URODZINY 3 LIPIEC 1993R.

Na Zagrodach  w Okocimiu tam gdzie w dół Bocheniec schodzi

Chatka stała, strzechą kryta; kto w tym domku się urodził?

Dziecko Miecia i Filonki,wnuczka  Rózi i Michała,

Święta Anna ich patronką - Ania imię to dostała !

 

 

Tak to Ani jest gniazdeczko;stamtąd Ania się wyrwała

Bo jak latka miała ze dwa ze wsi w świat  emigrowała !

Mama, tatuś swój dobytek zima wrzucili na sanie,

Gdzieś w pierzyny i poduchy wtłoczyli Jerzyka, Anie!

 

 

Tak ruszyli w nowe życie, łzy na twarzy marzły Mamie,

Jerzyk starszy też mu przykro, tuli swą siostrzyczkę Anie.

Sanie toczą się po grudzie wszystkim źle i jakoś ciężko,

Koń swą grzywą potrzepuje,w dali widać małe Brzesko!

 

I tak w smutku zajechała biedna rodzina Czerneckich

pod swój nowy dom czynszowy przy ulicy Brzezowiecki.

Mieciu swoją wziął Filonkę i tobołki, dzieci dwoje;

Drzwi otwiera wielkim kluczem „To mieszkanie od dziś twoje”

 

 

Nasza biedna, mała Ania, drepce szybko,męczy nóżki,

jej mamusia jeszcze słyszy ostre głosy i pogróżki:

„jeszcze wrócisz córko tutaj gdzie twe miejsce pani z miasta;

kiedy braknie ci i mąki pewnie i jajka do ciasta”

 

Smutna biedna mama Ani i biednego też Jerzyka

wchodzi przez próg całkiem sama i za sobą drzwi zamyka!

Tu przypadnie żyć Anusi; w pokoju jednym,kuchence

gdzie sikała do wiaderka i marzyła o łazience!

 

 

Tu swym bratem co był przyszedł sześć lat po niej tu na ziemie

się cieszyła kiedy zwiększył on Czerneckich skromne plemię!

Tu siedziała w kącie kuchni przy stoliku tuż przy oknie,

tu pisała swe wierszyki i patrzyła jak świat moknie!

 

 

Tu się Ani uczyć chciało; książek czytała; oj wiele !

Na majówce, w pierwszy piątek każdy widział ja w kościele!

Grzeczna była, ułożona; oj nieśmiała, skromna taka;

martwiła się jej mamusia oj! Nie będzie mieć chłopaka!

 

 

„ Na zabawę się nie ruszy ino czyta pod pierzyną",

który chłopak się obejrzy za tą moją dziewuszyną?

I tak rosła mała Ania w końcu stała się panienką

i maturę zdała pięknie i została już studentką!

 

 

Zanim jednak w świat ruszyła, zamieszkała już w Krakowie

Jej mamusia ją uczyła co dziewczyna ma mieć w głowie!

Ile przestróg Ani dała życie jej malując smętnie:

„nie pal czasem papierosów,

nie wyglądaj zbyt ponętnie;

 

każdy patrzy wykorzystać,

takie przecież z ciebie ciele,

nie narzucaj się chłopakom,

na mszy zawsze bądź w kościele,

 

zawsze pamiętaj o domu,

łez z mych oczu nie wyciskaj,

nie wystawaj gdzieś z chłopakiem,

w bramach się z nim nie przyciskaj,

 

całować się nie daj zaraz,

włosów ściąć nie daj namówić,

nie pij wódki ani piwa;

co ci jeszcze będę mówić?

 

Sama wiesz najlepiej chyba, jak swą cnotę chronić masz

bo jak spotkasz w końcu męża no to co mu wtedy dasz?  

Na to biedna Ania cicho westchnęła sobie w ukryciu:

„Po co szybko tak urosłam ? Po to co mnie czeka w życiu?

 

Ja warkocza ścinać nie chcę, dym ze sportów tak mi śmierdzi

Jak pijaka widzę obok to już całą aż mnie mierzi !

Po co z cnotką się rozstawać? Kiedy dobrze być panienką;

Taką skromną, cichą,miłą no i w pasie zawsze cienką?

 

Co też mama do mnie mówi? O czym ona ze  mną gada?

Cała przecież się rumienię; o czymś takim nie wypada!

Tak więc Ania żyje cicho, skrypty nosi, miareczkuje,

kwiaty suszy, zielnik robi, z mikroskopu coś rysuje!

 

I tak lecą lata studiów, Ania w piątek już do domu;

Jak w pociągu w kącie siada nie przygląda się nikomu;

za to mocno trzyma torbę i do kolan ją przyciska;

bo mamusia powiedziała:” Ty uważaj złodzieiska

 

Torbę szarpną,wyrwą,znikną w tłumie i co będzie?

Tak więc Ania siedzi cicho i złodzieja wietrzy wszędzie!

