BUNT BORZĘCIŃSKICH CHŁOPÓW W LATACH 1832 -1833

(Lucjan Kołodziejski)

 Borzęcińscy chłopi przez kilkaset lat byli „statystami historii”, jak to określił ks. prof. Jan Kracik. Byli - a … jakby ich nie było. Ledwie który w XV czy XVI wieku zaistnieje, i to tylko pod imieniem, a już go nie ma. Inwentarze z XVII i XVIII wieku dostrzegają ich przez pryzmat pańszczyzny, powinności czy służebności. Chłopi pańszczyźniani w Borzęcinie uginali się pod ciężarem obowiązków wobec dworu. We wsi panował kij, nędza i głód. Przyzwyczajeni przez wieki do pokory chłopi nie umieli się przeciwstawiać nieludzkim prawom. (…) We wsi długo nie było nikogo, kto umiałby i miał odwagę uświadomić chłopom ich nędze, kto potrafiłby ich zorganizować przeciw dworowi. Stało się to dopiero w roku 1832 [1].

1

      Jedną z feudalnych powinności istniejących w Borzęcinie od XV w. do połowy XIX w. była pańszczyzna. Obowiązek jej odrabiania wiązał się z powstaniem gospodarki folwarcznej w XV w. Polegała ona na przymusowej, bezpłatnej pracy chłopów na rzecz właściciela ziemskiego w za­mian za „nadział” (przydział) gruntu. Odrabiana była na „pańskich polach” w Borzę­cinie, Radłowie lub Biskupicach Radłowskich. Rozpoczynała się wraz ze wschodem słońca, a kończyła z zachodem. Wykonywano pańszczyznę  sprzężajną, czyli konną, lub pieszą. W miarę rozwoju gospodarki folwarcznej zwiększały się zobowiązania chłopów na rzecz folwarku. Wymiar pracy na pańskim liczył 3-4 dni tygodniowo od jednego gospodarstw kmiecego; zagrodnicy i chałupnicy pracowali mniej.

  Za najmniejsze uchybienie lub spóźnienie, a nieraz i bez powodu z „pańskiego kaprysu” wymierzano chłopom cielesną chłostę. Egzekucja odbywała się na mostku obok dworskiego spichlerza. Wymierzał razy na rozkaz ekonoma któryś
 z chłopów, jeżeli z litości uderzał za lekko, musiał za karę sam się położyć, a bity go chłostał. Były jeszcze bardziej złośliwe kary: np. wyjmowano winowajcy w czasie mrozów okno (…) albo zabierano kamień z żarn, by na chleb nie mógł sobie mleć mąki
[2]
.

       w połowie XIX w. dwór w Buczu spłonął wskutek pożaru. Ogień miał podłożyć służący, który kilka lat wcześniej został skazany przez rządcę dworskiego na śmierć poprzez rzucenie go na pożarcie wygłodniałym świniom. Kara miał być wymierzona za niedbałe grabienie siana na dworskiej łące oraz lekceważenie uwag rządcy. Chlew zbudowany był z drzewa, dlatego skazany chwycił się krokwi i zawisał poza zasięgiem świń. Gdy parobek otworzył wcześnie rano drzwi do chlewu, aby nakarmić trzodę, skazany służący uciekł i ślad po nim zaginął. Po pewnym czasie miał wrócić do wsi i podłożyć ogień[3]

  

Notatka w Księdze Zmarłych z dnia 4 kwietnia 1833 r. o śmierci Bartłomieja Chachaja.

    Wiktoria Chachaj:…przed karczmą w Borzęcinie Górnym [obecnie jest tam budynek GOK Borzęcin – L Kołodziejski] pachołcy dworscy zabili…pradziadka za niewykonanie pańszczyzny u dziedzica. Zdarzyło się to podczas krwawo wykonywanej chłosty, że skazanych na nią chłopów ogarnęło przerażenie. Pradziadek…w momencie gdy kładł się na pniaku do bicia, padł martwy [4].

