Michałówka i jej przedwojenni mieszkańcy

 

"Michałówka" to dom przy ul. Okocimskiej, zbudowany dla Michała Rossknechta, Radcy Cesarskiego, Kawalera Stosownego Orderu Franciszka Józefa, brata ciotecznego Albina Götza - Okocimskiego. 

Michała Rossknecht był synem Karola i Joanny z d. Götz, siostry Jana I Götza. Urodził się w 1846 roku w Pfullendorf (Badenia-Wintenbergia). Mimo niemieckiego pochodzenia czuł się Polakiem.

 

Michałówka w 1899 r.

(z arch. Marka Sukiennika)

 

Po ukończeniu szkoły browarniczej został w 1862 r. sprowadzony do Okocimia przez swojego wuja, gdzie dziewięć lat później, w 1871 r. został zarządcą dóbr okocimskich a  od 1884 r. był dyrektorem browaru okocimskiego. W latach późniejszych, także browaru w Krakowie, który Jan Albin br. Goetz kupił w roku 1903.

 

Ożenił się z Teresą Felgel z Radłowa (jej przodkowie wywodzą się z terenu czeskich Moraw). Mieli dziewięcioro dzieci: siedem córek i dwóch synów.

 

Rodzina Michała i Teresy Rossknechtów

(fot. Witold Dobrowolski, Radło, 1(13) luty 2010)

 

Zmarł w 1912 roku. Pięć lat później (1917) zmarła jego żona Teresa. Oboje spoczywają na cmentarzu w Okocimiu Górnym w grobowcu autorstwa Jana Szczepkowskiego. 

Więcej na temat Michała Rossknechta i grobowca w któym został pochowany przeczytać można w artykule Jerzego Wyczesanego "Nieznane dzieło Jana Szczepkowskiego", BIM 3/1994.

 

 

Michałówka w marcu 2012 r.

(fot. Marek Sukiennik)

 

Jak widać na współczesnych zdjęciach "Michałówki" budynek został z czasem rozbudowany (przez właścicieli ?). Obecna elewacja budynku, delikatnie mówiąc, nie dodaje mu uroku.

Jeden z dwóch synów Michała Rossknechta, Roman, został po śmierci ojca został zastępcą dyrektora browaru, na którego powołano Tadeusza Narzymskiego.

 

Córka Michała Rossknechta, Jadwiga, ur. 2.11.1875 r. (kierowniczka szkoły żeńskiej) wyszła w lipcu 1899 r. za mąż za Eugeniusza Romera - polskiego geografa, kartografa i geopolityka, twórcy nowoczesnej kartografii polskiej, współzałożyciela Książnicy-Atlasu. Oboje często gościli w "Michałówce" o czym pisze w swoich wspomnieniach ich syn Edmund Romer. (patrz "Pamiętny ślub", poniżej)

 

Kolejna córka Michała Rossknechta, Maria, wyszła za mąż za Franciszka Orlicza z Okocimia (był buchalterem w browarze). Mieli pięciu synów. Kiedy jego ojciec niespodziewanie zmarł. Władysław miał tylko cztery lata. Maria z piątka synów, wyszła powtórnie za mąż i zmieniła nazwisko na Patocka. Wywodząc sie z inteligentnej rodziny doceniała rolę wykształcenia. Nie bez znaczenia było także to, że jej szwagrem był Eugeniusz Romer. Trzech jej synów zostało profesorami. Tadeusz - profesorem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, specjalista z zakresu obróbki drewna. Michał także został profesorem obierając za przedmiot swoich zainteresowań klimatologię i meteorologię.

Najbardziej znanym z nich jest światowej sławy matematyk Władysław Orlicz (1903-1990). Najmłodszy z braci (Zbigniew) zginął podczas walk toczonych o kształt granic Drugiej Rzeczypospolitej, a najstarszy (Kazimierz) stał się ofiarą nazizmu. (Lech Maligranda, Witold Wnuk, Roczniki Polskiego Towarzystwa Matematycznego XXXVI 2000)

 

Znalazłem także w Internecie, krótką informacje o trzeciej córce Michała Rossknechta, Emmie Mareczek. Miała dwóch synów Oskara i Jana. Ten ostatni zginął prawdopodobnie w Charkowie - jest na Ukraińskiej Liście Katyńskiej.

