• Zjazd Maturalny -19.05.2007r

    absolwentów LO w Brzesku

    z roku 1972 i 1977

     

     
     

     No i co ? Jesteście! Cieszycie się! Widać!

    Ja wiem, że od "no i co” nie ładnie zaczynać!

    Ale tak się chciałam z Wami spoufalić;

    Nie będę w Was przecież tytułami  walić!

     

    Bo każdy tu przywlókł tytuły, posady;

    ale dzisiaj zjazd jest no i nie ma rady;

    bo Wam za nic w świecie nie powiem "docencie”

    to Wy nam dziękujcie i nas tu doceńcie!

     

    Jestem niecierpliwa, nie chcę długo czekać

    a Wy z podziękami możecie tak zwlekać;

    nikomu nie przyjdzie w tym ferworze, wrzawie

    powiedzieć dziękuję; wiec ja to naprawię!

     

    Na samym początku:  tak jak na apelu

    dziękuje Wam bardzo, że jest Was tak wielu,

    że chcecie się spotkać, że nie macie  strachu

    chociaż już nie  Stasiu  ale jesteś Stachu,

     

    już nie masz włoseczków albo masz je siwe

    ale koleżanek spojrzenia wciąż tkliwe;

    i bliki się w oczkach koleżanek błyszczą,

    żadne długie lata tych uczuć nie zniszczą!

     

    Kolegom przybyło otuliny w pasie;

    Ale nikt nie powie: ”przytyłeś grubasie!”

    Powie, że się trzymasz; super jest kolego!

    No kiedyś to byłeś chudziutkim lebiegą!

     

    Koleżanki baczniej oczkiem suną w górę,

    potem w dół figury; dwa razy niektóre;

    policzą ci wszystkie kurze łapki wokół;

    lepiej ty się Anuś nie pchaj na ten cokół!

     

    Koleżanki widzą cóżeś ty Anula !

    Cóż fryzjerów niema? Ciągle ta fryzura ?

    A farby na ten łeb, siwy to nie łaska ?

    Może byś te włosy przycięła; do diaska !

     

    Może byś je trochę w papilotach zmięła;

    boś taka nijaka dzisiaj tu stanęła!

     

     

                      *** 

     

    Może fantazjuję  i przesadzam ciut

    Ale patrzcie tutaj !Tu się zdarzył cud!

    Nie ma starszych ludzi koło pięćdziesiątki!

    Śmiech, radość i ciepło; choć to są początki!

     

    Impreza wspaniała! I to dzięki Wam!

    No i skromnie dodam; trochę dzięki nam!

    No i co ? Już koniec? Czy dodać coś jeszcze?

    Widzę mego Jurka spojrzenia złowieszcze!

     

    Babo, daj już spokój! Miej więcej umiaru,

    opuść, że  ten cokół bo już drzemie paru!

    Ale nie! Ja jeszcze coś powiedzieć muszę!

    Jak tego nie powiem; pewno się uduszę !

     

    Muszę tu nadmienić, że są dwa roczniki,

    że nam razem dobrze, dobrze tak jak z nikim!

    Co to za różnica ?No powiedzcie sami!

    Czy ją tutaj widać między rocznikami?

     

    A kobietom  przecież lat liczyć "nie nada”,

    więc w tańcu nie pytaj: Rocznik? Nie wypada !

    Traktujcie mężczyźni wszystkie nas jak młódki;

    przyjdzie Wam to łatwiej; wzrok zamgli łyk wódki!

     

    I wszystkie kobiety z jednego rocznika;

    jest to tylko kwestia zmiany datownika!

     

    Juruś Ty się nie patrz !Ja tu zostać muszę!

    Jak długo nie mówię to wiesz, że się duszę!

    A teraz już powiem rzecz ważną na koniec;

    Przygotujcie do braw rozgrzane swe dłonie !

     

    A z  potrzeby serca, nie z mojej namowy

    pochylcie z szacunkiem posiwiałe głowy;

    przed gronem wspaniałym bo jakże inaczy

    mogłoby być kiedy, na nas się popatrzy!

     

    Kiedy taki owoc udało się spłodzić

    to teraz po prostu w chwale trzeba chodzić!

     

    Nie musicie się wstydzić swoich wychowanków,

    każde było skromne, dużo było wianków,

    papieros jak się tlił to tylko w Hadesie,

    ja tam nie schodziłam, bo piwnic boje się,

     

    jak ktoś zżynał  z ściągi; cierpiało sumienie

    i sam przed  klasówką  opróżniał kieszenie!

    Zadań od kolegi nie ściągał przenigdy;

    nie chciał przecież robić sam samemu krzywdy!

    Tarczę na rękawie przyszywał na dratwie,

    brzydził się agrafki choć byłoby łatwiej

    usunąć ją  wtedy kiedy nie wygodnie

    ale każdy uczeń wiedział co to "godnie "

     

    i z dumą swą tarczę nosił na chałacie

    który przykrył biedę kiedy ciężko tacie!

    Kołnierzyk bielutki przyzdabiał dziewczynkę;

    można go odwracać było gdy  się  krzynkę

     

    zbrukał, miał trzy guziki w porywach cztery;

    czemu dziś fartuszków nie chcą do cholery ?

