Mój ojciec „Krab” vel „Poraj”

 

 

Florian Filip

(1919 – 1991)

 

Ojciec był oficerem rezerwy w 38 Pułku Piechoty w Przemyślu. Wyruszając we wrześniu 1939 roku na wojnę, miał 20 lat. Urodzony w 1919 roku w Tworkowej, zdążył do wojny zdać maturę w Przemyślu (tam mieszkali wtedy jego rodzice i reszta rodzeństwa) i zacząć studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz w 38 Pułku, po ćwiczeniach awansować do stopnia podporucznika.

 

     

W Przemyślu nad Sanem Florian Filip (drugi z prawej) z kolegami z gimnazjum.

 

1 września 1939 roku jako dowódca plutonu pontonowego wyrusza na front z pozostałymi jednostkami tworzącymi 38 Pułk Piechoty. W kampanii wrześniowej pułk ten walczył w składzie 24 Dywizji Piechoty, wchodzącej od 2 września w skład Armii „Karpaty”, która miała za zadanie obronę dolnego Dunajca od Tarnowa po Zakliczyn w celu utworzenia drugiej linii obronnej na zapleczu cofającej się Armii „Kraków”. Od samego rana 6 września dywizja prowadziła ciężkie walki, odrzucając natarcie niemieckiej 4 Dywizji Lekkiej pod Wróblowicami.  Tego samego dnia, czyli 6 września, ojciec dostaje się do niemieckiej niewoli, do której został wzięty w rejonie mostu na Dunajcu w Łukanowicach koło Wojnicza. Wraz z innymi towarzyszami niedoli został umieszczony w obozie dla jeńców wojennych w Krakowie. 13 października 1939 roku zdołał zbiec z obozu, udając się do domu. Jednak w tym przypadku słowo dom nabiera trochę innego znaczenia. Otóż od tego dnia na kilka najbliższych lat jego domem stał się nie Przemyśl, gdzie w dalszym ciągu mieszkają rodzice, ale Brzesko i rodzina Wojsów. Nie byli to ludzie obcy, ale spokrewnieni, gdyż żona Michała Wojsa była siostrą matki mojego ojca. Wojsowie prowadzili w Brzesku restaurację, najpierw mieszczącą się przy dzisiejszej ulicy Mickiewicza 1, a następnie przy Mickiewicza 2.

 

 

Dom przy ulicy Mickiewicza 1. Tutaj, gdzie dzisiaj ma siedzibę widoczny na zdjęciu sklep, mieściła się restauracja Michała Wojsa. W 1943 roku Niemcy zajęli całą kamienicę na tzw. Soldatenheim (były to domy w okupowanej Europie, spełniające rolę hotelu, restauracji, teatru oraz domu publicznego, przeznaczone dla urlopowanych żołnierzy niemieckich. Ostatniej z wymienionych funkcji brzeski Soldatenheim nie pełnił).

 

 

W 1943 r. restauracja Michała Wojsa została przeniesiona na parter budynku przy ulicy Mickiewicza 2

(dom w jasnych barwach)

 

 

Ojciec (ostatni) wraz z rodziną Wojsów: Michałem i jego żoną Bronisławą, ich wnukiem Piotrusiem,

 córkami Elżbietą i Marią, oraz zięciem Wilhelmem (zdjęcie powojenne).

 

Ojciec został  tam zatrudniony jako kelner. Restauracja była bardzo dobrym miejscem do prowadzenia pracy konspiracyjnej. Władzom okupacyjnym zależało na utrzymaniu jej działalności, bowiem jadący na front lub z niego wracający żołnierze niemieccy mieli gdzie się zrelaksować, napić piwa z pobliskiego browaru, zagrać w bilard czy posilić się, korzystając ze smacznych posiłków przyrządzanych przez żonę właściciela - Bronisławę.

Z porozumiewaniem się z nimi nie było problemów, gdyż tak Michał Wojs jak i ojciec dobrze znali język niemiecki. Dzięki temu, przysłuchując się rozmowom, jakie między sobą prowadzili, zwłaszcza podchmieleni żołnierze wroga, można się było „niechcący” dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, jakie później wykorzystywano w działalności konspiracyjnej.

 

Od momentu powrotu z niewoli ojciec czekał na okazję, żeby wstąpić do którejś z organizacji konspiracyjnych. I taka okazja nadarzyła się stosunkowo szybko. Już w październiku 1939 roku zawiązał się zalążek lokalnej brzeskiej komórki konspiracyjnej, a stało się to za sprawą przede wszystkim porucznika rezerwy Wojciecha Kapustki ps. „Rawicz”, przedwojennego Komendanta Powiatowego Związku Strzeleckiego i Przysposobienia Wojskowego, oraz Stanisława Czapkiewicza ps. „Sprężyna” – komornika Sądu Grodzkiego. W ten sposób została utworzona w Brzesku komórka organizacji wojskowej Służba Zwycięstwu Polski, wkrótce przekształconej w Związek Walki Zbrojnej.

 

 

Porucznik Wojciech Kapustka

(F.Kiryk i J.Lach  - „Brzesko. Dzieje miasta i regionu”)

 

Zaczęło się od słuchania wiadomości nadawanych w języku polskim przez brytyjską rozgłośnię BBC. Słuchanie radia było zabronione pod bardzo restrykcyjnymi karami, zresztą okupant wydał zarządzenie, konfiskujące wszystkie radioodbiorniki. W tej sytuacji oczywistym się staje fakt, że słuchanie radia mogło odbywać się tylko w gronie najbardziej zaufanych osób. Z tego co wiem, Michał Wojs i państwo Sobolowie (Zenon i jego żona) ukryli radioodbiorniki, nie oddali ich Niemcom. Polskich audycji nadawanych przez angielską rozgłośnię BBC słuchano w mieszkaniu pana Stanisława Dubińskiego, który mieszkał nad restauracją.

 

11 listopada 1939 roku w 21. rocznicę odzyskania niepodległości ojciec złożył na ręce porucznika Wojciecha Kapustki przysięgę organizacyjną, przystępując tym samym oficjalnie do konspiracji. „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia, i przysięgam, że będę wiernie i nieugięcie stał na straży honoru Polski, o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę ze wszystkich sił moich, aż do ofiary mego życia. Wszelkim rozkazom władz Związku będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało.” (1) To tekst przysięgi, jaką złożył ojciec, jednocześnie wybierając sobie pseudonimy: „Krab” i „Poraj”.

Wkrótce został adiutantem komendanta placówki. W dokumentach pozostawionych przez ojca ani w innych znanych mi materiałach nie znalazłem nazwy tej organizacji, ale ponieważ później ojciec wspominał o ZWZ (Związek Walki Zbrojnej), domyślam się, że była to Służba Zwycięstwu Polski, 13 listopada 1939 roku przekształcona w Związek Walki Zbrojnej, podlegający Rządowi RP na uchodźstwie, który następnie rozkazem Naczelnego Wodza, generała Władysława Sikorskiego, 14 lutego 1942 roku został przemianowany na Armię Krajową (AK).

 

Jak wspominał Florian Filip, jego pierwszym konspiracyjnym zadaniem po złożeniu przysięgi było zorganizowanie skrzynki kontaktowej na trasie Kraków – Tarnów – Lwów.

