pojemnik na śmieci, by zachować pozory i nie zwrócić uwagi Straży Miejskiej. Pojemnik jednak jest pusty, odpady wędrują gdzie indziej. (...) Będzie rosnąć ilość dzikich wysypisk, na likwidację których samorząd będzie musiał przeznaczyć dodatkowe fundusze.

Opisana wyżej sytuacja dotyczy wprawdzie nieodległego Tarnowa, ale w Brzesku wcale nie jest lepiej, jest podobnie, chyba że coś się w międzyczasie od lutowej sesji Rady Miejskiej zmieniło, bo to na niej pytał Janusz Filip, prezes Brzeskich Zakładów Komunalnych: A jeśli chodzi o zawarte umowy z mieszkańcami, jest jeszcze wiele do zrobienia. Wielu mieszkańców jeszcze tych umów nie ma. Często jest tak, że roznosimy faktury i jest numer 80,       a później dopiero 90, a pomiędzy tym są jeszcze inne numery i ci mieszkańcy nie mają umów zawartych. Trzeba również przyjrzeć się tematowi i zacząć najpierw od radnych, czy wszyscy radni mają umowy podpisane. Czy wszyscy przedstawiciele, którzy są najbliżej Urzędu Miejskiego też mają te umowy? (Protokoły z sesji RM, www.brzesko.pl)

Na dzień dzisiejszy w dalszym ciągu jest za mało pojemników (lub nie są za często wywożone) na odpadki, przede wszystkim na plastik i papier, o czym można się przekonać, np. odwiedzając brzeskie osiedla, zwłaszcza po silnym wietrze. Mały przykład, wprawdzie sprzed dwóch miesięcy, ale głosy internautów (choćby na tym portalu) potwierdzają, że takie sytuacje są nadal aktualne: niedziela 13 lipca, godz. 8. rano, plac obok budynku Spółdzielni Mieszkaniowej – wszystkie znajdujące się tam pojemniki są „zapchane”, obok leżą sterty śmieci, a ponieważ w nocy padał deszcz, trudno wydzielający się z nich zapach nazwać aromatem, zwłaszcza ten unoszący się nad stertą porozrzucanych ubrań; wtorek 15 lipca godz. 16, ten sam plac, bez zmian, śmieci w stanie nienaruszonym.

Nadal wielu mieszkańców nie podpisało umów o wywóz śmieci, o czym wspominał prezes BZK, również nie pojawiły się przepisy nakazujące obowiązek (skoro zawodzi dobrowolność) posiadania przez każde domostwo opłacanego pojemnika na odpadki, bo w dalszym ciągu są one „podrzucane” do osiedlowych czy miejskich koszy, wrzucane do rowów lub pozostawiane w lesie, na co zwracali uwagę radni na odbytej 27 lutego br. sesji, której jednym z punktów było przyjrzenie się funkcjonowaniu Gminnej Gospodarki Odpadami.

W protokole z owej sesji (www.brzesko.pl) można zapoznać się z zestawieniem przedstawiającym zebrane przez wszystkie firmy wywozowe w 2007 roku ilości odpadów komunalnych zmieszanych oraz segregowanych: 

Ilość zebranych odpadów komunalnych (razem)

Makulatura

Plastik

Szkło

Metal

Odpady organiczne i zielone

6300,63

358,45

222,74

328,79

0,83

48,0

 Przy zebranych ilościach pojawia się skrót Mg (=tona). I rzeczywiście, jeśli porównać te dane z cytowanymi już wyżej liczbami przytoczonymi przez ZS, widać postęp. W dalszym ciągu nie wiadomo jednak, czy te ilości odpowiadają założeniom unijnym. Brakuje bowiem szacunkowej ilości wytwarzanych rocznie przez mieszkańców Brzeska i gminy odpadów komunalnych. Dla przykładu: Tarnów w ciągu roku wytwarza, jak podaje cytowany już ZIOB, 37 tys. ton odpadów komunalnych, w tym usuniętych 125 ton, które wylądowały w przypadkowych miejscach.