    Jak się, któryś uczeń zbłąkał na wagarach;

    natychmiast wiedzieli; ojciec, matka stara,

     

    i chociaż nie było jeszcze tych komórek;

    w domu  już wiedzieli zanim  wrócił Jurek,

    Antek, Józek do niego po szkole;

    W drzwiach  go spowiadali: gdzieżeś był …kochanie ?

    Przykrość zrobiłeś tacie, mamie?

     

    Nikt się nie poskarżył na nauczyciela

    choć go trzasnął w nerwie, łbem tablice ścierał;

    każdy siedział cicho łzę chował w ukryciu,

    to był przecież sprawdzian: ”co go czeka w życiu "!

     

    Taka była młodzież; wdzięczna, dobra, miła;

    dziennik, mapy, kredę  do klasy nosiła;

    pomoce naukowe: cyrkle i ekierki

    i szczytem postępu rzutnik taki wielki,

     

    jak nam chciał nauczyciel rzucić coś na ścianę

    dyżurny przynosił  prześcieradło sprane;

    innego nie dało matczysko niczyje

    choćbyś się zaklinał; na głowę i na szyje!

     

    A ile radości kiedy to na holu;

    zasiadali wszyscy by słuchać w bemolu

    opusu, allegro,  andante, kantaty;

    jaki wtedy duchem człowiek był bogaty;

     

    choć nie miał laptopa, komputera, wieży;

    tak chłonął te dźwięki, że się włos dziś jeży

    że było możliwym za 50 groszy 

    przeżyć na tym holu, aż tyle rozkoszy!

     

    Szlifował nas wtedy Chopina mazurek

    Ravela "Bolero” wzruszało;

    a teraz ma młodzież tyle, jeszcze więcej;

    a krzyczy, że ciągle za mało!  Za mało!

     

    Raz może,  dwa –góra; klasowa wycieczka;

    nie była to wcale od nauki ucieczka!

    Nic przecież w przyrodzie; wiadomo nie ginie

    więc trzeba to odrobić już w innym terminie!

     

    Jak jakieś okienko trafiło się czasem

    człowiek się już cieszy a tu grzmotnie basem

    z końca korytarza, stuk laski znienacka;

    "Gdzie to klasa idzie? Złapali robaczka!”

     

    I  przykuty siedział robaczek do ławki;

    a marzyły mu się klombiki, huśtawki,

    zamiast śpiewu ptasząt, prawa Faradaya!

    A tak pięknie w parku! Matury, pół maja !

     

    Taka była młodzież na wiedzę pazerna;

    po nocach ślęczała blada i mizerna;

    ale pęd do nauki dodawał jej skrzydeł;

    wzory przyswajała, tysiące prawideł,

     

    tezy i dowody, jakieś imiesłowy,

    okres średniowiecza, wczesno –barokowy,

    jakiś Artur Rycerz Okrągłego Stołu,

    i praca u podstaw  nie szczędząc mozołu,

     

    jakieś mitochondria,  pantofelek, glony

    wszystko człowiek chłonął i nie był znudzony!

    Kolumb był idolem i da Gamma Vasca,

    No i Galileo z stwierdzeniem: do  diaska 

     

    kręci się ta Ziemia, poprę Kopernika

    nie boję się stosu i śmierci ryzyka!

     

    To wszystko na lekcjach chłonął  uczeń chciwie

    Notował w zeszycie pilnie każde słowo;

    źródłem wiedzy wykład był nauczyciela

    a nie www. kropka i Internetowo !

     

    Wtedy kalkulator to był szczyt zadęcia !

    Może go posiadał synek Dyrektora?

    A my na tablicach " fiz- mat- chem "i suwak,

    który w snach do dzisiaj to największa zmora !

     

     patrzę i nie kumam, potu cieknie strużka 

    szczęściem sen to tylko –wyskakuję z łóżka!

     

    No i w tych wspomnieniach zeszło na  alkowę

    Ale zakończenie mam tutaj gotowe!

     

                                  ***

     

    Myślę, że każdy zgodzi się ze mną;

    jeśli tak nie jest niech raczej milczy;’

    bo na następne zjazdy na pewno

    dostanie od nas już bilet wilczy!

     

    Jak się nie zgodzić ze mną jak powiem,

    że zjazd to wspaniale dzieło;

    frekwencja duża,  humory przednie;

    a to się dopiero zaczęło!

     

    Niech więc tu każdy dba o sąsiada,

    niech się kolejno dalej przesiada,

    niech ma baczenie na tych nieśmiałych,

    niech piją częściej no i po całych,

     

    a taniec musi być żywiołowy!

    Każdy mężczyzna trzy białogłowy

    musi wytańczyć w jednej godzinie,

    niech się przygląda smutniejszej minie,

     

    wtedy posiłki na nią przerzuci

    niechże się baba więcej nie smuci,

    żeby się żadna nie marnowała,

    swojego męża tutaj zabrałam!

     

    Macie mężczyźni instruktarz krótki;

    nasi koledzy  z nami; nie młódki;

    młodsi koledzy z nami i owszem;

    tamte se rady dadzą; bo młodsze!

     

    Jakże mi skończyć jest dzisiaj trudno,

    wam tu beze mnie będzie marudno!

    Skądże jest we mnie tyle skromności;

    już schodzę Juruś, już się nie złoscij!

      

     

    Brzesko 19.05.2007r                                                     

    Anulka Czernecka kl.4d

     

    absolwentka z 1972 roku