MIESZKAŃCY MOKRZYSK W WALCE

O WOLNĄ RZECZPOSPOLITĄ

 1914-1920

  

 

Miesiąc listopad oprócz tradycyjnych polskich Zaduszek, podczas których wspominamy tych, którzy już odeszli przywodzi na pamięć wielkie wydarzenia z dziejów narodu.  Szczególnie zaś powinniśmy pamiętać o dniu 11 listopada., ponieważ wówczas –  w 1918 roku – po 123 latach zaborów Polska odzyskała niepodległość.

 

 

O Polsko! Święte Twe imię
Po cichu i po kryjomu
Z trwogą za siebie i innych
Szeptano w ojców mych domach.
Prawdziwe jakieś nieprawdy
Opowiadano o Tobie
Mówiono, że jesteś świętą,
Mówiono, że leżysz w grobie.
 

/Edward Słoński, Ta, co nie zginęła/

 

Przeszło tysiącletnia historia państwa polskiego obfitowała w wiele wydarzeń politycznych, społecznych i gospodarczych.

 

Naród polski doświadczył wielu zwycięstw na polach zmagań z Niemcami, Moskwą, Szwedami czy Turkami. W latach rozkwitu Polska sięgała od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego. Nasz naród doświadczał jednak i klęsk, a jedną z najtragiczniejszych była klęska rozbiorów pod koniec XVIII wieku. Już w 1772 roku sąsiednie mocarstwa: Rosja, Prusy i Austria dokonały I rozbioru Polski. Prusy zagarnęły Pomorze Gdańskie i Warmię, Austria – południowe ziemie polskie ze Lwowem, a Rosja Inflanty Polskie i wschodnie kresy Rzeczpospolitej. Pod obcym panowaniem znalazło się ponad 200 tys. km² i 4,5 mln mieszkańców.

 

            Odebrano Polsce cześć ziem, lecz nie wszystko było jeszcze stracone. Dlatego też polscy patrioci podjęli próby ratowania i wzmocnienia państwa. Wynikiem tych działań było zwołanie Sejmu Czteroletniego, który przeprowadził wiele istotnych reform i uchwalenie w dniu 3 maja 1791 roku, pierwszej w Europie i drugiej w świecie, konstytucji – Konstytucji 3 Maja. Wydawało się, że teraz Polska odzyska siłę, stanie się państwem samorządnym, praworządnym i nowoczesnym, zdolnym zapewnić sobie niezależny i niepodległy byt. Niestety tak się nie stało. Pogłębiająca się anarchia wewnętrzna i działania państw ościennych komplikowały sytuację wewnętrzną Rzeczpospolitej. Wiosną 1792 roku część magnaterii negatywnie nastawiona do reform wprowadzonych Konstytucją 3 Maja zawiązała w Targowicy konfederację, która przy poparciu Rosji przejęła rzeczywistą władzę w Polsce. Ostatecznie, po rosyjskiej interwencji zbrojnej, przystąpił do niej także ubezwłasnowolniony król Stanisław August Poniatowski, a liderzy obozu reformatorskiego zmuszeni byli udać się na emigrację. Kraj pogrążał się w coraz większym chaosie, który pogłębiała rosyjska okupacja.

 

            Trudną sytuację Rzeczpospolitej postanowił wykorzystać także król Prus Fryderyk Wilhelm II. Przeprowadzone między nim a carycą Katarzyną II konsultacje szybko doprowadziły do powstania idei II rozbioru Polski. Stosowny traktat został podpisany przez Prusy i Rosję w dniu 23 stycznia 1793 roku. Tym samym w granicach tego pierwszego państwa znalazły się Wielkopolska, Gdańsk, część Kujaw oraz fragmenty województw mazowieckiego, rawskiego i krakowskiego, a drugie zagarnęło znaczną część wschodnich posiadłości Rzeczpospolitej. W wyniku II rozbioru poza granicami Polski znalazło się terytorium o łącznej powierzchni przekraczającej 300 tys. km².

 

Naród jednak nie poddawał się. W 1794 roku, jako protest przeciw okupacji rosyjskiej i prowadzonej przez Katarzynę II polityce wybuchło powstanie, nazywane Insurekcją Kościuszkowską. Na jego czele stanął wybitny wojskowy, bohater walk o wolność Stanów Zjednoczonych, Tadeusz Kościuszko. Mimo poważnych problemów z rekrutacją oddziałów powstańczych,  a zwłaszcza ich uzbrojeniem, początkowo – głównie dzięki talentom dowódczym Kościuszki – udało im się odnieść kilka znaczących sukcesów. Wielkie znaczenie moralne miało dla Polaków zwycięstwo pod Racławicami w dniu 4 kwietnia 1994 roku, a mający miejsce podczas tego starcia atak kosynierów z Wojciechem Bartoszem Głowackim na czele na pozycje rosyjskiej artylerii przeszedł do legendy.  W uznaniu zasług chłopskich oddziałów Kościuszko wydał  w okolicach miejscowości Połaniec tzw. uniwersał połaniecki, ostatni akt prawny Rzeczypospolitej, w którym formalnie przyznawał ograniczoną wolność osobistą chłopom pańszczyźnianym. W tym czasie do powstania przyłączały się kolejne okręgi Rzeczpospolitej – Litwa, ziemie sandomierska, Warszawa, Kurlandia i in.

 

Mimo to,  w miarę upływu czasu, sytuacja powstańców stawała się coraz trudniejsza. Wpływ na taki stan rzeczy miało przede wszystkim włączenie się do walki z Insurekcją innych państw – najpierw Prus, a następnie Austrii.

 

Już w bitwie pod Szczekocinami w dniu 6 czerwca 1794 roku wojska powstańcze zmuszone były walczyć z połączonymi siłami rosyjsko-pruskimi. Przewaga przeciwnika była znaczna i mimo bohaterstwa, Polacy zmuszeni byli wycofać się, ponosząc znaczne straty. W boju zginęło ok. 2 tys. żołnierzy. Trudna sytuacja była również na innych odcinkach frontu. Wojska powstańcze poniosły klęski w bitwach pod Chełmem, Krupczycami i Terespolem i mimo odnoszonych jeszcze lokalnie sukcesów wole walki zdecydowanie osłabła.

