Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Jan Burlikowski "Kroniki Miasta Brzeska 1385-1944", tom V  ( ) 

Bombardowanie pociągu ewakuacyjnego w lesie słotwińskim

Do tragicznych epizodów wojny we wrześniu 1939 roku na terenie naszego powiatu należy bombardowanie pociągu ewakuacyjnego w lesie słotwińskim w dniu 5 września 1939 r. Pociąg ten z ewakuowaną ludnością cywilną zdążał na wschód. Już dnia 4 września samolot niemiecki bombardował stację Słotwina - Brzesko, nie czyniąc jednak większych zniszczeń, ofiar w ludziach na szczęście było.

Tragiczne w skutkach było natomiast bombardowanie w dniu następnym. Na trasie tej, tak ważnym szlaku komunikacyjnym z zachodu na wschód panował duży ruch pociągów. Były to przeważnie pociągi ewakuacyjne wiozące całe rodziny, w tym wiele kobiet i dzieci. Nieprzyjaciel nie przebierał jednak - jego samoloty bombardowały zawzięcie również i ludność cywilną. Atak na pociąg w lesie słotwińskim uprzytomnił mieszkańcom miasta i okolicy całą grozę wojny i to jak zawzięty jest nieprzyjaciel. Liczby prawdziwej ofiar nigdy nie ustalono, naoczni świadkowie podają, że było kilkaset zabitych i rannych, mężczyzn, kobiet i dzieci. Część zidentyfikowanych nazwisk zabitych ujęto w wykazie sporządzonym przez sekretarza PCK w Brzesku, jednak świadkowie podają że liczba zabitych była znacznie większa niż to podano w wykazie. Wśród zabitych były kobiety i dzieci. Liczbę rannych określono w przybliżeniu na 200 do 250. Takie liczby podaje m.i. Zygmunt Dernoga zastępca komendanta obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej, pracownik stacji sanitarno-epid. który pomagał znosić rannych do zaimprowizowanego szpitala w budynku Wydziału Powiatowego przy ul. Mickiewicza nr 15. Obok wspomnianego wyżej wykazu zabitych brak jest innych dokumentów odnośnie tego bombardowania i jego skutków. Żyją jednak ludzie, świadkowie, którzy mimo upływu czasu pamiętają przebieg i skutki tego barbarzyńskiego nalotu i ze zgrozą i żalem o tym opowiadają.

Oto co opowiedzieli kronikarzowi:

P. Anna Duda, zamieszkała w Brzesku przy ulicy Czarnowiejskiej nr 57 powiada, że jako młoda mężatka mieszkała w tym domu co i dzisiaj, to jest przy drodze polnej z Brzeska do Słotwiny a ściślej do lasu słotwińskiego, dziś ul. Czarnowiejskiej. W ostatnich dniach sierpnia otrzymała wiadomość o śmierci brata w Krakowie. Udała się tam. Wybuch wojny zastał mnie w Krakowie. Pogrzeb i sprawy rodzinne zatrzymały mnie tam kilka dni. Powstały trudności z powrotem do domu. Normalne pociągi pasażerskie przestały kursować, wobec czego zdecydowałam się w dniu 5 września powrócić do domu pieszo. Wybrałam się bardzo wczesnym rankiem. Szosa Kraków - Brzesko była zapchana uciekinierami z terenów objętych wojną, zdążających na wschód. Szli pieszo z tobołkami, jechali furmankami, rowerami, rzadziej samochodami z dziećmi i dobytkiem. Wokół drogi co jakiś czas widać było spustoszenia spowodowane nalotami samolotów niemieckich. Szosa bowiem była bombardowana i ostrzeliwana z karabinów maszynowych. Każdy warkot samolotu wywoływał ogromną panikę wśród tego tłumu.