 

 

 

Plan Brzeska z niemieckimi nazwami ulic

(J. Burlikowski – Kronika Miasta Brzeska 1385 – 1944)

 

Z akt otrzymanych przeze mnie z Instytutu Pamięci Narodowej a dotyczących mego ojca: „Ja jako kelner w restauracji Weisa (pojawia się także Weissa. Tak zniekształcone nazwisko Wojs zostało użyte w niektórych publikacjach – przypisek mój, J.F.) miałem tam utrzymywać łączność pomiędzy komendantem obwodu por. Kapustką ps. „Rawicz” z Brzeska a inspektoratem Tarnów „Tandeta”. Czynności te spełniałem w ten sposób, że z listami jeździłem do kościoła w Tarnowie (był to kościół OO. Bernardynów pw. Podwyższenia Krzyża Świętego – przypisek mój, J.F.),  a tam oddawałem je kobiecie o umówionych cechach rozpoznawczych. Kto był naczelnym inspektorem w Tarnowie i komendantem okręgowym na ten rejon tego nie wiem.” 

 

 

Tarnów. Kościół OO. Bernardynów pw . Podwyższenia Krzyża Świętego

(wikipedia.org)

 

Przynajmniej tak odpowiadał na pytanie ppor. Urzędu Bezpieczeństwa Michała Korgi, zastępcy komendanta KP UB w Brzesku, po aresztowaniu w lutym 1945 roku.

 

 

Od lewej: Michał Korga – szef PUBP w Tarnowie (wcześniej był z-cą Komendanta Powiatowego UB w Brzesku), Julian Świątek – zastępca szefa, Lew Sobolew – „doradca” sowiecki przy PUBP w Tarnowie. [za Wikipedia, z archiwum IPN]

 

W 1940 roku  udało się mieszkającej cały czas w Przemyślu rodzinie ojca przenieść razem z całym dobytkiem do Brzeska. O wojennych losach ojca dowiedzieli się wcześniej od znajomego, który w jakiś sprawach przyjechał do Przemyśla. W Brzesku nie zatrzymali się jednak długo, gdyż udało im się znaleźć lokum w Tymowej. Ojciec dość często ich odwiedzał i zawsze starał się w jakiś sposób wspomóc materialnie, gdyż żyło się im ciężko. Jak wspomina młodsza siostra ojca, Jadwiga, podczas spotkań nigdy nie prowadzono żadnych rozmów dotyczących spraw związanych z konspiracją, chociaż ona sama do niej należała i na prośbę ojca szyła dla niego biało-czerwone opaski. Według jej słów, Kazimierz Filip – mój dziadek – który także wcześniej służył w wojsku jako żołnierz, nigdy nie powiedział swoim dzieciom, żeby nie działały w konspiracji, bo to niebezpieczne. Przeciwnie, sam – choć był już w podeszłym wieku – jak mógł, pomagał w tej działalności, na przykład wykonaną przez siebie pieczątką przybijał znak Polski Walczącej, wizerunek naszego Godła czy litery AK na biało-czerwonych opaskach, które następnie córka Jadwiga zawoziła do Brzeska. Przekazywał także memu ojcu wszelkie zasłyszane informacje, jakie mogły być przydatne w działalności konspiracyjnej, a jako były oficer potrafił je dobrze „przesiewać”.

 

 

Florian Filip w restauracji Michała Wojsa

 

„19 kwietnia był czarnym dniem krakowskiej konspiracji. Gestapo postanowiło sprawdzić, co kryje się pod adresem Sławkowska 6. W efekcie założenia „kotła” Niemcy aresztowali 38 osób. […] Gestapowcy szybko przystąpili do przesłuchań. Wiedzieli, że mają niewiele czasu zanim ostrzeżenie o aresztowaniach ogarnie cała organizację podziemną. Konspiratorów poddano torturom. Jedni milczeli do końca, inni (jak L. Giedgowd) załamywali się już na początku śledztwa, jeszcze inni (jak Władysław Cyga z Brzeska – Kopaliny) trwali w milczeniu kilka – kilkanaście dni, które jak uważali, powinny wystarczyć organizacji na opróżnienie znanych im lokali. […] … zadano duże straty Komendzie Inspektoratu Kraków i kilku Komendom Obwodów. Komenda Główna ZWZ nakazała 1 lipca 1941 roku daleko idące zmiany organizacyjne. […] Wyciągnięto także wnioski na przyszłość w sprawie reagowania na podobne zagrożenia. Wiosną 1941 r., w początkowym okresie wsypy, zawiódł zarówno kontrwywiad, jak oficerowie różnego szczebla, lekceważąc niebezpieczeństwo grożące ze strony aresztowanych konspiratorów. Nawet wybitnym i odważnym w służbie na wolności oficerom zdarzały się załamania po aresztowaniu, w toku połączonych z torturami fizycznymi i psychicznymi przesłuchań. Wiara w ich milczenie doprowadziła do dodatkowych strat i aresztowań; ogółem gestapo schwytało kilkuset żołnierzy ZWZ. Nauczka była bolesna. Na przyszłość wydano rozkaz natychmiastowego opróżniania wszystkich lokali znanych aresztowanym. Powrót do tych punktów mógł nastąpić dopiero po zakończeniu gestapowskiego śledztwa i potwierdzeniu, że przesłuchiwany konspirator nie żyje lub został wywieziony do obozu koncentracyjnego.” (2)

 

Brzeska placówka ZWZ podlegała pośrednio Komendzie Inspektoratu Kraków, a sytuacja opisana wyżej miała także miejsce i w Brzesku.

 

Brzesko, maj 1940 roku. Wspomina Wojciech Góra: „Około 9 weszli do biura gestapowcy i policjant niemiecki w czarnym mundurze. Ten policjant zwrócił się do nas po polsku – który z was nazywa się Góra. Ja – odpowiedziałem – proszę zaraz iść z nami – po-wiedział policjant. Zaprowadził mnie do budynku Powiatowej Komendy Policji, gdzie Kurowski przewodnik policji granatowej (polskiej), w towarzystwie gestapowca Karola Nowaka, ze szramą w dolnej części twarzy, spisał moje personalia. […] Razem aresztowanych było 22 osoby. Po spisaniu personaliów wyprowadzono nas na podwórze, gdzie wśród wszelkich wyzwisk i gróźb wystrzelono kilka serii z karabinu ma-szynowego, prawdopodobnie ślepymi nabojami. Po czym wśród obelżywych wyzwisk wpędzono nas do dwóch odkrytych samochodów ciężarowych eskortowanych przez uzbrojonych gestapowców i policjantów niemieckich po 6 na każdym. Zawieziono nas do więzienia w Tarnowie. […] Nazajutrz rano Kozub (dozorca więzienny - przypisek mój, J.F.) przyniósł mi śniadanie od siebie z domu […] i zapytał mnie czy znam nie-jakiego Ducmaniuka. Odpowiedziałem tak. Jest to kierownik szkoły w Zabawie powiat Brzesko, z pochodzenia Ukrainiec. On na to: dziś przywieziono transport więźniów z okolic Radłowa i Borzęcina. Z polecenia komendanta więzienia przeprowadziłem rewizję osobistą przywiezionych. W notesie Ducmaniuka zauważyłem zapisanych kilkanaście nazwisk. Wśród nich nazwisko Pana. Po wstępnych zeznaniach tego Ducmaniuka odwieziono do domu samochodem osobowym. Z pewnością ma jakieś zasługi u Niemców, skoro go tak honorują. Niech to Pan ma na uwadze, gdyby Pana dodatkowo badali. Powiedziawszy to wyszedł.

 

[…] Jednym z kurierów utrzymujących łączność z ośrodkami dysponującymi Związku Walki Zbrojnej i innymi w Krakowie, był ppor. Rezerwy K. lubił on nadużywać napojów alkoholowych i dlatego często przesiadywał w restauracji u Lendowej, znajdującej się w budynku, w którym obecnie mieści się Narodowy Bank Polski (ul. Kościuszki) i Powszechny Zakład Ubezpieczeń.