 

Jesienią 1794 roku nastąpił kryzys powstania, który pogłębił się po bitwie pod Maciejowicami w dniu 10 października, podczas której do niewoli dostał się ciężko ranny Kościuszko. W toku działań wojennych obce armie zajęły Wilno, Kraków, Lublin, Radom. Po dokonanej na warszawskiej Pradze rzezi mieszkańców, kapitulowała Warszawa. Ostatecznie w dniu 16. listopada powstanie dobiegło końca.

 

            Niecały rok po upadku Insurekcji Kościuszkowskiej, w dniu 24 października 1795 roku monarchowie Prus, Austrii i Rosji uzgodnili treść traktatu, zgodnie z którym przeprowadzili III, ostateczny rozbiór Polski. 

 

Polakom zabrano ich ojczyznę, stali się obywatelami Rosji, Prus i Austrii. Język polski uznany był za język obcy, a polska historia i kultura oficjalnie nie istniały. Zaczęły się czasy niewoli, które trwały 123 lata.

 

„Da Bóg nam kiedyś zasiąść w Polsce wolnej,

od żyta złotej, od lasów szumiącej.

Da Bóg, że przyjdzie dzień nieustający,

dla srebrnych pługów udręki mozolnej.

Więc gdy wiosennym oglądam wieczorem

w mgłę otuloną zagonów szarzyznę

Ktoś w moim sercu wykuwa toporem

Moją Ojczyznę”.

 

/Jan Lechoń, Z cyklu Polonia Resurrecta/

 

            W okresie niewoli Polacy wielokrotnie podejmowali próby zrzucenia obcego jarzma, czy to w oparciu o któreś z mocarstw europejskich, czy też samodzielnie organizowanych powstań. Próby te nie zakończyły się sukcesem. Cesarz Francuzów – Napoleon I traktował bowiem sprawę polską koniunkturalnie, zgodnie z własnymi interesami, a siły powstańcze były zawsze zbyt słabe, by móc stanąć do konfrontacji z regularnymi armiami państw zaborczych. Dlatego też potężna danina krwi, jaką złożył naród polski w wojnach napoleońskich i powstaniach narodowych 1830 i 1863 roku nie wpłynęła na zmianę politycznej sytuacji Polski. Równocześnie polskie koła polityczne zdały sobie sprawę z faktu, że jej zmiana może nastąpić jedynie na skutek ogólnoeuropejskiego konfliktu, który zmieni mapę Europy.

 

            Sytuacja taka wytworzyła się na przełomie XIX i XX w., kiedy państwa zaborcze znalazły się  w przeciwstawnych blokach militarno-politycznych. Rosja weszła w skład Ententy, a Niemcy i Austro-Węgry stworzyły Trójprzymierze. Stały wzrost napięcia między tymi blokami na tle rywalizacji o strefy wpływów na świecie świadczył, że do konfrontacji między nimi – wcześniej czy później – musi dojść. Dlatego też polskie środowiska polityczne postanowiły przygotować się do niego tak, aby w odpowiednim momencie móc na nowo podjąć sprawę polską. Jednym ze środków do osiągnięcia tego celu miały być polskie formacje wojskowe, które wzięłyby udział w wojnie. Stąd, już na początku XX w. tworzone są organizacje, które przygotowywać miały kadry dla tych oddziałów – Drużyny Strzeleckie, Strzelec, Drużyny Polowe Sokoła, Drużyny Bartoszowe.

 

Koncepcje założone przez polityków okazały się słuszne. W dniu 28. lipca 1914 roku Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, a w  ciągu zaledwie kilku dni konflikt ten przerodził się w wojnę ogólnoeuropejską. W dniu 1 sierpnia 1914 r. Niemcy,  a 6 sierpnia Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Rosji.Tym samym „czarne orły”,  które z górą sto lat wcześniej rozszarpały białego orła, teraz rzuciły się na siebie.

 

Jakkolwiek nikt za cel wojenny nie stawiał sobie odbudowy Polski, państwa zaborcze zdawały sobie sprawę, że stosunek Polaków do wojny jest bardzo istotny. Dlatego też już od pierwszych dni konfliktu starały się pozyskać polską opinię publiczną. Niemcy, odwołując się do antyrosyjskiej polskiej idei powstańczej wydały odezwę, w której wzywały Polaków do wystąpienia przeciwko caratowi. Podobnej treści była odezwa austriacka z 9 sierpnia 1914 roku.

 

Niemal  równocześnie odezwę wydały także władze rosyjskie. Brzmiała ona następująco:

 

„Polacy !

 

Wybiła godzina, w której przekazane wam marzenia ojców i dziadów waszych ziścić się może.

Przed półtora wiekiem żywe ciało Polski rozszarpano na kawały, ale dusza jej nie umarła. Żyła ona nadzieją, że nadejdzie godzina zmartwychwstania dla narodu polskiego i dla pojednania się braterskiego z Wielką Rosją.

Wojsko rosyjskie niesie wam błogą wieść owego pojednania . Niechaj się zatrą granice rozcinające na części naród polski. Niech naród polski połączy się w jedno ciało pod berłem cesarza rosyjskiego”.

 

/H. Janowska „Powstanie II Rzeczpospolitej/

 

 

Wraz z wybuchem wojny przystąpiono do organizowania polskich oddziałów wojskowych. Wykorzystując przychylność władz austriackich, do ich formowania u boku państw centralnych, przystąpił Józef Piłsudski.

 

Już 6 sierpnia 1914 roku została sformowana I Kompania Kadrowa, która stać się miała wkrótce zalążkiem Legionów Polskich. Tworzyli ją słuchacze szkół oficerskich, członkowie Związku Strzeleckiego i Polskich Drużyn Strzeleckich, młodzi ochotnicy, studenci.

 

 „Odtąd nie ma, ani strzelców, ani drużyniaków. Wszyscy co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi. Jedynym Waszym znakiem jest odtąd Orzeł Biały. Żołnierze! Spotkał Was ten zaszczyt, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granice zaboru rosyjskiego jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć o wyzwolenie Ojczyzny”.

                                                             /Przemówienie J. Piłsudskiego do I kompani kadrowej/

 

Zgodnie z tą zapowiedzią kompania z Krakowskich Oleandrów wyruszyła pod dowództwem por. Tadeusza Kasprzyckiego w stronę zaboru rosyjskiego.  Skierowanie tej jednostki do Królestwa Polskiego podyktowane było przeświadczeniem Piłsudskiego, że pojawienie się polskiej formacji stanie się sygnałem do wybuchu antyrosyjskiego powstania.