          W roku 2004 władze zleciły opracowanie i uchwaliły „Plan gospodarki odpadami dla Gminy Brzesko” (można się   z nim zapoznać na stronie internetowej: www.brzesko.pl). Wydaje mi się, że warto w tym miejscu przytoczyć jego fragment:

 „Cel ogólny strategiczny do osiągnięcia do 2015 roku:

 Zminimalizowanie ilości wytwarzanych odpadów w sektorze komunalnym oraz wdrożenie nowoczesnych systemów ich odzysku i unieszkodliwienia.

 Cele średniookresowe na lata 2007 – 2011:

1.   Deponowanie na składowiskach odpadów innych niż niebezpieczne i obojętnych wszystkich odpadów komunalnych nie więcej niż 71%.

2.   Skierowanie na składowiska odpadów innych niż niebezpieczne i obojętnych nie więcej niż 70% całkowitej ilości odpadów komunalnych ulegających biodegradacji (w stosunku do roku 1995).

3.   Osiągnięcie zakładanych limitów odzysku i recyklingu poszczególnych odpadów:

-         opakowań:

z papieru i tektury: 51%;

pozostałych opakowań: 46%;

-         odpadów wielkogabarytowych: 51%;

-         odpadów budowlanych: 42%;

-         odpadów niebezpiecznych (z grupy odpadów komunalnych): 51%;

-         metali: 50%;

-         dodatkowych odpadów z papieru i tektury: 35%;

-         odpadów tekstylnych: 20%;

-         dodatkowych odpadów kuchennych ulegających biodegradacji: 3%.”

Powoli rok 2008 dobiega końca i dobrze by było poznać, patrząc na te zestawienia, w jakim jesteśmy miejscu, jeśli chodzi o zbiórkę wszelkiego rodzaju śmieci: czy „idziemy do przodu”, „drepczemy w miejscu”, czy „się cofamy”? Lutowa sesja nie dała na to odpowiedzi, chyba że za takową można uznać wypowiedź kierownika Referatu Gospodarki Komunalnej Henryka Pieli, który stwierdza: Oczywiście ustawa o odpadach przewiduje również możliwość aktualizacji takiego planu, dlatego że pewne wskaźniki, prognozy, które są zakładane w planie niekoniecznie muszą się sprawdzić w realizacji. I tak na przykład odzysk takich odpadów jak metal czy papier, tektura jest niższy niż planowany. (Protokoły z sesji RM, www.brzesko.pl).

W tej sytuacji konieczne jest podjęcie bardziej zdecydowanych działań, przede wszystkim edukacyjnych, a tam, gdzie jest to prawnie możliwe, także administracyjnych. Wykorzystajmy EDUKACYJNE pomysły młodzieży, która już wielokrotnie dowiodła, że znakomicie potrafi wywiązywać się z powierzonych jej zadań, jeśli tylko widzi w tych działaniach głębszy sens. Nie wątpię, że Młodzieżowa Rada Gminy chętnie podjęłaby się tego zadania, bo sporządzanie mapki „dzikich wysypisk” chyba nie w pełni zaspokaja ambicje jej członków? To musi być DZIAŁANIE, które będzie DŁUGOFALOWE i połączone z dotarciem do WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW miasta i gminy, aby wyjaśnić im KONIECZNOŚĆ segregowania śmieci. Swego czasu na łamach „Przeglądu Brzeskiego” sugerowałem, aby zasygnalizować także EKONOMICZNĄ STRONĘ takiego postępowania. I nie jest ważne, czy to moja sugestia czy też ktoś z Urzędu Miejskiego wpadł na ten sam pomysł, bo najpierw pokazało się na stronie internetowej Urzędu a teraz w każdym wydaniu BIM ukazuje się barwne zestawienie korzyści wynikających z segregowania odpadków. Może nie są to „wielkie” pieniądze, ale powiedzenie ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka, wydaje się mieć swoje uzasadnienie. Wracając do młodzieży. Gdyby młodzi zechcieli się podjąć wspomnianej wyżej działalności, to muszą czuć, że nie tylko mają „zielone światło” dla swoich propozycji, ale też zawsze mogą liczyć na RZETELNE i WSZECHSTRONNE wsparcie ze strony Radnych, Burmistrza oraz podległych mu urzędników i służb. Warto przy tej okazji przytoczyć słowa Georga Bernarda Shaw: Ludzie, którzy osiągają coś na tym świecie, to ci, którzy, nie znajdując sprzyjających warunków do działania, sami je tworzą oraz jakże istotne na tę okoliczność stwierdzenie, iż czas to pieniądz.

