Pamięci ks. Edwarda Nitki

Lucjan Kołodziejski

 

Spośród wielu księży wikarych pracujących w parafii Narodzenia NMP w Borzęcinie Górnym osoba ks. Edwarda Nitki zajmuje szczególne miejsce. W latach 1951 -1957 pełnił obowiązki wikariusz w tamtejszej parafii. Był bardzo lubiany przez parafian.Do dzisiaj podczas rozmowy ze starszymi mieszkańcami wspomnienie tego kapłana budzi dziwne ożywienie. Będąc w 1978 r. na rekolekcjach w Ciężkowicach, zapisujący mnie ksiądz zapytał: „jesteś z tego Borzęcina co to księdza wywozili ?”. Dlaczego na wieży kościoła parafialnego w 1957 roku przez wiele miesięcy powiewała czarna flaga? Dlaczego wówczas mówiono „wiara w Borzęcinie wisiała na nitce” ?Jakie były dalsze losy ks. E. Nitki po opuszczeniu Borzęcina? Dlaczego mieszkańcy Paszyna właśnie temu kapłanowi zawdzięczają tak wiele ?

 
Borzęcin
 

Ks. Edward Nitka urodził się w 1919 r. w Ropicy Dolnej koło Gorlic. „Od dzieciństwa pragnął poświęcić się stanowi kapłańskiemu – był, jeśli się tak można wyrazić , urodzonym księdzem” (Antoni Kroh) Święcenia kapłańskie otrzymał w 1944 r., po czym został kapelanem Armii Krajowej.  Pracował jako wikariusz m. in. w Ptaszkowej, Starym Sączu, Szczawnicy (1949 – 1951) i Borzęcinie (1951-1957). „Był to prawdziwy ksiądz, ofiarny, bardzo ludzki” –wspominali wielokrotnie moi rozmówcy, żałując, że został przeniesiony z ich parafii. Szczególnie w Borzęcinie koło Brzeska, potrafił sobie zaskarbić rzetelny autorytet i po prostu miłość ogółu parafian … (A. Kroh). Spowodowało to konflikt pomiędzy częścią parafian i władzami kościelnymi. Pełniący wówczas obowiązki lekarza w Borzęcinie Józef Siciarz po latach we wspomnieniach zapisał swoją wersję tych wydarzeń.

 

Lekarz Józef Siciarz

 

Pełniłem obowiązki lekarza wiejskiego w Ośrodku Zdrowia w Borzęcinie. Miałem doświadczenie z poprzednich placówek we współpracy z gronem nauczycieli, z dziećmi oraz współpracy z duchowieństwem. W pracy przy budowie Ośrodka Zdrowia Borzęcin również zbliżyłem się do grona nauczycieli, dzieci, jak również księży. Proboszczem w Borzęcinie był starszy ks. Łącki. Było tam dwóch katechetów Ks. Czachor i Ks. Nitka, którzy mieli duży szacunek u parafian w Borzęcinie. 

 

Ksiądz proboszcz zachorował. Codziennie udzielałem mu pomocy lekarskiej. Ks. proboszcz przekazał mi wiadomość i dał wskazówki, bym współpracował z Prezeską Polonii USA, Panią Curyłową, rodaczką z Borzęcina. Dzięki niej otrzymaliśmy duża pomoc przy budowie Ośrodka Zdrowia. Ośrodkowi Zdrowia przekazano gabinet lekarski i dentystyczny. Chory proboszcz ks. Łącki napisał testament, cała bibliotekę przekazał Seminarium Duchownemu i jego życzeniem było, by ks. Nitce nie przekazywać probostwa. 

 

Nastąpił zgon ks. Proboszcza. Wtedy młodzież i parafianie, którzy darzyli ks. Nitkę wielkim szacunkiem otoczyli świątynię i chcieli by to jemu powierzono probostwo. Kilka dni po śmierci Ks. Proboszcza, znikły ślady po Ks. Nitce i nie wiedzieli parafianie gdzie przebywa. Dlatego nie dopuszczani żadnego ks., by pełnił funkcję Proboszcza. Nastała niezgoda i podział Borzęcina na cztery obozy: Nitkowcy, Czachorowcy, Biskupowcy i Narodowcy. 