 

Założenia te okazały się jednak błędne. Wojska rosyjskie nie tylko nie opuściły Królestwa, ale co było gorsze, wkraczających tam polskich żołnierzy ludność witała niechętnie i podejrzliwie.

Szok jakiego doznali młodzi, zapaleni idealiści pozostał na długo w ich świadomości. Odbicie swe znalazł w słowach Marszu Pierwszej Brygady:

 

„Nie chcemy już od was uznania,

Ni waszych słów, ni waszych łez.

Skończyły się dni kołatania

do waszych serc”.

 

Jakkolwiek I Kompania Kadrowa zmuszona została do powrotu do Krakowa, nie zahamowało to tworzenia polskich jednostek. Już wkrótce rozrosły się do trzech brygad piechoty, które później wielokrotnie wsławiły się męstwem na Froncie Wschodnim I wojny światowej.

 

Fakt, że państwa zaborcze znalazły się w przeciwstawnych blokach militarnych, jakkolwiek z politycznego punktu widzenia był okolicznością sprzyjającą sprawie polskiej, stawiał naród polski w tragicznej sytuacji. Wynikało to przede wszystkim stąd, że Polacy, jako poddani poszczególnych monarchów, obowiązani byli do służby wojskowej. Wojny, która niszczyła ziemie polskie, jednocześnie wciągała tysiące Polaków do walczących przeciw sobie armii. Tylko pobieżne obliczenia pozwalają stwierdzić, że przed wybuchem wojny w armiach państw zaborczych służyło ogółem od 250 tys. do 300 tys. Polaków (165-200 tys. w armii rosyjskiej; 55-60 tys. w armii austro-wegierskiej i co najmniej 40 tys. w armii niemieckiej). Po wybuchu wojny liczba ta znacznie wzrosła, a od 1914 do 1918 r. „przewinęło” się przez nie ok. 3 mln żołnierzy – Polaków.

 

„Rozdzielił nas mój bracie,

zły los i trzyma straż –

w dwóch wrogich sobie szańcach

patrzymy śmierci w twarz.

W okopach pełnych jęku,

wsłuchani  w armat huk,

stoimy na wprost siebie –

ja -  wróg twój, ty mój wróg.

Las płacze, ziemia płacze,

świat cały w ogniu drży –

W dwóch wrogich sobie szańcach

stoimy  - ja  i  ty”.

 

                                     /Edward Słoński, Ta, co nie zginęła/

 

 

Równolegle do zmagań żołnierzy-Polaków na frontach, polskie kręgi polityczne po obu stronach konfliktu podejmowały działania na rzecz wskrzeszenia sprawy narodowej na arenie międzynarodowej. Działania te, w związku z przeciągającą się wojną, trafiły na bardziej podatny grunt.

 

„A teraz nam się znowu jęła marzyć

Polska, co sobą będzie gospodarzyć.

I siać i zbierać do własnego gumna.

A teraz znów się śni polskie państwo,

Co mu za pieczęć już nie będzie trumna,

Lecz wielkie w świecie słowiańskie hetmaństwo.

A potem – dalej – Polska nam się marzy,

Wielka kapłanka słowiańskich ołtarzy,

Dzielnością, mocą i mądrością wielka,

Mistrzyni życia i nauczycielka”.

                                 

             /Kazimierz Przerwa-Tetmajer, A teraz nam się znowu jęła marzyć/

 

W dniu 5 listopada 1916 r. został wydany przez państwa centralne „Akt dwóch cesarzy”, w którym  po raz pierwszy podniesiona została sprawa polska i zapowiadano odbudowę państwa polskiego po wojnie na terenie zaboru rosyjskiego. W odpowiedzi na tę deklarację również car Mikołaj II wypowiedział się 25 grudnia 1916 r. na temat stworzenia autonomicznej Polski pod rosyjskim protektoratem. Najistotniejsze jednak znaczenie miało jednak orędzie noworoczne prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodorowa Wilsona z 22 stycznia 1917 roku, w którym zapowiadał on nie tylko stworzenie niepodległego państwa polskiego, ale także wyraził ogólnie koncepcje odnośnie jego przyszłych granic.

 

Wynikiem tych deklaracji było powstanie instytucji, które stanowić miały zalążek przyszłych władz polskich. W dniu 6 grudnia 1916 r. powstała u boku państw centralnych Tymczasowa Rada Stanu, do której wszedł także Józef Piłsudski.

 

W tym czasie intensyfikowali swoje działania także politycy działający w państwach Ententy i zgrupowani w działającym już od 1914 roku Komitecie Narodowym Polskim, chociaż szersze podjęcie sprawy polskiej stało się dopiero po obaleniu caratu w wyniku rewolucji lutowej 1917 roku. Jakkolwiek powstały w jej wyniku Rząd Tymczasowy ponowił deklarację o odbudowie Polski bez przyznania jej pełnej niepodległości, zgodził się równocześnie na  tworzenie polskich formacji wojskowych, które stanowić miały kontynuację utworzonego na początku wojny Legionu Puławskiego. W tym czasie powołano także Komisję Likwidacyjną do spraw Królestwa Polskiego, której zadaniem miało być uniezależnienie tej prowincji od administracji rosyjskiej.

 

Działanie tych struktur nie było jednak łatwe. Już latem 1917 r., na skutek tzw. kryzysu przysięgowego rozwiązana została Tymczasowa Rada Stanu, którą zastąpiła później Rada Regencyjna. Piłsudski został internowany w twierdzy magdeburskiej, a część legionistów osadzono w Beniaminowie i Szczypiornie. Działające na terenie Rosji struktury, także nie mogły prowadzić  działalności. Niestabilna sytuacja w tym kraju, a ostatecznie wybuch Rewolucji Październikowej zupełnie zmienił sytuację. Dlatego też gros działań politycznych u boku Ententy, od jesieni 1917 roku, prowadził założony przez Romana Dmowskiego w Lozannie – Komitet Narodowy Polski.

