BRZESKO

w latach 1939 – 1945

(garść wspomnień)

 

„Kto stara się zapomnieć o przeszłości, ten ryzykuje jej powtórzenie.”

(George Santayana)

 

 

Jeszcze całkowicie nie przebrzmiały echa I wojny światowej, w wyniku której ok. 10 mln ludzi straciło życie, 20 mln zostało rannych, kolejne 10 mln zmarło z głodu lub podczas epidemii, straty materialne oszacowano na wieleset miliardów dolarów amerykańskich, a Europa szykowała się już do kolejnej próby sił. Nikt nie był w stanie przewidzieć, jakie będą tym razem jej następstwa.

 

          1 września 1939 roku świat obiegła wiadomość, że Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę. Rozpoczęła się najstraszniejsza w dotychczasowych dziejach ludzkości wojna – II wojna światowa. Jej początek, a następnie trwająca blisko sześć lat okupacja, to nie tylko przykład bohaterskiej postawy nas, Polaków, to także ogrom cierpień i tragedii, jakich doświadczył z rąk agresorów – niemieckiego i rosyjskiego – nasz naród.

 

          Od tamtego dnia minęło już 70 lat. Trzy pokolenia. Czy warto o tym mówić, wspominać? Ile osób pamięta jeszcze tamte czasy, tamte wydarzenia? Czy współczesny świat zmienił się tak bardzo, że już trudno dostrzec jakiekolwiek podobieństwa? Na pewno różnice zauważymy w strojach, technice, architekturze, ale czy nasza mentalność zmieniła się na tyle, żebyśmy mogli z czystym sumieniem powiedzieć, że przez te minione lata staliśmy się lepsi, doskonalsi, że wyciągnęliśmy właściwą naukę z przeszłości? Sądzę, że obchodzona właśnie 70. rocznica wybuchu II wojny światowej jest doskonałą okazją, aby odpowiedzieć sobie na postawione wyżej pytania.

 

          Może pomogą nam w tym wspomnienia osób, których wojenne i okupacyjne losy związane były z Brzeskiem? Wydaje mi się, że tych kilka opowiedzianych historii oddaje nie tylko przeżycia jednostek, ale pokazuje także klimat tamtych czasów. Jednocześnie niech będzie to hołd – chociaż zdaję sobie sprawę z jego niedoskonałości i dalekiej niepełności – złożony tym wszystkim, których dokonania, często kończące się największą ofiarą, bo ofiarą z życia, przyczyniły się do tego, że dziś mówimy o naprawdę wolnej i suwerennej Ojczyźnie.

 

          Zdaję sobie sprawę, że wartość ludzkich opowieści znacznie uwiarygadnia ikonografia, jednak w przypadku przytoczonych przeze mnie relacji jest ona więcej niż skromna. Do nielicznych zdjęć już historycznych postanowiłem dołączyć zdjęcia współczesne, żebyś mógł, Szanowny Czytelniku, choć w ten sposób „przeżyć” tamte wydarzenia i na pewno bez trudu rozróżnisz, które zdjęcia są które.

 

Jak podaje ks. Stanisław Pilch w roku 1939 na terenie parafii Brzesko zamieszkiwało ogółem 5448 osób:

 3448 katolików (63,3 %) i 2000 Żydów (36,7%).

 

„W odrodzonej Ojczyźnie”

 

Poniższe wspomnienia znajdują sie w moim archiwum rodzinnym. Przypuszczam, że ich autorem jest Pan Zbigniew Damasiewicz. Niestety trudno to zweryfikować, jako że Pan Zbigniew Damasiewicz już nie żyje - Jacek Filip

 

W dniu 3 września 1939 roku, w niedzielę, zostałem wezwany wraz  z innymi kolegami z liceum w Brzesku, którzy w ramach przysposobienia wojskowego ukończyli w lipcu 39’ obóz wojskowy w Starym Sączu, do utworzonej Komendy Wojskowej Miasta. Otrzymaliśmy rozkaz podjęcia ochrony dworca kolejowego w Słotwinie.

 

 Widok na stację kolejową w Słotwinie od strony wschodniej

                    

 Widok na stację kolejową w Słotwinie od strony zachodniej.

  

Na miejscu, po otrzymaniu broni, zostaliśmy podporządkowani Komendantowi Wojskowemu Dworca. Do naszych obowiązków należało pełnienie służby wartowniczej ochronnej na obiektach na zachód od dworca, na wiadukcie nad torami.  

  

Miejsce znane jako "trzy mosty"

zdjęcie: P. Filip

Na prawo od widocznego przejazdu znajdowała się blokownia (nastawnia), o której mowa. Została wyburzona bodaj w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

 

Wartownia mieściła się po północnej stronie torów kolejowych w starej blokowni (patrz uwaga pod zdjęciem powyżej) na wysokości placu składowego na rampie wyładowczej. Służbę pełniliśmy po 12 godzin, a ponieważ nie dostawaliśmy wyżywienia, na następne 12 godzin udawaliśmy się do domów, a w tym czasie służbę obejmowała druga zmiana.