 

Na końcu jak zwykle mój apel do czytelników o przesyłanie wszelkich informacji, które pozwoliłyby uzupełnić lub rozszerzyć wiedze o dalszych losach pozostałych "dzieci z Michałówki".

 

Zbigniew Stós

<admin@brzesko.ws>


Pamiętny ślub

(J. Burlikowski, "Kroniki Miasta Brzeska" t.4, str.45-47)

 

W "Księdze małżeństw" parafii Okocim z roku 1899 znajduje się metryka ślubna, z której przytaczam następujące dane: Wielmożny, szlachetnie urodzony pan Eugeniusz Mikołaj de Chyszów Romer, dr filozofii, profesor gimnazjum i docent na Uniwersytecie we Lwowie, urodzony 3 lutego 1871 r. Panna Jadwiga Berta Rossknecht, kierowniczka szkoły żeńskiej, córka P.T. Pana Michała, dyrektora browaru, urodzona 2 listopada 1875 r. Ślub zawarli 18 lipca 1899 r. Świadkowie: Jan Gotz, Jan Romer c.k. kapitan. Małżeństwo pobłogosławił proboszcz okocimski x. Bartłomiej Unger.

Ja, niżej podpisany, pozwalam na związek małżeński mej małoletniej córce Jadwidze z Wielmożnym Panem Eugeniuszem Romerem i na to wobec wyżej wymienionych świadków własnoręcznie podpisuję. Michał Rossknecht, ojciec Jadwigi. [21]

 

Ślub ten pamiętny był przede wszystkim ze względu na osobę pana młodego, Eugeniusza Romera, sławnego później geografa, twórcy polskiej kartografii.

 

Eugeniusz Romer urodził się 3 lutego 1871 r. we Lwowie, a zmarł 28 stycznia 1954 r. w Krakowie. Geograf, twórca nowoczesnej polskiej kartografii, wychowawca wielu współczesnych geografów. Studia odbył w Krakowie, Halle i Lwowie, tam doktorat w 1894 i habilitacja w 1899 roku. Studia uzupełniał następnie w Wiedniu i Berlinie. W latach 1911 - 1931 profesor Uniwersytetu we Lwowie, 1946-1947 Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1919 członek Polskiej Akademii Umiejętności, od 1952 członek Polskiej Akademii Nauk, profesor honorowy Uniwersytetu we Lwowie (1931) i Krakowie (1947). Autor podręczników szkolnych, map i atlasów: Atlasu Geograficznego 1908 r., Geograficzno Statystycznego Atlasu Polski w 1916 r. Uczestnik wypraw badawczych. Geograficzno-Statystyczny Atlas Polski odegrał rolę w ustalaniu granic odradzającego się  państwa. Brał udział jako ekspert w rokowaniach pokojowych w Paryżu (1919) i Rydze (1921), a następnie w akcji plebiscytowej na Górnym Śląsku. Brał czynny u dział w życiu organizacyjno-naukowym, m.in. w międzynarodowych kongresach geograficznych w Paryżu 1931 i Warszawie 1934 r. W latach 1928-1938 i 1945-1949 był wiceprezesem Międzynarodowej Unii Geograficznej. W roku 1921 założył słynny Instytut Kartograficzny "Atlas", przemianowany po połączeniu później z "Książnicą" na "Książnicę - Atlas". Szczególnie wielkie są jego zasługi dla kartografii, zwłaszcza szkolnej. Imieniem Romera został nazwany w r. 1924 jeden z lodowców Alaski. Wydał szereg prac. [22]

 