 

Burzliwe wydarzenia schyłkowego okresu wojny miały istotne znaczenie dla  sprawy polskiej. Kluczową kwestią było wycofanie się Rosji Radzieckiej z wojny oraz deklaracja rządu bolszewików z 29 sierpnia 1918 roku, która przekreśliła wszystkie carskie akty rozbiorowe i umożliwiała oficjalne – z formalno-prawnego punktu widzenia – podjęcie jej na arenie międzynarodowej. Równie istotne znaczenie miała klęska państw centralnych. W październiku 1918 roku rozpadła się monarchia habsburska i niemal równocześnie rozpoczęto tworzenie polskich ośrodków władzy. W dniu 19. października powstała Rada Narodowa dla Księstwa Cieszyńskiego, 28 października w Krakowie – Polska Komisja Likwidacyjna z Wincentym Witosem na czele, a 1 listopada w Lublinie – Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej Ignacego Daszyńskiego. Wszędzie zapanowała ogólna radość – szła wolność i niepodległość.

W dniu 11 listopada został zawarty rozejm na Froncie Zachodnim. Dzień wcześniej do Warszawy przybył zwolniony z Magdeburga Piłsudski. Jego przeszłość, a także popularność jaką ciszył się wśród społeczeństwa skłoniły Radę Regencyjną do przekazania mu władzy w dniu 14. listopada 1918 roku. Jednak z politycznego punktu widzenia, władza ta była bardzo słaba. Jak sam wspominał:

 

      „Jedyną wartością,  która ludzi do posłuszeństwa zmuszała, jedyną moralną siłą, która miliony ludzi w ręce mi oddała, był fakt, że byłem komendantem I Brygady i wracałem z Magdeburga”.

                  

 /Andrzej Micewski, W cieniu Marszałka/

 

Mimo to osiem dni później Piłsudski został Naczelnikiem Państwa.

Józef Piłsudski. – Jakim był człowiekiem ?

Był to wielki patriota. Polska była dla niego najważniejsza. Nie miał życia osobistego. Był człowiekiem wielkiej pracy. Mało spał. Czasami pracował całe noce. Znane są jego spacery nocne po pokoju, pełne przemyśleń i rozterek.  Każda rozmowa jak i inne była głównie na temat przyszłości Polski.

 

                        /Wacław Jędrzejewicz – Józef Piłsudski/

 

Niestety najbliższa przyszłość młodego państwa nie przedstawiała się najlepiej. Przed nowymi władzami stawało trudne zadanie scalenia ziem polskich w jednolity organizm po 123 latach niewoli. Trudności były tak wielkie, że nie we wszystkich dziedzinach od razu udało się przezwyciężyć różnice, podziały, antagonizmy.  Szczególnie ostro widziała to młodzież, która pragnęła wierzyć, że odrodzone państwo będzie domem wolności i sprawiedliwości.

       

 Ziemi  gdy z martwych się obudzi

i blask wolności ją ozłoci.

Daj rządy mądrych, dobrych ludzi

Mocnych z mądrości i dobroci.

Lecz nade wszystko słowom naszym,

Zmienionym chytrze przez krętaczy,

Jedność przywróć i prawdziwość.

Niech prawo zawsze  prawo znaczy,

A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

 

                                     /Julian Tuwim – Kwiaty Polskie/

 

Równie istotnym, a może ważniejszym zadaniem było wytyczenie linii granicznych, a zwłaszcza granicy wschodniej.

 

Zataczające od połowy XIX w. coraz szersze kręgi idee nacjonalistyczne, narodowe sprawiły, że narody zamieszkujące tereny dawnej Rzeczpospolitej, podobnie jak Polacy, postrzegali wojnę światową jako szansę na stworzenie swych własnych państw. O odtworzeniu swej państwowości myśleli wówczas Litwini; niepodległe organizmy państwowe starali się stworzyć Białorusini i Ukraińcy. Fakt ten, w połączeniu z niepewną sytuacją odnośnie granicy zachodniej sprawił, że Polska zmuszona była podjąć działania zbrojne na Wschodzie. Jeszcze przed zakończeniem I wojny światowej, w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 roku wybuchł konflikt polsko-ukraiński. Ukraińcom udało się opanować niemal całą Galicję Wschodnią po Przemyśl, a szczególnie zacięte walki toczyły się o Lwów, który uznali za stolicę swojego państwa. Równie zacięta rywalizacja toczyła się o Wilno, które swoją stolicą ogłosili Litwini. Świadectwem tych wydarzeń jest Cmentarz Orląt Lwowskich, Kwatera Orląt Wileńskich na cmentarzu na Rossie w Wilnie i liczne mauzolea rozsiane po kresach wschodnich II Rzeczpospolitej.

 

W grze o wschodnią granicę Polski pojawił się jeszcze jeden, o wiele groźniejszy rywal – Rosja Radziecka. Zgodnie z wysuwaną już na przełomie 1917 i 1918 roku tezą Lenina o konieczności przeniesienia idei rewolucji do Zachodniej Europy bolszewicy rozpoczęli przygotowania do tzw. „czerwonego marszu”. Jego udana realizacja niewątpliwie położyłaby kres istnienia dopiero co odtworzonego państwa Polskiego. Aby uniknąć tego zagrożenia Polska przystąpiła do realizacji koncepcji tworzenia wzdłuż rubieży wschodniej pasa państw, które stanowić miały strefę buforową między nią, a Rosją Radziecką. Jednym z etapów wprowadzenia jej w życie była wyprawa kijowska w kwietniu 1920 roku. Równocześnie jednak w kierunku Warszawy podążała armia Michaiła Tuchaczewskiego. Tylko dzięki geniuszowi gen. Tadeusza Rozwadowskiego, który opracował plan bitwy z Armią Czerwoną na przedpolach stolicy i męstwu polskiego żołnierza udało się rozbić wroga w bitwie pod Warszawą w dniu 15 sierpnia 1920 roku, obronić niepodległość i ostatecznie ustalić wschodnią linię graniczną w traktacie ryskim w 1921 roku.

 

         Dziś – z perspektywy 9 dziesięcioleci, z pozycji nowo odrodzonej państwowości i demokratycznych przemian, patrzymy na datę 11 listopada 1918 r. z patriotyczną refleksją nad przebytą drogą.  Dobro Polski to obowiązek i powinność każdego Polaka, od dziecka począwszy na starcu skończywszy.

          

Pamięć i hołd, tym którzy polegli.

           Na groby tych, co nigdy

           już polski nie zobaczą,

           nikt płakać nie przychodzi –

           jedynie brzozy płaczą.