 

Na znak protestu powieszono flagi żałobne na wieżach kościelnych. Przez wszystkie miesiące pełniono całonocne warty,, jedne by flagi wisiały, drugie by flagi były usunięte” W tym czasie wielkich sporów wyłoniła się grupa parafian, która wyruszyła na pielgrzymkę do Częstochowy. Parafianie zażyczyli sobie, abym ja jako lekarz, wspólnie z nimi udał się na pielgrzymkę. Nie odmówiłem im życzeniom i na pielgrzymkę poszedłem. Parafianie złożyli ofiarę i modlili się w Częstochowie w intencji, by ks. Biskup się opamiętał i zwrócił im Ks. Nitkę, który jest poszukiwany. 

 

Byłem świadkiem jak, powracająca pielgrzymka pokłóciła się na stacji PKP w Brzesku, były bójki i wezwano straż na pomoc. W niedługim czasie parafianie zwrócili się do księży zakonu, by ks. zakonnicy odprawiali mszę za ks. Nitkę. Podczas nabożeństwa ksiądz prowadzący Mszę św. zwrócił się do parafian, by parafianie modlili się za nowego księdza który jest przekazany przez biskupa i będzie pełnił kapłańskie obowiązki w Borzęcinie. Słysząc to parafianie wtargnęli do szkoły, gdyż tam był obecny kapłan i usiłowali młodego kapłana wywieźć. 

 

Nowy ksiądz był zatroskany i zapłakany, wtedy parafianie postanowili, że młody ksiądz zostaje, a był nim Ks. Jan Franczak – a drugi Ks. Wikary Czachor opuści parafię Borzęcin. Powierzono funkcje kapłańskie i wykonanie wszelkich obowiązków kapłańskich młodemu kapłanowi Ks. Janowi Franczakowi. 

 

Mimo tak dużej niezgody i podziału parafii na 4 obozy młody kapłan wytrwał aż do zwycięstwa Kościoła. Był to okres nadal bolesny dla Parafii Borzęcin. W czasie rozpoczęcia prac przez Ks. Fronczaka spotkałem się z młodym kapłanem i udzieliłem mu wskazówki, by modlił się w kościele, by przebywał z dziećmi, by raczej grał w piłkę z dziećmi oraz by nie włączał się do rozmów z żadna grupą, czy to Nitkowców, Czachorowców, Biskupowców, czy też Narodowców. Tym sposobem zdobył serca parafian. 

 

Parafia nadal jednak żądała powrotu ks. Nitki. W niedługim czasie znów powstała organizacja z parafian starszych i młodzieży szkolnej. Udali się pieszo i pociągiem ze stacji Biadoliny do Tarnowa i tam wkroczyli na teren Kurii Biskupiej. Śpiewali pieśni kościelne i modlili się, a wtedy J. Eks. Ks. Biskup ukazał się na balkonie i błogosławił delegacji, która stała z krzyżami. Parafianie prosili o księdza Nitkę. Wtargnęła „ulica” na teren Kurii i powiedzieli parafianom z Borzecina, by stali dalej., a „Azoty” przyjdą im na pomoc i powiedzieli, że Ksiądz Nitka jest ukryty w pokoju Kurii nr 14. 

Rozpoczęły się fermenty na terenie Kurii – parafianie Borzęcina wycofali się, a wtedy wtargnęła „ulica” i „Azoty” na teren Kurii. „Ulica” wybiła okna i wówczas Kuria Biskupia wezwała policję na pomoc. 

 

Jako lekarz Ośrodka Zdrowia w Borzecinie nie byłem świadkiem tych fermentów. Był to pierwszy mój pobyt w Tarnowie. W niedługim czasie znów poszły wieści przez Parafie Borzęcin, że wraca Ksiądz Nitka. Inni podawali że przychodzi nowy proboszcz. Znów przybyło wiele tysięcy ludzi z Borzęcina Górnego, Dolnego, z Przyborowa, Zaborowa i Szczurowej. Przed budynkiem w którym był Ośrodek Zdrowia, zbierali się parafianie, przemawiali dalej Czachorowcy, czy też Biskupowcy. Posypały się znów kamienie.

 
 
Dom Parafialny, w którym w 1957 r. mieścił się Ośrodek Zdrowia w Borzęcinie.
Balkon, z którego przemawiał lekarz Józef Siciarz. Z archiwum L. Kołodziejskiego.