Około godziny 15-tej dotarłam wreszcie do swego domu w Brzesku. Byłam zdziwiona, że tu jest taki spokój. Potwierdziła to również moja matka, która powiedziała mi, że istotnie na tym ustroniu, z dala od głównej szosy jest zupełnie spokojnie. Około godziny 16-tej usłyszałam warkot samolotu. Wiedziałam już co to znaczy. Krzyknęłam „kryjcie się wszyscy” i porwawszy dziecko wpadłam do piwnicy. Wnet usłyszałam wybuch, jeden, drugi, trzeci, całą serię wkrótce po sobie następujących wybuchów. Niektóre wydawało mi się bardzo bliskie. Całe szczęście, że schodząc do piwnicy porwałam poduszkę, którą otuliłam główkę dziecka. Te bliskie wybuchy były tak potworne, że rozdzierały wprost uszy. Po wybuchach usłyszałam terkot karabinów maszynowych i wzmożony warkot nurkujących samolotów.

Po uspokojeniu się i wyjściu z piwnicy dowiedziałam się o straszliwych skutkach nalotu. Niemieckie samoloty wypatrzyły stojący w lesie przed semaforem pociąg ewakuacyjny. Ludzie wypłoszeni z pociągu szukali schronienia w lesie, po jednej i po drugiej stronie toru. Bomby nie trafiały wcale w pociąg ale padały w las, często nawet w znacznej stosunkowo odległości od torów. Jedna bomba upadła nawet w pobliżu mego domu, chociaż ten jest położony około 250 metrów od toru. Inna upadła i wybuchła na podwórzu domu naszego sąsiada, Władysława Łanochy, który mieszka tuż przy lesie, przy tej samej ulicy. On i dwoje dzieci zostało rannych, dom uszkodziły odłamki bomby. Ludzie mieszkający w domach przy dzisiejszej ulicy Kołłątaja, obok kaplicy w Słotwinie pouciekali w pola. Ale i tam nie było bezpiecznie, samoloty zniżały się i siekły z karabinów maszynowych po polach, gdzie tylko się coś ruszało. W moim ogrodzie gdzie miałam posadzoną fasolę samoloty ogniem karabinów maszynowych posiekały ją zupełnie.

Po bombardowaniu przybyli na miejsce lekarze i sanitariusze zaczęli opatrywać rannych, których następnie przewożono do Brzeska, Bochni, Tarnowa. Ja byłam tak przestraszona, że nie byłam na miejscu tragedii w lesie. Dopiero na drugi dzień przed południem udałam się do domów przy ulicy Kołłątaja. Tu ujrzałam przerażający widok. Pod jednym domem widziałam pięciu zabitych mężczyzn, których ciała oparte o ścianę znajdowały się w pozycji siedzącej. Szukali schronienia pod okapem tego domu i tam zastała ich śmierć. Byli to pasażerowie tego pociągu.

Wszystkie trupy pozbierano i pochowano we wspólnych mogiłach w lesie obok toru kolejowego. Po bombardowaniu zostały głębokie leje. Opowiadano mi później, że widok był straszny. Niektóre ciała były tak poszarpane że ich części i wnętrzności rozwieszone były na drzewach i dopiero po pewnym czasie służba leśna oczyszczała las, zakopując strzępy ciał ludzkich do ziemi. Nabrałam takiego strachu że długo potem nie mogłam iść do lasu. Jak mówili ludzie w tym nalocie naliczono 12 samolotów.

 

P. Franciszek Wolnik, liczący obecnie lat 72, zamieszkały w Brzesku ulica Stawowa 52, w tym czasie jeszcze oddzielnej wsi Słotwina, powiedział kronikarzowi:

W roku 1939 pracowałem na stacji kolejowej Słotwina – Brzesko, jako nastawniczy w nastawni od strony zachodniej. Dnia 4 września 1939 r. w godzinach popołudniowych, między 16 a 17-tą nadleciał od strony wschodniej jeden samolot niemiecki. Bombardował on stację kolejową małymi bombami, których zrzucił kilkanaście. Żadna jednak bomba nie trafiła w samą stację. Wszystkie padały obok torów kolejowych. Jedynie poprzerywane zostały druty połączenia telefonicznego oraz druty pędni semaforowych i zwrotniczych, co w rezultacie utrudniało porozumienie się w ruchu a także sygnalizację.