 

wpk.p.lodz.pl

  

„Dla wrześniowych dziejów Brzeska liczyło się przede wszystkim uderzenie od strony Słowacji oraz od strony granicy zachodniej. Brzeskie, szerzej region tarnowski, znalazły się w pasie działania niemieckiej XIV armii dowodzonej przez gen. Wilhelma Lista (w składzie Grupy Armii „Południe” – dowódca gen. Gerd von Rundstedt). Bronić tego odcinka miały dwie polskie armie. Armia „Kraków” (d-ca gen. Antoni Szyling) i armia „Karpaty” (d-ca gen. Kazimierz Fabrycy).”

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

Już od poniedziałku, 4 września, na torach zapasowych i bocznicowych zaczęły gromadzić się pociągi z uchodźcami, przeważnie z Górnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego. Pociągi z uchodźcami były wysyłane dalej na wschód tylko w czasie, gdy tory główne były wolne od przejazdów transportów wojskowych.

 

W roku 1939 nie było jeszcze kościoła w Słotwinie, a mniej więcej na miejscu, gdzie dzisiaj stoi, znajdowała się widoczna na zdjęciu kapliczka.

Kapliczka w Słotwinie

 (zdjęcie: Kronika J. Burlikowskiego)

 

 

 

W oczekiwaniu na wyjazd pasażerowie pociągów ewakuacyjnych rozlokowywali się na placach składowych i w lasku w rejonie obecnie istniejącego kościoła, przygotowując posiłki, względnie wypoczywając w cieniu drzew, gdyż wrzesień tych dniach był wyjątkowo upalny.

Niedziela i poniedziałek minęły dość spokojnie. Samoloty niemieckie wprawdzie codziennie przelatywały na bardzo niskich wysokościach nad stacją i ostrzeliwały z karabinów maszynowych rejon dworca, ale strzelały dość niecelnie i nie wyrządziły żadnych szkód.

5 września – jak codziennie – grupa samolotów niemieckich przeleciała nad stacją w kierunku wschodnim, ale natychmiast zawróciła i w locie koszącym, na bardzo małej wysokości, otworzyła ogień z karabinów maszynowych, szczególnie na rejon placów składowych i lasku. Potem znów zawróciły…”.

 

Zbigniew Damasiewicz

 

***

Wanda Grzegórzek - Jakubaszek tak wspomina dzień 5 września: (wspomnienia znajdują sie w moim archiwum rodzinnym - Jacek Filip)

 

„Żadne słowa, nawet najbardziej wzniosłe, nie odzwierciedlą przeżytych przeze mnie okropności w dniu 5 września 1939 roku. Nawet najbardziej subtelna natura nie jest w stanie objąć swoją wyobraźnią grozy spadających bomb, tumultu ludzkiego, rozsypujących się w szczątki ludzkich ciał, płonącego terenu, krzyku i nawoływań konających, by ich dobito. A wśród tego wszystkiego sylwetki czarnych, ciężkich samolotów bombowych i ten ziejący grozą warkot silników tychże samolotów. Ten warkot i ten huk rozdzierający powietrze słyszę ciągle.

Czy możecie sobie wyobrazić, że człowiek może zapomnieć swojego nazwiska? Że – prawie w agonii – podnosi się i idzie, idzie… długo idzie?... Dokąd?... W swej świadomości pragnie tylko jednego: odejść z tego miejsca, znaleźć schronienie, znaleźć dom…, położyć się i… umrzeć. Umiera się z pełną świadomością, że nie ma już ratunku. Nie chciałam jednak umierać w tym strasznym miejscu, w tym lesie, w którym raz po raz rozlegał się warkot samolotów, huk pękających bomb, nie chciałam widzieć w ostatnich chwilach życia porozrywanych ludzkich ciał wiszących na gałęziach drzew. Czy możecie to sobie wyobrazić?

 

Brzesko. W tym czasie Brzesko-Słotwina wryło się w moją pamięć dozgonnie. Kiedy wybuchła wojna, mieszkałam razem z rodzicami w Krakowie. 4 września zostaliśmy ewakuowani do Tarnowa, ale jako rodzina nie dotarliśmy tam nigdy. Jechaliśmy pociągiem bardzo długo, aż wreszcie 5 września, około godziny szesnastej znaleźliśmy się przed stacją Brzesko-Słotwina. Pociąg zatrzymał się przed stacją, gdyż nie było wolnego toru.

                                                                                                                                                     pl.wikipedia.org

Fot.: BIM nr 9, październik 2005

  

 M.in. w tych miejscach odpoczywali ewakuowani, oczekując na dalszy transport.

  

Zaczęliśmy się posilać, gdy przybiegł ojciec, każąc natychmiast uciekać, bo pojawiły się nieprzyjacielskie samoloty. Wokół nas powstała panika. Ludzie rzucili wszystko i uciekali do lasu. Jednocześnie dał się słyszeć powolny warkot samolotów.

