Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Ucieczka do przodu czy innowacyjna tradycja?  (Zofia Mantyka)  2017-02-13

Ucieczka do przodu czy innowacyjna tradycja?

Jedno jest umiarkowanie pocieszające, że jednak wątła stróżka sprawiedliwości istnieje i nasi decydenci zmuszeni są oddychać tym samym smrodem co wyborcy, tu nie ma immunitetu. Szanse by znaleźć się w gronie ponad 40 tysięcy nieszczęśników rokrocznie żegnających się z tym światem z powodu zatrutego w Polsce powietrza mamy szczęśliwie zbliżone. Ministerstwo zdrowia twierdzi figlarnie, że smog jest tylko teoretyczny, ale byli już przecież i tacy mądrale, którzy w swym zadufaniu twierdzili, że nasz kraj jest państwem teoretycznym.

Paradoksalnie jest gorzej, bo… ma być lepiej. Dziarsko oprzemy swą gospodarkę na „kulturze węgla”, zatem ilość pyłów toksycznych PM 10 i szczególnie cennych PM 2,5 radośnie wzrośnie. Dzielni stróże prawa po odpięciu szczecińskich anielskich skrzydeł, uzbrojeni w maski ochronne, troskliwie wręczają mandaty za palenie papierosa na przystanku autobusowym ratując oczekujących pasażerów od biernego zaciągnięcia się nikotynowym dymem. Gdyby nie oni, to zamiast autobusem, pojechalibyśmy karawanem.

Szewczyk Dratewka wykończył był kiedyś krakowskiego smoka, ale historia wytrwale zatoczyła koło i siarkowo-pyłowe wyziewy smogu skutecznie likwidują potomków szewczyka. Już w PRL-u smog się czaił, ale wtedy „czarne złoto” palone w piecach było tanie jak barszcz i dużo lepszej jakości. Nikt o zdrowych zmysłach nie palił wówczas oponami czy meblami i wcale nie dlatego, iż był członkiem hipisowskiego Greenpeace, powód był banalnie prosty - były to towary mocno deficytowe.
Czy pojawią się wymogi budowania ścian z mchu „Citi Tree”, nasadzania na ekranach akustycznych bluszczu i wjazd jedynie dla samochodów hybrydowych? W tej zwariowanej Unii, gdzie szaleje antypolskie „czarne” szaleństwo i roi się od porąbanych zielonych – kto wie? My jednak nie damy się wpuścić w kolejny kanał i nie będziemy - jak nie przymierzając ci kretyni w Szwecji – jeździć na biogazie z obierek. W naszym pejzażu przedsiębiorczy szperacze przeszukują wystawione worki zanim przyjedzie śmieciarka i zabierają to, co ich zdaniem świetnie nadaje się do spalenia. Sorry – taki mamy klimat.

Pisałam niedawno o ignorowaniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Gremium jowialnie dryfuje, czyniąc zadość przysłowiu „gadał dziad do obrazu…”. Czcigodni przedstawiciele rządu traktując samorządowców jak natrętne owady  rozpostarli stosowną moskitierę. Nie posypują ich wprawdzie azotoksem czy innym arsenianem, nie… jeszcze nie. Niech sobie żyją – czas pokaże jak długo. A równolegle, bez zbędnych ceregieli „ścieżką poselską” przepychają kolejne zmiany pozbawiające samorządy kompetencji.

Rządowa administracja przejmuje jednostki doradztwa rolniczego, fundusze ochrony środowiska, w dalszej kolejności urzędy pracy i poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Spór o ordynację wyborczą do samorządów niebawem stanie się jedynie prozaiczną akademicką dyskusją. Tak wykastrowany samorząd stanie się bowiem mekką dla oportunistycznych figurantów o manierach kabana. Zmierzamy do sprawdzonego modelu rad narodowych, stanowiących terenowy organ władzy państwowej. Tak było w czasach Polski Ludowej, gdy rząd „rządził”, a pierwszy sekretarz partii kierował.
Mefistofelesowskie falandyzowanie ma na celu „wykręcanie kota ogonem” i anihilację sobiepańskich manier społeczeństwa obywatelskiego. Rzekoma troska o sprawność samorządów sprowadza się do ich podporządkowania. Zabiegi te przypominają opisane przez Sienkiewicza oblężenie Tykocina, podczas którego imć Onufry Zagłoba, znany ze swych forteli, ofiarować miał królowi szwedzkiemu Karolowi Gustawowi Niderlandy. Obłudnie samorządom pozostawia się więc bez żalu te z kompetencji, na których najłatwiej się potknąć i połamać zęby.