 

 

W budynku po lewej mieściła się restauracja, o której mowa.

 

W pierwszych dniach marca 1941 r. K. wrócił z Krakowa ze znaczną ilością prasy, instrukcjami i informacjami organizacyjnymi. Materiałów tych nie przekazał Wojciechowi Kapustce i kierownictwu ZWZ (na powiat brzeski), lecz wstąpił do restauracji Lendowej i tam się upił. Po pijanemu przechwalał się głośno, że organizuje się taka siła na Zachodzie i w Polsce, która bardzo szybko przepędzi Niemców. W pewnym momencie zaczął rozrzucać ulotki i biuletyny. W restauracji było wówczas kilka osób m.in. policjant niemiecki w czarnym mundurze. Nazajutrz rankiem K. został aresztowany i wywieziony do Tarnowa.

 

[…] Po kilku dniach, we wczesnych godzinach porannych, gestapowcy tarnowscy przyjechali do Brzeska z K. i aresztowali różne osoby wskazane przez niego. Habryłom, których chcieli aresztować udało się zbiec przez okno. 2 kwietnia 1941 r. nastąpiła fala licznych aresztowań na terenie Brzeska i w powiecie. Zostali wtedy aresztowani: dr Jakub Witek, Kazimierz Streer, Antoni Kędzierski, Jan Cieplik, Antoni Ciszewski, profesorowie gimnazjum Jan Gardziel i Czesław Nowicki oraz wielu innych. Na Brzesko padły strach i przygnębienie. […] Żona Wójcika zatrzymała mnie aż do powrotu męża (dozorca więzienny – przypisek mój, J.F.) Przyniósł on karteczkę (gryps) od S., zawierający przeproszenie za wszystkie przykrości, jakie mi dość często wyrządzał. Dalej informował, że on, W. i G. byli bardzo bici podczas przesłuchań. Mają poprzetrącane ręce i niestety pod wpływem tego morderczego bicia załamali się i ujawnili nazwiska osób zaangażowanych w działalność organizacji niepodległościowych. Wobec tego nastąpi nowa fala aresztowań. Zostały ujawnione nazwiska inspektora Państwowego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych Tomasza Sroki, Wojciecha Kapustki, komornika sądowego Czapkiewicza, Stanisława Pszonki, Jana Franke, inż. Józefa Gącarza (Gancarza – przypisek mój, J.F.), Trawińskiego, moje i innych, które zapomniałem. Gryps w tym samym dniu doręczyłem Stanisławowi Pszonce, aby bezzwłocznie powiadomił wszystkich wymienionych.

 

Na trzeci dzień wczesnym rankiem około godziny wpół do piątej zapukał w okno naszego domu Zdzisław Romanowski, zawiadamiając nas, że do Brzeska zajechało gestapo z Tarnowa, żebym natychmiast uciekał. Po drodze zawiadomił już inż. Gącarza (Gancarza – przypisek mój, J.F.) i Pszonkę, a oni zawiadomili pozostałych.” (3)

    

Jak podaje Władysław Skalski „Ryś”, „W lipcu 1941 roku Komendę Obwodu „Batuta” tworzyli: Komendant Obwodu – kpt. Wojciech Kapustka ps. „Rawicz”; zastępca komendanta – por. Albert Kryszczuk ps. „Skała”; adiutant – por. Florian Filip ps. „Poraj”; oficer wyszkolenia – por. Józef Borowiec ps. „Junak”; oficer dywersji – por. Adam Bartosz ps. „Kmicic”; referent WSK (Wojskowa Służba Kobiet – przypisek mój, J.F.) – Wiktoria Sobol ps. „Ewa”. (4)

 

Ze wspomnianego już protokołu przesłuchania Floriana Filipa: „Od maja 1941 roku do jesieni była przerwa w działalności organizacji z powodu aresztowania komendanta obwodu „Rawicza” i innych osób. W jesieni przyjechała do mnie panienka, która nawiązała łączność z „Rawiczem” za pomocą umówionego poprzednio hasła („Rawicz” uciekł w czasie jego aresztowania) i podała mi punkt, do którego mam się zgłosić. Ja do tego punktu pojechałem i spotkałem tam „Rawicza” koło stacji Łęg (chodzi o Łęg Tarnowski – przypisek mój, J.F.). Tam dostałem polecenie, aby przeprowadzić wywiad w stosunku do działalności niemieckiej na terenie Brzeska. Celem mojego wywiadu było zaobserwowanie ruchów wojsk niemieckich, nastrojów wśród wojsk i ustalenie ludzi, którzy współpracują z Niemcami. Meldunki z mych obserwacji przekazywałem osobiście w umówionym punkcie, gdzieśmy poprzednio się spotkali, na ręce „Rawicza”. Czynności te wykonywałem do wiosny 1943 r.”

                                      

Por. „Poraj” w roku 1942

 

Po aresztowaniach, o których była już mowa, to właśnie na ojcu, jako najstarszym stopniem wojskowym na tym terenie, spoczął obowiązek odbudowy i zorganizowania na nowo brzeskiej komórki ZWZ, która od lutego 1942 roku, na skutek rozkazu Naczelnego Wodza obejmującego cały kraj, stała się placówką AK Brzesko o kryptonimach „Barbara”, „Bożywój”. Placówka ta wraz z dziewięcioma innymi tworzyła obwód Brzesko – „Buty”, „Batuta”. Według przybliżonych danych stan placówki „Bożywoj” latem 1944 roku wynosił 220 żołnierzy.

 

Organizowanie wszystkiego od początku nie należało ani do rzeczy łatwych, ani tym bardziej bezpiecznych. Nie było wiadomo, czy któraś z osób pozostałych na wolności celowo nie została aresztowana przez gestapo, by móc ją śledzić i w ten sposób dotrzeć do innych, nie było także  pewności, czy ktoś już nie współpracuje z Niemcami. Należało się mieć też na baczności, ponieważ okazało się, że niektórzy mieszkańcy Brzeska z sobie tylko znanych powodów [zadawnione spory, kłótnie partyjne, zazdrość itd. Przy tym z gestapo usiłowali nawiązać kontakt niektórzy komunizujący działacze z Brzeska i okolic (do 1942 roku)] zaczęli pisać donosy do władz niemieckich, o czym informowali zaufani pracownicy poczty, którzy wiele takich donosów zniszczyli, ale niestety niektóre dotarły do adresatów.

 

 

Donos, jaki wpłynął do Urzędu Kreishauptmanna w Tarnowie 4 marca 1943 roku na dra Jana Wiktora Brzeskiego, lekarza z Brzeska, syna dra Jana Władysława Brzeskiego, lekarza i społecznika zamęczonego w obozie w Auschwitz.

(J. Burlikowski – Kronika Miasta Brzeska 1385 – 1944)

 

Na brzeskiej poczcie działała wówczas grupa patriotyczna współpracująca ze Związkiem Walki Zbrojnej (AK), której zadaniem było likwidowanie donosów kierowanych do gestapo. Członkami tej grupy byli m.in. Franciszek Laska, Franciszek Stolarczyk, Jan Dziedzic, Zenon Sobol i plut. AK Michno. Listy nadane jako polecone otwierano, czytano, następnie zawiadamiano osobę, na którą był donos i dopiero wtedy list wysyłano do adresata. Zwykłe listy palono. Grupa ta zajmowała się również wysyłaniem paczek żywnościowych do obozów koncentracyjnych. Wykorzystywano do tego celu Ostpost (pocztę wschodnią). Paczki dla więźniów w obozach były wysyłane przez fikcyjnych żołnierzy niemieckich „walczących” na froncie wschodnim.

