Romantyczny pragmatyk

 O twórczości plastycznej Ryszarda Kołdrasa

(Marek Karwala)

 

„Kto szybko żyje, dwa razy żyje”. To stare powiedzenie zdaje się doskonale przylegać do zamkniętej już, niestety, biografii Ryszarda Kołdrasa, bowiem tym co przeżył i czego dokonał dałoby się obdzielić dwie... a nawet kilka osób. Niekiedy wkrada się cień przesady, gdy określamy kogoś mianem „człowieka renesansu”, lecz w tym przypadku jest ono absolutnie uzasadnione. Ryszard Kołdras posiadał szerokie zainteresowania i rozliczne talenty, a każdy z nich starał się przynajmniej po części realizować (historia, literatura, nauki ścisłe, aktorstwo, kabaret, muzyka, ale jego największą miłością było malarstwo). Urodził się 3 maja 1955 r. w Głuszycy na ziemi wałbrzyskiej, później rodzina przeniosła się do Tropia nad Dunajcem, aby w końcu osiąść w Jasieniu Brzeskim.

Miał dylemat, gdy w 1975 r. ukończył naukę w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym w Brzesku z pierwszą lokatą, co oznaczało, że mógł wybrać dla siebie, bez egzaminów wstępnych, dowolny kierunek na studiach technicznych.

Ryszard

 Kołdras

 

I. Portret mężczyzny czasu przełomu 1980/1981 r.

Portret mężczyzny czasu przełomu 1980/1981 r.

Pod drzewem

 

Pociągała go sztuka, ale wtedy – bodaj po raz ostatni – uległ pragmatyzmowi w czystej postaci i zdecydował się studiować na elitarnym wówczas Wydziale Elektrotechniki Akademii Górniczo-Hutniczej (w późniejszym życiu zarzucano mu niekiedy, że kieruje się bardziej sercem niż rozumem, traktowano podejmowane przez niego decyzje jako sentymentalne, nierealne, ale czas dowiódł, że były słuszne i pożyteczne). Na elektrotechnice ciągnęło jednak wilka do lasu, dlatego zaliczył pierwszy semestr i ku zaskoczeniu wszystkich... zrezygnował.

 

Podjął pracę fizyczną, a równocześnie przygotowywał się do egzaminów wstępnych na Akademii Sztuk Pięknych. Nikt nie odmawiał mu talentu, ale na liście przyjętych swojego nazwiska nie odnalazł. Zrozumiał wtedy coś bardzo istotnego – aby być artystą, nie trzeba mieć na to dowodu na piśmie w postaci dyplomu uczelni o takim profilu. Nie zarzucił swej pasji, przeciwnie – jeszcze bardziej zintensyfikował działania w tym kierunku: malował, rzeźbił, rysował, odwiedzał muzea, studiował albumy malarstwa i zgłębiał tajniki historii sztuki. Równocześnie, bez najmniejszych problemów, zdał egzamin wstępny na górnictwo, które w roku 1981 ukończył z wynikiem bardzo dobrym.

 

 

(z arch. Marka Kołdrasa)

 

Bezpośrednio po studiach podjął pracę w bocheńskiej kopalni soli, w której pełnił kolejno funkcje: inżyniera ds. wentylacji, kierownika robót górniczych, starszego inspektora ds. nadzoru inwestycyjnego i rozliczania robót likwidacyjnych, w końcu dyrektora całej kopalni.

 

 

(z arch. Marka Kołdrasa)

 

Równocześnie wykonywał też zadania ratownika górniczego. Siedmiowiekowa kopalnia stała się jego niekłamaną pasją – znał każdy jej zakamarek, snuł dalekosiężne plany jej rozwoju (nie wszyscy byli do nich od razu przekonani, ale obecnie właśnie te koncepcje są realizowane), w 1995 r. powołał do istnienia Uzdrowisko Kopalnia Soli Bochnia i udostępnił dla ruchu turystycznego podziemne wyrobiska. Cieszył się, gdy mógł gościć w kopalnianych pomieszczeniach znaną na świecie Scenę Plastyczną KUL prowadzoną przez Leszka Mądzika, która wystawiła tam kilka spektakli: Wilgoć, Wrota, Wędrowne, Zielnik. Czerń, mrok odgrywają ważną rolę w prezentacjach Mądzika, dlatego komora Ważyn okazała się dla nich miejscem wręcz idealnym.

[tytuł nieznany]

Don Kichot i jego Rosynant miażdżony przez samochód, 1996 r.