 

Chłop w dybach
mal. J. P. Norblin 

       Wawrzyniec Rędzina:…pachołcy dworscy zabrali chłopa, który nie odrobił pańszczyzny. Pojechali z nim do głównego zarządu „państwa radłowskiego” w Radłowie. Podczas jazdy tłukli nieszczęśliwego tak, że zanim dojechali do Radłowa chłop skończył życie [5].

      samotna kobieta, której nazwisko już zapomniałem. Mieszkała w Borzę­cinie i wychowywała maleńkie dziecko. Miała obowiązek wychodzić na „pań­skie” O świcie wraz z innymi stawała na polu dworskim. Maleństwo swoje w obawie, aby nie zrobiło sobie nic złego, przywiązywała za nóżkę do łóżka. Z boku ustawiała miskę z odrobina strawy. Wracała do domu, gdy kończył się dzień. Umorusane i głodne dziecko siedzące na brudnym barłogu witało ją serdecznie [6].

2

    Bratko: W poniedziałek 10 grudnia 1832 r. chłopi odmówili odrabiania pańszczyzny i nie wrócili do pracy na „pańskim” polu. Wobec chłopów zastosowano namowę. Nic to jednak nie pomogło. Przewodził im  Jan Schmidt. Trudno powiedzieć o nim coś więcej. Zapisano, że był „urlopnikiem”, czyli żołnierzem przebywającym na urlopie. Również na terenie Radłowa miał on podburzać chłopów [7]. Trudno obecnie ustalić, skąd pochodził [8].

3

 W Księdze Zmarłych zapisano: 17 Decembris. Jacobus filius Simonis Płachno, miles de Regimento Minutillo Infanteriae ex Compagnia 15. provisus Sacramentis, natus atque mortuus in Borzęcin, celebs sepelivit Laurentius Guzik, Cooperator.

 

Notatka w Księdze Zmarłych o śmierci Jakuba Płachno

     17 grudnia [1832 r. w Borzęcinie] zmarł [24 letni] Jakub, syn Szymona Płachno, żołnierz 15 kompanii Pułku Piechoty [pod dowództwem Feldmarschalleutnanta Friedricha Freiherra von] Minutillo. Urodził się i zmarł w Borzęcinie. Pogrzebał go wikariusz Wawrzyniec Guzik.

     Nie rozwiązaną zagadką jest przyczyna jego śmierci. W rubryce MORBUS & QUALITAS MORTIS [CHOROBA, RODZAJ ŚMIERCI] zapisano: ordinaria, czyli śmierć zwykła, zwyczajna, tj. wskutek starości. Jeszcze wcześniej podano: provisus Sacramentis, czyli zaopatrzony św. sakramentami. Niezwykła to informacja, aby tak normalnie umierać w wieku 24 lat!

    Atmosfera niepokoju i grozy była powszechna. Oczekiwano…plotkowano. A karczmy były wówczas podstawowym źródłem wiadomości i plotek…Ta zagadka historyczna nadal czeka na wyjaśnienie.

   

 Huzar z Huzarskiego Pułku nr 1 [9]

4

Bratko: [We wtorek ] 18 grudnia tegoż roku, przyjechał z cyrkułu w Bochni komisarz Schilder wraz z przedstawicielami wojska. Wezwano chłopów do dworu i tam próbowano ich skłonić do pójścia na „pańskie”, ale chłopi nie dali się złamać. Przeciwnie, wołali głośno: „Krzywdę cierpimy wielką, oddajcie nam nasze prawo”. Kiedy nie udało się przywrócić chłopów do odrabiania pańszczyzny, ani namową, ani rozkazem, ani zastraszeniem, postanowiono złamać ich siłą za pomocą wojska.

5

Bratko: W poniedziałek 2 stycznia 1833 r. przyjechał do Borzęcina sam starosta Bern z Bochni z wojskową jednostką węgierską.

  

Strona tytułowa Liber Mortuorum Parochiae Borzęcinensis
Villarum Borzęcin et Bielcza ab Anno 1823 …

Nieco światła na nazwę owej jednostki wojskowej oraz jej rozmieszczenie rzuca również Liber Mortuorum [Księga Zmarłych], tom II, z lat 1823-1837].

 Zapisano w niej:  Gabriel Gall ex Hungaria villa Berecske, miles ex Regimine pedestri Baron Margasi ex 5ta Compania ob frequentem mentis perturbationem seipsum est trajectus, Religionis catholicae sacramentis non provisus, mortuus in villa Borzęcin. Celebs, gregarius. Sepelivit Laurentius Guzik, Cooperator.

 Gabriel Gall, pochodzący Węgier, ze wsi Berecske, żołnierz pułku piechoty barona Margasi, z 5. kompanii, wskutek poważnego [dosłownie: częstego] zaburzenia umysłu, zastrzelił się, nie był zaopatrzony sakramentami religii katolickiej, umarł we wsi Borzęcin, [był] kawalerem, szeregowcem [10].