Kronikarz miał szczęście osobiście znać tego wielkiego uczonego, a to w związku z pracą w "Książnicy Atlas" w latach 1928-1934. Pracował tam przy Wielkim i Małym Atlasie Geograficznym E. Romera, przy globusie, a także przy różnych mapach jego autorstwa. Pamiętam po tylu latach dokładnie tego wspaniałego człowieka, gdy od czasu do czasu przychodził o "Książnicy - Atlas". Obchodził wtedy wszystkie pokoje i z każdym miał coś do mówienia. Był to bardzo przystojny mężczyzna, zawsze uśmiechnięty. Nie czynił żadnej różnicy między pracownikami kwalifikowanymi a pomocnikami i uczniami. Każdemu serdecznie ściskał dłoń, co normalnie nie było w zwyczaju. Kwalifikowani pracownicy nie podawali ręki pomocnikom i uczniom, a zwracali się do nich przez" ty". Prof. Romer do wszystkich zwracał się przez "pan".

 

Pewnego dnia zostałem posłany wraz z kolegą do jego domu prywatnego przy ul. Długosza we Lwowie   z plikiem świeżo wydrukowanych map. Po zapukaniu do drzwi otworzył nam je profesor, zaprosił do środka, a odbierając mapy chciał nam wręczyć napiwek. Kolega zrobił gest, że napiwku nie przyjmiemy od profesora i powiedział "dziękujemy". Prof. Romer cofnął rękę i powiedział "przepraszam". Szczególnie miłe były jego wizyty przed świętami Bożego Narodzenia, gdy przychodził życzyć wszystkim wesołych świąt i szczęśliwego N owego Roku. Dla każdego miał wtedy jakieś miłe słowa. [23]

 

W tym czasie znałem syna prof. Romera, Witolda. Pracował w sąsiednim pokoju. Fotochemik i fotografik. Urodzony 14 lipca 1900 r. we Lwowie, zmarł 19 kwietnia 1967 r. we Wrocławiu. Wynalazł podczas pracy w "Książnicy-Atlas" nowoczesny, jedyny na świecie, sposób produkcji map, zwany kartochromią. Autor prac naukowych. Po wojnie, od 1948 roku profesor Politechniki Wrocławskiej. [24]

 

Profesor E. Romer bardzo lubił spędzać święta Bożego Narodzenia w Okocimiu. Oto co pisze jego syn Edmund na ten temat: Ze stacji kolejowej w Brzesku (Słotwinie - wyj. kronikarza) do "Michałówki" w Okocimiu jest kilkanaście minut jazdy powozem. Jedziemy w trójkę z Matką i bratem na święta Bożego Narodzenia do dziadków Michałów Rossknechtów. Ojciec ma tam przyjechać później ze swej azjatyckiej podróży. Zapada wieczór. Widzę jedynie wiele elektrycznych świateł browaru. Zajeżdżamy przed dom dziadków. Następuje wylewne przywitanie z gospodarzami i wieloma ciotkami... "Michałówka" to obszerny dom zbudowany dla mojego dziadka, Michała Rossknechta, przybyłego za młodu z Niemiec, współzałożyciela i dyrektora browaru w Okocimiu, nazywany tak od jego imienia. Stoi na łagodnym stoku spadającym ku szosie prowadzącej z Brzeska. Jest piętrowy od strony szosy, parterowy od tyłu, gdzie jest zajazd i główne wejście przez oszklony hall. Z "Michałówki rozciąga się rozległy widok na browar położony po drugiej stronie szosy na płaskim i nieco obniżonym terenie. Widać obszerne fabryczne budynki, wieżę wodną, wysoki komin, plątaninę rur, z których tu i ówdzie unoszą się smużki pary. Nieco dalej stoi kilka beczek, ogromnych jak piętrowe domy. Dopiero z bliska widać, że są to ułożone tak dębowe klepki na beczułki do piwa. Z browaru dochodzi przytłumiony szum, akcentowany od czasu do czasu głośnym brzękiem lub donośnym wykrzyknięciem. Ale nade wszystko, gdy kierunek wiatru na to pozwala, wyczuwam charakterystyczny słodkawy zapach słodu. Miły, bo kojarzy się z okocimskimi wspomnieniami. "Michałówka" to niezapomniany dom dziadków Rossknechtów, gdzie od nie pamiętnych czasów jeździło się na święta Bożego Narodzenia. Obszerny dom pełen ciotek, sióstr matki, oraz dzieci, młodszych i starszych wnucząt, towarzyszy zabaw i psot. Jest też wuj Roman, jedyny wuj wśród sześciu ciotek, obiekt naszego podziwu. Ale najważniejsi byli dziadkowie: babcia drobna, mocno szpakowata, zawsze starannie uczesana, zawsze czymś zaaferowana, zafrasowana. Widzę ją siedzącą przy stole przy śniadaniu, jak mówi przyciszonym, monotonnym głosem, daje polecenia, wskazówki, czasem narzeka i upomina. Czasem mówi niezrozumiale po niemiecku. Dziadka widzę w ruchu. Jest wysoki, o okrągłej różowej twarzy, śnieżnobiałe włosy zaczesane ma najeża, oczy za szkłami, śmiejące się, wesołe. Poważny, ale pogodny, wielki i stary - ale dostępny, miły, dobry. Bardzo go lubię, cieszę się, gdy mnie spostrzega...