W dniu 5 września 1939 roku pełniłem służbę w nastawni  stacyjnej od strony zachodniej od godziny 7-mej do 19-tej. W tym dniu na torze „wyciągowym” obok mojej nastawni stało kilka krytych wagonów z wojskiem. Przed godziną 16-tą nadleciał jeden samolot niemiecki, który zrobił okrążenie nad stacją i torami w jej pobliżu. Samolot ten został ostrzelany, bez rezultatu jednak, przez oddział wojskowy z broni ręcznej. Samolot odleciał.

W tym czasie obydwoma torami zdążały w kierunku na wschód liczne pociągi ewakuacyjne. Dwa pociągi zatrzymałem przed semaforem i oświadczyłem maszynistom iż drogi wolnej nie ma ponieważ na torach stoją pociągi oczekujące na możliwość dalszej drogi. Jeden z maszynistów nie usłuchał, powiedział że mu się śpieszy gdyż za nim jadą dalsze pociągi i czas nagli. Odjechał ale zatarasował się na samej stacji, tuż za pociągiem stojącym na tym samym torze.

W tym czasie nadleciały samoloty niemieckie. Zdołałem ich naliczyć osiem. Rozpoczęło się bombardowanie. Bomby zaczęły padać wszędzie, ale celem szczególnie zacięcie atakowanym był pociąg ewakuacyjny stojący pod semaforem, niedaleko nastawni. Potworne wybuchy bomb rozlegały się co chwila, po jednej i po drugiej stronie toru tworzyły się głębokie leje po wybuchach. Pasażerowie zaczęli uciekać w las. Wybuchy bomb mieszały się z terkotem karabinów maszynowych i warkotem samolotów. Z lasu dochodziły rozpaczliwe krzyki i lamenty. Zaniepokojony byłem losem mojej rodziny, gdyż mój dom znajdował się niezbyt daleko torów. Dom zastałem pusty, rodzina jednak gdzieś się ukryła. Nastawnia, w której pełniłem służbę była w rejonie bombardowania. Uciekłem z niej i znalazłem schronienie w głębokim rowie. Jeszcze dość długo słyszałem terkot karabinów maszynowych i warkot nurkujących samolotów. Gdy bombardowanie przeszło, wróciłem na swoją nastawnię.

Po drugiej stronie zobaczyłem palące się stosy progów kolejowych /podkładów/ znajdujących się tam na składzie. Koło nastawni zobaczyłem trupa nie znanego mi kolejarza, nieco dalej znajdował się inny zabity mężczyzna. Po drugiej stronie torów zobaczyłem trzy trupy, w tym jednej młodej kobiety. Po lesie krążyli pasażerowie poszukujący swoich najbliższych i znajomych, co chwila wybuchał płacz i lament, nawoływania i krzyki rozpaczy.

O godzinie 19-tej przybył na zmianę Antoni Chmielarz, ja natomiast udałem się do domu. Na drugi dzień wraz z innymi mężczyznami udałem się na wschód na ucieczkę.

Po moim powrocie już wszyscy zabici byli pochowani w kilku mogiłach obok toru kolejowego. Największa mogiła znajdowała się koło rampy kolejowej przy drodze na Grądy, po lewej stronie toru. Miało tam być pochowanych około 40 zabitych. Była osobna mogiła z ciałem ogniomistrza WP, jedna mogiła z dwoma zwłokami i jeszcze były dwie mogiły po prawej stronie torów. Obok nastawni był pochowany jeden zabity.