  Notatka o śmierci Gabriela Galla

Die 14-a  Februar 1833 ob frequentare  mentis perturbationem prout apparuit ex obductionem per medicum D[omi]num Schneider sclopeto se occiderat, sed ob dictas causus in publico Coemeterio more Christiano sepultus fuit.

 

Notatka o śmierci Gabriela Galla

 Dnia 14 lutego 1833 roku z powodu poważnego [częstego] zaburzenia umysłowego, jak wykazała obdukcja [badanie] lekarza p. Schneidra, zastrzelił się z karabinu, ale z przyczyn wyżej wymienionych [tj. z racji choroby] został pochowany na publicznym [miejscowym] cmentarzu zgodnie ze zwyczajem chrześcijańskim.

         Huzarzy węgierscy nie wyjechali po wykonaniu chłosty, lecz przebywali na terenie Borzęcina celem zapobieżenia wzrostowi buntu. Dodatkową karą dla mieszkańców Borzęcina był obowiązek żywienia żołnierzy przez zbuntowane rodziny.

          Ów 18 letni Gabriell Gall przebywał w domu oznaczonym numerem 184. Bynajmniej nie był to odosobniony przypadek, lecz celowa austriacka działalność. W niedalekim Rajbrocie zastosowano podobna metodę [11]. Żołnierze zostali skierowani nie do przypadkowych domów; sporządzono zapewne listę opornych, buntujących się chłopów.

Dlaczego wybrano Węgrów?

Bratko odpowiada. Wybrano taką [jednostkę wojskową] ze względu na kompletną wzajemną nieznajomość językową, co zapewniało niemożność porozumienia się żołnierzy z ludźmi. […] Węgrów nazywano tutaj „Madziarami”. Aby upozorować, że wojsko nie przybyło w złych zamiarach, przysłano je o jeden dzień wcześniej, a dowództwo, czyli tak zwany wówczas „odwach” zakwaterowało się na plebani. Proboszczem był wówczas ksiądz Jakub Dziadkowski. Żołnierze natomiast zakwaterowani zostali w domach opornych chłopów. W tym samym dniu 2 furmanki z odpowiednią ilością ludzi ze służby dworskiej wyjechały do lasu, gdzie nacięto i nawieziono do dworu pełne obie fury kijów leszczynowych.

6

Bratko: We wtorek 3 stycznia 1833 r. rano kwaterujący żołnierz zabierał niespodziewającego się niczego złego gospodarza i prowadził go na miejsce zbiórki.

Mnie też opowiadał osobiście wiele lat temu Stanisława Fasula z Borzęcina Górnego, że jego pradziadek Jakub podczas służby wojskowej na Węgrzech poznał tamtejszy język. Żołnierz, który do niego został skierowany na nocleg, opowiedział mu w tajemnicy właściwy cel jego przybycia. Dzięki temu nie został doprowadzony pod budynek folwarku zwany dzisiaj dworem i uniknął kary.

 Bratko: Takim to podstępem spędzono chłopów do dworu i obstawiono wojskiem. We dworze już był starosta ze sztabem urzędników, dziedzic  i ekonomowie dworscy. Wszyscy byli pewni, że po przemówieniach, nawo­łujących do zaniechania oporu tak wysokich urzędników, wobec obecności wojska i przygotowanych do bicia kijów, chłopi się zastraszą i zachwieją w swoim postanowieniu odmowy pracy pańszczyźnianej. Na wszystkie apele chłopi twardo odpowiedzieli, że na „pańskie” nie pójdą.

Wtedy starosta zarządził egzekucję. Dowodzący oddziałem wojska oficer dobył szabli, błysnął nią w powietrzu zapowiadając, że zmusi wszystkich do pracy na „pańskim”, albo zostaną zmiażdżeni. Była to ostateczna groźba, po której spodziewano się zwycięstwa nad chłopami. Ale odpowiedzią na nią był tylko mocny pomruk gromady chłopskiej „nie”.