 

 

Por. „Okrzeja” – Michał Wojs

 

W organizowaniu placówki nieocenioną pomoc uzyskał ojciec przede wszystkim od Michała Wojsa ps. „Okrzeja” (nieformalnego męża zaufania AK), u którego w restauracji odbywały się często tajne spotkania i narady dowódców Ruchu Oporu. Oprócz tego „Okrzeja” niósł pomoc materialną rodzinom ofiar terroru hitlerowskiego, zatem nie ma się co dziwić, że w 1943 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Drugi kelner pracujący w restauracji Wojsa, Jan Kociołek ps. „Pikolo”, był łącznikiem Komendy Obwodu. Niezwykle cenną była współpraca z Zenonem Sobolem ps. „Tur” i jego żoną Wiktorią ps. „Ewa”, mieszkańcami Brzeska, w których domu słuchało się nie tylko zakonspirowanego radia, ale który to dom przez cały czas okupacji był miejscem składania rozkazów do dalszego przekazania, przyjmowano tutaj meldunki i prasę konspiracyjną, później dalej rozsyłaną, a szczególnie w latach 1940 – 1942 mieszkanie państwa Sobolów było bardzo ważnym punktem łączności.

 

 

Kennkarte (Kenkarta) – dowód tożsamości wydawany do 1943 roku przez władze niemieckie wszystkim nie-niemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa, którzy ukończyli piętnasty rok życia. Kenkarta to arkusz cienkiego kartonu, który po złożeniu miał wymiary 14,0 x 9,8 cm. Kenkarty Polaków miały kolor szary, Żydów i Cyganów żółty, Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów i Górali (traktowanych jako ludność pochodzenia niemieckiego Goralenvolk) niebieski. Dokumenty mniejszości oznaczone były dodatkowo literami: J (Żydzi), R (Rosjanie), W (Białorusini), K (Gruzini), G (Górale), Z (Cyganie). [za Wikipedia]

 

 

Przed otrzymaniem Kenkarty Polaków obowiązywało złożenie pod przysięgą oświadczenia o aryjskim pochodzeniu. Przy odbiorze pobierano odciski palców wskazujących obu rąk, umieszczanego na karcie rozpoznawczej. W nowych dowodach tożsamości istniała też rubryka dotycząca zawodu. Ponadto, oprócz fotografii, rubryk na dane personalne i adres zamieszkania umieszczano w kenkarcie informację o wyznaniu posiadacza. Dzięki temu, że w procedurę wydawania nowych dokumentów zaangażowani byli polscy urzędnicy, udało się wystawić ogromną ilość fałszywek. Umożliwiało to "zalegalizowanie" nowych tożsamości członków ruchu oporu lub ukrywających się po „aryjskiej” stronie Żydów. Gestapo w roku 1943 przewidywało, że w samej stolicy ok. 150 tys. mieszkańców posiadało fałszywe dokumenty. Podobnie Komenda Główna AK szacowała pod koniec 1942 roku, że co dziesiąty mieszkaniec posiada podrobioną kenkartę. [za Wikipedia]

 

 

Polakom nieposiadającym jeszcze Kenkarty wydawano poświadczenia o ich aryjskim pochodzeniu („arischer Abstammung”) i miejscu pobytu.

 

W roku 1943 ojciec pełni także funkcję adiutanta Komendanta Obwodu. O swojej działalności tak zeznaje w PUBP: „W tym czasie (chodzi o rok 1943 – przypisek mój, J.F.) przyszedł na te tereny nowy komendant obwodu „Soplica” (był nim kapitan Franciszek Blok, wcześniej zastępca szefa Inspektoratu AK Rzeszów. Wiosną 1943 r. został przeniesiony do Inspektoratu AK Tarnów, a w lipcu tego roku objął stanowisko komendanta Obwodu AK Brzesko – przypisek mój, J.F.) obcy człowiek, którego nazwiska prawdziwego nie znam, ani nie znam miejsca jego zamieszkania. Z jego polecenia zajmowałem się nadal wywiadem. W tej działalności w drugiej połowie roku nastąpiła ponad miesięczna przerwa, w związku z organizowanymi przez Niemców łapankami oraz brakiem możliwości utrzymania kontaktu z „Soplicą”. Dopiero w listopadzie 1943 r. „Soplica” polecił mi zorganizować magazyn broni Obwodu „Batuta”. W magazynie tym była przechowywana broń, amunicja i materiały wybuchowe pochodzenia angielskiego. Na wiosnę 1944 r. mój kontakt z „Soplicą” został ponownie zerwany. Po jego odnowieniu, w połowie roku, ponownie zajmowałem się wywiadem oraz kontaktami z patrolami sowieckimi operującymi na terenie powiatu brzeskiego.”

 

Utrudnienie, o jakim była mowa, wynikało z faktu, że w tym okresie ze względu na rozrost brzeskiej i tarnowskiej konspiracji (plan „Burza 2”) oraz zbliżania się frontu Niemcy wyraźnie zwiększyli stacjonujące na ziemi brzeskiej siły porządkowe, których łączna siła w Brzesku i powiecie wynosiła w początkowych latach okupacji 160 żandarmów i policjantów. 
 

 

Meldekarte – „karta meldunkowa” dla osób bezrobotnych. Zawierała dokładne dane dotyczące wieku, miejsca zamieszkania i kwalifikacji zawodowych. Karta potwierdzała okres bezrobocia i otrzymywania zapomóg.

 

Z dalszych zeznań wynika, że ojciec miał wejść do ścisłego sztabu „Soplicy”, gdyby na wiosnę 1944 roku wybuchło ogólnonarodowe powstanie. O wysokim stopniu przestrzegania zasad konspiracji świadczy odpowiedź na pytanie o znajomość pseudonimów komendantów placówek Obwodu, do którego należał, innych Obwodów i Okręgów: „W wypadku inspektoratu Okręgu w Tarnowie znam „Dorę” i Inspektora Tarnowskiego ps. „Dobrogost”. Oprócz wymienionych nie znam więcej nikogo.”

 

W trakcie tego samego przesłuchania „Poraj” wspomina, że od „Soplicy” otrzymał także radioodbiornik w tym celu, aby słuchać wiadomości, ale nie wie, gdzie jest stacja nadawcza, czyli radiostacja Obwodu. A ostatni raz widział się z „Soplicą” z końcem stycznia 1945 roku w restauracji Michała Wojsa i wtedy „Soplica” zameldował mu o rozwiązaniu Armii Krajowej, nie wydał też żadnych dyspozycji. Na pytania dotyczące pozostałej broni będącej w posiadaniu organizacji oraz oddziałów dywersyjnych działających na terenie powiatu Brzesko w czasie okupacji niemieckiej ojciec odpowiedział, że w sprawie broni nic mu na ten temat nie wiadomo, a na podległym mu terenie nie istniały żadne grupy dywersyjne AK.

 

 

Pierwsza strona protokołu przesłuchania Floriana Filipa  w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Brzesku.

 

Ojciec został aresztowany przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Brzesku 20 lutego 1945 roku. Stało się to na skutek donosu, że u Wojsa pracuje oficer AK, który przechowuje broń. Nazwiska donosiciela nigdy nie poznałem, ojciec i wujostwo Wojsowie tylko się domyślali, kto to mógł być, a podejrzewali jednego z parobków pracujących w gospodarstwie Michała Wojsa (osoba ta została przez wujka zwolniona). Paradoksem jest, że dwa miesiące wcześniej, w grudniu 1944 roku, pochodzący ze Śląska żandarm niemiecki ostrzegł ojca przed mającymi go aresztować gestapowcami z Tarnowa (ojciec się ukrył, ci rzeczywiście przyjechali, w dodatku pomylili adres, i tak uniknął dostania się w ich ręce).