 

                          /Eugeniusz Korwin-Małaczewski, Pod lazurową strzechą/

 

W dniu 11 listopada 2008 r. przypadła więc 90 rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Nie patrzmy na rozwinięte flagi i sztandary oraz defilady jak na coś zwykłego. Dzień 11 listopada 1918 r. wieńczył ponad 120 letnie dążenia Polaków do odzyskania niepodległości, utraconej na skutek zaborów. Bądźmy dumni z naszej Ojczyzny Polski i dla niej dobrze wypełniajmy swoje obowiązki.

 

                   Każda niech Polska będzie wielka

                   Synom jej ducha czy jej ciała

                   Daj wielkość serc, gdy będzie wielka

                   i wielkość serc gdy będzie mała.

 

                                  /Julian Tuwim, Modlitwa/

 

 

Jedenasty listopada !

Tym co zmarli za Ojczyznę,

hołd wdzięczności składa.

           Im to bowiem zawdzięczamy,

           wolność – polską mowę w szkole

           to, że tylko z ksiąg historii

           poznajemy dziś niewolę.

 

                           /L. Wiszniewski, 11 Listopada/


W tych ważnych wydarzeniach rozgrywających się na  początku XX w.

 brali udział także mieszkańcy naszej wsi – Mokrzysk.

 

          Pierwsza wojna światowa dotarła w okolice Brzeska już we wrześniu 1914 roku, a mieszkańcy wsi dotkliwie odczuli jej skutki.

 

Już 18 września została przerwana nauka w szkole, ponieważ budynki zostały zajęte przez wojska austriackie, przygotowujące  się od  obrony przed nacierającą od wschodu armią rosyjską

 

W dniu 9 listopada kierownik szkoły Jan Rogoziński (na zdjęciu) opuścił placówkę, zostawiając swoje i szkolne mienie pod opieką miejscowej ludności i udał się na stację kolejową w Słotwinie, skąd został towarowym pociągiem, wbrew jego woli, wywieziony do Styrii w Austrii. Po czterech miesiącach tułaczki, 2 marca 1915 roku, powrócił do Mokrzysk. To co zobaczył, przeraziło go – z okien mieszkania oraz sal lekcyjnych wyglądały końskie łby. Mieszkanie zostało splądrowane, w błocie walały się resztki książek. Jeszcze jesienią 1914 roku „urzędujący” w budynku szkolnym żołnierze zniszczyli wiele rzeczy. Rozebrano stodołę, stajnię, drewutnię, zniszczono powały, okna i drzwi, które posłużyły za opał. Szkoła przedstawiała okropny widok. Miejscowa ludność zajęta swoimi sprawami niewiele mogła pomóc kierownikowi. Rogoziński wyjechał więc do rodziny do Borzęcina i czekał na dalszy rozwój wypadków.

Dzięki zabiegom naczelnika gminy, pana Antoniego Koczwary, przyznano miejscowej Radzie Szkolnej 2 000 koron na naprawę budynku szkolnego.

 

Należy tu wspomnieć, że wiele prac remontowych wykonali Jan Dal oraz kierownik szkoły Jan Rogoziński. W styczniu 1916 roku wznowiono naukę w szkole, ale dzieci raczej niechętnie uczęszczały w okresie wojny na lekcje. Było to wynikiem przede wszystkim pogłębiającym się zubożeniem ludności, brakiem obuwia i odzieży, brakiem opału do ogrzania sal lekcyjnych. Liczba uczęszczających do szkoły zmniejszyła się także z powodu panującej w 1915 roku epidemii czerwonki. Poza tym ludność Mokrzysk przez cały okres wojny nękana była różnymi obciążeniami jak choćby dostarczanie siana czy ziarna dla wojska, a w związku z powołaniem do armii wielu ojców i braci obowiązki gospodarskie musieli przejąć inni członkowie rodzin, w tym oczywiście dzieci. Równocześnie wieści o zmobilizowanych rzadko docierały do wsi, co wywoływało powszechny marazm i zniechęcenie, powodowane obawą o własny los.

 

Już w pierwszych tygodniach wojny Mokrzyska znalazły się na linii frontu, a walki toczyły się w najbliższym sąsiedztwie.  Dużym zagrożeniem dla mieszkańców były pojedynki artyleryjskie między armiami obu stron, a szczególnie niebezpieczne były ostrzały rosyjskie prowadzone z użyciem pocisków kulkowych, których kilka (kilkanaście) spadło jesienią 1914 roku w niewielkiej odległości od mokrzyskich zabudowań. Uwolnione podczas detonacji pocisków kulki przebijały ściany i dachy domów i jeszcze po wojnie znajdowane były na strychach w dużej ilości.

                                                                                                /wg wspomnień Anny Wolnik/

 

          Przerażającym przeżyciem dla mieszkańców wsi było wydarzenie z 24 listopada 1914 roku, kiedy wystrzelone przez wycofujące się jednostki austriackie pociski trafiły w kościół w Szczepanowie. Wywołany tym pożar objął jego długoszowską część. W całości spłonął dach i i drewniany strop, wypaliło się też całe zabytkowe wnętrze: cztery zabytkowe ołtarze, konfesjonały, chór muzyczny i organy. Ocalały tylko przedmioty (m. in. brązowa chrzcielnica) przeniesione wcześniej do nowej części kościoła, wzniesionej w latach 1911-1914, która szczęśliwie ocalała.

 

Część mieszkańców obserwujących rezultat ostrzału pospieszyła na ratunek, inni sparaliżowani strachem płakali i modlili się.

 

  Kapliczka w Bielczy postawiona w 1925 roku

 Fot: Jarosław Rubacha

 

Śladów toczących się w okolicy Mokrzysk walk jest wiele. W pobliskiej Bielczy, gdzie spadający pocisk rosyjski zniszczył  przydrożny krzyż stanęła po wojnie kapliczka. Ci którzy padli w boju spoczęli na okolicznych cmentarzach w Sterkowcu, Brzesku, Szczepanowie, Rydy-Rysiach, Biadolinach i Przyborowie-Buczynie I i II. Na tym ostatnim pochowany jest właściciel dworku w Przyborowie pułkownik Bejart, wielki przyjaciel chłopów i wielki patriota.