 

          Stanęłam osłupiała tym, co się wokół działo. W jednym momencie nie ma nikogo wagonie, tylko ja sama a przy mnie dwoje rodzeństwa. Pamiętam jedynie siostrę, która, gryząc mnie po rękach, przerażona błagała, aby uciekać. Zdążyłam jedynie odpowiedzieć: „To uciekajmy”, gdy w tym momencie potworny huk rozdarł powietrze, ziemia zadrgała, zafalowała, a potem… nastąpiła cisza. Okazało się, że w wagon, w którym zostałam, uderzyła bomba, a jej podmuch wyrzucił nas na zewnątrz.

 

          Większym odłamkiem eksplodującej bomby została zabita moja dziesięcioletnia siostra. Ja straciłam przytomność. Kiedy się ocknęłam, zobaczyłam straszny widok. Wszędzie wokoło, nawet na drzewach, leżą lub wiszą ludzie, o ile to, co po nich zostało, można nazwać ciałem ludzkim. Słyszę wycie nieludzkim głosem. Pisk, krzyk, wołanie: „ratunku, pomocy, dobijcie!”. Wołanie „mamusiu, dziecko, gdzie moje dziecko…” i tak bez przerwy wśród huku pękających bomb i strzelaniny z karabinów maszynowych samolotów.

 

          Czy się wtedy czuje lęk?... W takim momencie nie ma silnych, nie ma odważnych, człowieka opanowuje obojętność. Nie kryję się nawet, nie uciekam, jest mi wszystko jedno. Idę… Dokąd?... nie wiem. Mówię do siebie… Co?... nie pamiętam. Zdaje się coś o domu, przypominam sobie, że mam na imię Wanda, ale jak się nazywam, tego nie wiem… Chcę umrzeć…

Wokoło podnoszą się z ziemi ludzie, wielu z nich zachowuje się nieodpowiedzialnie, zapewne są w stanie silnego szoku. Samoloty dawno już odleciały, a mnie się zdaje, że bombardowanie i masakra ludzi trwa nadal.

 

          Wreszcie dowlokłam się do jakiegoś domu, gdzie padłam zemdlona.

 

 O nim jest mowa. Jest to dom przy ul. Kołłątaja

 

Ocknęłam się. Leżę w izbie na ławie, a wokół mnie ojciec, matka i reszta rodzeństwa, gdyż zginęła tylko siostra Zofia. Po chwili muszę pożegnać się z rodzicami, bo jacyś ludzie przenoszą mnie do szopy, w której założono mi prowizoryczny opatrunek. Jak się okazało po wojnie, dom i szopa były własnością pani Michaliny Stec.

 

          Znowu tracę przytomność. Kiedy się budzę, wydaje mi się, że znajduję się w szpitalu. Duża sala. Wieczór. Ciemno. Wokoło na podłodze bardzo dużo rannych. Wielu już nie żyje. Żyjący błagają o wodę. Wody nie ma. Przychodzi ksiądz, pociesza mnie, że jestem pod opieką lekarzy, ale jak się okazało, byłam jeszcze w Brzesku, a pod opieką lekarzy miałam znaleźć się dopiero na drugi dzień, kiedy to przewieziono mnie wraz z innymi rannymi do szpitala w Tarnowie.”

 

Wanda Grzegórzek - Jakubaszek

 

Wg przybliżonych szacunków na skutek zbombardowania pociągu ewakuacyjnego w lesie słotwińskim zginęło 200 – 250 osób, a bardzo dużo odniosło rany. „Rannych opatrywano doraźnie na miejscu. Akcją kierował brzeski lekarz dr Mieczysław Kossowski, uczestniczyli w niej wszyscy brzescy lekarze, personel pomocniczy, członkowie PCK, osoby cywilne dostarczały żywność, organizowały transport. Później rannych przewieziono do miejskiego ośrodka zdrowia zamienionego na prowizoryczny szpitalik (zajęty też został na ten cel budynek Wydziału Powiatowego przy ul. Mickiewicza), jako że w tym czasie nie było w Brzesku szpitala, najbliższe były w Bochni i Tarnowie.”

 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

Budynek Ośrodka Zdrowia w Brzesku przed wykończeniem.  We wrześniu pełnił rolę prowizorycznego szpitalika.

Zdjęcie: F. Kiryk, J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”.

 

W dawnym budynku ośrodka zdrowia mieści się dzisiaj Powiatowy Urząd Pracy

Ofiary wrześniowego bombardowania znalazły pomoc lekarską w siedzibie Wydziału Powiatowego przy ul. Mickiewicza zamienioną także na prowizoryczny szpitalik (aktualnie mieści się tu oddział banku PKO BP).

Akcją ratowania rannych kierował dr Mieczysław Kossowski (zdjęcie: Kronika J. Burlikowskiego)

 

Mogiła jednej z ofiar bombardowania 5 września 1939 r.

w lesie słowińskim (zdjęcie: Kronika J. Burlikowskiego)  

Pomnik postawiony w miejscu pierwszego pochówku ofiar bombardowania w lesie słowińskim 5 września 1939 roku.