W jakiś czas po bombardowaniu przyjeżdżały rodziny zabitych celem rozpoznania ciał. Pewną liczbę zwłok zabrano do miejsc rodzinnych. Po wojnie szczątki poległych ekshumowano i pochowano na cmentarzu wojennym w Brzesku. Bombardowanie to, którego ofiarą padła znaczna liczba zabitych i rannych nie wyrządziło większych szkód w obiektach i urządzeniach kolejowych. Jednak liczbę ofiar nie potrafię określić.

P. Michalina Stecowa, zamieszkała w Brzesku przy ul. Kołłątaja nr d. 40 /w tym czasie wieś Słotwina/ w dniu 15 sierpnia 1978 r. zapodała kronikarzowi:

W pierwszych dniach września 1939 roku mój mąż został ze swoim urzędem ewakuowany, ja pozostałam w domu z dziećmi. Mój dom znajduje się około 100 m od torów kolejowych. Nie przypuszczałam jednak aby to miejsce mogło być bombardowane, początkowo panował tu spokój. Wprawdzie przebywający w pobliżu w wagonach kolejowych polscy żołnierze ostrzegali mnie żebym uciekała z dziećmi z tego miejsca, które jest niebezpieczne, ale nie wierzyłam temu. W dniu 5 września, a był to wtorek, po południu i była piękna pogoda, nagle usłyszałam warkot samolotów. Wnet też nastąpiły w bezpośredniej bliskości wybuchy bomb i na przemian grzechot karabinów maszynowych. Zorientowałam się szybko, że celem nalotu jest pociąg stojący niedaleko w lesie przed semaforem. Byłam ogromnie przerażona, tym bardziej, że dzieci nie było w domu, były właśnie w lesie. Zaczęłam biegać na wszystkie strony i wołać. Wkrótce też dzieci nadbiegły, ukryłam je w piwnicy na podwórzu. Straszny ten nalot trwał ponad pół godziny. Z pobliskiego lasu, w którym kręcili się pasażerowie pociągu zaatakowanego przez niemieckie bombowce dochodziły straszne jęki, rozdzierający płacz i nawoływania.

Wkrótce po zakończeniu nalotu rozpoczęła się akcja ratunkowa. Z lasu do pobliskich domów zaczęto zwozić rannych, przybyli lekarze i służba sanitarna. Wielu ciężko rannych wołało o pociechę religijną, której udzielali znajdujący się na miejscu księża. Oni pomagali też w opatrywaniu rannych.

Kilkudziesięciu rannych umieszczono w pierwszej chwili w moim domu oraz na podwórzu i boisku stodoły zasłanych słomą. Ranni w ciężkim stanie wołali o ratunek, rozgrywały się rozdzierające serce sceny poszukiwania wśród rannych osób bliskich. Nigdy nie zapomnę tej sceny, gdzie blisko 7-letni chłopczyk biegał wśród leżących rannych i wołał rozpaczliwym głosem „mamusiu, tatusiu, gdzie jesteście... odezwijcie się...! ” Jak się później okazało oboje zostali zabici. Na podwórzu leżała też bardzo młoda i piękna dziewczyna, ciężko ranna. Wołała o ratunek. Poszukiwał ją narzeczony, który szczęśliwie ocalał, znalazł ją w tym stanie, przypadł do niej z wołaniem „Wandeczko – to ty?.” Została zabrana do szpitala gdzie zmarła.

Pobiegłam do kapliczki obok torów, dziś już nie istniejącej. Obok kapliczki leżało dwóch zabitych kolejarzy. Okna w kapliczce wyleciały, wnętrze było też zrujnowane, lichtarze powywracane, świece pogruchotane. Lecz dziwna rzecz – obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, czczony w tej kapliczce od dawna, spadł ze ściany na płytę ołtarza, ale nie było na nim najmniejszego uszkodzenia, nawet szkło było całe. Zabrałam ten obraz do domu, znajduje się on dziś w nowym kościele w Słotwinie.