 

Kwatera wojskowa na cmentarzu w Szczepanowie oraz tablica na nagrobku pochowanego tam por. Leopolda Mondla z 16 pułku piechoty Landwehry z Krakowa. W pułku tym służyła zapewne znaczna część pochodzących z Mokrzysk rezerwistów, którzy przekroczyli 32 rok życia.  Fot: Jarosław Rubacha

 

W Wielkiej Wojnie, jak określano I wojnę światową, wzięło udział wielu mieszkańców Mokrzysk. Czas zaciera już pamięć o tych wydarzeniach, ale dzięki rodzinom i znajomym uczestników walk udało się ustalić poniższą listę[1].

 

W szeregach armii austro-węgierskiej[2] w I wojnie światowej brali udział i powrócili do rodzinnej miejscowości:

 

Cisak Jan – brat Jakuba

Gałek Stanisław – syn Błażeja (wielokrotnie odznaczony)

Gibała Ludwik (zweryfikować czy powrócił)

Kania Jan – brat Ludwika

Koczwara Józef – brat Stanisława

Koczwara Stanisław – Józefa

Pagacz Stanisław

Pasula Jan

Pasula Stanisław

Pluskwa Stanisław

Wesołowski Józef

Woda Adam

Woda Franciszek

Wolnik Józef – syn Józefa

Wolnik Stanisław – syn Feliksa

Zachara Jan

Zachara Tadeusz

Zachara Wojciech

Żurek Jan – syn Leopolda

 

Gałek Stanisław

Wolnik Stanisław

Obaj niemal na 100% służyli w 16 pp Ladwehry. Z arch. rodzinnego Jarosława Rubachy

 

Na polu chwały polegli:

 

Barnaś Michał

Hudyba Stanisław

Rosa Jan

Sarlej Stanisław

Zachara Stanisław – syn Stanisława


 [1] Należy także założyć, że lista uczestników I wojny światowej z Mokrzysk była znacznie dłuższa. Do jednostek liniowych powołani bowiem zostali mężczyźni od 18 roku życia (ale pod koniec wojny powoływano także 17-latków) oraz rezerwiści do 32 roku życia; do jednostek obrony terytorialnej (Landwehry) mężczyźni do 42 roku życia (granicę tę poniesiono w 1916 r. do 55 roku życia). W tym przedziale miesiła się znaczna część męskiej populacji Mokrzysk. Zakładając nawet, że część była zwolniona ze służby wojskowej to i tak lista powinna zawierać znacznie większą liczbę nazwisk. Może inni internauci mogliby ją uzupełnić?

[2] Z dużą dozą prawdopodobieństwa można określić także jednostki, w których walczyli mieszkańcy Mokrzysk. Były to: 57 (tarnowski) pułk piechoty, 20 (nowosądecki) pułk piechoty, 16 (krakowski) pułk piechoty Lanwehry, 2 (tarnowski) pułk ułanów. Najprawdopodobniej także w: 32 (nowosądeckim) pułku piechoty Landwehry i zapewne kilku innych


We wspomnieniach zachowały się także opowiadania o walkach na frontach I wojny światowej.

 

 Stanisław Pluskwa wspominał o zmaganiach na froncie włoskim, gdzie żołnierzom przyszło walczyć w Alpach, na wydrążonych w skałach i śniegu pozycjach. Pewnego ranka na linii frontu zapanował spokój. Nie słysząc ani obcych armat ani, świstu kul, Stanisław Sarlej wychylił się z okopu i został trafiony w głowę przez snajpera. Zginął na miejscu. Koledzy jego nie mogli nawet powiadomić rodziny, bo właśnie rozpoczął się atak. Dowiedziała się o tym dopiero po zakończeniu wojny.

 

             Warunki służby w górach były bardzo trudne. W zimie temperatura spadała do 30 stopni poniżej zera, latem topniejący śnieg wypełniał okopy wodą. Żołnierze zanurzeni w niej byli do pasa. Powodowało to częste epidemie różnych chorób, w tym tyfusu.

 

                     /wg wspomnień Stanisława Pluskwy/

 Stanisław Zachara zginął prawdopodobnie na terenie Austrii[3].

 

Jego młodszy brat Wojciech Zachara spędził w wojsku austriackim 14 lat. Był kucharzem i jak sam mówił, tego co widział i przeżył w czasie wojny nie dało się ani opisać, ani opowiedzieć. Najgorsze było to, że Polak strzelał do Polaka, a walczyło się pod obcą komendą[4]. Wspominał także, że stale ma przed oczami trupy poległych, po których musiał gnać naprzód z kuchnią polową. Pewnego razu, gdy przejeżdżał z kuchnią usłyszał, jak ranny żołnierz po polsku błagał o pomoc. Zatrzymał się, podszedł do niego, a ten –  wręczając mi medalik –  poprosił, aby oddał go jego matce. Nie zdążył jednak powiedzieć komu, bo skonał. Do końca wojny strzegł tego medalika bardziej niż sam siebie i ciągle miał przed oczyma proszący wzrok umierającego, którego rodzina uważała zapewne za zaginionego w wojnie.  Wojciech Zachara powrócił do domu wynędzniały, ale z medalikiem. Ponieważ nie wiedział komu ma go oddać, po latach ofiarował go Matce Boskiej w Kalwarii. Znany był z tego, że mówił kilkoma językami – trochę po niemiecku, rosyjsku.

 

 /wg wspomnień Wojciecha Zachary, spisanych przez Salomeę Góra/


[3] To określenie jest mało precyzyjne. Zakładając, że chodzi o ziemie należące do Cesarstwa Austrii (a nie Królestwa Węgier) mógł to być albo Front Wschodni, albo Front Włoski.

[4] Świadczy to niezbicie, że opisywane wydarzenia miały miejsce  na Froncie Wschodnim.


 Wojna polsko-rosyjskia 1920 r.

 

Kiedy po wojnie Mokrzysk powoli wracali do normalnego życia na wschodzie kraju nadal toczyły się walki o granice.

Gdy bram Polski stanął nowy wróg – Armia Czerwona – Piłsudski, 3 lipca 1920 roku wydał odezwę do społeczeństwa zachęcająca do dobrowolnego zaciągnięcia się w szeregi armii. Wtedy do armii ochotniczo zgłosił się uczeń brzeskiego gimnazjum i mieszkaniec Mokrzysk – Jan Wolnik. W czasie walk został ciężko ranny i trafił do szpitala w Prażanach[5], gdzie dodatkowo zaraził się od innych tyfusem. Stan jego był bardzo ciężki, leżał w lazarecie z innymi umierającymi, sam bliski śmierci.

