Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

„Letni, czyli nijaki”.  (Zofia Mantyka)  2017-12-05

„Letni, czyli nijaki”.

Cytując cytaty Tacyta, którymi tu niejednokrotnie Czytelników masakruję, zamierzam podeprzeć się sentencją z jego znakomitych „Roczników” – "sine ira et studio”. Robię to tym chętniej, że obiektywizm traktowany jest często jako głupawa dysfunkcja, wyrzucająca człowieka na margines. Neutralna postawa jest jak stanie na środku autostrady, czy uprawianie seksu z tygrysem  - "i straszno i śmieszno”. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam, więc nie ma akceptacji dla "letnich”. A "letni” to nijaki, albo może powiedzmy dosadniej - "o dupę go potłuc”. Dlaczego tak nie lubimy, a nawet pogardzamy "braćmi” Czechami? No, bo "Pepiczki” właśnie tacy "letni” są.

Nie mamy specjalnych motywów, aby mieć do nich historyczne uprzedzenia, ale ich nie lubimy i już. Dokonując wiwisekcji ostatnich dziesięcioleci, to raczej oni mieliby więcej powodów by nie darzyć  nas słowiańską miłością. Spektakularne konflikty o Zaolzie to epizody, które obu stronom nie przynoszą chwały, ale już nasz udział w niesieniu bratniej pomocy podczas Praskiej Wiosny jest wielce wymowny. Patriotyczni "bracia” Słowacy są nam wyraźnie bliżsi, pomimo że z liderem Słowackiej Partii Ludowej księdzem Josefem Tiso – o czym nikt się nawet nie zająknie – chwacko zaatakowali Polskę. Ale oni nie są "letni!”

Czy patriotyczny czyn – ręka w rękę z Hitlerem – to był heroiczny wyczyn? Kwestionowanie tego typu działań – dla niektórych – może pachnieć zdradziecko i zostać uznane wręcz za denializm. Ktoś zaczadzony swądem wątpliwości, mówiący rozlazłe "być może” zasługuje na miano kacera czy innego wiarołomnego zaprzańca. Nad Wisłą mamy klarowny układ: "obóz patriotyczny” i tfu… za przeproszeniem – parszywi "liberałowie”. Ale dlaczego liberalizm utożsamiany jest wprost z lewactwem? Nie ma tu miejsca dla liberałów uważających, że warto tolerancyjnie na różnorakich doktrynerów się "otworzyć”. Semantyczne znaczenie określenia "liberalny” zostało zjadliwie wypaczone.

Arcyzabawne jest, że chadzający w togach "nobliwych liberałów” tłamszą rozmamłanych "letnich liberałów”, próbujących rozmawiać z "prawdziwymi Polakami”. Stwierdzeniami "daj spokój, Oni są ślepi z nienawiści, niereformowalni, nic nie słyszą i nic nie widzą!" kwitują wszelkie próby dialogu. Dlaczego tak postępują? Bo to się wpisuje w entourage "totalnej opozycji”, choć udają przy tym, że w tym garniturze jest im jakoby niewygodnie. Tłum to zbiorowisko jednostek, w którym każda spośród nich jest inna ode mnie i na swój sposób taka sama jak ja. To, iż tłum nie myśli, jest poza dyskusją, ale tłum składa się z ludzi, których uparcie ktoś do uczestnictwa w owym tłumie nakłania.

"Obóz patriotyczny” cynicznie zawarł sojusz z polskim chamem. Nie z pracowitym polskim ludem z aspiracjami do lepszego życia, ale właśnie z chamem. Łaknącym prostych, często spiskowych wyjaśnień swojej sytuacji, sfrustrowanym samym sobą, nienawidzącym wszystkich, którym jest "lepiej”. Ten cham stanowi zawsze o sile bolszewików, wszystko jedno czy rzeczywistość wyjaśni mu Robespierre, Lenin, Hitler czy inny uwodziciel obiecujący rozliczenia i sprawiedliwość. On chce "opieki” i bezpieczeństwa z wizją świata prosto tłumaczącą jego lenistwo, nieudolność i status. Urokliwy ćwok Ferdynand Kiepski jest jego współczesną egzemplifikacją.

