Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Gdzie szukać prawdy, która ponoć wyzwala?   (Zofia Mantyka)  2017-03-03

Gdzie szukać prawdy, która ponoć wyzwala?

Posypali mi głowę popiołem i przez tę sztuczną siwiznę popadłam w stan przygnębienia i melancholii. Co się wokół dzieje? Ludzie uzurpując sobie zaiste boskie prerogatywy zmierzają do … no właśnie – do czego? Czy ktoś jeszcze ma odwagę mówić prawdę, bez kalkulacji, bez wpisywania się do właściwego sortu, bez modlenia się w jedynie słusznych intencjach? Czy pozostaje już tylko tragikomiczny bon mot – „ciemność widzę, ciemność”?

Czy jest sens marudnie pitolić? Pojawiające się tu i ówdzie apele o umiar i rozsądek to przejawy międlenia nikomu niepotrzebnych banialuków. Ostatnie dość rozpaczliwe wołania z naszej krakowskiej Alma Mater typu: „Opamiętajcie się, już najwyższy czas. (…) Na Boga otrzeźwiejmy! Nie bawmy się naszym krajem. (…) Apelujemy do wszystkich stron sporu politycznego o przywrócenie w Polsce cywilizowanej debaty” – to głos wyalienowanych uczelnianych mędrków?

„Bądź odważny, gdy rozum zawodzi. Bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”. Tak smęcił Herbert, który jak większość jajogłowych nudziarzy brzydził się kłamstwem i jednocześnie w swym cierpieniu radził „nie wywijać kikutem nad głowami innych”. Chocholi amok trwa. Chorwacki „artysta” usiłował wywołać awanturę i zaistnieć w Krakowie reżyserując „Nie-Boską komedię”, ale w grodzie Kraka aktorzy go „olali” i się nie powiodło.

Przeniósł się więc do stolicy i osobliwie wyreżyserował „Klątwę” Wyspiańskiego, osnutą na specyficznych wydarzeniach sprzed wieku z podtarnowskiego Gręboszowa. Tym razem się udało, bo jak śpiewa ferajna z Chmielnej - „Wiadoma rzecz stolica i każde słowo zbędnem. I w ogóle i w szczególe i pod każdem innym względem”. To przecież Warsaw Shore - „ butne miny, święte słowa i głupota, która aż naprawdę boli”. Upichcił więc tandetnego gniota stanowiącego profanacyjną prowokację.

Na prowincji życie płynie senniej, to nie zimowa gawra czy przytulny erem, jednak sensacje są tu zdecydowanie innego formatu. W przejawie buntu przeciw zaściankowości, na deskach tarnowskiego teatru w spektaklu „Disco Solski”, rozbrzmiewa „Królowa nocy” i „Ruda tańczy jak szalona”. No cóż, reżyserzy mają swoje artystyczne wizje z różnych biegunów „awangardowej” sztuki.

Na moście łączącym Łososinę Górną z Limanową spotkał się wojewoda z burmistrzem. Rzecz nie bez precedensu, ale jest mały haczyk, samorządowiec otrzymał „żółtą kartkę” za opieszałość. Poprzedni wojewoda nie zakwalifikował uszkodzeń mostu do programu „usuwania skutków powodzi”. Obecny przyjechał pogonić burmistrza do roboty. O sprawie dowiedział się ponoć z… telewizji, co go tym bardziej rozeźliło. „Gospodarska wizyta” na moście i połajanka, którą obdarzył samorządowca wywołała aplauz zgromadzonej publiczności.

W efekcie rzeczony most ma zostać… zburzony, a w jego miejsce powstanie nowy. Da się? Da się. Ważne niekoniecznie jest to, co nie zostało, zostało czy zostanie lub… nie zostanie zrobione, ale przekaz dzięki komu coś jest, będzie, bądź czegoś nie ma. Fakty medialne, to faktory expressis verbis, gwarantujące sukces. To media kreują wiedzę o świecie. Nie patrzymy przez okno, by sprawdzić czy pada, sprawdzamy to w internecie lub telewizji, bo tam wiedzą lepiej. Wszystko jest kwestią przekazu informacyjnego.