Akcja ratowania rannych trwała do godz. 10-ej wieczór. Lżej ranni po opatrunku udali się w dalszą drogę na wschód, ciężej ranni przewiezieni zostali do zaimprowizowanego szpitala w Brzesku. Ciała poległych leżały w lesie kilka dni. W tym czasie przyjeżdżały na miejsce tragedii rodziny, rozpoznawały zabitych i zabierały do swoich miejsc zamieszkania. Pozostałe ciała zostały pogrzebane na miejscu, po obu stronach toru.

Wstrząsający widok przedstawiały okropnie zmasakrowane ciała zabitych a także części ciał, włosy, wnętrzności porozrzucane siłą wybuchu po drzewach. Nie wiem jaka była liczba zabitych i rannych, nikt się wtedy nad tym nie zastanawiał, ofiar śmiertelnych było jednak bardzo dużo.

P. Cecylia Sumara, córka wyżej wymienionej, zamieszkała w tym samy domu podała kronikarzowi: Miałam wtedy 8 lat. Razem z młodszym braciszkiem poszliśmy do lasu obejrzeć ruch pociągów, ciekawiło nas to. Wtem nadleciały samoloty, rozpoczęło się bombardowanie. Zaczęliśmy uciekać w kierunku domu. Ludzie wyskakiwali z pociągu i uciekali do lasu. Znajdujący się w lesie wojskowi a także inni zaczęli nawoływać co chwila „kryć się, leżeć spokojnie, nie ruszać się”. My jednak, jak to dzieci, nie usłuchaliśmy tych wezwań, lecz poderwaliśmy się do ucieczki. Właśnie gdy odbiegliśmy kawałek, w to miejsce gdzie poprzednio leżeliśmy upadła bomba. W wielkim strachu dobiegliśmy do domu i mamusia ukryła nas w piwnicy. Te sceny jakie widziałam w lesie słotwińskim, ten rozdzierający głos rannych, rozpaczliwe nawoływania się dzieci i rodziców, tego nigdy, mimo upływu lat nie zapomnę.

P. Wanda Jakubaszek, zamieszkała w Bukownie, ul. 1 Maja 30 bl. 5 m. 6 w czerwcu 1978 r. skierowała do oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża w Brzesku list w sprawie dokumentacji z lat wojny 1939 r. Napisała: Poszukuję dokumentacji z września 1939 r. zwracam się przeto do Was z usilną prośbą o przesłanie mi wszelkiej dokumentacji lub informacji, jeśli to będzie możliwe na następujący temat: w dniu 5 września 1939 /wtorek/ w godzinach między 16-tą a 17-tą samoloty niemieckie bombardowały transport ewakuacyjny klejowy, wiozący rodziny ewakuowane wojskowe i kolejowe. Nie tylko rodziny kolejowe /bo w takim transporcie się znajdowały/ ale cały sprzęt i załogę PKP Kraków, Dyrekcja i Parowozownia Kraków-Płaszów. W czasie tego bombardowania samoloty wielokrotnie objeżdżały teren, bombardując nie tylko pociągi ale i las, do którego schronili się uciekający z wagonów pasażerowie. Bombardowanie miało miejsce przed stacją Słotwina. W bombardowaniu zginęło wiele osób, w tym około 60 dzieci. Zginęła tam od bomby moja dziesięcioletnia siostra, ja zaś zostałam kontuzjowana. Rannymi i prawdopodobnie grzebaniem zabitych zajmował się PCK z Waszego terenu. Pamiętam, że pomocy udzielali młodzi mężczyźni, którzy podawali, że są z Czerwonego Krzyża. Mnie przewieziono z miejsca bombardowania do ośrodka zdrowia /nie pamiętam czy do Brzeska, czy też do Bochni, kojarzy mi się Bochnia/ a następnie pod osłoną nocy z 5 na 6 do szpitala w Tarnowie. Niestety, nie posiadam z tamtego okresu żadnych dokumentów. Nie posiada tychże także Szpital w Tarnowie. Dokumenty te są mi niezbędnie potrzebne dla celów rentowych, ponieważ lekarze stwierdzają u mnie chorobę wojenną. P. Jakubaszek podała nazwisko rodowe jakie wtedy nosiła: Wanda Grzegórzek, urodzona 28 października 1922 r.