Jak wyliczono, podpisanie umowy z firmą wywozową na odbiór segregowanych śmieci pozwala obniżyć opłaty nawet o 30 proc. O liczeniu, nawet w ramach zapowiadanego w ostatniej kampanii wyborczej cudu gospodarczego, na powrót bezpłatnej lub płatnej li tylko symbolicznie usługi wywozu śmieci i odpadków zapomnijmy, bo jest to po prostu nierealne. Nie możemy też czekać, aż ktoś inny rozwiąże za nas ten problem lub mieć nadzieję, iż w jakiś bliżej nieokreślony, a pomyślny dla nas sposób, rozwiąże się sam. My sami musimy dołożyć wszelkich starań, aby segregowanie odpadków stało się POWSZECHNOŚCIĄ, a ich odbiór i wywóz był obciążony jak najmniejszymi kosztami.

Nie ma chyba firmy wywożącej odpady, która nie tłumaczyłaby konieczności podwyżki cen za usługi inaczej niż jako skutek gwałtownego wzrostu ustawowych opłat środowiskowych. Zbigniew Skrzypiec, prezes Sity, jednej            z nowosądeckich firm, wyjaśnia, że powodem drastycznej podwyżki cen (z 7 do 14 złotych za wywóz kubełka) jest wzrost opłaty za składowanie odpadów na wysypisku – z 69,75 zł do 143,50 zł. (Iwona Kamieńska, „Sądeckie śmieci najcięższe w kraju?” W: „Gazeta Krakowska” 26-27.04.2008). Redaktor Kamieńska pisze dalej, co następuje: Znaleźli się jednak w mieście skrupulatni matematycy, którzy pokusili się o dogłębną analizę problemu. Jak się okazało, kłopot drogich sądeckich śmieci tkwi także w ich... ciężarze.

- Z ogólnopolskich badań wynika, że kubik śmieci waży od 250 do 300 kilogramów. Sita wyliczyła na potrzeby ustalania swojego cennika, że kubik sądeckich odpadów waży 430 kilo, zaznaczając przy tym, że ludzie ubijają śmieci i polewają wodą i dlatego są cięższe niż w całej Polsce. (...) W efekcie polski kubełek (120 litrów) waży około 30 kilo, a sądecki około 50. (...) Przed podwyżką – za odstawienie „superkubełka” Sita płaciła składowisku około 4 złotych. Dziś płaci około 8 złotych. Za odbiór takiego samego kubełka od sądeczan  kasuje się ponad 14 złotych. Gdyby sądeckie śmieci miały średni polski ciężar, kubełek wzięliby na wysypisko za pięć pięćdziesiąt. W tym samym numerze „Gazety Krakowskiej” możemy przeczytać, że przeciwko śmieciowej drożyźnie burzą się także mieszkańcy Radomia. Redakcja portalu internetowego 7 dni Radom zważyła tamtejsze śmieci. Do 120-litrowego worka włożono 6 toreb śmieci zebranych przez właściciela domku. Worek z zawartością ważył... 3,65 kg. Za jego przyjęcie na wysypisko trzeba byłoby zapłacić 34 grosze. Przewoźnik pobiera 10 zł 70 gr.

A jak to wygląda w Brzesku? Czy firmy wywożące z naszego miasta i gminy śmieci rzeczywiście rzetelnie wyliczyły cenę swoich usług i czy ktoś równie rzetelnie to sprawdził (także pod kątem wagi wywożonych odpadów)?

