Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Jest dobrze, ale nie beznadziejnie – czy żyjemy w domu wariatów?  (Zofia Mantyka)  2018-03-02

Jest dobrze, ale nie beznadziejnie - czy żyjemy w domu wariatów?

Oficjalny portal gminy Brzesko niczym posłaniec dobrej nowiny nieustannie podaje elektryzujące wiadomości. Otóż przedstawcie sobie Państwo, że liderem w powiecie brzeskim została… gmina Brzesko. Ale jajo, toż nasza gmina zostawiła w tyle: Borzęcin, Czchów, Dębno, Gnojnik, Iwkową i Szczurową. Ogrom sukcesu musi napawać – i nie bójmy się tego słowa – dumą. Mieszkańcy Brzeska winni rozgłaszać taką sensację wśród znajomych, a może i nieznajomych. Przedsięwzięcia w sąsiednich gminach nawet tak wyrafinowane jak „bieg w gumofilcach” nie zdołały jednak pozbawić nas pozycji „number one”. Słynący z rzetelności brzeski portal niczym „wróżka – zębuszka” takimi sensacjami co rusz wprawia czytelników w podziw i osłupienie.

W odwecie pismacy z innych portali szydzą skwapliwie na swoich stronach, że nasza gmina ma też i inny powód do chluby – ponoć „jako jedyna w powiecie nie potrafiła przygotować gminnego programu rewitalizacji”, a w dodatku jak na złość sąsiedzi zza miedzy w Bochni pozyskali z programu blisko 15 milionów. Nasi informacyjni wirtuozi opanowali do mistrzostwa sztukę dzielenia tortu, którego wprawdzie nie ma, ale sęk w tym, by dzielić go tak, aby każdy myślał, że dostał największy kawałek. Przepis na przekaz jest prosty – rzeźbienie i struganie heblem przy dźwiękach wzniosłego hymnu lub skocznej poleczki. Całość w myśl sprawdzonej zasady – jak się misternie zagmatwa czy przekłamie, to i wykłamać nie sposób. Wieszcząc o naszej… wielkości, upajają atmosferą domniemanych sukcesów.


Niestrudzeni malkontenci wciąż jednak wydłubują prawdziwe i wydumane uchybienia. Jest więc dobrze, ale nie beznadziejnie, żyjemy w schizofrenicznym domu wariatów. To oczywiście nie jakaś wybitnie brzeska specyfika. Ludziska – z radosnymi wypiekami na twarzy – zawzięcie śledzą, komu też na forach internetowych najmocniej „pojechali”. Tak się dzieje w całym wzorcowo „katolickim” kraju nad Wisłą, bo… taki mamy klimat. Wszyscy skopali się już nawzajem, a profesorskie wypociny traktowane są na równi z hejterskim wrzaskiem. Powszechna inflacja słów i obelg demoluje każdego. Lemingoza jako gromadne myślenie, a precyzyjniej – brak myślenia, tworzy zastępy sformatowanych wyznawców, gotowych rzucić się z pięściami na zasugerowanego „wroga”. Uporczywie wmawiana „lepszość” daje mandat do upokarzania i pogardzania innymi.


Mój sąsiad, który jest uciesznym oryginałem, wrócił niedawno z urlopu z południa Europy i zaszedł do mnie na herbatkę. „Pani Zosiu, przez kilkanaście dni byłem na detoksie w zupełnie innym świecie. Wczoraj nierozważnie włączyłem telewizor – pomimo że lekarz mi zabronił – i przeraziłem się, że być może zwariowałem. Gdzie ja znowu jestem, przecież to obłęd! Publiczne kanały tromtadracko dudnią: „Jesteśmy w Raju” i bez chwili wytchnienia okładają kijem poprzedników. Przez chwilę pomyślałem nawet, że może tamci nadal rządzą. Stacje komercyjne dokładnie to samo – tyle, że dokładnie na odwrót – nieustannie atakują rządzących. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę jedni i drudzy uparcie ujadają i szczują. Nieustanny łomot oskarżeń, intryg, plotek, pomówień i cholera wie czego jeszcze, maglowy, bełkotliwy amok. To się dzieje naprawdę! Rany boskie, my tu żyjemy jak świry!”


Istotnie, oglądanie programów informacyjnych i czytanie gazet to osobliwy masochizm.  Chcąc nie chcąc wciągani jesteśmy w rytualny taniec wariata. Mój Boże, co się z nami porobiło? Czy ktoś może jeszcze pamięta z jakim wzruszeniem słuchaliśmy, że: „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza niż solidarność.” (Jan Paweł II w Gdańsku, 1987). I co pozostało z tych mądrych słów? Doszło już i do tego, że pojawiła się nowa uświęcona „tradycja” odbierania nadanych państwowych odznaczeń i jeszcze fajniejsza – nieprzyjmowania, bądź oddawania prezydentowi odznaczeń w ramach… filuternego protestu. Ku czemu zmierza ten „najlepszy ze wszystkich” nasz polski świat? A gdzie się podziały intelektualne autorytety? Czy intelektualiści również staczają się po równi pochyłej do szamba?


Autorytetów na próżno poszukiwać w mediach, a już na pewno nie w telewizji, tam „gorszy pieniądz wyparł pieniądz lepszy”. Zwerbowane figury robiące u nich za „autorytety” przypominają jaszczurki pełniące obowiązki krokodyli. Żadna władza nie lubi apolitycznych intelektualistów, a dyktatorzy wręcz ich nie cierpią. Lenin pisał o intelektualistach w liście do Maksyma Gorkiego: „Uważają się za mózgi narodu, tymczasem to nie mózgi, lecz gówna”. Problemu oczywiście nie zlekceważył, gdyż sporządził Dzierżyńskiemu stosowną listę kandydatów do deportacji. Zafajdani mędrkowie psują gładką taflę jeziora, a mamrocząc o wolności, wywołują niemiłe fale, które kiedyś – kto wie – mogą się przerodzić i w sztorm. Warto przypomnieć znakomicie i wszechstronnie wykształconego Johna Lockeʼa, który obrazowo konkludował: „uznanie absolutnego suwerena oznacza, że ludzie są niestety aż tak głupi, iż dążąc do uniknięcia szkód wyrządzanych im przez tchórze czy lisy, będą zadowoleni i będą się czuć bezpiecznie, kiedy pożrą je lwy”.


Czy przez siedem dekad po wojnie integracja europejska była instrumentem utrzymania pokoju, platformą współpracy krajów Europy i narzędziem pojednania między narodami? A może jednak bezpieczniej żyć w odosobnieniu jak w domu dziecka, w którym dyrekcja (państwo, partia) mówi: zaufajcie nam bo się o was bezinteresownie zatroszczymy i my najlepiej wiemy, czego wam potrzeba. Ksiądz Józef Tischner w swym szkicu „Nieszczęsny dar wolności” zamieszczonym na łamach „Tygodnika Powszechnego” jesienią 1992 roku, w czasach kiedy to instytucje wolności próbowano budować, pytał: „czy staniemy się ofiarami lęku przed wolnością?”(…) „Czyżby to, o co tak długo walczyliśmy, było dla nas zapowiedzią samego tylko piekła?” No właśnie, czy ćwierć wieku później to wolność sprawiła, że – jak słyszymy – wszędzie panoszą się lewacy? Zatem wina wolności jest coraz większa i większa, a lęk przed wolnością zdaje się być daleko bardziej ważny niż przed przemocą.