Był październikowy wieczór 1996 r., gdy Ryszard Kołdras – po spotkaniu w bocheńskim muzeum ze znanym historykiem Andrzejem K. Kunertem, który mówił wówczas o Leopoldzie Okulickim – wracał do rodzinnego domu w Brzesku. Jadący z naprzeciwka ukraiński kierowca, zmęczony podróżą, nie zapanował nad swym pojazdem... Kilku kilometrów i kilku minut zabrakło, aby zobaczyć twarze żony i dzieci. Na niewielkim wzniesieniu międzynarodowej drogi nr 4 Ryszard Kołdras spotkał swe przeznaczenie. W hołdzie tragicznie zmarłemu dyrektorowi i artyście grupa teatralna Leszka Mądzika przygotowała i wystawiła w jego kopalni spektakl o znamiennym tytule Kir (1999). Przed kilkoma laty jednej z komór na poziomie August nadano jego imię.

 

***

 

Jak już zostało powiedziane – pasją Ryszarda Kołdrasa było malarstwo, ale oprócz niego uprawiał także rzeźbę i rysunek. Górnicy-artyści często rzeźbią w soli, on zaś, co może nieco zaskakiwać, nie wykonał żadnej pracy tego rodzaju. Wybrał natomiast drewno i był w tym wyborze konsekwentny – są to najczęściej wizerunki Chrystusa Ukrzyżowanego o ekspresyjnym, przenikniętym cierpieniem obliczu i głowie zwieńczonej cierniową koroną. W komorze Ważyn można obejrzeć jego rzeźbę zatytułowaną Górnik. W rysunkach natomiast objawił artysta swój talent karykaturzysty i inteligentne poczucie humoru. Ozdabiał w ten sposób zaproszenia na imprezy nazywane „karczmami piwnymi” i związane z nimi akcesoria (kufle, plakietki, medale), śpiewniki, kopalnianą księgę pamiątkową, dokonywał też opracowań wydawnictw promujących podziemne bocheńskie uzdrowisko.

Kołdras nie należał do artystów stabilistycznych, rozpoznawalnych nie tylko po charakterystycznej dla nich technice, ale też po nieobszernym diapazonie tematów. On reprezentował sztukę transmutacyjną, ciągle poszukującą, wędrującą po różnych terytoriach i formach artystycznego wyrazu. Można łatwo zauważyć w jego malarstwie bogatą sieć nawiązań do sposobów pisania bizantyjskich ikon (bo ikony się „pisze”, nie maluje), do rozwiązań wypracowanych w renesansie, baroku..., aż po symbolizm czy surrealizm. Jako równie szeroka jawi się gama zainteresowań twórcy. Brzeski historyk sztuki, Jerzy Wyczesany, wymienia bogatą listę twórców i kierunków, z którymi Kołdras prowadził ożywioną „korespondencję”:

Stylizacją i nastrojem wiązały się one [prace malarskie R. Kołdrasa – dop. M. K.] ze sztuką dawną – późnogotyckim naturalizmem mistrzów niderlandzkich (Jan van Eyck, Roger van der Weyden, Dieric Bouts, Hugo van der Goes, Petrus Christus, Mistrz z Flčmalle, Hans Memling), renesansem niderlandzkim, w tym szczególnie groteską Hieronima Boscha i rubasznym humorem Pietera Bruegla zw. Chłopskim, renesansem niemieckim (Albrecht Dürer, Lucas Cranach st., Hans Holbein) oraz barokowym realizmem małych mistrzów flamandzkich i holenderskich (Adriaen Brouwer, Jan Steen, Pieter de Hooch). Inspiracje czerpał również ze sztuki współczesnej: symbolizmu, pełnego niesamowitości niemieckiego postekspresjonizmu spod znaku „Neue Sachlichkeit” (Nowej Rzeczowości), włoskiej „Pittura metafisica”, francuskiego neohumanizmu czy też surrealizmu (Salvador Dali, Paul Delvaux). Nieobce były mu również zapożyczenia ze sztuki polskiej, w tym: neoklasycyzmu Eugeniusza Zaka, synkretyzmu międzywojennego ugrupowania Bractwo Świętego Łukasza, zwłaszcza metafizyczny niepokój ewokowany w obrazach Bolesława Cybisa, czy też napięcie obsesyjnej wyobraźni Jerzego Dudy Gracza. [...] Podobnie jest z malowanymi przez artystę ikonami stylizowanymi na malowidła ruskie i bizantyjskie [...] [1].