W domu  czeka na nią Rodzic; jeden,drugi i braciszek

Ledwie domu próg przekroczy; ”oj siostrzyczko coś napiszesz!

 

Znowu jakieś szklane domy i motyw rozdartej sosny,

jakiś Judym czy Baryka, już bliziutko jest do wiosny

więc się siostro sprężać musisz bo maturę masz na karku,

nie protestuj i tak nie krzycz jakbyś była na jarmarku!

 

Bo i tak napisać musisz mama każe ci i tyle;

A mnie ciężko to przychodzi i epoki sobie mylę!

Po tygodniu Ania wraca, Stasiu pracę jej ma w ręce:

„tylko czwórka moja siostro, musisz się postarać więcej!

 

Ale dalej śledźmy wszyscy życie Ani córki Miećka,

chociaż jeszcze o tym nie wie broń zraniła ją zdradziecka!

Pojechało dziecko skromne na oazę do Łomnicy,

Wnętrze swoje ubogacać; byli sami ochotnicy!

 

Siedem dziewcząt z Kopernika między nimi i Anulka

Los takiego figla spłatał, że zabrali także Jurka -

„Bo to silny chłopiec, zdrowy przyda nosić się plecaki,

 Sera, jajek gdzieś załatwi;  bo obrotny przecież taki”

       

 

Tak pomyślał jezuita jak formował swą owczarnie

Nie przeczuwał wtedy tego, że tak Ania skończy marnie!

Bo to Anie skromną, cichą zejrzał bóg Aprowizacji;

Amor strzałą ją ugodził w pierwszy dzień tuż po kolacji!

 

Jakżesz ona się płoniła od Amorów oganiała:

„-Pecha ja mam chyba w życiu; spośród siedmiu jam dostała!

Czemu on tak na mnie patrzy, spojrzeń jego znieść nie mogę;

Bo się zaraz tak rumienię-o! - znów patrzy na mą nogę!”

       

 

Ania wstydzi się i boi, mama przecież jej mówiła:

„ nie wierz chłopcom ich spojrzeniom, żebyś głupiom mi nie była!

Jakże ciężko było Ani: w górze księżyc, szum potoka;

Opędzać się tak bez sensu od miłego jej chłopoka!

 

By swą oschłość zaś stonować dała mu rekompensatę,

do kanapki dołożyła pomidora to sałatę!

Zawsze jemu  położyła grubiej  masła na kromeczkę

A to boczku, kiełbaski, częstowała go ciasteczkiem !

 

Tak  minęły dwa tygodnie, chronił ja tam duch wspólnoty

Potem koniec był oazy – Jurka wzięło na pieszczoty!

Jak obronić swoją cnotę ? Jak przy Jurku być panienką ?

Zawsze skromną, cichą, miłą no i w pasie zawsze cienką?

 

        

Cztery lata tak broniła swojej cnoty, swego wianka,

aż uklękli przy ołtarzu on i jego Ulijanka!

       

 

Kapłan powiązał ich węzłem mocnym, silnym nie do zdarcia;

On trwać teraz przy niej musi choćby nie dawała żarcia,

Ona znosić będzie jego kaprysy,złości, humory,

Pielęgnować ciągle, zawsze, czy jest zdrowy czy jest chory!  

 

Zawsze poda mu co dobre, dobry placuś i ciasteczko

On ją za to ucałuje! Oj kochana ma żoneczko!

Ale żeby jej się z tego nie powywracało w głowie;

Tak potrafi dobrać słówka, ze jak powie to już powie!

 

Wiemy przecież w życiu ciernie i na ścieżce się trafiają,

Ania umie się pocieszyć inne jeszcze gorzej mają!

Juruś zawsze przy niej blisko, trwa w tym związku chyba wiernie?

Gdzie tam zwracać będzie Ania swą uwagę na te ciernie!

 

Co tam krzyki, jego wrzaski, tempo które on nadaje,

Zawsze pospiech, zawsze szybko, Ania na to już przystaje!

Bo już taka to uroda, taki jest jej Juruś  drogi,

Jak zaczyna pokrzykiwać Ania bierze za pas nogi !

 

I udaje się na spacer gdzieś do lasu, gdzieś na pieńki;

jak wieczorem sobie wraca, Juruś jest już całkiem miękki!

Czeka na nią i wypatruje; pyta potem: ”chcesz herbatki?

Gdzież jest Juruś  ten rogaty ? Bo ten jest już całkiem gładki!

 

Tu refleksja się nasuwa,taka myśl w Ani się rodzi :

„kłoćcie zawsze się do woli lecz w tych kłótniach bądźcie młodzi!

Wybaczajcie sobie szybko gniewy, żale miejcie gdzieś,

Jak ta Ania, która kończy latek dziś trzydzieści sześć!

 

Niech nad waszym zagniewaniem słońce nigdy nie zachodzi,

Dokąd czynić tak będziecie zostaniecie zawsze młodzi!

3.07.1993r

Zamieszczono na portalu: marzec 2007 r.