Informacja ma być atrakcyjna i sensacyjna. W rybacki niewód propagandy mają się łapać miliony łatwowiernych ludzi. Paradoksalnie rozwój cywilizacyjnych technologii cofa nas w rozwoju. Język ulega uproszczeniu. Ludzie posługujący się zasobem słownictwa przekraczającym 2000 wyrazów, które ponoć wystarczą do funkcjonowania i porozumiewania, to ekscentryczni dziwacy z zamierzchłej Belle epoque. Słowo drukowane staje się przeżytkiem, jakiż sens męczyć się czytając. O ileż prościej sycić się rozkodowanym, sugestywnym obrazem, bez konieczności myślenia i balastu szukania ukrytych podtekstów.

Powstała przestrzeń do tworzenia teatru, w którym widzowie kompletnie nie zdają sobie sprawy, że to teatr. W rosyjskich służbach wyróżnia się wśród agentów wpływu specyficzną kategorię tzw. „gawnojadów” wojny informacyjnej. To mili ludzie pokroju Grima z trylogii Tolkiena „Władca  Pierścieni”. W teatrze „zaćmienia informatycznego” nie dostrzegamy aktorów grających swoje role. Oczywiście na firmamencie są supergwiazdy zasługujące na Oskara, epizodyści i golemowate ciećwierze.

W jakim stanie znajduje się nasze bezpieczeństwo? Czy ktoś to wie? Nasz wschodni sąsiad przyznaje, że dysponuje wojskami do operacji informatycznych efektywniejszymi i mocniejszymi niż w czasach sowieckich. Twierdzi, że „Wygrana w wojnie informacyjnej nierzadko jest daleko ważniejsza niż w wojnie klasycznej”. Kretyńska wiara poprzedniej ekipy „polityków miłości”, że nic nam nie grozi, bo jesteśmy w NATO, to było bielmo na oczach. Teraz w zamian mamy ostre przygotowania do nieuniknionej wojny i wyraźny kurs na zbrojenie, przynajmniej w sferze werbalnej.

Obrona Ojczyzny, niezliczone apele, butne przemówienia, ani chybił stajemy się mocarstwem i rośniemy w siłę dosłownie z dnia na dzień. Wszystko wydaje się niesłychanie proste, jak w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” , gdzie droga do sławy wojennej prowadziła według recepty: „O szóstej wieczorem żołnierze dostają gulasz z kartoflami, o pół do dziewiątej idzie wojsko do latryny, żeby się wyknocić, o dziewiątej idzie spać. Przed takim wojskiem nieprzyjaciel pierzcha ze zgrozą”.

Bezpieczeństwo szefów obrony - jeśli tylko nie jadą limuzynami - jest zapewnione.  Zwykłe przejście przez skrzyżowanie ulic, to alert na miarę przeprawy Mojżesza przez Morze Czerwone. „Narodowe” media z wdziękiem słonia wzmacniają nasze poczucie dumy i bezpieczeństwa, zaś komercyjne straszą toporem totalitaryzmu. Exodus Polaków nie słabnie, a ci, którzy wyjechali, nie wracają. Pojawiają się nawet złośliwe plotki, a propos powrotów, że powrócą, ale… stare reguły dystrybuowania paszportów. Swoboda przepływu kapitału, usług i wreszcie osób ma coraz aktywniejszych przeciwników.

Ci, którzy studiowali w niesłusznych czasach pamiętają „kultową” balladę „Modlitwa” Bułata Okudżawy, a szczególnie fragment:
 „Panie ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak. Władzy spragnionym uczyń, by władza im poszła w smak. (…) Ja wiem, że Ty wszystko możesz, wierzę w Twą moc i gest, jak wierzy żołnierz zabity, że w siódmym niebie jest. Jak zmysł każdy chłonie z wiarą, Twój ledwie słyszalny głos. Jak wszyscy wierzymy w Ciebie, nie wiedząc, co niesie los”.

Zawierzenie Bogu, jeśli jest oparte na prawdzie, z pewnością nie może zaszkodzić. Każdy rozstrzyga we własnym sumieniu w co wierzy i dlaczego tak czy inaczej postępuje. Warto przypomnieć  słowa Jana Pawła II wypowiedziane w kolegiacie św. Anny w Krakowie w 1997 roku. Na spotkaniu z ludźmi nauki przesłanie było otwarte :

„Niewiele jest rzeczy równie ważnych w życiu człowieka i społeczeństwa, jak posługa myślenia. Posługa myślenia o której mówię, to w swej istocie nic innego jak służba prawdzie w wymiarze społecznym. Każdy intelektualista, bez względu na przekonania, jest powołany do tego, by kierując się tym wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego co człowieczeństwu zagraża lub go pomniejsza”.