Sympatyczna misja stworzenia nowej sieci szkół w związku z reformą edukacji to modelowy przykład „kukułczego jaja”, gwarantującego pretensje wszystkich środowisk. Samorządowcy robią za „chłopców do bicia”. Gigantyczny bajzel jest sardonicznym prezentem od władz. A propos prezentów, wydane miliony na obiekty oświatowe przy tworzeniu gimnazjów w wielu przypadkach będą obecnie jakby… „małpie w dupę wstrzelił”. Za to przed gminami powstają następne wydatki na adaptację budynków szkół, tak aby przystosować je do nowych funkcji. No, ale kto bogatemu zabroni?

Architekci reformy wygodnie rozparci w ministerialnych fotelach, cmokając z ukontentowaniem kolejny raz pokazują, że nie są „szpakami karmieni”. Konstatując kłopoty, w jakie ubrali władze w terenie, chwacko zapewniają, że subwencja rzekomo ma pokryć wydatki. Nieunikniona krytyka dotknie nie pomysłodawców, gdyż to nie oni zderzą się z problemami, a „nieudolnych” samorządowców, którzy w swej bezradności mogą jedynie półgębkiem wspomnieć fragment tekstu piosenki Wojciecha Młynarskiego „Układanka”: (…)

W końcu Jasiu wstał z kolanek ścisnął w piąstki małe dłonie, krzycząc: „Proszę koleżanek , ktoś nas tutaj robi w konia! Ja mam dość tych dyrdymałów, spójrzcie same jeśli łaska, przecież żaden z tych kawałków nie pasuje do obrazka! Proszę taty, proszę mamy, dajcie wytchnąć, dajcie pożyć po co my to układamy jak to nie da się ułożyć?!

Ale, niestety te puzzle musi się dać ułożyć!!! Z góry wiadomo, że owa kaskaderka wywoła wściekłość suwerena. I bardzo dobrze, bo należy obnażyć tragiczną nieudolność władz samorządowych, które udowodnią, iż trzeba im ograniczać kompetencje. Łza się w oku kręci na samo wspomnienie jak to było dawniej, gdy szkoły podlegały jedynie pod kuratoria. Czy nie zrodzi się pytanie - a może by do tego wrócić?

Życie będzie uporządkowane, podobnie jak spójny „przekaz – instrukcja” dla parlamentarzystów, co wolno mówić do dziennikarzy. Władza, czyli partyjna góra powinna panować nad wszystkim. Nieważne, że widzimy psa, jeśli przekaz podaje, że to kot. To to jest kot i niech nam tu nie szczeka. Ważne, by „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Starsi to pamiętają, a młodzi mogą mieć kolejną okazję do oldschoolowej fascynacji, której swoiste vintage może ich ukoić, bądź przebudzić.

Jak mawia mój sąsiad – Proszę pani, za moich młodych lat to był porządek, a nie anarchia, jak dziś. Wszystko było zawarte w jasnych wytycznych ustalonych odgórnie i po balu. Nikt nie kombinował jak koń pod górę. Żadnych kretyńskich konsultacji, toż to we łbach się ludziom poprzewracało. Na takich spotkaniach to przecież z góry wiadomo, że będzie jak mawiał Hadziuk w „Ranczu” – „Ja z moją żoną to czasami mam taką różnicę poglądów, że nawet która godzina jest się nie zgadzamy…”.

No właśnie, organizowane zebrania są wyśmienitym sposobem do obnażenia wad społeczeństwa obywatelskiego.

Umiejętne obrzydzanie demokracji kreuje zapotrzebowanie na centralizację i „mocnych”, ambitnych ludzi. Ambicja sama w sobie może prowadzić do wspaniałych osiągnięć. Gorzej, gdy jest jakaś taka dziwna, negatywnie rozsadzająca. Przykładowo zakup limuzyn dla urzędników MON to oczywiście przy sławnych bizantyjskich ośmiorniczkach zwykła błahostka. No i co z tego, że dwie z nich zostały rozpirzone w manewrach bojowych pod Toruniem? Trudno – jak to mówią − służba nie drużba, ale dzięki Bogu nie było ofiar i nikt nie poległ.