 

Ukazałem się na balkonie Ośrodku Zdrowia, długo o głos prosiłem i wreszcie dopuszczono mnie do głosu. Przed zebranym tłumem przyznałem się do winy, że w pierwszych dniach razem z młodzieżą byłem za księdzem Nitką, ale gdy powstały 4 obozy wyłączyłem się z wszelkiej działalności. Podawałem przykłady, jaka krzywdę z tego powodu wyrządzają dla Borzęcina i okolic. Zauważyłem, że na spotkanie przybyły dwie osoby chore, które przyszły o kulach ponad 4 km. Zwróciłem się do tych chorych i powiedziałem im, by odwróciły się za siebie. Gdy to dokonały, powiedziałem im, że tam, 20 m dalej jest cmentarz, miejsce po 2 m głębokie i 1 m szerokie. Podawałem przykłady, co powinna parafia uczynić aby zapanowała zgoda. Po moim przemówieniu nikt głosu nie zabierał i pomału ferment się zakończył. 

 

Po paru dniach opuściłem Borzęcin, również opuścił Borzęcin ks. Jan Franczak, przeniesiony przez Kurię Biskupią na inna placówkę. Przybyła wówczas z Polonii Amerykańskiej delegacja i prezeska, Pani Curyłowa z Borzęcina, udali się do Kurii Biskupiej. Delegacja parafialna prosiła o nowego księdza. A tak niewiele potrzeba było. Nie trwały by tak długo konflikty w parafii, gdyby Kuria Biskupów przyczyniła się do życzeń parafian Borzęcin, by po śmierci śp. Ks. Łąckiego pozostał proboszczem Ks. Nitka, przynajmniej przez pierwsze miesiące nie byłoby podziału parafii Borzęcin na 4-ry obozy i pewnie zapanowałby spokój. 

 

Za moje przemówienie i wystąpienie do parafian Borzęcina, Zaborowa, Szczurowej i innych terenów zostałem zwolniony z pracy. Po wielu, wielu latach będąc w Janowicach spotkałem Ks. Fronczaka, który powiedział mi, że gdyby miał uprawnienia odznaczyłby mnie za moje przemówienie w Borzęcinie, dzięki któremu doszło do pojednania i zgody między 4-rema obozami w parafii Borzęcin. Wtedy stawałem przecież w obronie Kościoła i Krzyża”. (Józef Siciarz, DOKTOR WSPOMNIENIA, Janowice 1997, Mała Poligrafia Redemptorystów w Tuchowie, ss.20-23)

 

Paszyn

 


Kościół parafialny pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Paszynie lata 60 –e XX w.
Foto. Eugeniusz Gajda

Ksiądz Edward Nitka przybył do Paszyna w 1957 r. i został mianowany proboszczem w kościele parafialnym pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. „Wioska bardzo biedna i wielu jej mieszkańców było chorych, kalekich, niewidomych. Ks. Nitka dostał dekanat. Przedtem był proboszczem, teraz dostał dekanat - najbiedniejsze wsie w Polsce. Nikt nie dawał na tacę, bo nie miał.

W pewnym momencie głuchoniemy, który księdzu posługiwał, Wojtek Oleksy, chciał ukochanemu księdzu zrobić prezent i wyrzeźbił Matkę Boską. Bardzo prymitywną. Pomalował ją kredkami i dał księdzu. Ten odczuł intencję daru ofiarowanego z miłością i postawił rzeźbę w kościele, przy ołtarzu. Parafianie uważali, że to jest bardzo brzydkie, ksiądz jednak prosił, żeby figurę zostawili. Przyszedł Bp Ablewicz, ks. Nitka powiedział o rzeźbie, biskup pobłogosławił Matkę Bożą i postawił ją na ołtarzu.

Tuż potem przyjechał mecenas Nawrocki z Warszawy, z TVP - kolekcjoner. Przysłał ekipę telewizyjną i dzięki Oleksemu, Paszyn pokazano światu. No i ten Paszyn, o którym wcześniej kobiety i dziewczyny w autobusie bały się powiedzieć, że z niego pochodzą i dlatego kupowały bilety do innych wsi, stał się znany. Zaczęli przyjeżdżać turyści. Ksiądz zachęcał ich do tego, mówiąc, że kto rzeźbi, ten trzy razy się modli. Mnie, w moim gimnazjum biskupim, uczono, że kto śpiewa to się dwa razy modli, a tutaj, ksiądz mówił, że kto rzeźbi, ten trzy razy się modli.