 

Chociaż matka jego Salomea miała kilku synów, ten był jej najbliższy jej sercu. Dlatego taż, kiedy dowiedziała się, że jest ranny postanowiła go odszukać. Na wyprawę nie zgadzał się mąż, ale serce dyktowało jej co innego i postawiła na swoim. Zabrała do koszyka bochenek chleba, osełkę masła, gomułkę sera i wyruszyła w drogę.

 

Nie wiadomo jakim sposobem kobieta ze wsi, nie umiejąca ani czytać, ani pisać po kilku dniach dotarła na miejsce, gdzie dowiedziała się, że syn może już nie żyje albo jest umierający. Wskazano jej gdzie szukać. Weszła do sali, która robiła przygnębiające wrażenie. Leżeli tam ci, którzy już umarli i ci, którzy czekali na śmierć. Wstrzymując łzy, wypatrywała swojego Jaśka, zgnębionym głosem woła: „Jasiek, Jasiek, odezwij się”. W pewnym momencie usłyszała: „Mamo, tu” i zobaczyła, jak leciutko poruszyła się wychudzona postać. Podeszła do niego, objęła  i wołała: „Jasiek, mój Jasiek.” On zaś słabym głosem powiedział: „Mamo, jeść”. Wtedy oderwała kawałek chleba i podała mu do ust maleńkie okruszki. Podawała je również innym, którzy mogli jeść. Znalazła syna i przywróciła go do życia, wyrwała go z objęć śmierci.

             /wg wspomnień Jana Wolnika, spisanych przez Marię Góra i Józefę Dudek)


[5] Chodzi tu zapewne o miejscowość Prużyna koło Brześcia


            Jan Wolnik nie był jedynym mieszkańcem Mokrzysk, który walczył w wojnie polsko-rosyjskiej 1920 r. Obok niego w szeregach Wojska Polskiego w konflikcie tym wzięli udział także[6]:


[6] Należy przypuszczać, że lista uczestników wojny polsko-rosyjskiej 1920 r. jest znacznie dłuższa.


Koczwara Józef

Zachara Jan (walczył w 2 pułku strzelców podhalańskich[7])


[7] Oprócz 2 pułku strzelców podhalańskich (formowanego w grudniu 1918 r. w Bochni na bazie batalionu rezerwowego 32. pułku piechoty Lanwehry) mieszkańcy Mokrzysk walczyli na pewno także w jednostkach Armii Ochotniczej. Można przypuszczać, że zasilili oni również 1 pułk strzelców podhalańskich (formowany w listopadzie i grudniu 1918 r. na bazie batalionu rezerwowego 20 pp, który wrócił z frontu włoskiego; walczył w nim m.in. pochodzący ze Słotwiny Władysław Pluskwa) oraz zapewne inne jednostki (z początkiem marca 1919 r. Sejm Ustawodawczy wydał ustawę o przymusowym wcielaniu do wojska podlegających mobilizacji roczników. Jakkolwiek nie była to ustawa dobrze przyjęta przez społeczeństwo i odzew był stosunkowo niewielki, być może jacyś mieszkańcy Mokrzysk zostali powołani pod broń). Można także założyć, że jacyś Mokrzyszczanie walczyli w Armii gen. Hallera (do której mogli trafić czy to obozów jenieckich we Włoszech, czy to jako ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych)

 

Uzupełniając jeszcze liczbę jednostek, w których mieszkańcy Mokrzysk moglibrać udzial w wojnie 1920 r., należy jeszcze wymienić 16 pułk piechoty Ziemi Tarnowskiej, sformowany w Tarnowie na grudniu 1918 r z żołnierzy 57 pp armii austro-wegierskiej, który wypowiedział posłuszeństwo na froncie włoskim i niemal w całości wrócił do Tarnowa.


Zachara Tadeusz (po wojnie został w Wojsku Polskim, gdzie dosłużył się stopnia kapitana; był szwagrem późniejszego generała Emila Fierdorfa „Nila”; w 1939 roku był kwatermistrzem 15 DP w składzie Armii „Pomorze”; zginął pod Sierakowem, w ostatniej fazie bitwy nad Bzurą. Został pochowany na Cmentarzu Łomiankowskim w Kiełpinie Poduchownym).

 

Zdjęcie z okresu wojny polsko-rosyjskiej 1920 r. przedstwiające żołnierzy 2 pułu strzelców podhalańskich.

Po lewej siedzi Jan Zachara, brat Tadeusza. Z arch. rodzinnego Jarosława Rubachy

        

Żołnierze 1 pułku strzelców podhalańskich z okresu wojny polsko-rosyjskiej 1920 r. (lub - co bardziej prawdopodobne - już po powrocie do garnizonu w Nowym Saczu). Z arch. rodzinnego Jarosława Rubachy

 

Parę słów należy obowiązkowo poświęcić również legioniście Józefowi Koczwara (1889-1979) – synowi Juliana    i Jadwigi z domu Wesołowska.

 

Uczył się w szkole w Mokrzyskach, a ponieważ był zdolnym chłopcem, rodzice zapisali go do gimnazjum w Brzesku. Ciekawy był świata i polityki, dlatego gdy w Borzęcinie odbywał się wiec wyborczy Jana Albina Goetza na posła do sejmu, wybrał się na niego. Doszło wtedy do małych zamieszek, do których mimowolnie został wmieszany. Nie mógł już uczęszczać do szkoły w Brzesku, dlatego też po pewnej przerwie rozpoczął naukę w gimnazjum w Bochni, razem z Alojzym Cisakiem, późniejszym sędzią wojskowym. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Legionów Piłsudskiego i jak mówili legioniści cały czas był blisko wodza.

