Historia romansu obozowego Mali Zimetbaum i Edwarda Galińskiego

Mala Zimetbaum (1918-1944)

Więzień Oświęcimia

nr. 19880

Edward Galiński (1923-1944)

Więzień Oświęcimia

nr.531

W kilku celach Bloku Nr.1 na ścianach można przeczytać nazwiska Edward Galiński i Mala Zimetbaum. W jednej celi są tylko litery MA i słowo "Miłosc". Edek byl jednym z pierwszych więźniów Oświęcimia. Został zabrany z grupą uczniów szkoły średniej oskarżonych o próbę przedostania się do Francji aby dołączyć do Polskiej armi. Miał wtedy 17 lat. W obozie nieźle sobie radził (jak na warunki obozowe w Oświęcimiu). Pracował w zakładzie mechanicznym - miał dach nad głowa, i lżejszą pracę w porównaniu z tymi co byli przypisani do morderczej pracy. Cały czas starał się dostać sie do odległego 3km obozu w Birkenau, skąd planował uczieczkę. Kiedy ostatecznie został tam przeniesiony Mala była juz tam prawie od roku. W połowie lutego 1944 Edek przekonał jednego z SS-manów (nazywał się Lubusch i pochodził z Bielska), aby ten dał mu mundur i pistolet. Razem z kolegą obozowym Wiesławem Kielarem (nr. 290, po wojnie napisał książkę pt. "Anus Mundi") planowali ucieczkę w czerwcu - "kiedy zboża będą wysokie".

W międzyczasie Edek zakochał sie w Mali i jej dużych brądzowych oczach i dziecięcym uśmiechu. Edek wiedział że prędzej czy poźniej Mala będzie wysłana do krematorium. Zdecydował, że zamiast z Kielarem ucieknie z Malą. 24 czerwca 1944 Edek założył mundur i wyprowadził Malę poza głowną bramę obozu. Wykorzytali przy tym przepustki wykradzione przez Malę. Na poczatku wszystko szło pomyślnie. Dotarli do Slowacji. Tutaj skończyło sie ich szczęście. 24 lipca Mala wybrała sie do pobliskiego miasteczka aby spieniężyć trochę złota jakie zabrali z obozu. Wychodząc ze sklepu wpadła na niemiecki patrol graniczny. Edek, który czekał na nią w pobliskim lesie mógł śmiało uciec. Jednak gdy dowiedział się o jej aresztowaniu sam zgłosił sie na posterunek.

Po powrocie do Oświęcimia zostali izolowani i zamknięci w piwnicy Bloku 11. Tutal porozumiewali się między sobą - gwizdaniem. Jak wspomina jeden z więźniów "Edek gwizdał melodie (przez szparę w drzwiach) a parę cel dalej Mala odpowiadała tą samą melodią". Niektórzy twierdzą że dzieki przychylności jednego ze strażników mogli sie także widywać. Edek był przetrzymywany w celach nr 17, 18, 19, 20, 21, 23 i 26. W każdej z nich zostawił na ścianie wyryte oba nazwiska. Mimo tortur nie zdradzili żadnej osoby która pomagała im w ucieczce.

Dwie egzekucje wyznaczono na ten sam dzień. Jedną w obozie męskim, drugą w kobiecym. Egzekucje zwykle odbywały się publicznie - aby zniechęcić innych więźniów od ucieczek. W trakcie czytania wyroku Edek założył sobie pętlę i zeskoczył ze stołka. Kapo obozowy o nazwisku Jup złapał go, poluzował pętlę, postawił spowrotem na stołku. Jeszcze raz odczytano wyrok. Najpierw po niemiecku, potem po polsku. W momencie ciszy po odczytaniu wyroku Edward Galiński nagle dławiącym głosem zaczął krzyczeć "Jeszcze Polska nie zgineła". Słowa - Polska - niedokończył. Kapo Jup kopnął stołek na którym stał Edek. Gdy pętla zaciskała się na jego szyi któryś z więźniów krzyknał 'Czapki z głowy". I wszyscy więźniowie co do jednego sciągneli czapki w buntowniczym salucie.

Mally także wykonała desperacki krok aby sama odebrać sobie życie. W momencie jak stała pod szubienicą wyjeła ukrytą brzytwę i podcieła sobie żyły. Gdy Rapportfuehrer Taube podbiegł do niej - uderzyła go swoją krwawiacą ręką. Wciekły niemiec o mało nie zatłukł ją na śmierć na oczach całego obozu. Wysłano ją do obozowego szpitala gdzie opatrzono jej przecięte ręce (przecieła je nie w nadgarstku a w okolicy stawu łokciowego. Ostatecznie wyrok został wykonany chociaż nie całkiem zgodnie z regulaminem. Wg. Wiesława Kielara, Mala umarła w drodze do krematorium na wózku pchanym przez więźniarki. Kielar napisał tak w "Anus Mundi" na podstawie relacji jednej ze słowaczek pchających ten wózek.
Natomiast Alicja Jakubiec-Roth (nr 1287), w filmie Jacka Bławuta „Tödliche Romanze”, twierdzi że po obozie krążyły trzy wersje śmierci Mali:

  1. Mala została przewieziona do krematorium, gdzie jeden z SS-manów rozpoznał ją i z litości zastrzelił (nie chciał ją spalić żywcem).

  2. SS-man dał Mali truciznę, którą sama zażyła.

  3. Mala miała kapsułke z trucizną przy sobie i zażyła ją za pozwoleniem SS-mana.
    Niestety nikt nie wie jak to naprawdę się odbyło, ponieważ żadna z więźniarek nie była świadkiem tego wydarzenia.

Zbigniew Stós

kwiecień 2004