Wiadomo, że tamta władza obrzydliwie huśtała się na nasz koszt, natomiast ci są do bólu uczciwi. Być może w offsecie do tych ministerialnych fur pozyskaliśmy jeszcze jakieś „latające łodzie podwodne”, kto wie? W końcu, by zadać szyku na dyskotece, to zamiast rządowym BMW można by taką łodzią podlecieć, niczym Batman czy inny James Bond. Coś dziwnego, jakieś fatum niczym koszula Dejaniry rozpościera się nad podróżami naszych władz, seria nieszczęść musi budzić niepokój. Jaki jest stan bezpieczeństwa kraju, gdy co rusz główne postaci państwa uczestniczą w dramatycznych wypadkach.

O drobnych rysach na pomnikowym wizerunku władz jazgoczą niepolskie media, w których cyniczni dziennikarze - za judaszowe srebrniki - ujadają jak bezpańskie kundle. Wielka szkoda, że podejmowane próby kupienia TVN-u przez agendy rządowe nie zakończyły się sukcesem. Podłe insynuacje kolportowane przez wraże siły będące na usługach wrogich nam ośrodków, wyolbrzymiają drobniutkie incydenty do monstrualnych rozmiarów, licząc na to, że zapomnimy kto doprowadził nasz kraj do ruiny.

Goethe twierdził, że człowieka najlepiej charakteryzuje to, co go rozśmiesza. My Polacy jesteśmy wzniośli, poważni, heroiczni i z patosem kontemplujemy wielkie czyny, to nasze genius loci... Boimy się jak ognia autoironii, jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy, że humor to konieczny wentyl bezpieczeństwa. Jest oczywiste, że władzy nie wybieramy po to, by było śmiesznie i wesoło, ale właśnie w celu, by nie było niebezpiecznie czy broń Boże wręcz groteskowo.

Normalni ludzie z całą pewnością kibicują podejmowanym próbom walki z patologiami trzeciej władzy. Wymiar sprawiedliwości to stajnia Augiasza i idea jej oczyszczenia jest ze wszech miar słuszna, niestety realizacja przebiega w sposób sztubacki. Pojawiają się pytania czy z widłami w rękach można unicestwić czołg lub jak z gołymi rękami pokonać lamparta. Ponoć „nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko trudne do wykonania”- to maksyma Aleksandra Wielkiego. Rozcięcie mieczem gordyjskiego węzła w Gordionie, czy ujarzmienie wierzchowca Bucefała przez wykorzystanie jego fobii na cień, to esprit najwyższej próby.

Co zamierza nasz pater patriae? Kogo wyniesie, a kogo zdusi? Legion lizusów i pochlebców zachodzi w głowę - co też zrodzi się w głowie otoczonej aureolą. Zapatrzeni w notowania u imperatora jak w wyrocznię zastygli, czekają gotowi na skinienie wykonać każde polecenie. Zaczyna się unosić w powietrzu osobliwa atmosfera strachu. Na razie trochę to groteskowe jak w refrenie piosenki z Kabaretu Starszych Panów „Ballada z trupem” – Ach strach, strach, strach rany boskie, rany boskie. Na razie?!

Z zainteresowaniem oczekiwać należy eksperymentu z próbą retroakcji związanej z kadencyjnością w samorządach. Jeśli ten numer przejdzie, to nie ma rzeczy niemożliwych.

Pani Zosiu - pokonanie lamparta gołymi rękami w zasadzie… jest możliwe. Otóż, patrzymy drapieżnikowi bezczelnie prosto w oczy. Bestia otwiera paszczę, wówczas pakujemy jej rękę głęboko w trzewia i wykorzystując jej kompletne zaskoczenie, sięgamy aż do ogona i… gwałtownie szarpiemy, przewlekamy bydlaka na drugą stronę. W efekcie kły ma teraz na zewnątrz i może nam skoczyć.

Mój sąsiad zawsze niecnie drwi z dyletanctwa władz. Czy aby nie wykazuje w ten sposób związków z III RP? Patrząc na jego szarmanckie lecz znoszone ubranie, to trochę trudno w to uwierzyć, ale może on się tak chytrze kamufluje? A jakby tak zlustrować spryciulę, ponoć każdemu można coś znaleźć i zarzucić.

Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com