 

Tego samego dnia, czyli 20 lutego, na polecenie ppor. Michała Korgi, z-cy Komendanta Powiatowego UB, kazano funkcjonariuszowi Urzędu Bezpieczeństwa Władysławowi Drągowi dokonać rewizji w celu znalezienia wymienionej w donosie broni. Później w obecności świadków: Jana Wołka i Władysława Drąga dokonano też rewizji osobistej ojca (przeprowadził ją funkcjonariusz UB Roman Górski), zabierając do depozytu znalezione przy nim przedmioty osobiste.

 

 

Postanowienie o zarządzeniu rewizji domowej u Floriana Filipa

                                     

 

Protokół rewizji osobistej

 

Broń, amunicja, materiały wybuchowe i inne akcesoria żołnierskie były ukryte pod podłogą altany znajdującej się w ogrodzie należącym do Michała Wojsa, będącym częścią jego gospodarstwa przy obecnej ul. Piłsudskiego (dzisiaj znajdują się tam prywatne domy mieszkalne). Oczywiście, ze względu na warunki przechowywania wszystko było odpowiednio zakonserwowane, zabezpieczone i zamaskowane.

 

 

Widoczna na zdjęciu droga, prowadząca od ul. Piłsudskiego do domów w głębi, mniej więcej pokrywa się z podobną, jaka dzieliła gospodarstwo Michała Wojsa na dwie części. Obie zajmował ogród z drzewami owocowymi i licznymi krzewami porzeczek i agrestu. Altana znajdowała się na końcu części ogrodu, znajdującej się po lewej stronie wspomnianej wyżej drogi.

 

 

Resztki tzw. „łąki”, która też należała do gospodarstwa Michała Wojsa.

 

Ojciec trafił do aresztu w budynku zajmowanym przez Urząd Bezpieczeństwa przy ul. Kościuszki.

 

 

W tym budynku przy ul. Kościuszki miał w lutym 1945 r. swoją siedzibę

 Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Brzesku.

 

Ojciec nic mi nie mówił o swoim pobycie w tym miejscu ani o tym, jak dokładniej wyglądały „rozmowy” z funkcjonariuszami brzeskiego Urzędu Bezpieczeństwa, ale trochę światła na atmosferę panującą w tamtym czasie przy ul. Kościuszki rzucają wspomnienia Józefa Wojdaka: „Z początkiem lutego 1945 roku wróciłem do domu. Ukrywałem się – jak obliczyłem – przez dwa lata i osiem miesięcy. Moje zdrowie pozostawiało wiele do życzenia, należało odpocząć, wytępić insekty i pozbyć się dokuczliwego świerzbu. Lekarz w Brzesku, dr Kosowski, po zbadaniu mnie przepisał lekarstwa i zalecił długie leczenie, a także spokój i dobre odżywianie się. Mój wyczerpany organizm wymagał długiego okresu rekonwalescencji.

 

Nie udało się zrealizować tych planów. 6 marca 1945 roku około godz. 6.00 rano funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa z Brzeska oto-czyli dom, a po przeprowadzeniu rewizji oświadczyli, że mają polecenie doprowadzić mnie do urzędu w Brzesku; trzeba – powiedzieli – „wyjaśnić pewne sprawy”.

 

Rozpoznałem tych, którzy mnie aresztowali. Pochodzili z okolicznych wsi, a – jak się później okazało – ich komendant, Władysław Drąg z Maszkienic, do pracy w UB został skierowany z Batalionów Chłopskich. W tym samym dniu aresztowano też moich bliskich oraz znajomych z  konspiracji i działalności partyzanckiej: Józefa Panka, Stanisława Majewskiego, Bronisława Wójtowicza i wielu innych. Był to początek ogromnego dramatu byłych żołnierzy AK…

 

Cele w piwnicy Urzędu Bezpieczeństwa w Brzesku były przepełnione. Umieszczono mnie w pojedynczej celi na parterze, w dość znośnych warunkach i przez dwa tygodnie wcale nie przesłuchiwano. Odwiedzał mnie tylko czasem Władysław Drąg, który mnie aresztował i funkcjonariusz pełniący służbę. Pytałem o przyczynę aresztowania.

    - Dla bezpieczeństwa – odpowiadali, nie podając powodów.

 

Dowiedziałem się od strażników, że moich kolegów wywieziono do więzienia w Krakowie. (Była to naturalna procedura po wstępnych przesłuchaniach w Brzesku, wynikająca z zarządzenia władz sowieckich. Przypisek mój – J.F.)

 

W trzeciej dekadzie marca doprowadzono mnie do oficera UB w stopniu porucznika, a oprócz niego do rozmowy włączała się kobieta – podporucznik. Przesłuchanie dotyczyło struktury organizacyjnej Armii Krajowej. Padło również pytanie, czy wiem, że AK to bandyci i „karły reakcji”, najwięksi wrogowie ustroju ludowego i Związku Radzieckiego? Stwierdzono, że na terenie Polski AK zwalczała partyzantkę radziecką.” (5)

 

27 lutego 1945 roku ojciec znalazł się w Krakowie, gdzie został przesłuchany przez śledczego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie ppor. Romana Szachteja. Pytania stawiane przez śledczego dotyczyły przede wszystkim okoliczności wejścia w posiadanie broni oraz przyczyn jej nieoddania, mimo odpowiedniego zarządzenia w tej sprawie władzy ludowej. W krakowskim UB znalazły się wszystkie przedmioty zarekwirowane podczas przeszukania altany w ogrodzie Michała Wojsa, za wyjątkiem automatu produkcji fińskiej i amunicji do niego, który za pokwitowaniem odbioru pozostał w UB w Brzesku.

 

 

Pokwitowanie odbioru automatu, jaki pozostał w PUBP w Brzesku.

 

Jak wynika z listy przedmiotów, zarekwirowano wtedy:

 

1. radio-aparat odbiorczy

 2. 2 bagnety niemieckie

 3. 2 paczki zapalników do min,

 4. 42 opaski biało-czerwone,

 5. 1 ładownica z nabojami,

 6. 7 pudełek min różnego typu,

 7. materiał wybuchowy,

 8. 1 r. s. cz. kar. masz.

 9. 1 czapka wojsk polskich,

10. zapałowe sznury do min,

11. kilka gatunków min i zapalników.”

 

Pokwitowanie przyjęcia zarekwirowanych u Floriana Filipa przedmiotów  do magazynu WUBP w Krakowie.

          

Oto fragment przesłuchania z dnia 27 lutego 1945 roku:

 

"Pyt. Dlaczego wy nie podporządkowali się Władzy Wojskowej i broni materiałów wybuchowych i radia nie zdali?

Odp. Władzy wojskowej nie podporządkowałem się dlatego, że jestem członkiem organizacji „AK” do której należały wyżej wymienione rzeczy. Nie otrzymałem rozkazu od swego dowódcy i to właśnie było powodem.

Pyt. W jakim celu wam dał komendant obwodu odbiornik radiowy?

Odp. Odbiornik radiowy otrzymałem od komendanta obwodu w celu słuchania komunikatów z Londynu, oprócz tego po każdym komunikacie były nadawane szyfry, które odbierałem następnie je doręczałem „Soplicy”. Szyfry z Londynu były nadawane w cyfrach lub melodii, które odbierałem do miesiąca grudnia 1944 r. dlatego że późniejsze odbieranie szyfru było niemożliwe, ponieważ (nie) było prądu. Następnie około 5 lutego 1945 r. słuchałem komunikatu z Londynu lecz również szyfru nie nadawali.