 

Kiedy już Polska odzyskała niepodległość (1918 r.), ale nie ustalone jeszcze były granice na wschodzie poszedł z Piłsudskim na Wilno. Prawdopodobnie wziął również udział w wyprawie kijowskiej. Prowadził korespondencję z córkami Piłsudskiego, szczególnie z Wandą.  Brał udział w corocznych zjazdach legionistów organizowanych przez Piłsudskiego. Szanował wodza, sam od żołnierzy wymagał poświęcenia i zdyscyplinowania. Gdy zmarł Józef Piłsudski, podobnie jak inni legioniści, niósł trumnę z jego zwłokami. Był dowódcą jednostki V Kawalerii w Tarnowie, gdzie za swoje pieniądze wybudował stajnie. Posiadał stopień pułkownika. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Pochowany został na cmentarzu w Szczepanowie[8].

 /wg  wspomnień Tadeusza Koczwary - bratanka pułkownika/

 

 

Piłsudski po zakończonej wojnie nie zapomniał o tych, którzy walczyli w legionach, szczególnie o inwalidach i chorych. Wspomagał ich finansowo. I tak udzielił pożyczki bezzwrotnej panu Franciszkowi Wodzie i Janowi Pasuli, którzy otworzyli sklepy tzw. trafik.

 

 Dziś wioska Mokrzyska w niczym nie przypomina tej sprzed dziewięćdziesięciu lat. Nowoczesne zadbane domy czynią ją raczej dzielnicą miasta. Świadczy to o pracowitości i zapobiegliwości mieszkańców. Jesteśmy dumni z tego co mamy. Wielu mieszkańców wyjeżdża do pracy za granicę. Pamiętajmy, aby swoim zachowaniem i pracą dbać o dobre imię Polaka. Uczyńmy wszystko, aby młode pokolenie nie wstydziło się swojej Ojczyzny Polski, lecz nawet w dobie komputerów i Internetu szukało swoich korzeni i poznawało dzieje Ojczyzny.

 

 

Opracowała i zebrała Maria Góra

- emerytowana nauczycielka PSP w Mokrzyskach

 

Korekta i przypisy dr Jarosław Rubacha

 

W opracowaniu wykorzystano materiały:

Historii Polsko Moja – Kraków 1992

Wygrać Polskę – 1914 – 1918 – Tomasz Schramm

Galicja 1859 – 1918 Polski Piemont – Józef Buszko

Józef Piłsudski – Wacław Jędrzejewicz

Historia Polski – Jerzy Topolski

Historia Polski – 1795 – 1914 – K. G

               Oraz wspomnienia mieszkańców wsi Mokrzyska:

- Koczwara Tadeusz – ul. Wiślana

- Kołodziej Bronisław – ul. Parafialna

- Cisak Stanisław – ul. Januszewska

- Góra Władysław – ul. Zagrodzka

- Rodzina Wolników – opracowana przez Marię Góra, Anetę Borowiec, Józefę Dudek

15 grudnia 2008 r.


[8] Oto pełny biogram płk Józefa Koczwary zamieszczony na stronie internetowej Wikipedia:

 

Urodził się 16 marca 1889 r. w Mokrzyskach, w 1911 ukończył gimnazjum w Bochni. Studiował na Wydziale Prawa na Uniwersytetu Jagiellońskiego, a równocześnie w Akademii Handlowej. Należał w tym okresie do Zrzeszenia Akademickiego "Znicz" i Polskich Drużyn Strzeleckich.
 

Wkrótce po wybuchu I wojny światowej, 31 lipca 1914 r. wstąpił do l Brygady Legionów Polskich. Początkowo służył w piechocie, następnie w 1 Pułku Ułanów Beliny. Po kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austro-węgierskiej, należał do Polskiej Organizacji Wojskowej.
Z chwilą odzyskania przez Polskę niepodległości, w listopadzie 1918 r. wstąpił do 11 Pułku Ułanów Legionowych. Brał udział w wojnie polsko- rosyjskiej 1920 r., podczas której został ranny. W pułku tym służył do 1927 r. Następnie był kwatermistrzem 5 Pułku Ułanów Zasławskich, po czym w latach 1928-1931 zastępcą dowódcy 18 Pułku Ułanów Pomorskich.
 

8 lipca 1931, jako oficer kawalerii objął dowództwo 2 Pułku Pancernego w Żurawicy. W grudniu 1933 pułk został przeformowany na 2 Batalion Czołgów i Samochodów Pancernych. Batalionem dowodził do 7 czerwca 1934. Powrócił na krótko do kawalerii, będąc w latach 1934-1936 zastępcą dowódcy, od 1935 r. dowódcą 2 Pułku Ułanów Grochowskich. Od 27 marca 1936 r. był dowódcą Broni Pancernych (po Tadeuszu Kossakowskim). Ustąpił z tego stanowiska 3 kwietnia 1937 r. uznając się za zbyt mało kompetentnego w sprawach produkcji i techniki. Następnie od 1 maja 1937 r. do wybuchu wojny był dowódcą 1 Grupy Pancernej (była to jednostka zajmująca się m.in. szkoleniem i przygotowaniami mobilizacyjnymi podległych jednostek: 1, 3, 8 i 10 Batalionów Pancernych).
 

Po wybuchu II wojny światowej, podczas kampanii wrześniowej 1939 r. był dowódcą Broni Pancernych Armii "Prusy". Ewakuował się na Węgry, gdzie został internowany. Wydostał się następnie z internowania i w 1941 r. powrócił do okupowanej Polski.
Wstąpił następnie do Armii Krajowej, pod pseudonimem "Zbigniew". Od 1943 r. był dowódcą - Inspektorem Głównym Wojskowej Służby Ochrony Powstania w Komendzie Głównej AK. Brał udział w tym charakterze powstaniu warszawskim. Po kapitulacji Warszawy dostał się do niewoli i przebywał w oflagu II C Woldenberg.
 

Po wyzwoleniu powrócił do Polski. Pracował w rolnictwie, w 1958 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 6 maja 1978 w Tarnowie.
 

Awanse:

  • rotmistrz zweryfikowany ze starszeństwem z 1 czerwca 1919 (w 1924 sklasyfikowany z 38 lokatą w korpusie oficerów zawodowych kawalerii)

  • major ze starszeństwem z 1 lipca 1925

  • podpułkownik 24 grudnia 1929 ze starszeństwem z 1 stycznia 1930 i 15 lokatą w korpusie oficerów kawalerii

Odznaczenia

  • Order Virtuti Militari V klasy (1923)

  • Order Odrodzenia Polski V klasy,

  • Krzyż Niepodległości (1931)

  • Krzyż Walecznych (1922)

  • Złoty Krzyż Zasługi (1929) i inne