 

 

 

Pomnik poświęcony również  ofiarom tego wydarzenia, (znajduje się on obok kościoła i tu odbywają się uroczystości upamiętniające ten tragiczny w skutkach dzień) oraz zbliżenie tablicy ze stosownym napisem.

 

„Niemcy wkroczyli do Brzeska 7 września, w czwartek, o godzinie 10-tej. Do następnego dnia, tj. do 8 września zdołali zająć już cały brzeski powiat.”

 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

 

Piechota polska z 1939 (rekonstrukcja) – pl.wikipedia.org

  

„W składzie armii „Kraków” znajdował się też pułk tarnowski – 16 pułk piechoty (w składzie 6 dywizji piechoty gen. Bernarda Monda), zmobilizowany z regionu tarnowskiego. Służyli w nim również mieszkańcy Brzeska i brzeskiego regionu. Obrona na kierunku Tarnów – Rzeszów – środkowy San. Pomimo przygotowań obronnych doliny Dunajca (aż po miejscowości regionu brzeskiego: Wojnicz, Zakliczyn, Wróblowice, Gromnik), działania te nie spowodowały znaczącego oporu i znaczących zmian na naszą korzyść w wojnie z Niemcami.”

 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

 

Autor poniższych wspomnień brał udział w działaniach obronnych doliny Dunajca w okolicach Wojnicza (armia „Kraków”), tam też dostał się do niewoli.

 

          „Z końcem października 1939 roku wróciłem z niewoli niemieckiej do Brzeska. Któregoś dnia w mieszkaniu pana Stanisława Dubińskiego przy ulicy Mickiewicza 1 zebrała się grupa ludzi, by wysłuchać przemówienia radiowego angielskiego króla Jerzego do narodu polskiego. Na zakończenie audycji radio BBC nadało hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”.

          Choć słuchanie radia jest zabronione, choć na parterze tego domu, w restauracji, tłum żołnierzy niemieckich śpiewających frontową piosenkę „Wir fahren gegen England”, podkręcamy potencjometr radia na cały regulator… Kto kogo przekrzyczy: polski hymn czy wroga melodia? Oczy nasze są pełne łez, na twarzach mieszane uczucia: strachu, radości, zdecydowania, wątpliwości. Tylko w takich okolicznościach, można się przekonać o sile i znaczeniu dla Polaka jego hymnu narodowego.

          Za kilkanaście dni wstępuję w szeregi organizacji konspiracyjnej. W 21 rocznicę odzyskania niepodległości, to jest w dniu 11 listopada, składam na ręce porucznika Wojciecha Kapustki przysięgę organizacyjną Związku Walki Zbrojnej, przekształconego w dwa lata później w Armię Krajową.

 

          Moim pierwszym zadaniem było zorganizowanie skrzynki kontaktowej na trasie Kraków – Tarnów – Lwów.”

 

Florian Filip

 

W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia, i przysięgam, że będę wiernie i nieugięcie stał na straży honoru Polski, o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę ze wszystkich sił moich, aż do ofiary mego życia. Wszelkim rozkazom władz Związku będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało.

 

Tekst przysięgi składanej przez przystępujących do Związku Walki Zbrojnej [za]: Stanisław Jedynak ps. „151” oraz „Ola”.

 

Na zdjęciu, pochodzącym z opracowania F. Kiryka i J. Lacha, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”, porucznik Wojciech Kapustka ps. „Rawicz”.

 

Budynek przy ul. Mickiewicza Nr 1. Tutaj, gdzie dzisiaj ma siedzibę widoczny na zdjęciu sklep, mieściła się restauracja Michała Wojsa, a nad nią znajdowało się mieszkanie Stanisława Dubińskiego. Kiedy w roku 1943 Niemcy zajęli całą kamienicę na tzw. Soldatenheim, restauracja została przeniesiona na parter budynku przy ul. Mickiewicza Nr 2 (dom w jasnych barwach).

 

Osoba bardzo zasłużona dla konspiracji. Albert Kryszczuk ps. „Skała” tak o nim pisze we wspomnieniach: „Wojs Michał „Okrzeja” w Brzesku, w jego lokalu odbywały się często zebrania i narady dowódców Ruchu Oporu, dużo pomagał materialnie rodzinom ofiar terroru hitlerowskiego. Wojs Michał został odznaczony w 1943 r. Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.”

Michał Wojs

fot. z arch. J. Filipa

 

 

***

 

Wspomina Kazimierz Zając (wspomnienia znajdują sie w moim archiwum rodzinnym - Jacek Filip):

 

„Było to dnia 3 maja 1940 roku w święto Konstytucji Majowej. Dzień był pogodny i słoneczny. Wstałem wcześnie rano, bo musiałem być po mleko w mleczarni. Około godziny ósmej od strony miasta szło dwóch uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Byłem wówczas na ganku przed domem i dlatego do mnie podeszli. Jeden z nich wyciągnął z raportówki jakąś listę i zapytał mnie, czy tu mieszka Kazimierz Zając, syn Wojciecha, urodzony 19 grudnia 1923 roku. Po potwierdzeniu i oświadczeniu, że to ja jestem, kazali mi iść ze sobą. Chciałem się przebrać w inne ubranie,  bo miałem na sobie mundurek harcerski, ale mi nie pozwolili i zaprowadzili mnie do budynku policji przy ulicy Okocimskiej.