Pyt. Odbierając szyfry z Londynu czy znaliście zawartą treść?

Odp. Odbierając szyfry z Londynu zawartej treści nie znałem, odebrany szyfr jak wspomniałem doręczałem komendantowi obwodu.”

 

Cały protokół z tego przesłuchania został napisany ręcznie, później przepisano go na maszynie.

 

 

Postanowienie o wszczęciu śledztwa

 

Jak wynika z akt otrzymanych z IPN to było dopiero przesłuchanie tzw. wstępne. Właściwe śledztwo wszczęto 16 marca 1945 roku, a zakończono 27 kwietnia 1945 roku. Prowadzenie sprawy przeciw Florianowi Filipowi podejrzanemu o antypaństwową działalność powierzono oficerowi śledczemu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie Antoniemu Hatowi, a Wojskowy Prokurator Okręgu Krakowskiego mjr Tadeusz Juśkiewicz wydał nakaz umieszczenia ojca w areszcie tymczasowym, z umieszczeniem w więzieniu WUBP w Krakowie, aby (jak napisano w postanowieniu) zapobiec ucieczce i matactwu ze strony podejrzanego.

 

Więzienie to było nazywane w języku potocznym „u świętego Michała”, gdyż mieściło się w zabudowaniach byłego kościoła pod wezwaniem tego świętego i klasztoru karmelitów bosych. W latach siedemdziesiątych XIX wieku kościół zburzono, a w klasztorze po opuszczeniu go przez zakonników Austriacy utworzyli więzienie, które należało do najcięższych w monarchii habsburskiej.

 

 

Tu mieściło się więzienie WUBP w Krakowie.

(Wikipedia.org)

 

„Więzienie św. Michała stało się po drugiej wojnie światowej katownią bezpieki. Przypomnijmy, że w styczniu 1945  roku przybyły do Krakowa grupy operacyjne Urzędu Bezpieczeństwa. Zmierzały do uruchomienia swoich więzień. W pierwszej kolejności bezpieka przejęła więzienie św. Michała przy ulicy Senackiej (tam było główne wejście). Szybko zapełniło się politycznymi więźniami. […] Tragizm tych lat przypomina tablica umieszczona w roku 1996 na murze więzienia – ul. Poselska 3 – upamiętniająca akcję z 18 sierpnia 1946 roku, kiedy to grupy zbrojne ruchu oporu, w tym Józefa Kurasia „Ognia” opanowały więzienie, uwalniając w brawurowej akcji więźniów AK, WiN i NSZ. W roku 1954 budynek dawnego więzienia przekazano Muzeum Archeologicznemu.” (6)

   

Na ponowne pytanie dotyczące powodów nieoddania władzom broni ojciec, przyjmując chyba jedyną w tej sytuacji sensowną wymówkę, tym razem tak odpowiedział: „Z początkiem lutego 1945 roku otrzymałem rozkaz rozwiązania Armiji Krajowej, dlatego nie zdawałem broni bo czekałem, na specjalny rozkaz, komendanta obwodu, bo myślałem, że broń będziemy zbiorowo na rozkaz oddawać obecnym władzom. Myśmy chcieli aby komendant obwodu „Ostoja” zgłosił się do nas i my chcieliśmy go zmusić do wydania rozkazu zdania broni odpowiednim władzom, lecz on ukrywał się i wogóle nie mogliśmy go spotkać. Dlatego samożutnie nie zdawałem broni, bo muszę powiedzieć, że człowiek przywykł do słuchania i wykonywania rozkazów.”

 

10 maja 1945 roku oficer śledczy Antoni Hat po rozpoznaniu całokształtu sprawy oraz zważywszy na wszystkie istotne okoliczności, formułuje wobec ojca akt oskarżenia o popełnienie czynu stanowiącego przestępstwo z art. 4 i 6 § 1 lit. „a” dekretu PKWN z dnia 30 października 1944 roku o ochronie państwa. Zarekwirowane ojcu przedmioty uznano za dowody rzeczowe w sprawie i dołączono je do akt sprawy.

 

 

                                 Akt oskarżenia przeciwko Florianowi Filipowi

 

Dekret, o którym mowa, został zamieszczony w Dzienniku Ustaw z dnia 3 listopada 1944 r. nr 10 poz. 50. Miał moc wsteczną do 15 sierpnia 1944 roku, a został uchylony z dniem 18 grudnia 1945 roku. „Art. 4. Kto w czasie wojny:

a/ bez prawnego zezwolenia władzy wyrabia, przechowuje, nabywa lub zbywa broń, amunicję, materiał lub przyrząd wybuchowy albo inny przedmiot, mogący sprowadzić niebezpieczeństwo powszechne, podlega karze więzienia lub karze śmierci.
Art. 6. Kto w czasie wojny bez prawnego zezwolenia władzy wyrabia, przechowuje, nabywa lub zbywa aparat radiowy, nadawczy lub odbiorczy, podlega karze więzienia lub karze śmierci.” 

23 maja 1945 roku wspomniany już przeze mnie prokurator wojskowy mjr Tadeusz Juśkiewicz wysłał pismo do Wojskowego Sądu Okręgowego w Krakowie (ul. Józefitów 6) - odpis kierując do Naczelnika Więzienia Sądowego (ul. Senacka 3) - w załączeniu przesyłając do sądu akta sprawy przeciwko Florianowi Filipowi, „przekazując” go jednocześnie do dyspozycji tego organu wymiaru sprawiedliwości. Ten, na niejawnym posiedzeniu w dniu 26 maja 1945 roku, postanawia zatwierdzić akt oskarżenia, wyznaczyć rozprawę na dzień 29 maja 1945 roku na godzinę 9-tą, zawiadomić o terminie rozprawy obrońcę, zarządził także o doprowadzeniu oskarżonego pod eskortą. Prezes Wojskowego Sądu Okręgu Krakowskiego ppłk. Rakowski wyznaczył na przewodniczącego rozprawy por. Karola Peczenika. Ojciec poprosił o ustanowienie obrońcy z urzędu.

 

Mjr Karol Peczenik. Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W październiku 1944 r. ochotniczo wstąpił do „ludowego” Wojska Polskiego. Przewodniczył zespołowi sędziowskiemu, który skazał na śmierć partyzanta Narodowych Sił Zbrojnych, a później oddziału „Huragan” Władysława Krzyżewskiego. Był sędzią votantem w procesie, w którym na śmierć skazano 7 działaczy „Ligi Walki z Bolszewizmem”.
(Z katalogu wystawy IPN „Zbrodnia w majestacie prawa 1944 – 1956”; kuratorami wystawy byli Teodor Gąsiorowski i Marek Eminowicz)

 