Stąd popyt na szowinistyczne akcenty odwołujące się do pseudopatriotycznej megalomani, czy ksenofobii. Demiurg przywdziawszy ułańskie czako i zawiesiwszy ryngraf na piersi może poprowadzić naród dokąd zechce – podbijając bębenek "dumy narodowej”. W końcu "Trąbo nasza, wrogom grzmij!”, jak mogliśmy zobaczyć podczas fety z okazji rocznicy instytucji propagującej: "wiarę, nadzieję i… miłość”. "Opatrzność postawiła na naszej drodze skromnego redemptorystę, obdarzonego wyjątkowymi przymiotami i talentami. Wierzę, że dzięki tej służbie Bogu i Ojczyźnie wyrośnie lepszy świat oraz Polska naszych marzeń” – napisał był w swym liście do zebranych nasz przezacny princesp.

Chamstwo nie jest determinowane brakiem wykształcenia. To określona mentalność i stosunek do życia, a ilość literowych "robaczków” przed nazwiskiem niczego nie zmienia. Poprzednia, miłościwie nam panująca władzuchna, uwodziła czeredę chamów hasłem "pierwszy milion można ukraść”. Specyficznie "zaradni” świetnie sobie radzili i gangrena mafijnych relacji trawiła państwo, stąd dzisiejszy knajacki kwik części "biznesmenów” i aparatu administracyjnego. Inna sprawa, jak przaśnie z pogwałceniem prawa niektóre zmiany są wprowadzane. Trwające dyskusje związane z heblowaniem ordynacji wyborczej to kolejny gejzer demokracji. Wystąpienia podczas "nocnego czuwania” na nadzwyczajnej komisji mogły trwać aż… minutę, to doprawdy fenomen, który powaliłby nawet Cycerona.

Posłowie praktycznie ze sobą nie "darli kota” i wcale nie dlatego, aby to zwierzątko – skądinąd urocze – było pod specjalnym protektoratem, a zwyczajnie z braku możliwości sklecenia kilku zdań współrzędnie złożonych, bodaj nawet w szczątkowej postaci. Samorządność i niezależność jaką się topornie formuje, na pewno zyska aprobatę przez pośpiesznie stworzony nowy twór – Związek Samorządów Polskich, któremu matkuje sam niedoszły prezydent Warszawy. Po prostu nie ma tam miejsca dla "nie naszych”. Przypominanie, że bezkarni politycy mogą wszystko, to zwykły truizm, tak celnie wyłuszczony słowami Winstona Churchilla – "Rząd, który może ci wszystko dać, może ci też wszystko zabrać!”.

Oglądanie telewizyjnych występów polityków wzbudza obrzydzenie. Finezja i sposób w jaki klekoczą androny przypomina wizytę dresiarza w filharmonii. Im bardziej usiłują wmówić, że walczą o Polskę, tym bardziej tracą wiarygodność. W ostatnich dwu latach publiczne wydatki na emerytury wzrosły o… 25 mld. A o ile wzrosły same emerytury? O wskaźnik 0,7 % przy wskaźniku wzrostu cen wynoszącym w październiku 6% ! Ki diabeł, zatem w efekcie emeryt nie zostanie krezusem, a wręcz przeciwnie. Co się dzieje, skoro w przeważającej większości przypadków emerytury prawie nie drgnęły? Co jest – kto "zaiwanił” 25 mld z budżetu?

Odpowiedź jest sympatycznie prosta – środki idą na nowe emerytury i na dopłaty do poprzednich, ale tych najniższych, których beneficjenci z różnych przyczyn niewiele zgromadzili na swoich kontach. Po obniżeniu wieku emerytalnego liczba nowych podopiecznych ZUS lawinowo rośnie, blisko dziesięciokrotnie szybciej niż ilość rodzących się dzieci. Ludziska przechodzą więc na emerytury, bo jak dają… to się bierze, zwłaszcza że nazajutrz spokojnie zatrudniają się z powrotem i trudno się im dziwić. Tyle, że na jak długo "kasy” wystarczy? Na Boga – dwa plus dwa to nigdy nie będzie pięć!

A propos demografii, w jednym z moich felietonów żartobliwie sugerowałam, że jedyną skuteczną metodą zwiększenia dzietności byłby zakaz stosowania środków antykoncepcyjnych. I proszę – nie przypuszczałam, że skorzystają z podpowiedzi i podniosą podatek VAT na prezerwatywy o trzykrotność – to jest krok we właściwym kierunku. Wracając jednak do ponurych, ekonomicznych dywagacji, pamiętam gromkie sejmowe stwierdzenie: „Nie dajcie sobie wmówić, że się nie da!”. Ba, pewnie, że się da. Tyle, że władze, które ignorują twarde zasady ekonomii i matematyki kończą niechybnie jak ekipa odnowiciela Gierka i fachmani z partii "Nowoczesna” – najzwyczajniej bankrutują.