Po krótkim czasie rzeźbiła cała wieś. Około 70 osób. Niektórzy samodzielnie, inni – podpatrywali. Oleksy był debilowaty i robił po swojemu, nikt nie robił tak jak on. Lubiłem często zajeżdżać do ks. Nitki (bo tam niedaleko byłem na wakacjach), cieszyliśmy się tym, co w Paszynie, … . Fragment rozmowy Adama Dobrzyńskiego OP i Wojciecha Dudzika OP z prof. Aleksandrem Jackowskim, antropologiem kultury. Więcej na: http://www.tolerancja.pl/?o-poboznosci-ludowiej-i-nie-tylko,307,,,4

Piszący o ks. Nitce Antoni Kroh (pisarz, etnograf, historyk kultury, tłumacz) zwrócił uwagę na dwie charakterystyczne cechy Księdza.
 

1.   (…) Paszyn uaktywnił się artystycznie m.in. dlatego, że proboszcz nie miał osobistych ambicji twórczych, a tylko  pasję „społecznikowską”. Nie doradzał, jak należy rzeźbić i malować na „ludowo” (…) był „tylko” inspiratorem, animatorem i pedagogiem. Bowiem trzeba to wyraźnie powiedzieć - Paszyn jest przede wszystkim fenomenem pedagogiczno-społecznym, także psychologicznym, nie zaś artystycznym. Paszyniacy zdobyli wielka ilość nagród w konkursach sztuki ludowej nie dlatego, że są nieprzeciętnie zdolni plastycznie, nie dlatego ze ich prace są wybitne pod względem artystycznym (rzecz prosta, pośród kilkudziesięciu twórców z jednej wsi nie może być kilkudziesięciu wybitnych) lecz dlatego, że były „świeże” bezpretensjonalne, spontaniczne dzięki czemu wyróżniały się korzystnie na tle ogólnopolskiej produkcji przedmiotów zwanych sztuka ludową.

 

2.   Historia Wojciecha Oleksego, wielokrotnie opisywana, wskazuje natomiast na inny, bardzo istotny fakt: przekonanie o wychowawczo-dydaktycznej roli twórczości. Metoda „podnoszenia” ludzi za pomocą uprawiania sztuki była oryginalnym dorobkiem intelektualnym Księdza. Zanim jeszcze dowiedział się, że prace głuchoniemego Wojtka mogą być wysoko pod względem plastycznym, Ksiądz namawiał go do rzeźbienia, by pomóc mu w rozprostowaniu grzbietu, by dać satysfakcję z własnych dokonań. Co udało się niespodziewanie. Pomógł impuls z zewnątrz – w tym przypadku I Konkurs Współczesnej Rzeźby Ludowej Karpat Polskich, zorganizowany przez Muzeum w Nowym Sączu. Trzej paszyńscy rzeźbiarze odnieśli w nim niespodziewanie duży sukces (dwie pierwsze nagrody i jedna druga nagroda). Ksiądz Nitka wykorzystał ów fakt, usuwając przeróżne bariery psychologiczne swych parafian co spowodowało, można powiedzieć, erupcję zainteresowań rzeźbą, a potem na szkle w niewielkim Paszynie.

 

W sobotę 10 września 1994 r. w parafii Paszyn odbyła się podniosła uroczystość poświęcenia i otwarcia Parafialnego Muzeum Sztuki Ludowej im. ks. Edwarda Nitki.

 

W tym samym dniu poświęcono tablicę pamiątkową ku czci ks. dziekana Edwarda Nitki. Tablica, umieszczona w nawie głównej kościoła została wykonana w brązie, na marmurowym podłożu przez artystę rzeźbiarza Alfreda Kołkowskiego z Piątkowej k. Nowego Sącza., więcej -->>. W owalu płaskorzeźba twarzy ks. Nitki a pod nią napis:

 
Ś.P. Ksiądz Kanonik Edward Nitka,

1919 - 1981.

Proboszcz w Paszynie 1957 - 1981.

Dziekan dekanatu Nowy Sącz - Południe.

Gorliwy Duszpasterz. Miłośnik religijnej sztuki ludowej.

Twórca jej Paszyńskiego Ośrodka.

W 12. rocznicę śmierci.

Parafianie, Paszyn, 1993 r.

Lucjan Kołodziejski
6 czerwca 2013 r.