Po odczytaniu aktu oskarżenia przewodniczący zespołu sędziowskiego udzielił głosu oskarżonemu Florianowi Filipowi. Ojciec przyjął taką samą taktykę obronną jak podczas śledztwa, a mianowicie, że czekał na rozkaz dowództwa, aby zdać posiadaną broń, kontaktował się w tej sprawie przedstawicielem Stronnictwa Ludowego, z adiutantem obwodu, z innymi dowódcami placówek, żeby jakoś wspólnie zdać posiadaną broń, ale nie uzyskał od nich wiążącej odpowiedzi. „O tym, że nie miałem zamiaru przechowywania broni świadczy fakt, że broń i amunicję poniemiecką zebraną przeze mnie, zdałem osobiście w dwóch partiach. W pierwszej partii zdałem 7 K.B. i granaty w końcu stycznia 1945 r. władzy sowieckiej, zaś drugą partię 1 lutego 1945 r. zdałem w ilości kilkunastu K.B. na posterunku milicji w Brzesku.” Ojciec powołał się też na swoją rozmowę z dowódcą obwodu „Soplicą”, który zmienił później pseudonim na „Ostoja”, w trakcie której ten mówił, że sam załatwi sprawę zdania broni w porozumieniu z inspektoratem i okręgiem AK, ale do momentu aresztowania ojca „Ostoja” nie dał znaku życia. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji ujawnił też działania, o jakich nie wspomniał podczas śledztwa: „Podkreślam, że przez cały czas w miesiącu wrześniu i październiku 1944 roku byłem przewodnikiem patroli wojsk sowieckich i polskich, które przenikały przez front na tereny kieleckie w celu wykonywania zadań wywiadowczych. Około piętnastu jeńców sowieckich, którzy uciekli z niewoli niemieckiej skierowałem do oddziału partyzanckiego. Udzielałem pomocy rannym spadochroniarzom sowieckim przebywającym na moim terenie. Mimo iż byłem ścigany wytrwałem do końca na powierzonym mi stanowisku komendanta placówki, gdyż poczytywałem to sobie za swój obowiązek.”

 

Obrońca (był nim chor. Stanisław Koczoń z 2 Zap. p.p. w Krakowie) i oskarżony Florian Filip proszą o najniższy wymiar kary. Po trwającej kilkadziesiąt minut naradzie sąd, uznając winę oskarżonego, ogłasza wyrok:

„… skazuje się go … na karę więzienia przez 7 (siedem) lat. Na zasadzie art. 12 Dekretu o Ochronie Państwa orzeka się w stosunku do skazanego Filipa Floriana utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres 2 (dwóch) lat. (…) Na zasadzie art. 56 K.K.W.P. zalicza się skazanemu na poczet orzeczonej kary pozbawienia wolności okres tymczasowego aresztowania od dnia 20 lutego 1945 r. do dnia 29 maja 1945 r. wyrok niniejszy jest ostateczny i zaskarżeniu nie podlega.”

                                  

 

 

Pierwsza strona wyroku

 

O aresztowaniu ojca rodzina, przebywająca w dalszym ciągu w Tymowej, dowiedziała się od znajomego. Jak wspomina siostra Floriana, Jadwiga, w tej tak trudnej sytuacji po raz kolejny wielką pomoc okazała rodzina Wojsów. Nie tylko załatwili pracę w Brzesku Kazimierzowi Filipowi (ojcu Floriana), ale robili wszystko, co tylko możliwe, żeby wydostać ojca z więzienia. Po prostu traktowali go jak własnego syna.

 

Tymczasem ojciec zaraz po ogłoszeniu wyroku, szukając każdego sposobu, aby jak najszybciej opuścić mury więzienne (co chyba zrozumiałe), napisał list do marszałka Michała Roli Żymierskiego naczelnego dowódcy Ludowego Wojska Polskiego, w którym prosi go o darowanie kary lub ułaskawienie. Na swoją obronę przytacza chęć walki z okupantem zaraz po ucieczce z niewoli, niepodporządkowanie się nakazom administracji niemieckiej i niezarejestrowanie się jako oficer, uchylanie się od „Baudienstu” oraz odrzucenie oferty podpisania „Volkslisty”, wreszcie działalność w  jedynej wtedy w Brzesku organizacji ruchu oporu, jakim był ZWZ, a później AK. Wspomina też o pomocy, jaką niósł patrolom sowiecko-polskim, zorganizowaniu akcji zapewnienia wyżywienia oddziałów partyzanckich działających na terenach południowych powiatu Brzesko, a także o zorganizowaniu w sierpniu 1944 roku, uzbrojeniu i wysłaniu w góry oddziału partyzanckiego, ułatwieniu ucieczki z obozu w Okocimiu jeńcom sowieckim i odstawieniu ich do oddziału partyzanckiego (łącznie 15 ludzi z kapitanem „Wańką”). O tym, że były to działania na szkodę Niemców, najlepiej świadczy poszukiwanie go przez gestapo.

 

W dokumentach otrzymanych z IPN nie ma śladu jakiejś decyzji marszałka Roli Żymierskiego, są natomiast dokumenty mówiące o tym, że ojciec wysłał prośbę o złagodzenie względnie darowanie kary w drodze łaski do Wojskowego Sądu Okręgu Krakowskiego, a ten 29 czerwca 1945 roku zwrócił się do Najwyższego Sądu Wojskowego z pismem, w którym przychylnie ustosunkowuje się do tej prośby, „albowiem należy przypuszczać, że skazany nie popełni nowego przestępstwa.” P.o. prezesa Sądu krakowskiego mjr Batler wnosi, „w razie ułaskawienia, o warunkowe zawieszenie orzeczonej kary po myśli art. 57 KKWP. na przeciąg lat 5 /pięć/.”

 

W tym czasie ojciec przebywa już w więzieniu w Sieradzu, do którego przetransportowano go ze „św. Michała” 27 czerwca 1945 roku. Tam otrzymuje wiadomość, że Prokuratura Wojskowa Okręgu Krakowskiego dnia 21 czerwca 1945 roku postanowiła o zastosowaniu wobec niego amnestii, zmniejszając „odsiadkę” o pięć lat, czyli z siedmiu do dwóch.

 

5 października 1945 roku Wojskowy Sąd Okręgu Krakowskiego na posiedzeniu niejawnym „postanowił pozostałą do wykonania karę 2 /dwu/ lat więzienia zawiesić warunkowo na okres 2 /dwu/ lat po myśli art. 5 § 3 Dekretu O Amnestii i art. 57 § 1 oraz 59 K.K.W.P.”, i tak swą decyzję uzasadnił: „Wykonanie pozostałej do odbycia kary 2 /dwu/ lat więzienia należało skazanemu zawiesić z uwagi na jego zachowanie się w czasie okupacji niemieckiej i przejawioną dobrą wolę w kierunku lojalnego podporządkowania się zarządzeniom władz państwowych w sprawie oddania broni. Skazany walcząc z poświęceniem z okupantem niemieckim, udzielając pomocy zbiegłym z niewoli jeńcom sowieckim oraz partyzantom, a następnie starając się zorganizować zbiorowe oddanie broni - czego zrealizować nie zdołał – wykazał tak dodatnie cechy charakteru, że na zawieszenie kary w pełni zasługuje.”

 

 

Postanowienie wraz z uzasadnieniem o złagodzeniu kary wobec Floriana Filipa

 

Równocześnie Sąd postanowił utrzymać w mocy „orzeczoną wyrokiem karę dodatkową t.j. utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres lat 2 /dwóch/.”

 

 

Zawiadomienie o zwolnieniu Floriana Filipa z więzienia w Sieradzu.

 

Ojciec został zwolniony z więzienia w Sieradzu 18 października 1945 roku. Rodzina Filipów, która w międzyczasie przeniosła się z Tymowej do Brzeska, wreszcie mogła być razem. Po powrocie z więzienia Florian ponownie podjął pracę w restauracji Wojsów. Jednak trzeba było podjąć decyzję odnośnie dalszych etapów życia. Ojciec zapisuje się na studia prawnicze w Uniwersytecie Jagiellońskim, chce kontynuować dalszą naukę, którą przerwał w 1939 roku wybuch wojny. Jednocześnie, aby móc sfinansować te studia i zacząć zdobywać prawniczą praktykę, podejmuje pracę sekretarza u brzeskiego notariusza - Mrowcy.