 

Tam, po wprowadzeniu mnie do poczekalni, w której znajdowali się już niektórzy moi koledzy-harcerze, kazali mi stanąć twarzą do ściany z rękoma o nią opartymi. Zabronili porozumiewania się między sobą. Czuwał nad tym pilnujący nas żołnierz. Po dość długim czekaniu wezwany zostałem do oficera mówiącego po polsku i po sprawdzeniu personaliów przesłuchiwany byłem na okoliczność mojej przynależności do harcerstwa i do organizacji konspiracyjnej, to jest do Związku Walki Zbrojnej. Pytano mnie także, czy brałem udział w poszukiwaniu zakopanej przez cofających się żołnierzy Wojska Polskiego broni za budynkiem dawnego Starostwa Miasta Brzeska.

 

W powyższej sprawie byłem przesłuchiwany dwa razy i z uwagi na nieprzyznanie się do przynależności organizacyjnej ani do poszukiwania broni myślałem, że zostanę zwolniony do domu. Stało się jednak inaczej i wspólnie z dziewiętnastoma innymi osobami, zostałem załadowany do autobusu i przewieziony do więzienia w Tarnowie, gdzie przebywałem do dnia 13 czerwca 1940 roku.

 

Dom przy ul. Cegielnianej.

Tutaj mieszkał w roku 1940  Kazimierz Zając. 

Ul. Okocimska.

W tym budynku w czasie okupacji rezydowała policja.

 

Nieistniejący już budynek Starostwa Powiatowego przy ul. Głowackiego.

  (zdjęcie:  F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”)

 

 

„Do więzienia w Tarnowie wywieziono z Brzeska w trzech transportach w latach 1940 – 41 łącznie 71 osób.”

 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu” 

 

***

 

www.tarnow.pl 

Z okazji 65.rocznicy pierwszego transportu do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu jego uczestnicy odwiedzili tarnowskie więzienie.

 

          „W dniu 13 czerwca 1940 roku w tarnowskim więzieniu panował nienormalny ruch. Co chwilę otwierały się drzwi coraz to innej celi i słychać było wywoływane nazwiska więźniów oraz polecenia zabierania ze sobą swoich rzeczy. Także i w mojej celi otwarły się drzwi i zostałem wezwany do jej opuszczenia. Zostaliśmy zgromadzeni w dużych salach, ponownie sprawdzeni, a następnie w kolumnie po pięć osób w szeregu pomaszerowaliśmy, obstawieni uzbrojonymi w automaty żołnierzami SS, do łaźni miejskiej.

          Tam, po kąpieli, przetrzymani byliśmy całą noc, by dnia 14 czerwca, ponownie kolumną eskortowaną przez SS-owców, przemaszerować przez Tarnów na rampę towarową tarnowskiej stacji. Przemarszowi temu towarzyszyły strzały karabinowe. To SS-mani strzelali do okien, w których zobaczyli wyglądających mieszkańców Tarnowa.

          Po przeliczeniu nas, a przed załadowaniem do wagonów (w tym czasie jeszcze osobowych), wywołano dwóch więźniów i cofnięto ich do więzienia. Nas pozostałych załadowano do pociągu i wywieziono do Oświęcimia.

 

14 czerwiec 1940 r. – Pierwszy transport więźniów do obozu koncentracyjnego Auschwitz wyruszył z Tarnowa.

 

 www.tarnow.pl

Łaźnia miejska w Tarnowie (www.it.tarnow.pl)

krakow.naszemiasto.pl 

 www.epitafia.yoyo.pl

 

      W Oświęcimiu, na terenie dawnych koszar kawalerii oczekiwali nas uzbrojeni SS-mani oraz 30 więźniów – niemieckich kryminalistów – którzy mieli być naszymi wychowawcami i więźniami funkcyjnymi. Od razu też zorientowaliśmy się, co nas czeka w tym obozie, ponieważ rozładunek odbywał się przy akompaniamencie krzyków, bicia i kopniaków. W obozie zostaliśmy wpisani do ewidencji i każdy z nas otrzymał numer, który miał od tej chwili stanowić cały nasz rodowód. Ja otrzymałem numer 261, który musiałem w późniejszym okresie wytatuować na lewym przedramieniu.”

 

Kazimierz Zając

 

Kazimierz Zając – więzień KL Auschwitz nr 261.