Obecnie zasiadający na stolicy Piotrowej papież Franciszek, którego nie wszyscy darzą sympatią, mówi „Jeśli kogoś szkalujecie - co ze smutkiem stwierdzam - to zabijacie swoich braci”. Zaś św. Jakub pisał o języku, że „język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe nasze ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.(…) To zło niestateczne pełne zabójczego jadu.” Za jego pomocą wielbimy Boga, ale też przeklinamy ludzi.

Czy w okresie Wielkiego Postu znajdziemy czas na zdystansowanie się? Starożytny mędrzec Kohelet mówił - „jest czas rodzenia, umierania, szukania i wstrzymania się”. Zatrzymując się na chwilę jest może czas, aby pomyśleć - po co żyjemy? Kto jeszcze pamięta, że życie narodów Europy oparte było na: filozofii greckiej, prawie rzymskim i wierze chrześcijańskiej. To kamienie węgielne założycieli zjednoczonej Europy - Roberta Schumana i Alcide De Gasperiego, których procesy beatyfikacyjne toczą się obecnie w Watykanie!

Nawiasem pisząc - w setną rocznicę objawień Matki Bożej Pokoju w Fatimie - Polacy i inne narody w dniach 11 i 12 marca rozpoczną na Jasnej Górze „drogę do korzeni Europy”. Odbędą się tam spotkania pielgrzymów Ruchu „Europa Christi” z postulatorem owego procesu beatyfikacyjnego o. prof. Bernardo Ardura. Większość osiągnięć cywilizacyjnych świata naznaczona jest obecnością europejskiej kultury i przesłania, które było przesłaniem ewangelicznym. To obecnie brzmi już prawie jak fantasmagoria.

Mój uroczy sąsiad, o rozmowach z którym często się tu rozpisuję, to wyjątkowy oryginał. Mówi, że jest od dziecka żarliwie poszukującym Boga agnostykiem. Jego doświadczenia życiowe – a to człowiek wiekowy - spowodowały, iż ma specyficzny dystans do świata. Wszystkich na swój sposób rozumie i co już zupełne niespotykane - każdemu dobrze życzy, a ostatnio zaskoczył mnie takim oto tekstem:

„Pani Zosiu ględzi pani natrętnie, że nie rozumie, dlaczego ekipa sprawująca władzę tak alergicznie reaguje na złośliwą czy nawet życzliwą krytykę i jak mantrę powtarza, że poprzednicy są wszystkiemu winni i za wszystko odpowiedzialni i, że w swej butnej arogancji - wypisz wymaluj - przypominają poprzedników. Ale czego tu nie rozumieć? Widzi pani mój bliski kuzyn rozwiódł się z żoną, okazało się, że go niecnie zdradzała i była pospolitą dziwką, trwoniącą w dodatku jego majątek. Ożenił się powtórnie i… ta druga też go zdradza.

Jest przy tym szczerze oburzona, że kuzyn śmie robić jej wymówki, rzeczowo podnosząc ważkie argumenty, że przecież poprzednia zdradzała go zdecydowanie częściej i w przeciwieństwie do niej bardzo rzadko chodziła do Kościoła. Otóż, mnie już prawie nic nie jest w stanie zdziwić, ale pani się dziwię, że pani się tak dziwi, iż doszło już i do tego, do czego doszło. Dlaczego zatem uporczywie usiłuje pani o tym marudzić, to jest smętny łabędzi śpiew. Grafomańskie wynurzenia przypominające koślawe konwersacje z diabłem, to nie jest przejaw przyczajonej zakompleksionej pychy?”
W zasadzie ma pan słuszność kochany sąsiedzie, ale czemu ja tak mam? Od dziecka nie znoszę ingracjacji. Wydaje mi się, iż aby to rozwikłać, najlepiej będzie posiłkować się cytatem z Haszka, który wiele tłumaczy. Szwejk mówi w nim szczerze o sobie - „Bardzo mi przykro, ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu”.

Cholera, w związku z czasem pokuty miało być poważniej, a wyszło chyba jak zwykle, przewrotnie dorzucę więc jeszcze kwestię poczciwego Hamleta „The rest is silence” - cokolwiek to znaczy.

Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com