Wszystko to świadczy, iż Ryszard Kołdras miał głęboką świadomość tradycji, pochylał się nad nią, gdy przystępował do własnych prac, ale zarazem nie był od niej poddańczo uzależniony. Przeciwnie – czerpiąc z niej liczne inspiracje, równocześnie z nią polemizował, wiódł erudycyjny dialog, prowadził intertekstualne gry. Dlatego w jego dorobku dają się rozpoznać liczne: cytaty, pastisze, parafrazy, trawestacje lub jedynie dyskretnie sygnalizowane aluzje i dygresje.

 

Błogosławiona Kinga - patronka górników

Szczęście

 

Ci, którzy towarzyszyli jego sztuce w momencie jej powstawania, artyści, z którymi dyskutował, wyjeżdżał na plenery, brał udział w przeglądach sztuki, podkreślają benedyktyńską cierpliwość i pracowitość Kołdrasa. Zebrał te opinie bocheński historyk Jan Flasza:

[...] najpierw pieczołowicie przygotowywał on nabite na blejtram płótno. Gruntował je kilkoma warstwami gumy arabskiej, potem dokładnie szlifował. Dzięki temu zyskiwał zaskakującą gładkość powierzchni, która zbliża fakturę jego niektórych obrazów do [...] malarstwa tablicowego. [...] Potrafił malować bardzo długo, wręcz cyzelować swoje obrazy, niczym średniowieczni mistrzowie, dbający o najdrobniejszy detal. Używał przy tym wyjątkowo cienkich pędzli. [...] Przyjaciele powiadają, że może było ich nawet trzy tysiące! [...] Dobrze opanował technikę laserunku, przez co uzyskiwał wrażenie wielowarstwowości malowideł. Całość pokrywał mocnymi werniksami, które jeszcze dobitniej podkreślały ich lustrzaną gładkość [2].

Tematy podejmowane przez Ryszarda Kołdrasa owocowały zarówno rozbudowanymi cyklami, jak i realizacjami indywidualnymi, osobnymi. Prezentował sceny symboliczne (np. cykle: Wielkie żarcie, Don Kichot), religijne (np. Ukrzyżowanie), malował pejzaże (np. Aleja parkowa), martwe natury (np. nostalgiczna Martwa natura z obrączkami), sceny związane z przeszłością i legendami kopalni soli (postacie żupników, kopaczy, Skarbka), akty, portrety (tu na uwagę zasługuje m.in. Portret mężczyzny czasu przełomu 1980/81, na którym głowa postaci została „udekorowana” specyficznym nakryciem złożonym z gazet, które wówczas miały bodaj największy wpływ na kształtowanie opinii publicznej – „Tygodnika Solidarność”, „Trybuny Ludu” i „Gazety Krakowskiej”), autoportrety, sceny rodzajowe (np. powracający motyw wypalania się uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi, nawiązujący aluzyjnie do biblijnej Księgi Rodzaju).

 

[tytuł nieznany]

 

W malowidłach powstałych w ostatnim okresie życia artysty wyczuwa się klimat wyciszenia, dystansu, nie pulsują one już taką ekspresją, jak te wcześniejsze, a niektóre zdają się wręcz profetycznie zapowiadać zbliżające się odejście. W kontekście tragicznego finału życia artysty przejmująco brzmi sens obrazu Don Kichot i jego Rosynant miażdżony przez samochód (1996). To była jedna z ostatnich prac, a gdy dodamy, że ostatnia – również z tego samego cyklu – prezentowała Don Kichota odchodzącego w dal..., wrażenie będzie jeszcze dotkliwsze.

 

PS. Ryśkowi (mogę chyba tak na koniec rzec po starej przyjaźni) przyszło żyć krótko, ale intensywnie, dobrem zapełniał ofiarowane mu lata, cieszył się miłością najbliższych i powszechnym ludzkim szacunkiem, dlatego zapewne teraz powtarza za św. Pawłem:

"W dobrych zawodach wystąpiłem...” (2 Tm, 4, 7)

 

Marek Karwala

 

1) J. Wyczesany, Ryszard Kołdras 1955–1996. Katalog wystawy, Brzesko b. d. w. (2005 ?), s. 9, passim.

2) J. Flasza, Może Don Kichot miał rację?, „Kronika Bocheńska” 2002, nr 10, s. 63, passim.


Powyższy artykuł ukazał się w czasopiśmie KONSPECT (Pismo Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie) w 2010 r i za zgodą autora mam przyjemność zaprezentować go czytelnikom portalu. Artykuł dodatkowo uzupełniłem o zdjęcia Ryszarda Kołdrasa dostarczone przez jego brata Marka. Więcej prac Ryszarda Kołdrasa można oglądać tutaj-->>

  

Zbigniew Stós

19 lutego 2012 r.