Przypomnę, że zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej Polska do 2010 roku będzie mogła wywozić na składowiska nie więcej niż 75% odpadów komunalnych ulegających biodegradacji. W 2020 roku ma ich tam być nie więcej niż 35%.  O ile do konieczności segregowania śmieci można przekonywać edukacją, licząc na ludzki rozsądek, to już znacznie trudniejsza wydaje się sprawa z wyrzucaniem odpadów do pojemników przez wszystkich bez wyjątku mieszkańców. Cytowany już Leszek Drobot, prezes spółki MPGK w Tarnowie, tak ujmuje ten problem: Gdyby było u nas, tak jak w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie powszechnie płaci się zryczałtowaną opłatę jako tzw. podatek śmieciowy i otrzymuje pojemnik na odpady, problem by nie istniał. U nas na tego rodzaju podatek musi się zgodzić    w referendum większość mieszkańców, a to nie jest już takie oczywiste. (ZIOB, „Podrzucanie śmieci”. W: „Dziennik Polski” 15.04.2008). I tu jest miejsce dla rządu – pisze w artykule „Trzeba bronić sukcesów” Tadeusz Jacewicz. (...) Uproszczenie plątaniny przepisów, (...) skupienie wszystkich sił państwa na tym by pomagać zamiast przeszkadzać, jest strategicznym zadaniem współczesnej Polski. Możemy jeszcze szybciej niż dotychczas budować dobrobyt dla wszystkich, nie bogactwo dla wybranych, jeśli system prawa i praktyka działania państwa będzie temu sprzyjać („Dziennik Polski 22.08.2008). Czy jest komuś coś wiadome, że Ministerstwo Środowiska chce w najbliższym czasię wnieść pod obrady sejmu projekt obowiązkowej zryczałtowanej opłaty za wywóz śmieci, która objęłaby wszystkich bez wyjątku obywateli?

Aktualnie śmieci z Brzeska i gminy są wywożone do Tarnowa, co wiąże się już z niemałymi kosztami, które – nie ma co ukrywać - będą stale rosły. Dlatego władze Gminy oraz przedstawiciele brzeskiego samorządu nie mają wątpliwości, że budowa zakładu utylizacji śmieci na naszym terenie stała się sprawą oczywistą. Uważają - i słusznie - że to jedyny sposób na zmniejszenie kosztów wywożenia śmieci przez mieszkańców i znacznego ograniczenia subwencji miejskiej do utrzymania spółki komunalnej. Problem śmieciowy będzie się nasilał, takie są tendencje          w krajach tak dynamicznie rozwijających się jak Polska. Jeśli sprawy nie rozwiążemy w najbliższych dwóch – trzech latach, to za kilka lat wydatki na „walkę” ze śmieciami, będą znacznie wyższe, a obciążenie podatników może wzrosnąć nawet o 50 – 100 procent (MIR, „Utylizacja tak, ale...” W: „Dziennik Polski” 07.09.2008). To „ale”, które pojawiło się w tytule tekstu MIR-a, dotyczy problemu, z którym najciężej jest się w naszym kraju uporać, a mianowicie lokalizacji. Proponuję, kliknąć na tytuł „Czy Brzesko dołoży do budowy wysypiska w innej gminie”, żeby uzyskać dokładniejsze informacje. Ze względu na koszty burmistrz Grzegorz Wawryka proponuje, jak najbardziej słusznie, „połączenie sił” z kilkoma ościennymi gminami. Wszyscy zainteresowani przyklaskują takiemu przedsięwzięciu, tylko gdzie go zlokalizować? Okazuje się, że społeczności gminne są za, jednak pod warunkiem, że to nie na ich ziemi powstanie owa budowla (jesteśmy za, a nawet przeciw). Oczywiście protestować można - niekiedy nawet należy - tylko często okazuje się, iż protestujący budzą się do rzeczywistości „z ręką w nocniku”. Cytowany wyżej MIR pisze w innym miejscu: Tymczasem specjaliści przekonują, że najnowocześniejsze technologie, wykorzystywane w zakładach utylizacji odpadów komunalnych, są nieszkodliwe i w żaden sposób nie mają oddziaływania na pobliskich mieszkańców. Wielu z nich przekonuje, że nowoczesny zakład utylizacji śmieci jest mniej szkodliwy niż... „dzikie wysypisko śmieci”.