 

 

 

„Według przybliżonych obliczeń w naszym powiecie od bomb niemieckich zginęło około 160 osób, z Ruchu Oporu około 80 osób, w obozach koncentracyjnych i więzieniach niemieckich około 120 osób, na stacji kolejowej w Słotwinie zimą 1942 r. w pociągu zamarzło 34 dzieci polskich wysiedleńców.

 

W 1942 r. hitlerowcy zlikwidowali getta w Brzesku i Tarnowie, masowo mordując Żydów i wywożąc ich do obozów zagłady w Bełżcu i Oświęcimiu. W ten sposób wymordowano w powiecie kilka tysięcy obywateli polskich wyznania mojżeszowego. Ten sam los spotkał Cyganów przebywających wówczas na terenie powiatu. W 1944 r. w lasku koło Bielczy gestapowcy zastrzelili 29 Cyganów, na cmentarzu w Szczurowej 92 Cyganów (w tym kobiety i dzieci).”

 

Albert Kryszczuk ps. „Skała”

 

***

 

 „Początki lokalnej brzeskiej konspiracji zawiązywanej już w październiku 1939 roku związane są przede wszystkim z dwoma osobami: Stanisławem Czapkiewiczem ps. „Sprężyna” komornikiem Sądu Grodzkiego oraz por./kpt. rez. Wojciechem Kapustką ps. „Rawicz” – przedwojennym komendantem powiatowym Związku Strzeleckiego i Przysposobienia Wojskowego.

(…) Brzeski obwód AK (kryptonim: „Buty”, „Batuta”, „CB”, 4/V, II 09) podlegał inspektoratowi Tarnów.

(…) Placówkę dotknęła fala aresztowań 1941 roku, rozbijając dotychczasowe struktury i więzi. Odbudowa nie należała do prostych, wobec nasilającej się niemieckiej, a niestety również i polskiej inwigilacji, donosów itp. Odbudowę placówki prowadził por. Florian Filip ps. „Krab”, „Poraj”. Wiele wsparcia udzieliło mu środowisko miejscowe, w tym rodzina Wojsów.

(…) W drugiej połowie 1942 roku wyszedł rozkaz naczelnego wodza generała Sikorskiego o uznaniu ZWZ za główny trzon AK. W roku 1943 nastąpiło na naszym terenie scalenie oddziałów NOW (Narodowa Organizacja Wojskowa) i BCH (Bataliony Chłopskie) w ramach AK. (…) Podczas scalania w 1943 roku ZWZ liczył około 1500 żołnierzy, BCH około 400 i NOW około 250. Po scaleniu i zorganizowaniu starych roczników WSOP (Wojskowa Służba Ochrony Powstania) około 400 żołnierzy, Wojskowej Służby Kobiet około 150 żołnierzy, w końcu 1944 roku stan AK w obwodzie wynosił około 60 oficerów, 430 podoficerów, 2600 szeregowców. Broni i amunicji wystarczyło mniej więcej na uzbrojenie 3 do 4 plutonów.” 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

Placówki ZWZ-AK w obwodzie Brzesko

 

Lp.

Nazwa gminy - placówki

Kolejne kryptonimy

Nazwisko, pseudonim dowódcy placówki

Stan żołnierzy w przybliżeniu

Mężowie zaufania

1

 

 

 

2

 

 

 

3

 

 

 

 

 

 

4

 

 

 

 

5

 

 

6

 

 

7

 

 

 

8

 

 

 

 

 

 

 

9

 

 

 

 

10

Brzesko

 

 

 

Czchów

 

 

 

Dębno

 

 

 

 

 

 

Iwkowa

 

 

 

 

Szczurowa

 

 

Szczepanów

 

 

Wojnicz

 

  

 

Zakliczyn

 

 

 

 

 

 

 

Borzęcin

 

 

 

 

Uszew

 

Barbara

Bożywój

 

 

Czesława

Cezary

 

 

Danuta

Dawid

 

 

 

 

 

Irena

Ignacy

 

 

 

Salomea

Szczepan

 

Stanisława

Stefan

 

Weronika

Władysław

  

 

Zofia

Zygmunt

 

 

 

 

 

 

Bogumiła

Bolesław

 

 

 

Urszula

Urban

NN, por. Florian Filip „Krab” „Poraj”

  

   

por. Eugeniusz Biłyk „Grudzisz”

ppor. Kosteczki „Czar”

 

por. Albert Kryszczuk „Skała”

ppor. Jan Kawa „Kresowiak”

ppor. Stankiewicz „Niedźwiedź”

   

Franciszek Ojczyk „Złocki”

Franciszek Turkowski „Orlicz”

  

por. Wacław Ples „Wal”

    

Józef Borowicz “Junak” “Żeliga”

 

st. sierż. Melchior Kozaczkiewicz “Swen”

  

 

ppor. Stanisław Łuka

kpr. Edward Puzon „Zrąb”

ppor. Kazimierz Styrna „Sławomir” „Mrowicz”

ppor. Henryk Chrapusta „Mściwój”

por. Krapel „Brzoza”

  

por. Adam Bartosz „Kmicic”

ppor. „Olszyna”

sierż. „Perkoz”  

