W sprawie pochówku żołnierzy na cmentarzu wojskowym w latach okupacji.

Pani Janina Kaczmarowska w wywiadzie zamieszczonym we wrześniowym numerze BIM-u (Nr 9, 2005) wspomina, że rannych żołnierzy niemieckich, którzy zmarli w brzeskich szpitalach grzebano na cmentarzu wojskowym.

Tymczasem mój wujek (Kazimierz Wolnik) „upiera się”, że grzebano ich w osobnej kwaterze przygotowanej wzdłuż muru cmentarza od strony południowej i wschodniej, tam gdzie obecnie znajdują się działki. Trudno mu nie wierzyć, bo, "biegał" tamtędy do szkoły. Wujek opowiadał mi, że razem z kolegami często urządzali tam zabawy "z narażeniem życia", bo kwatery były pilnowane przez wartowników, którzy nie zawsze chcieli rozumieć dziecięce wybryki.

Kwatery od strony wschodniej miały się ciągnąć wzdłuż muru cmentarza wojskowego i żydowskiego, aż do ul. Okulickiego. Ich teren zajmują obecnie działki, które istnieją tam odkąd pamiętam (między "nową" ul. Kwiatową, a murami obu cmentarzy).

Jak twierdzi mój wujek, za jego pamięci nikt z tych mogił nie był ekshumowany, chyba że nastąpiło to po roku 1950 (wtedy przeprowadził się do Krakowa). Tak więc jeżeli ekshumacja nie nastąpiła, a teren działek jest terenem budowlanym, to należy przypuszczać, że zostaną odkryte doczesne szczątki żołnierzy niemieckich, tam pochowanych.

Być może inni internauci będą mogli podać więcej szczegółów. Zapewne wiele informacji będą mieli ludzie mieszkający przy ul. Okulickiego i Czarnowiejskiej w czasie i po II wojnie światowej lub ich potomkowie.

W tych kwaterach grzebani byli nie tylko pacjenci brzeskich szpitali, a właściwie stanowili oni zaledwie drobną część tych samych rannych, jadących z frontu wschodniego.

Z opowiadań mojej babci Anny Wolnik wiem, że transporty z rannymi z frontu wschodniego zaczęły przejeżdżać przez Brzesko już od jesieni 1941 roku, a ich natężanie znacznie wzrosło od zimy 1942/43 (bitwa stalingradzka). Przyjeżdżało ich wówczas nawet kilka tygodniowo. Z nieznanych mi przyczyn Brzesko było czymś w rodzaju punktu tranzytowego. Jeszcze w trakcie przygotowań do agresji na ZSRR, Niemcy wybudowali na stacji w Brzesko-Słotwina dodatkowy tor (obecnie znajduje się przy nim peron 2), niecałe 100 metrów od domu moich dziadków. Na tym torze zatrzymywały się właśnie pociągi z rannymi i stały tam nawet kilka dni, jeżeli na trasie panował wzmożony ruch transportów ze sprzętem na front.

Ciężko rannych zabierano do szpitali, ale byli to nieliczni szczęśliwcy. Reszta leżała w wagonach i jak wspominała moja babcia, nie jęczeli, ale wyli z bólu przez cały ten czas. Moi dziadkowie, w odruchu ludzkiej litości, nosili tym ludziom wodę i pożywienie. Byli tam Niemcy, Węgrzy, Rumuni i Włosi. Ci ostatni szczególnie źle znosili rosyjską zimę i prawie wszyscy mieli poodmrażane ręce, nogi, nosy, uszy, a nawet pośladki, tak że całą drogę musieli spędzić leżąc na brzuchu. Wszędzie, zwłaszcza latem, panował straszliwy fetor z zakażonych gangreną ran. Widok przyćmiewał podobno sceny z dantejskiego piekła. 

Transporty te odsyłane były w Sudety w okolice Kłodzka, aby nie siać defetyzmu w Rzeszy. To udało się ustalić mojemu dziadkowi Franciszkowi Wolnikowi, który był kolejarzem i doskonale mówił po niemiecku (kończył szkołę, jeszcze w czasach Franciszka Józefa), a nie było to łatwe, bo wartownicy, którymi pociąg zaraz po zatrzymaniu na stacji był otaczany, pilnowali aby nie rozmawiać z rannymi i nawet na odruchy litości reagowali czasami bardzo brutalnie.

Oczywiście śmiertelność w transportach była bardzo wysoka. Zmarłych wyciągano w Brzesku (i zapewne na innych stacjach tranzytowych również) z wagonów, wkładano do brezentowych worków i w nich zakopywano ich w przygotowanych przy cmentarzu wojskowym kwaterach.

Mój wujek ocenia, że do 1944 roku mogło tam zostać pogrzebanych nawet kilka tysięcy ludzi. Jeżeli założymy, że liczba ta odpowiada prawdzie, to wersja ta wydaje się być prawdziwą. Na całym cmentarzu wojskowym pochowanych jest ok. 480 żołnierzy austrowęgierskich i rosyjskich, a przecież w czasie II wojny światowej wolne miejsce stanowiła tylko ta część (1/4 powierzchni), gdzie obecnie pochowani są "walczący" o utrwalanie władzy ludowej funkcjonariusze MO i UB oraz ekshumowane ofiary nalotu niemieckiego na pociąg ewakuacyjny z 5.09.1939 r.

Warto dodać, że niemieckie pociągi sanitarne, które zatrzymywały się w Brzesku były, jak na owe czasy, doskonale wyposażone. Większość z nich (a może wszystkie) posiadały bloki operacyjne, w których przeprowadzano najbardziej konieczne operacje. Najczęściej zapewne dokonywano amputacji kończyn. Mój wujek wspomina, że obok trupów układane były także obcięte nogi i ręce. Te części ludzkich ciał również zakopywane były w kwaterach obok cmentarza wojskowego.

Jarosław Rubacha

wrzesień, 2005