Pozwolę sobie w tym miejscu na podanie dwóch przykładów. 1. Znacznie mniejsza od Brzeska (jako miejscowość i jako gmina) Rabka-Zdrój („zdrój” przy nazwie miejscowości nigdy nie pojawia się przypadkowo; oczywiście pomijam satyryczne wykorzystywanie tego słowa), żeby stworzyć w gminie system selektywnej zbiórki odpadów, składający się z sortowni odpadów komunalnych wraz z wyposażeniem, 10.080 sztuk koszy i pojemników do selektywnej zbiórki odpadów oraz 4 pojazdów do transportu koszy i pojemników, wydała blisko 8 mln zł z czego prawie 4 mln to dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W efekcie ograniczono ilość zanieczyszczeń przedostających się do wód i gleb, uzyskano poprawę stanu środowiska naturalnego oraz związaną z tym poprawę warunków życia mieszkańców. 2. Każdego, kto choć raz był w Niemczech czy Austrii, uderzyła ogromna dbałość o czystość, ład i porządek. Czyżby zatem mieszkający „nad pięknym, modrym Dunajem”, decydując się na wybudowanie spalarni śmieci w centrum Wiednia, nie zdawali sobie sprawy z tego, co czynią? Nie wykonali odpowiednich ekspertyz? A może uwierzyli jakiemuś oszołomowi lub ktoś „dostał w łapę” i wyraził zgodę, postawiwszy w ten sposób wiedeńczyków wobec faktów dokonanych? Wolne żarty

Zdjęcie, przedstawiające spalarnię śmieci w centrum Wiednia, zostało wykonane przed wejściem do kompleksu nowych, wspaniałych budynków Uniwersytetu Wiedeńskiego. (Źródło: archiwum.wiz.pl)

  

 

         

        Uważam, że w sytuacji braku zgody na lokalizację zakładu utylizacji odpadów jedynym sensownym wyjściem jest także EDUKACJA: spotkania z ekspertami, zapraszanie na nie przedstawicieli miejscowości, które już mają na swoim terenie takie obiekty, wreszcie wyjazdy do wybranych miejsc, aby oponenci mogli naocznie przekonać się o tym, że „strach ma wielkie oczy”. Chciałbym także za pośrednictwem tego portalu zaapelować do P.T. Internautów, wierząc w ich zrozumienie ważności problemu i poważne podejście: Szanowni Państwo, zaproponujcie miejsca, które, Waszym zdaniem, najlepiej nadawałyby się na wybudowanie tam międzygminnego zakładu utylizacji śmieci, składającego się np. z ręcznej i automatycznej segregatorni oraz stacji termicznej utylizacji odpadów. Ktoś może zapytać, dlaczego potrzebny jest ostatni z wymienionych obiektów? Dobrze wyjaśnia to fragment „Oceny Strategicznej Systemu Gospodarki Odpadami dla Krakowa”, przedstawiony nie tak dawno radnym królewskiego miasta (został opublikowany

w internecie): Zdaniem ekspertów, prowadzony w Krakowie system selektywnej zbiórki odpadów musi zostać poszerzony o termiczną utylizację śmieci. Nie da się bowiem wszystkiego segregować, kompostować, sortować, czy też powtórnie wykorzystywać.