   

Jan Sady „Mirek”

 

356

 

 

 

420

 

 

 

280

 

 

 

 

 

 

160

 

 

 

 

260

 

 

250

 

 

431

 

547

 

 

 

 

 

 

 

 

 

200

 

 

 

 

292

Inż. Kazimierz Streer, Michał Wojs “Okrzeja” “Proszek”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Las”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Henryk Golec

 

 

 

 

Razem

3196

 

 

Źródło: F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

„Czerwiec 1944 roku. Coraz bliżej nas front wschodni. Armia Krajowa przygotowuje się do podjęcia otwartej akcji przeciw wojskom hitlerowskim. Przeprowadzony zostanie jeden z wariantów akcji „Burza”. Przygotowania na terenie placówki Brzesko (kryptonim „Barbara”) są w toku. W połowie lipca otrzymujemy rozkaz do wykonania wariantu „Burza 2”.

 

Formujemy od działy partyzanckie, wydobywamy z ukrycia broń, przeprowadzamy koncentrację grup w lasach okocimskich, a następnie maszerujemy na południe w rejon Zakliczyna, Jamnej, potem Iwkowej.

 

Z naszego terenu odchodzą „do lasu”, między innymi Józef Szydek, Władysław Mleczko,, sześciu jeńców radzieckich, którym ułatwiliśmy ucieczkę z obozu w Okocimiu. Idą też medycy: Władysław Mossoczy, Jerzy Dutkiewicz, wcześniej Zdzisław Łosiowski.

 

Jerzy Dutkiewicz dostaje się w ręce gestapo ranny podczas ucieczki, nie wraca do domu Władysław Mossoczy.”

 

Florian Filip

Zdjęcie: F. Kiryk i J. Lach

„Brzesko. Dzieje miasta i regionu”

 

 

***

 

Odznaka AK przyznawana za udział w akcji „Burza”

pl.wikipedia.org

 

„Ostatnia dekada października 1944 roku. Jako dowódca placówki Brzesko otrzymuję ściśle tajny i pilny rozkaz nawiązania kontaktu z grupą „głębokiego wywiadu” armii polskiej i radzieckiej. Mam się z nimi spotkać niezwłocznie w gajówce między Porębą Spytkowską i Brzeźnicą (patrz mapa i zdjęcie poniżej - przyp. J.F.).

 

Florian Filip ps. „Poraj”

fot. z arch. Jacka Filipa

 

Idę więc jak najszybciej w nakazany rejon, mając w zanadrzu urwany kawałek zielonego kartonika. Docieram do wskazanego domu, wymieniam hasło z gospodarzem. Za chwilę prowadzi mnie na strych domu; staję oko w oko z sześcioma oficerami Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej.

 

Jeszcze jedno sprawdzenie naszych tożsamości: wyciągam swój kawałek zielonego kartonika, kapitan radziecki pokazuje mi swój. Przykładamy je do siebie. Pasują. Obie strony nie mają już wątpliwości, że spotkały właściwych ludzi. Możemy przystąpić do omówienia spraw wojskowych interesujących obie strony. Po omówieniu sytuacji na naszym terenie, planach własnych, dowiaduję się, czego chcą nasi rodacy i sprzymierzeńcy od nas, Ruchu Oporu.

W czasie rozmowy mam okazję podziwiać świetny poziom przygotowania członków grupy do tak ciężkiego, niebezpiecznego nadzwyczaj ważnego zadania; równocześnie ujmują mnie pogodą ducha, spokojem. Oglądam wyposażenie i uzbrojenie, jakiego dotąd – żołnierz Września – nie widziałem. Ale czas nagli. Po wyczerpaniu listy spraw, które mieliśmy ustalić i uzgodnić, wracam niezwłocznie do Brzeska, gdyż muszę wysłać natychmiast gońca nad Wisłę, gdzie patrol radziecko-polski będzie miał następny postój, po którym musi się przeprawić na drugą stronę rzeki.

Po dwóch miesiącach dowiedziałem się, że zwiadowcy, z którymi rozmawiałem pod Brzeźnicą, byli ednymi z tych, którzy przygotowywali decydującą dla nas ofensywę styczniową, rozpoczętą na przyczółku pod Baranowem Sandomierskim. "

Florian Filip

www.konflikty.pl

 

***

 

 „Brzesko pod koniec okupacji (1944/45) zajmowało obszar 138 ha. Budynków mieszkalnych w mieście było 430 oraz 64 gospodarstwa rolne. W tym czasie ludność miasta liczyła 2120 osób. Natomiast powierzchnia całego powiatu brzeskiego liczyła 849 km2, a zamieszkiwało go nieco ponad 102 tys. Ludności (gęstość zaludnienia: 120 osób na km2).”