I rozpoczęła się katownia. Kładziono po kolei na pniaku chłopa i bito przygotowanymi kijami z całych sił. Bili żołnierze z jednostki wojskowej. Co pewien czas pytano bitego, czy pójdzie do pracy. Pierwsi sześciu wzięli po sto kijów i odmówili pójścia do pracy. Bito ich dalej, a gdy stracili przytomność, wtedy zmasakrowanych, ociekających krwią odrzucano na kupę jak łachmany ludzkie. Dopiero siódmy po stu kijach jęknął, że podejmie pracę. I tak bito po kolei po 25, 50, 80. 100 kijów otrzymywał chłop do czasu, kiedy wyraził gotowość pójścia do pracy. Ani jeden nie załamał się, ażeby przed samą groźbą bicia wyraził zgodę na pracę. Jak czytałem w starej kronice parafialnej, już w czasie bicia „wielu chłopów z wielkiej boleści straciło mowę” [12].

7

Z imienia i nazwiska znamy dwóch buntowników, którzy zapłacili najwyższą cenę.

 1) Franciszek Olexy, zwany też Kołodziejem, lat 43, zamieszkały w domu nr 294.

In Commisione Circuliali quae fuit 2-a  Januar.  [1]833 ob inoboedientiam subditorum quoad llabores dominicales per milites equites Hungaricos Husarones 83. baculis caesus sicut passum est a pluribus valde aegrotavit postea mortuus est.

 

 

Notatka o śmierci Franciszka Oleksego

Podczas komisji cyrkularnej [zjazdu powiatowego], która odbyła się 2 stycznia 1833 r., wskutek nieposłuszeństwa poddanych w sprawie prac niedzielnych, był bity 83 kijami przez wielu węgierskich żołnierzy huzarów konnych, bardzo chorował, a potem umarł [13]. Pochowany został na miejscowym cmentarzu w dniu 3 lutego 1833 r.

2) Sebastian  Mytnik, lat 29, zamieszkały pod numerem domu 337.

   

Notatka o śmierci Sebastiana Mytnika

Komisja z Cyrkułu [bocheńskiego] przybyła [do Borzęcina] 2 stycznia 1833r. z powodu odmowy wykonania pracy pańszczyźnianej przez chłopów. Odmawiający pracy pańszczyźnianej Sebastian Mytnik przez żołnierzy jazdy węgierskich huzarów ukarany został 90 kijami. Skutkiem częstych i bardzo mocnych uderzeń była jego późniejsza śmierć. Zarządzeniem Dominium Radłowskiego z dn. 28 lutego i zgodnie z tego rodzaju praktykami pochowany został dnia 1 marca na cmentarzu w Borzęcinie [14].

 8

Bratko: Rezultatem tego barbarzyńskiego sposobu przymuszania do niewolniczej pracy była wielka ilość tak zbitych, że pozostali kalekami do śmierci. Już nie wołano ich na „pańskie”, bo nie mieli sił do pracy, nie mogli się utrzymać w postawie stojącej, lecz chodzili schyleni do przodu, nie mieli pośladków, bo całe ciało zsiekane kijami zgniło i opadło z nich. Pozostali szkieletami ludzkimi.

9

    W  Borzęcinie jeszcze w kwietniu kwaterował 1 szwadron 10 Pułku Huzarów Węgierskich, zwany po niemiecku Husarenregiment Friedrich Wilhelm III. König von Preuβen Nr 10.

          Zapis z Księgi Zmarłych:  Dnia 9 kwietnia 1833 r. zmarł na skutek apopleksji Jan Zsivoš, szeregowiec należący do 1 szwadronu 10 Pułku Huzarów Węgierskich. 10 kwietnia 1834 r. lekarz wojskowy Hartman wykonał obdukcję na cmentarzu w Borzęcinie. Zmarły został pochowany po katolicku. Z powodu nagłej śmierci nie mógł przyjąć sakramentów [15]

 10

Kolejna informacja dotycząca pobytu wojska węgierskich  pochodzi z 3 czerwca 1833 r., a zawarta  została w Liber Naturom [Księdze Urodzonych].  W 2. niedzielę Wielkiego Postu odbył się chrzest urodzonego w tym samym dnu Jana, syna Jana Kalo, szeregowca z 10. Pułku Huzarów Księcia Wilhelma, i Julianny Tykos, urodzonej na Węgrzech. Dla jasności wywodu dodam, że rodzicami chrzestnymi byli: arendarz /dzierżawca karczmy w Borzęcinie i „czcigodna Pani Julianna Hang, żona kapitana węgierskich huzarów”.

 

 

Metryka chrztu Jana Kalo
Kolumna 1: ojciec dziecka, 2: matka, 3 i 4: rodzice chrzestni.