          Kończąc chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem, który zapewne od nowego roku także zaznaczy swoją obecność podwyżką opłat. Chodzi o nieczystości, popularnie nazywane ściekami. Kiedy Grzegorz Wawryka obejmował urząd burmistrza deklarował w rozmowie z Łukaszem Kornasiem: Chciałbym, aby Gmina przystąpiła do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego. Budowa kanalizacji, wodociągu, modernizacja obiektów oświatowych, budowa dróg i chodników to zadania, które należy realizować w najbliższym czasie („Nowy Gospodarz, BIM luty 2008). Wodociąg i kanalizacja Poręby Spytkowskiej, Pomianowskiego Stoku czy ul. Wiejskiej to sprawy priorytetowe. Ich realizacja i oddanie do użytku pociągnie za sobą, co oczywiste, konieczność uporania się ze ściekami. Czy nie należałoby zatem zastanowić się nad wybudowaniem oczyszczalni ścieków razem z kompostownią, ale kompostownią z prawdziwego zdarzenia?

Około 40% śmieci to odpadki biologiczne, z których można zrobić kompost. Działanie pseudokompostowni „przerabiali” nie tak dawno mieszkańcy Mokrzysk, a odniosła się do jej działalności Miejska Komisja Gospodarki Komunalnej, Ochrony Środowiska i Rolnictwa, która we wniosku z posiedzenia w dniu 8 kwietnia br. stwierdziła: Komisja na podstawie odbytej wizji na terenie Firmy BIO SOLID i uzyskanych na miejscu skąpych informacji nie jest w stanie wyrazić pozytywnej opinii o dalszej kontynuacji działalności firmy BIO SOLID w zakresie produkcji kompostu. Głosowano jednomyślnie. (Protokoły z komisji RM, www.brzesko.pl). Dlatego takie obiekty jak oczyszczalnie ścieków czy kompostownie winny być budowane i eksploatowane z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć technologicznych, na terenach o łatwym dostępie (transport), ale jednocześnie na tyle daleko od zabudowań mieszkalnych, żeby eksploatacja owych obiektów była jak najmniej uciążliwa, a najlepiej wcale nieodczuwalna. Mam nadzieję, że gmina Brzesko takie tereny posiada (plan zagospodarowania przestrzennego), chociaż z protestami zawsze należy się liczyć.

 

(Źródło: www.zb.eco.pl)

Na zdjęciu oczyszczalnia Płaszów II. Nowoczesny zakład, mimo swojej wielkości, dostarcza znacznie mniej takich „wrażeń artystycznych”, jakich doznał internauta Dzobo. Opisał je 12.10.2008 na stronie Urzędu Miasta w zakładce Mieszkańcy – Urząd Miasta:

"Dzisiejsza piękna pogoda zachęciła moją rodzinę do spaceru po miejskim parku. Niestety zachwyt nad pogodą popsuł panujący fetor /lekko powiedziane/z pobliskiej tuczarni.Nie wiem jak okoliczni mieszkańcy mogą to znieść.Niedaleko tuczarni jest SANEPID.Czy wszyscy jego pracownicy mają problem z węchem.Jak można tolerować taki stan rzeczy w XXI wieku.Jeżeli podczas sobotniej imprezy też tak \"pachniało\",to więcej razy chyba goście nas tak licznie nie odwiedzą.Panie,Panowie z Wydziału Ochrony Środowiska,chyba czas zająć się tym śmierdzącym problemem.Na dzień dzisiejszy nikt chyba nie powie ,że w parku jest dużo zdrowego powietrza, którego tak trzeba naszym dzieciom."

 Władze Bochni już poczyniły starania, aby uzyskać unijne wsparcie na rzecz wybudowania na swoim terenie zakładu utylizacji odpadów komunalnych. Widać, że w Bochni doskonale wiedzą, iż w sytuacji narastającego „śmieciowego problemu” czas to nie tylko pieniądz, ale również, że pecunia non olet. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak Burmistrz Grzegorz Wawryka jak i Radni Miejscy dołożą wszelkich starań, by owe śmieciowo-odpadkowo-ściekowe problemy rozwiązać pod każdym względem, przede wszystkim ekonomicznym, a decyzje, jakie zostaną podjęte, będą w pierwszym rzędzie korzystnie służyły mieszkańcom Brzeska i Gminy, którzy z kolei wykażą się odpowiedzialnością, rozsądkiem i zrozumieniem.

Jacek Filip

14.10.2008