Inna sprawa, że dla ludzi w moim wieku "złote” czasy życia na kredyt za rządów "króla Edwarda – pomożecie” stanowią miłe wspomnienie. Dynamiczny rozwój kraju, budowa Huty Katowice, "gierkówka ze Śląska do stolicy”, samochody z FSO dla każdego Polaka, wielka płyta w budownictwie i inne flagowe okręty reform w kontekście dzisiejszych projektów brzmią dość charakterystycznie i dziwnie znajomo. Jak oglądam "Wiadomości” w TVP, czy super obiektywne programy w TVP Info, ze łzami w oczach wracam do okresu młodości, znów jestem w "siódmym niebie”. Już za samo to można być wdzięcznym nowej sensualnej misji telewizji. Jedynie w obszarze kultury jakoś nie udaje się w pełni zrealizować sentymentalnej podróży w przeszłość.

Projekt nazwania roku 2017 "Rokiem Leśmiana” nie uzyskał niestety akceptacji w polskim parlamencie, może za „czosnkowe” korzenie poety, a może za "Malinowego chruśniaka”? Kto ich tam wie? Jak widać obchody rocznic nie zawsze zasługują na miano autentycznych świąt. 140 rocznica urodzin i 80 rocznica śmierci notariusza z Zamościa przemija zatem bez specjalnego rozgłosu. Szczęśliwie w nieocenionej "Piwnicy pod Baranami” odbył się był "Wieczór Poezji Bolesława Leśmiana” ze wspaniałymi interpretacjami Anny Dymnej, Bronisława Maja i Krzysztofa Orzechowskiego. Słuchając takich mistrzów słowa choć na chwilę wszystko inne staje się mniej ważne.

Również i na brzeskiej ziemi była smakowita okazja do ucztowania w nastroju święta poezji w… Borzęcinie. Józef Baran, gdyż to On był sprawcą całego zamieszania, obchodził swój zacny jubileusz 70 urodzin i 50-lecie pracy twórczej. Poetę uczcili znakomici artyści, wśród nich Anna Dymna, Jerzy Trela czy Krzysztof Orzechowski – mój Boże, jak oni czytają, jak potrafią oddawać i podawać walory wierszy. Całość przedsięwzięcia jako żywo przypominała benefisy realizowane w krakowskim "Teatrze STU”, transmitowane drzewiej przez telewizję na cały kraj. Tak partacko spełniano wówczas jej misję, dzisiaj „jedynie słuszna” misja sprowadzona została do roli tuby zupełnie innych obszarów i pewnie tak powinno być.

I na koniec kolejny raz W. Młynarski ze swoimi niezmiennie aktualnymi tekstami, tym razem balladka – "O tych, co się za pewnie poczuli”:

Wirują, wirują tysiące szprych
W kole fortuny matuli,
Ta balladka jest o tych
Co się za pewnie poczuli.

Raz jeden gość w karty grał -
W brydża, pokera, czy wista
I układ wspaniały miał
Lecz kart zbyt mocno nie ściskał.

Wtem światło trach zgasił ktoś,
Karcięta z rąk mu wyrwano,
Do dzisiaj pechowy gość
Wspomina szansę przegraną.

Bo wirują, wirują tysiące szprych
W kole fortuny matuli,
Ta balladka jest o tych
Co się za pewnie poczuli.

I choć wspaniały był start
Nim koniec uwieńczy dzieło,
Może zamienić się w marny żart
Co się tak pięknie zaczęło.

Kierując w niełatwy czas
Na przykład autem czy krajem
Zapinaj pas, szanuj gaz,
Gdy stromej drogi gnasz skrajem.

Uważaj na śliski bruk
I nie poświstuj w euforii,
Gdy auto mknie w szosy łuk,
Gdy kraj wchodzi w zakręt historii.

Bo wirują, wirują tysiące szprych
W kole fortuny matuli,
Ta balladka jest do tych
Co się za pewnie poczuli.

I choć wspaniały był start
Nim koniec uwieńczy dzieło,
Może zamienić się w marny żart
Co się tak pięknie zaczęło.

Więc kiedy grają co świt
Ambicje twe niespożyte,
Gdy idziesz na górski szczyt,
Zrób sobie obóz pod szczytem.

Tam przemyśl kolejny plan
A teraz schodzę ci z oczu,
Bym w tej balladce i ja
Też się za pewnie nie poczuł.

Bo choć wspaniały był start
Nim koniec uwieńczy dzieło,
Może zamienić się w marny żart
Co się tak pięknie zaczęło.
Zofia Mantyka


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com