L i s t a   o s ó b

które poniosły śmierć w dniu 5 września 1939 r. podczas bombardowania pociągu ewakuacyjnego przez samoloty niemieckie w lesie Słotwińskim. 

  1/  Baran Franciszek, syn Franciszka i Franciszki, urodzony 19.X.1906 r. w Lanckoronie

       powiat Wadowice, ostatnie miejsce zam. Brody, czeladnik stolarski, data śmierci

      5.IX.1939 r. ks. zmarłych parafii rzym. kat. pogrzebany w wspólnej mogile w Słotwinie,

      ekshumowany.

  2/  Boguszewski Bolesław Ryszard s. Augustyna i Jadwigi, urodz. 3.IV.1908 r.

       Strzelce Wielkie, data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile w Słotwinie,

       ekshumowany.

  3/  Brzoza Jan s. Augustyna i Jadwigi, mąż Zofii Nawrot, urodz. 27.V.1902 r w m. Chebzie,

       przodownik ślusarski, data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile

       na Słotwinie.

  4/  Borek Stanisław, miejsce urodzenia Ostrowiec, żołnierz polski 16 pułku saperów

       data śmierci 11.IX. 1939 r. zastrzelony przez Niemców za wydalenie się z pociągu

       wiozącego transport jeńców polskich, pochowany na cmentarzu wojskowym w Brzesku.

  5/  Borowiec Stanisław, żołnierz polski 1 bat. KOP, data śmierci 6.IX,1939 r.

       zmarł w Bochni, ks. śmierci Słotwina str. 13, 18, padł w walce z Niemcami,

  6/  Dobisz Albin, s. Tomasza i Bronisławy z Kowalczyków, urodzony 22.III.1918r.

       w Brusikówce, pow. Wadowice, czeladnik stolarski, data śmierci 5.IX. 1939 r.

       pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

  7/  Erb Dionizy ostatnie m. zam. Wadowice, data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany

       na cmentarzu w Brzesku.

  8/  Fiałek Adam s. Andrzeja i Karoliny Schnuke ur. 1875 , ostatnio zam. Andrychów,

       ul. Szewska, kolejarz, zmarł 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

  9/  Frączkiewicz Józef, urodzony 1896. poległ 5.IX. 1939 r. ks. zmarłych Słotwina,

       ks, śmierci 13 l.5 pochowany we wspólnej mogile na cmentarzu.

10/  Krok Tomasz ost. m. zam. Pawłów, robotnik, zmarł 5.IX. 1939 r. pochowany

       we wspólnej mogile na cmentarzu.

11/  Kowalczyk Józef s. Aleksandra i Anny, mąż Stefanii Czaickiej, urodzony 13.III.1894 r.

       w Łękawicy pow. Wadowice, piekarz, poległ 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej

       mogile na cmentarzu.

12/  Jarosz Ryszard s. Jana i Marii Wolf, mąż Doroty z Thonów, urodz.20.VI.1890 r.

       Rycerka Górna pow. Żywiec, ostatnie m. zam. Biała, maszynista kolejowy,

       poległ 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na cmentarzu. 

13/  Liściek Jan s. Jana i Zuzanny z Czechów urodzony 24.XII.1899 w Solcu pow. Prudnik,

       Śląsk Opolski, poległ 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

14/  Lupa Andrzej, poległ 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

15/  Kurek Józef, m. urodzenia Lipnica Dolna, ostatnie m. zam. Lipnica Dolna,

       data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany na cmentarzu w Brzesku.