 

Jednak w nowej rzeczywistości ustrojowej przeszłość AK-owska ojca daje o sobie znać. Na Uniwersytet Jagielloński mógł się zapisać tylko jako tzw. wolny słuchacz, regularnie musiał się meldować na posterunku Milicji Obywatelskiej lub w Urzędzie Bezpieczeństwa, a kiedy wieczorami przepisywał na maszynie różnego rodzaju akta notarialne potrzebne notariuszowi Mrowcy, często funkcjonariusze bezpieki, słysząc stuk maszyny, wpadali z „niezapowiedzianą wizytą”, kontrolując to, co ojciec pisał. W 1947 roku  zawarł związek małżeński z Marią i za radą któregoś z „przyjaźniej” nastawionych brzeskich ubowców, żeby mieć szansę rozpoczęcia życia rodzinnego w większym spokoju, wyjechał na tzw. Ziemie Odzyskane. Znalazł się w Oławie koło Wrocławia, gdzie już wcześniej dotarł mąż jednej z córek Michała Wojsa, Wilhelm Kaliczak, który zaczął organizować tam oddział Państwowego Zakładu Ubezpieczeń i poszukiwał pracowników. Oczywiście, w tej sytuacji ojciec musiał zrezygnować ze studiów i zaczął się uczyć przepisów związanych z ubezpieczeniami. Po kilku miesiącach, kiedy znalazł mieszkanie, do Oławy przyjechała też, będąc już w kilkumiesięcznej ciąży, moja przyszła mama, Maria. I tak moim miejscem urodzenia zostało to podwrocławskie miasto.

 

 

Wśród pracowników PZU w Oławie. Obok ojca Wilhelm Kaliczak (w białej marynarce).

 

14 maja 1949 roku Wojskowy Sąd Okręgu V w Krakowie zawiadamia właściwego Prokuratora i Wojskowy Rejestr Skazanych o uznaniu skazania Floriana Filipa za niebyłe. 20 marca 1956 roku ojciec zwraca się do Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego o podjęcie postępowania w celu zatarcia kary, wymierzonej w maju 1945 roku przez były już Wojskowy Sąd Okręgowy w Krakowie. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Krakowie zwraca się do Komendanta Milicji Obywatelskiej we Wrocławiu o  nadesłanie szczegółowej opinii o zachowaniu się ojca, mieszkającego w Oławie przy ul. 1 Maja 35, przy czym zaznacza, że sprawę należy potraktować jako pilną. Na polecenie wrocławskiego Komendanta MO taką opinię wystawia 26 kwietnia 1956 roku Komendant posterunku MO w Oławia, który pisze m.in.: Wymieniony na tutejszy teren przybył w roku 1947 z miejscowości Brzesko. Od momentu przybycia zaczął pracować w Państwowym Zakładzie Ubezpieczeń Oława w charakterze poborcy składek ubezpieczeniowych. Ze swej pracy wywiązuje się dobrze, cieszy się dobrą opinią. W roku 1954 został awansowany na kierownika P.Z.U., gdzie obecnie pełni funkcję kierownika. Dobrą opinią cieszy się pośród sąsiadów. Miesięcznie zarabia przeciętnie 1100 złotych, z czego utrzymuje żonę i jedno dziecko 8 miesięczne (miałem wtedy 8 lat – przypisek mój, J.F.) Pod względem moralnym prowadzi się dobrze, tryb życia prowadzi normalny. Do obecnego ustroju i ZSRR jest ustosunkowany dobrze, żadnej wrogiej działalności nie przejawia.

 

 

Opinia Komendanta Posterunku MO w Oławie

 

W czerwcu 1956 roku ojciec otrzymuje z Wojskowego Sądu Garnizonowego w Krakowie pismo następującej treści:

 

„Ob. FILIP Florian

zam. Oława ul. 1 Maja 35 woj. Wrocław

 

W odpowiedzi na pismo Wasze z dnia 20.III.1956 r. dot. zatarcia skazania – kary wymierzonej Wam przez b. Wojskowy Sąd Okręgowy V w Krakowie wyrokiem z dnia 29 maja 1945 r. zawiadamiam, że tenże Sąd zarządzeniem swym z dnia 14.05.1949 r. Nr.0-84/45 zgodnie z art. 60 L.K.W.P. uznał skazanie w stosunku do Was za nie byłe, o czym również powiadomiony został Rejestr Skazanych w Warszawie.

    W związku z powyższym możecie uważać się za niekaranego.”

 

Ojciec wrócił do Brzeska w październiku 1956 roku na fali tzw. gomułkowskiej odwilży.

 

Na teczce z zachowanymi dokumentami dotyczącymi akt śledztwa przeciwko mojemu ojcu widnieje m.in. taki napis: „Akt podlega zniszczeniu 1985 r.”

 

Jak napisał Józef Wojdak w książce „Byłem jednym z wielu” „… Armia Krajowa, która w roku 1944 liczyła w oddziałach walczących około 400 tysięcy żołnierzy, a w oddziałach jeszcze pomocniczych 350 tysięcy; przed akcją „Burza” w 1944 roku AK liczyła 750 tysięcy żołnierzy. W walce przeciwko Armii Krajowej nieprzyjaciel zaangażował ponad 650 tysięcy żołnierzy łącznie z policją; tymi siłami Niemcy mogli obsadzić około 500 kilometrów frontu. Pomimo tak dużej siły, jaką Niemcy musieli przez cały okres wojny utrzymywać w Polsce, oprócz otwartej walki Armia Krajowa dokonywała tysięcy akcji dywersyjno-sabotażowych na mosty i linie kolejowe, magazyny, wagony i cysterny, samoloty, szyby naftowe i sieci elektryczne, w których Niemcy ponieśli ogromne straty w ludziach i sprzęcie. Aliantom zachodnim i wywiadowi radzieckiemu wywiad AK dostarczył wielu cennych informacji wojskowych i politycznych, drogą radiową lub przez emisariuszy czy kurierów.” Nic to jednak nie znaczyło, bo Polska została już w Jałcie zdradzona przez aliantów zachodnich i oddana pod dominację ZSRR.

     „Nie nasza wina, że w ostatnich dniach okupacji została rozwiązana Armia Krajowa, że nie wzięliśmy czynnego udziału w walce, jak było planowane, że znaleźliśmy się poza nawiasem nowego życia, że podlegaliśmy przez szereg lat dyskryminacji. Szary żołnierz, któremu obca była wielka polityka, tak samo jak we Wrześniu, tak i podczas okupacji spełnił swój obowiązek, dał przykład patriotyzmu i poświęcenia. Nie żałował swojej krwi i życia wierząc, że z trudu jego i znoju Polska powstanie, by żyć!” (Albert Kryszczuk „Skała” – Z-ca Dowódcy Obwodu ZWZ-AK Brzesko)

 

Przypisy:
1 – Wikipedia „Armia Krajowa”
2 – Teodor Gąsiorowski „Trudna wiosna 1941” [W:] „Dziennik Polski” 8 kwietnia 2011
3 – Wojciech Góra „Wspomnienia” [archiwum M. Stolarczyka]
4 – „Brzeskie podziemie”, BIM luty 2005
5 – Józef Wojdak „Byłem jednym z wielu”, Bielsko-Biała 1994
6 – Michał Rożek „U św. Michała” [W:] „Dziennik Polski” 9 kwietnia 2011
 

Jacek Filip

Brzesko, maj 2011 r.

aktualizacja: czerwiec 2011 r.

 

UWAGA: W cytowanych fragmentach dokumentów otrzymanych z IPN starałem się zachować oryginalną pisownię, a poprawiłem tylko te błędy, które w znaczący sposób naruszały dzisiejsze zasady ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne.