Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

To już siedemdziesiąty… „protokół rozbieżności”  (Zofia Mantyka)  2018-02-06

To już siedemdziesiąty… „protokół rozbieżności”

Przyczłapał do mnie mój szacowny sąsiad z butelką wytrawnego czerwonego wina, bodaj jakiegoś argentyńskiego czy francuskiego szczepu, którego nazwy nigdy nie jestem w stanie zapamiętać i oznajmił, „słuchaj, przecież to już… siedemdziesiąty tekst”. Siedliśmy zatem przy kominku, przy którym grupa moich przyjaciół od ponad godziny raczyła się równie dobrym trunkiem. Zimowe sobotnie wieczory sprzyjają takim spotkaniom, a tu znalazł się jeszcze i niezły pretekst do małego świętowania. Rozmowa – jak to często bywa – zeszła na tematy różne i różniste. Pojawiły się opinie i pytania niekoniecznie ważne czy odkrywcze, niemniej dość frapujące.

Już sam fakt, że można usiąść i sympatycznie pogadać, pomimo iż w wielu kwestiach różnimy się poglądami, jest nietypowy. Kilka razy spotkałam się z sytuacjami, gdy starzy znajomi, niemal przyjaciele, całkowicie zerwali kontakty z powodu różnicy poglądów i obsesyjnego traktowania polityki. Nieważne stały się lata zażyłości, razem przeżyte dobre i złe dni. Przecież jeśli coś się psuje i nagle kończy, zwłaszcza z perspektywy tak krótkiego ludzkiego życia, to zawsze żal. Na Boga, jak można zrywać więzy z kimś tylko dlatego, że ma inne zdanie? Co za koszmarna dychotomia – czy przestały nas obowiązywać normy kulturowe, a zamiast polemiki z poglądami muszą być agresywne ataki osobiste? Zanika pojęcie dżentelmeńskiego „protokołu rozbieżności”. Króluje stwierdzenie „mam swoje zdanie i  się z nim zgadzam!”.

Mój sąsiad prezentuje osobliwy stosunek do spotkań z ludźmi niepodzielającymi jego opinii – „jeżeli będę rozmawiał tylko z tymi, którzy akceptują moje poglądy, to wtedy będzie tak jakbym mówił do lustra”. Tyle, że on jest symetrystą, usiłującym nawiązywać do havlowskich ideałów „niepolitycznej polityki”. Dla „mocnych ludzi” pojęcie dialogu nie istnieje. I cóż, że debata publiczna stanowi istotę społeczeństwa demokratycznego. U nas poddanie w wątpliwość racjonalności polskich mitów – nawet w prześmiewczej konwencji felietonowej – skutkuje miłym epitetem polonofoba i reprymendą, że gdyby nie martyrologia, to autor tych wątpliwości klikałby swoje idiotyzmy po… niemiecku. Na Jowisza, a któż to może wiedzieć, może i faktycznie tak by było? Oddani naszej narodowej sprawie – szczęśliwie w lesie – urocze „Sieg Heil” głoszą dumnie w „ojczystym” języku?

Bohaterzy pokroju Niewiadomskiego czy Walusia mają godnych naśladowców. Człowiek, który chciałby by Polacy byli wspaniałymi ludźmi, nieakceptujący jednak wrogości do innych, to marzyciel a dosadniej - tfu… za przeproszeniem – kosmopolityczny liberał. Pojęcie dumy narodowej ma być bezdyskusyjnie zdefiniowane. Od drugiej wojny światowej i okresu stalinowskiego terroru nie musieliśmy ponosić ofiar w wojnie. Czy Polacy liczący mniej niż siedemdziesiąt lat wiedzą jak straszna jest wojna? Kto z młodych czytał „Medaliony” Nałkowskiej, „Opowiadania” Borowskiego, oglądał „Ostatni etap” Jakubowskiej czy „Pasażerkę” Munka? Ci niespełnieni, którzy nie mieli okazji, aby wykazać się bohaterstwem w obronie Ojczyzny ostentacyjnie gardzą pacyfistami, uważając ich za tchórzy i niewydarzonych platfusów.

Polityka prężenia muskułów, brak dezaprobaty, a nawet kokietowanie ludzi o mentalności ceklarzy, to jak wypuszczanie Dżina z butelki nad którym może się już nie udać zapanować. Bohaterstwo i powinność wobec Ojczyzny sprowadzane jest do śmierci za ojczyznę. A przecież – „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”. Jan Paweł II (Gdańsk 1987 r).

Traktowanie polityki zagranicznej jako przedłużenie krajowej wojny „polsko-polskiej” z gruntownym „przeorywaniem” kraju wpływa na naszą reputację w świecie. Znakomicie konfliktujemy się z kolejnymi państwami i narodami. Wokół nas powstaje próżnia. Niemcy, Rosja, Ukraina, Litwa, Białoruś, Francja, Arabowie, Żydzi – we wszystkich widzimy wrogów. Czy właśnie tego chcemy? Z kim jeszcze zamierzamy się pokłócić? Nasi rządzący może i dobrze chcą, ale wychodzi…  jak zwykle. Świat jest okrutny i liczą się rezultaty a nie intencje. Meandrowanie po dyplomatycznych ścieżkach wymaga roztropności i umiejętności profesjonalnego sapera, a nie fajtłapy pokroju sapera Wodiczki z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. W gospodzie „Pod Kielichem” można się bawić stosunkowo beztrosko, ale w brutalnej grze niuansów politycznych już nie.

W sztuce obrony pozycji Polski na arenie międzynarodowej liczy się rozwaga i ezopowy język, a nie teatralne popadanie w egzaltację. Mój jowialny sąsiad ma – jak na każdą okoliczność – niekonwencjonalną opinię: „Kochani, z polityką międzynarodową jest jak… ze skokami narciarskimi. Nie wystarczy mieć „parę w nogach” by móc daleko skoczyć, trzeba to jeszcze umieć zrobić tak by wygrać. Stąd szalenie ważna jest głowa, sprzyjający wiatr na skoczni, oceny sędziowskie za styl, kombinezon, narty i cała długa lista imponderabiliów. Drużyna biało-czerwona musi być spójna, a nie skłócona i podzielona na lepszych i gorszych. Na skoczni jak w życiu – przerost ambicji, pycha i brawura nieodłącznie kroczą przed upadkiem”.

„Ale dobra kochani, już dość tego napuszonego mantyczenia! Słuchajcie, powiedzcie – na ile postawa samorządowców jest racjonalna, a na ile nie jest?” – zapytał, chcąc zmienić temat rozmowy. Zależy to od punktu widzenia, a ten zależy od punktu siedzenia. Jeśli podejmują decyzje uwzględniające racjonalny ogląd spraw to ryzykują, że… w następnych wyborach przepadną. Ale takich roztargnionych gap jest mało. Przeważnie to populiści, gdyż to stwarza im szansę reelekcji. Wiele przedsięwzięć upada, bądź się ślimaczy z uwagi na ich indolencję i powszechne protesty społeczne. Większość „gospodarzy terenu” kieruje się złotą myślą wybitnego prezydenta-elektryka – „gdy będzie protest przeciwko władzy to ja… stanę na jego czele!”. Zatem są za, a nawet przeciw. Oryginalne podejście.

Ile szans na inwestycje zostało z tego powodu zmarnowanych? Budowa drogi wojewódzkiej od mostu na Wiśle w Górce do Brzeska jest klinicznym przykładem jak można było paradnie spieprzyć szansę na drogę po nowym śladzie. Zaprzepaszczono „przy okazji” szansę dojazdu do strefy ekonomicznej w gminie Brzesko. Spoglądając wstecz to chyba jakiś cud był, że udało się zrealizować zjazdy z autostrady, gdyż i to przedsięwzięcie „wisiało na przysłowiowym włosku”. Jaki będzie los drogi ekspresowej do Nowego Sącza, czy i ta inwestycja też zostanie ukatrupiona? Przykłady bajzlu i niedowładu decyzyjnego można sypać jak z rękawa, choćby długotrwała niemoc i wygibasy z park&ride przy dworcu kolejowym w Brzesku, a o zbiornikach retencyjnych Uszwicy czy kukułczym podrzucaniem sobie Romów już nie wspominając.

Samorządowcy, gdy trzeba, stają się „walecznymi krzykaczami” wspierającymi „jakże słuszne” protesty bądź „ asekurantami schodzącymi z pierwszej linii”, zasłaniającymi się swoimi pracownikami. Zdarzają się i „samobójcy” ignorujący protesty, tych jest oczywiście najmniej. Asekuranci, jeśli protest upadnie i inwestycja zostanie zrealizowana przekonują, że to dzięki nim inwestycja powstała. Dotąd, dokąd nie mają pewności wyniku całego zamieszania, skryci „za podwójną gardą” oczekują na rozwój wydarzeń, aby w stosownym momencie stanąć po właściwej stronie. Do urabiania i tworzenia klimatu służą im pisemka samorządowe, których zadaniem jest manipulowanie informacjami tak, aby mieszkańcy wiedzieli to… co mają wiedzieć. Piszący propagandziści czuwają, by broń Boże nic niewłaściwego nie wyciekło.

Nowa ordynacja wyborcza zapewnia rozwiązania, które rzekomo mają usprawnić pracę samorządów. Wprowadzono dwa składy komisji – to tryumf wiary w nasze jakże wzniosłe cnoty narodowe, choć pachnie bolszewicką proweniencją. „Zaufanie jest dobre – mówił Lenin – ale kontrola lepsza!”, a tow. Stalin dodawał ”Kontrola jest najwyższą formą zaufania”. Oprócz stricte politycznych zmian jak ograniczenie JOW- ów, preferencji list partyjnych i twardej roli namiestnika zwanego komisarzem wyborczym – bo samorządy nie mogą być przecież samorządne – znalazł się też i zapis o dwukadencyjności. Czy to dobrze? Parlamentarzyści twierdzą, że tak, a precyzyjniej, że – „dobrze… im tak”.

Zapis ów „ław parlamentarnych” nie dotyczy – najmądrzejsi to oni może i nie są, ale na pewno nie są idiotami skłonnymi przepiłować sobie „gałąź-grzędę” na której siedzą. „Moja chata skraju, ja nyczoho ne znaju” jak mawiano na Wołyniu. Ochoczo dokonują więc zmian, które ich nie obejmują. Lwia część posłów i senatorów „zasiada” już ileś kadencji, to ich recepta na życie. Trudno nie zauważyć, że niektórzy samorządowcy uwili sobie cieplutkie gniazdka z siecią nepotycznych powiązań, wprowadzając mieszkańców w stan odrętwienia i otępienia. Czy zmiana ordynacji to zmieni? W pocie czoła pracują w gminach biura promocji, a kreujący przekaz są „święcie” przekonani, że diabeł nie istnieje, więc znakomicie go zastępują, przy tym zupełnie nie wstyd im mówić o wstydzie. Za pieniądze napiszą i zrobią każde świństwo.

Porzucono zamierzchłe przesądy, że trzeba się wstydzić, gdyż zasady dobrego wychowania już od dawna nie istnieją. Sformatowani informacyjną dezinformacją czytelnicy peregrynują sobie beztrosko niczym podróżnicy z obrazu Pietera Bruegla. Przykłady oszczędnego gospodarowania prawdą idą z góry, telewizja wytworzyła klarowny wzorzec. Ponieważ media i propaganda służą złej sprawie, więc klucząc tak między dwiema alternatywnymi możliwościami: „nieobecni nie mają racji” lub „milczenie jest złotem”, pojawia się pytanie – odpuścić i dać sobie spokój czy przeciwnie, uparcie walczyć z wiatrakami?

Zofia Mantyka



comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com