 

F. Kiryk i J. Lach, „Brzesko. Historia miasta i regionu”

 

          „Wolność przyszła do naszego miasta także. 18 stycznia 1945 roku przez Brzesko, w godzinach przedpołudniowych, przeciągnęły ostatnie oddziały wroga, kierując się albo w kierunku Krakowa, albo na Nowy Sącz. Jako jeden z ostatnich zatrzymał się w naszym mieście oddział wartowniczy; jego zadaniem była ochrona mostów na Uszwicy, które następnie ten sam oddział wysadził w powietrze na rozkaz przybyłych z kierunku Tarnowa SS-manów (patrz zdjęcie poniżej - J.F.).

 

 

 

Niemcy dysponowali ciężarówką, ale ta odmówiła posłuszeństwa, więc zniszczyli ją granatem, a następnie pomaszerowali w kierunku Nowego Sącza. Byli to – jak się potem okazało – ostatni wrogowie, jacy znajdowali się w czasie tej wojny w Brzesku. Miało to wszystko miejsce około godziny trzeciej po południu. Mimo że słyszeliśmy kanonadę artyleryjską i odgłosy niedalekiej walki, do wieczora nie pojawił się żaden żołnierz. Ani niemiecki, ani rosyjski, ani polski.

 

          W całym mieście panowała cisza i spokój, ale wyraźnie dało się odczuć napięcie. Co będzie dalej? Jak będzie wyglądała wolność, jaka będzie nasza przyszłość?

 

          Następnego dnia rano, to jest 19 stycznia, gdzieś około godziny piątej pojawił się w okolicach dzisiejszego placu Żwirki i Wigury kilkunastoosobowy patrol żołnierzy radzieckich. Pytali się, jak daleko jeszcze do Berlina, a następnie pomaszerowali w kierunku na Bochnię. I znów nie było wiadomo na pewno, że już jesteśmy wolni. Wreszcie koło południa zaczęły napływać do Brzeska już liczne grupy żołnierzy radzieckich, by po południu pojawili się także żołnierze polscy.

  

 

Wtedy to stało się dla nas, mieszkańców Brzeska, jasne, że blisko sześcioletnia okupacja już się skończyła, że nareszcie jesteśmy naprawdę woli.”

 

Florian Filip

 

***

 

          Lynne Olson i Stanley Cloud tak piszą o nas w książce pt. „Sprawa honoru”: „W Polsce i poza jej granicami, pod angielskim niebem, w bezlitosnych górach Włoch, w zbroczonym krwią Arnhem, na plażach Normandii, w warszawskim getcie i całej Warszawie Polacy zapisali nowy rozdział długiej historii odwagi. Wojskowi i cywile, mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi, Żydzi, katolicy, ateiści – wszyscy włączyli się do walki. Ci, którzy jej nie podjęli, należeli do wyjątków. Regułą w nieustraszonej Polsce – jedynym napadniętym i pokonanym przez hitlerowskie Niemcy kraju, który nigdy im się oficjalnie nie poddał i z nimi nie kolaborował – było walczyć aż do zwycięstwa. Lecz zanim walka dobiegła końca, Polskę zdradzili wschodni i zachodni towarzysze broni.”

 

          Zapłaciliśmy też najwyższą cenę za tę walkę. W proporcji do liczby ludności, Polaków w II wojnie światowej zginęło najwięcej. Wygraliśmy wojnę, jednak wskutek zdrady sojuszników przegraliśmy wolność, i o tym także nie powinniśmy zapominać.

 

          Chcemy odgrywać we współczesnym świecie znaczącą rolę, do jakiej predestynują nas liczba ludności i bogate historyczne doświadczenie. Trzeba jednak dużego wysiłku, żeby dorosnąć do wielkości. Uznania, szacunku nie rozdają za darmo. Należy je pozyskać mądrym, profesjonalnym działaniem na wszystkich szczeblach władzy, popartym przez taką samą postawę społeczeństwa. Tego wymaga interes Polski i nas, jej mieszkańców, a nauka, jaka wypływa z historii, wskazuje, co może się stać, jeśli takiego postępowania zaniechamy.

 

          Warto przy tej okazji nie tylko przypomnieć słowa kardynała Stanisława Dziwisza, pochodzące z homilii wygłoszonej podczas pogrzebu generała Władysława Sikorskiego 26 listopada 2008 roku, ale i głęboko się nad nimi zastanowić:

 

„W imię świetlanej pamięci generała Władysława Sikorskiego oraz wszystkich, którzy oddali życie za nasz kraj, starajmy się dzień po dniu budować zręby pokoju, pojednania, miłosierdzia w naszej Ojczyźnie. Niech Polska rzeczywiście będzie krainą braterstwa, solidarności, a także pamięci o tych, którzy dla jej dobra oddali życie.”

 

Jacek Filip

wrzesień 2009 


Kahil Gibran twierdzi, że wspomnienie jest formą spotkania. Szanowni Internauci, jeśi też tak uważacie, wzbogaćcie te wspomnienia o kolejne materiały, dzięki którym będziemy mogli jeszcze lepiej zdać sobie sprawę z jakże dramatycznych przeżyć naszych rodaków w latach 1939 - 1945. Każdy rodzaj dokumentów jest cenny (-->>).