16/ Łopata Jan s. Jana i Marii, mąż Marii z Doboszów, urodzony 12.X.1903 r. w m. Palcza

       powiat Wadowice, piekarz, poległ 5.IX.1939 r. pochowany we wspólnej mogile w Słotwinie.

17/  Piątek Paweł s. Karola i Antoniny z d. Wnęk urodz. 16.I.1885 w Swoszowicach, ost. zam.

       Wola Duchacka, data śmierci 6.IX.1939 r. akt śmierci ks. zmarłych str. 13. L.6. Słotwina,

       pochowany na cmentarzu w Brzesku, zmarł w Ośrodku Zdrowia na skutek odniesionych ran.

18/  Pierkiel Wiktor, mąż Zofii Ćwik ur. 10.III.1903 r. ostatnio zam. Andrychów, fryzjer,

       data śmierci 5.IX. 1939 r. ks. zmarłych Słotwina Nr 13 pochowany we wspólnej mogile

       na Słotwinie.

19/ Mika Augustyn s. Jana i Marii Krzykowskiej, mąż Wiktorii Cipa, urodzony

      13.VIII.1893 r. w Pawłowie zm. 5.IX. 1939 r. pochowany w wspólnej mogile na Słotwinie.

20/  Pleń Michał s. Franciszka i Anny ur. 7.II.1899 w Kamionce, zamieszkały Piotrowice

       ul. Przemysłowa, robotnik kopalniany, akt str. 13 L.7 Słotwina zm. 5.IX. 1939 r.

       pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

21/  Skutnik Władysław s. Jana urodzony w Biskupicach, zam. Kraków ul. Biskupia,

       zmarł 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie, ekshumowany.

22/  Strzeliński Marcin, data śmierci 5.IX. 1939 r. zapisany w ks. zmarłych w Brzesku

       str. 228 L.15, pochowany na cmentarzu w Brzesku.

23/  Szopa Antoni s. Andrzeja i Magdaleny Piątek, mąż Janiny Kordaś, ur. 27.III.1903 r.

       w Tenczynku, czeladnik piekarski, data śmierci 5.IX. 1939 r. zapisany w ks. na stronie 13

       Słotwina, pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

24/  Szydłak Franciszek ost. zam. Kraków Podgórze, kolejarz data śmierci 5.IX. 1939 r.

       zapisany w ks. Brzesko str. 228 L. 15 ekshumowany 11.XI.1939 r.

25/  Tomiczek Wincenty s. Józefa ur. 25. VIII 1909 r. w Kościerzy ad Moszczanica

       data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

26/  Hul-Winnicki Michał, s. Teodora i Anny ur. 14.IV. 1904 w Łapszynie,

       data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

27/  Lupa Andrzej, poległ 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

28/  Reinhold Seigalla s. Franciszka, rodzony Radzinków, ost. zam. Radzinków, szofer,

       data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

29/  Barcik Franciszek s. Jana urodz. w Rychwałdzie zam. Bielsko, stolarz,

       data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany we wspólnej mogile na Słotwinie.

30/  Wojtas Franciszek s. Stanisława i Marii, mąż Julii Sitek, ur. 1891 w Tenczynku

       pow. Chrzanów zam. Libiąż, urząd kopalniany, data śmierci 5.IX. 1939 r. pochowany

       we wspólnej mogile na Słotwinie.

Powyższy wykaz kronikarz sporządził na podstawie innego wykazu, udzielonego mu przez p. mgra Jana Japę, adwokata w Brzesku. Wykaz ten miał być sporządzony na podstawie oryginalnego wykazu sporządzonego przez Edwarda Sobolewskiego, skarbnika PCK, w dniu 23 listopada 1939 r. na podstawie dokumentów osobistych znalezionych przy zmarłych. Oryginalny wykaz miał być poświadczony przez Urząd Metrykalny w Brzesku z ksiąg zmarłych w Brzesku. Na odpisie znajduje się też adnotacja, że wszystkie dokumenty i pamiątki po zabitych znajdują się do odbioru w Powiatowym Ośrodku Zdrowia /w Brzesku/ w przechowaniu aż do zgłoszenia się rodzin poległych.