 

... Tyle przeżyć, tyle ciepła, tyle zabaw, tyle małych nieszczęść składa się na to, co zawiera dziecinna pamięć z Okocimia. Nawet odmienny sposób patrzenia dorosłego człowieka, już po studiach, nie zdołał zaćmić charakteru tych wspomnień. Jedynie przestrzeń  czas uległy skurczeniu - zmieniły się wzorce, miary. Minąłem "Michałówkę", gdy ją odwiedziłem w późnych latach dwudziestych, dojechałem motocyklem aż na wzgórze, gdzie był cmentarz, miejsce w dzieciństwie nigdy nie odwiedzane...

 

... Nadeszła wiadomość o chorobie i operacji dziadka Michała... Matka powiedziała, że musi być przygotowana na wyjazd, bo są złe wiadomości o dziadku. Następnego ranka przyszedł telegram. Matka nas zawołała - Dziadek Michał zmarł dziś w nocy - muszę jechać na pogrzeb... Z dziadkiem Michałem wiązały się wspomnienia zachwycających gwiazdek w Okocimiu oraz całej uroczej i beztroskiej dla mnie atmosfery "Michałówki"...

 

... Ojciec bardzo lubił i szanował dziadka Michała. Mówił o jego głębokiej lojalności wobec społeczeństwa, które wybrał jako swoje, o jego mądrości, umiarze, skromności i życzliwości dla ludzi. Browar mówił- stara się kupować jęczmień i chmiel w najbliższej okolicy i pomagać w uprawie, aby dobrze zarabiający sąsiedzi pili okocimskie piwo, aby otoczyć się życzliwością pobliskich wsi i dworów.

Lekarz zakładowy i opłacane przez browar łóżka w miejscowym szpitalu są do dyspozycji pracowników w trudniejszych sytuacjach. Konflikty załatwia się ugodowo, nawet ze stratami dla browaru, ale złą wolę i niechlujną pracę tępi się jak myszy w spichlerzu jęczmienia. Porządek i dyscyplinę widać jak na dłoni

Zwiedzałem browar okocimski po latach, już jako świeżo upieczony inżynier. Nadzorowany był on przez wuja Romana, syna Michała. "Porządek i dyscyplina były jak na dłoni", ale wówczas już raziła mnie służalczość portierów, majstrów i innych funkcjonariuszy browarowych, a często powtarzane powitanie "całuję rączki panu dyrektorowi" nie tylko mnie dziwiło, ale i śmieszyło. [25]

 

Piśmiennictwo:

[21] Księga małżeństw Urzędu Parafialnego, rok 1899 poz. 10.

[22] Wielka Encyklopedia Powszechna, tom 10

[23] Osobiste wspomnienia kronikarza

[24] Wielka Encyklopedia Powszechna, tom 10 oraz osobiste wspomnienia kronikarza

[25] Edmund Romer, Geograf trzech epok, Wyd. Czytelnik, Warszawa 1985.