Innym „skutkiem” pobytu wojska węgierskiego w Borzęcinie przez wiele miesięcy były narodziny i chrzty dzieci urodzonych poza małżeństwem, zwanych wtedy bękartami. O ile w roku 1832 było ich 7, to w 1833 aż 17.

 
11

 W dniu 17 kwietnia 1848 r. cesarz Austrii Ferdynand I wydał patent [rozporządzenie] o zniesieniu pańszczyzny w Galicji, w którym m. in. zapisano:

1. Wszystkie robocizny i inne poddańcze powinności tak gospodarzy gruntowych, jako też chałupników i komorników ustać mają z dniem 15 maja 1848 r.

2. Trwające służebnictwa [służebności, obowiązki] pozostają nienaruszone, atoli za to obowiązani są poddani, o ile prawa służebnictwa na pańskim gruncie wykonywać zechcą, uiszczać stosowną zapłatę, której ustanowienie zostawia się przed wszystkim dobrowolnej umowie poddanych ze swoimi panami. [...]

3. W tych wszystkich ulgach znajdą dóbr właściciele częściowe wynagrodzenie za utratę robocizny i innych danin poddanych, które przy wymierzeniu wynagrodzenia przez skarb najwyższy przyjęto w jednej trzeciej części wartości byłych dotąd powinności porachowane być ma [...].

7. Środki i sposoby pokrycia podług cen urbarialnych wyrachować się mającego wynagrodzenia, które skarb najwyższy dziedzicom zapłacić ma, w drodze konstytucyjnej bliżej wyjaśnione będą.

 12

          W poniedziałek 15 maja 1848 r. chłopi w Borzęcinie przestali odrabiać pańszczyznę na „pańskich polach”. Epoka feudalna w Borzęcinie przeszła więc do historii.

13

Czytelnikom zainteresowanym podobną tematyką polecam też lekturę tekstów dyskusji, jaką prowadzili ze sobą na stronie www.brzesko.ws : Zbigniew Stós, Janusz Kwaśniak i Jarosław Rubacha, a noszącą nazwę "Dyskusja na kanwie listu Szkota - Alexa Cochrana wysłanego z Brzeska w 1834 roku do jego siostry w Edynburgu".       

 
Podziękowania

Inspiracją do napisania powyższego artykułu była lektura Dziejów Borzęcina J. Bratki. Zdjęcie na początku – autor J. Bodziach – przedstawia fragment dawnej bramy wejściowej na cmentarz parafialny w Borzęcinie Górnym.

Składam podziękowanie ks. prof. Romanowi Darowskiemu SJ z Igna­tia­num w Krakowie za odczytanie z rękopisów i przekład kilku łacińskich tekstów, a Marii Nowrotek za życzliwe uwagi i korektę tekstu. Za udostępnienie ksiąg: Liber Mortuorum oraz Liber Natorum składam podziękowania ks. Czesławowi Pa­szyń­skiemu, proboszczowi z Borzę­cina Górnego. 
 
16 lutego 2011 r.

Piśmiennictwo:

[1] J. Bratko, Dzieje Borzęcina, 1364-1939, maszynopis, część I, s. 56.

[2] J. Cierniak, Zaborowska nuta, s. 82.

[3] M. Pagacz, A. Pagacz – Pociask, Bucze koło Brzeska Dzieje wsi i parafii, Bucze 2010, s.78.

[4] J. Bratko, Dzieje Borzęcina…, s. 52

[5] Tamże, s. 52.

[6] Tamże, s. 52.

[7] J. Hampel, W czasach zaboru austriackiego 1772-1918, s. 359, [w:] Radłów i Gmina Radłowska, pod red.  F. Kiryka.

[8] Por. H. Żaliński, M. Ptak, Ruchy społeczne i polityczne [w:] Bochnia. Dzieje miasta
i regionu
…, s.268

[9] http://pl.wikipedia.org/wiki/K.u.k._Husaren

[10] Ten i dalsze dwa teksty odczytał z rękopiśmiennych ksiąg metrykalnych i przełożył z języka łacińskiego ks. Roman Darowski SJ z Ignatianum w Krakowie.

[11] http://www.rajbrot.ovh.org/kom1.html

[12] Niestety „stara kronika” zaginęła prawdopodobnie jeszcze przed II wojna światową (wg Anastazji Staśko).

[13] Liber  Mortuorum,  1823-1838, s. 92.

[14] Tamże,  s. 94. Przekład Autora.

[15] Tamże, s. 106. j/w.