Umiejętne rozniecanie obaw przed wolnością doprowadza do załamania dialogu między naszą wiarą, a współczesną myślą filozoficzną. Rozpasanie, korupcja, problemy prekariatu utożsamiane są z wolnością, dokumentując tym samym jaka strasznie straszna jest ta wolność. Dostojewski w „Braciach Karamazow” snując legendę o hiszpańskim Wielkim Inkwizytorze kapitalnie puentuje meandry wolności – „Ale skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych stóp i powiedzą: weźcie nas raczej w niewolę i dajcie jeść”. I właśnie o to chodzi. Erich Fromm w swojej „Ucieczce od wolności” idzie jeszcze dalej: „ludzie uciekają od wolności i sami bez przymusu wybierają sobie Hitlera.” A przecież jednak mimo wszystko pragnienie wolności towarzyszy nam od zawsze. „Wolność kocham i rozumiem! Wolności oddać nie umiem!” śpiewają „Chłopcy z Placu Broni”. O wolności śpiewano i napisano mnóstwo. Bo to i Arystoteles, Platon, święty Augustyn i święty Tomasz, Sartre, święty Jan Paweł II i wielu, wielu innych.


A z wolnością jest jak z powietrzem, zdrowiem, jedzeniem czy dachem nad głową. Kiedy są, to są oczywiste i pozostają poza zasięgiem uwagi. Doceniamy je dopiero wówczas, gdy zaczyna ich brakować. Burzliwe fale oceanu słów wyrzucają na brzeg strzępy myśli i pytania. Po co tak naprawdę nasz kraj jest w Unii Europejskiej? Dla kasy? Jeśli tak – to niebawem może nie będzie się już to „opłacać”, bo rachunek księgowy będzie się pogarszał. Zatem co –może jednak polexit? Czy transfery finansowe, udział w jednolitym rynku sprzedaży towarów i usług oraz pewność regulacji prawnych to dobrodziejstwo jest czy dopust boży? Czy tak dumnemu państwu, zasługującemu na miano niekwestionowanego mocarstwa, potrzebne są łańcuchy ograniczeń związane z przynależnością do UE? Zatem – jak to z nami jest – czy my jesteśmy, czy nie jesteśmy w stanowym szpitalu psychiatrycznym w Oregonie z „Lotu nad kukułczym gniazdem”?


„A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!” – napisał Piotr Szczęsny, który 19 października 2017 dokonał samospalenia w Warszawie pod Pałacem Kultury. To niestety nie był jakiś koszmarny sen, będący urzeczywistnieniem protestu bohatera „Małej apokalipsy” Tadeusza Konwickiego, lecz déjâ vu samospalenia Ryszarda Siwca z 1968 roku. Taka śmierć to rozdzierający krzyk rozpaczy z poczucia bezsilności, skierowany do tych, którzy decydując o losie ojczyzny myślą jedynie o sobie i procentach w sondażach wyborczych. A poza polityką i partiami istnieją również wrażliwi ludzie, którzy nieustannie bombardowani wzajemnym szczuciem Polaków na siebie nie są w stanie już tego dłużej znieść. Bo jak normalny człowiek może pojąć, że jest dobrze, ale nie beznadziejnie?


Tli się nieśmiałe pytanie – gdzie jest w tym wszystkim Kościół i Episkopat? Czy przy tak rozdartym społeczeństwie nie jest to czas, by zabrał głos i podjął się misji pojednania? W czasach PRL-u to Kościół pełnił rolę mediatora, paradoksalnie w komunistycznym systemie nie budziło to wątpliwości! Czy w zderzeniu z trwającym procesem abominacji katolicka nauka społeczna nie ma nic do powiedzenia? Mój sąsiad konstatuje to jak zawsze po swojemu – „Nie wiem dlaczego w tak trudnym dla ludzi momencie Episkopat przypomina drzemiącego niedźwiedzia w gawrze. Jako szary, wierzący człowiek, chcę wierzyć w Kościół ponadpartyjny, który potrafi powstrzymać to obłędne wariactwo, pogłębiające podział naszej wspólnoty wierzących i w ogóle całego społeczeństwa. Wierzę, że nie pozwoli na lobotomię Randleʼa Patricka McMurphyʼego.”


Zofia Mantyka


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com