            Jednakże lista znanych ofiar barbarzyńskiego bombardowania pociągu ewakuacyjnego nie kończy się. Oto w aktach stanu cywilnego w Brzesku znalazł kronikarz dwa wykazy Żydów, którzy zginęli w czasie i w wyniku bombardowania pociągu w dniu 5 września 1939 roku w lesie słotwińskim.

Oto nazwiska:

1.  Jakub Better s. Isaaka, ur. 15 czerwca 1905, zam. Oświęcim.

2.  Jakub Eilbaum s. Fenila ur. 1 września 1896r. Tuczyn pow. Rzeszów.

3.  Mojżesz Baruch Glückman s. Samuela, ur. 28 kwietnia 1896 r. Kraków Augustiańska 15 m.6.

4.  Josef Langenthal s. Gimendli, ur. 20.VIII. 1927 Dobczyce, zam. Kraków Miodowa 19.

  5.  Müdla Kesselman c. Izraela z Krakowa,

  6.  Sara Rywlez Linker z Krakowa,

7.  Pesia Beile Kwellerowa żona Abrahama, urzędnika kolei w Krakowie.

8.  Joanna Grünspan córka Dawida i Ernestyny z Gruberów, żona Maurycego ur. 12.II. 1890 r.  Kontzendorf, zam. w Tarnowie ul. Bernardyńska 14.

Wszystkie te osoby zostały pochowane na cmentarzu izraelickim w Brzesku w dniu 7 września 1939 roku, a świadkami pogrzebu byli Juda Schwiffeldein, Rubin Kuspf, Isole Kohs, Jakub Mingelgrün.

Wykaz ten sporządzono na podstawie oryginalnego wykazu sporządzonego przez prowadzącego metryki izraelickie w Brzesku w dniu 24 maja 1940 roku Ch. Winzelberga i przez niego podpisany oraz opatrzony pieczęcią z napisem : Prowadzący metryki powiatu brzeskiego w Brzesku. – Wykaz ten w oryginale znajduje się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Brzesku.

Nadto w aktach Urzędu Metrykalnego Żydowskiego znajduje się drugi wykaz poległych Żydów w czasie tego nalotu. Jest to wykaz przekazanych przez PCK Oddział w Brzesku oddanych Gminie Wyznaniowej Żydowskiej dokumentów poległych i pochowanych Żydów. Pochowani zostali na cmentarzu żydowskim w Brzesku:

  1.  Ida Zinger ur. 18.12.1911 zam. Kraków, ekspedientka

  2.  Leopold Wekater ur. 12 kwietnia 1865 zam. Oświęcim, lekarz

3.  Salomon Wölf Schächter ze Stryja, żołnierz, pochowany w Dębnie na cmentarzu parafialnym

4.  Abraham Künstler ur. 2.3.1917 z Krakowa, żołnierz pochowany w Zabawie.

5.  Ernest Klawiter-Walter żołnierz pochowany w mogile wojskowej przy torze kolejowym na Kopalinach.

6.  Nathan Fenichel z Tarnowa, pogrzebany w lesie Słotwina przy drodze leśnej /grzebali Niemcy/.

Wykaz powyższy został sporządzony dnia 21 maja 1940 roku i podpisany został przez prezesa Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyż a w Brzesku dr Kossowskiego oraz sekretarza nieczytelnym podpisem oraz opatrzony pieczęcią okrągłą PCK. Oryginał znajduje się w aktach b. Urzędu Metrykalnego Izraelickiego znajdujących się obecnie w Urzędzie Stanu Cywilnego w Brzesku.

            Nadto w księdze zmarłych Urzędu Metrykalnego znajduje się zapis: 5 września Słotwina od odłamka bomby zmarł Pinkas Leib Bigeleisen, kupiec z Krakowa, lat 43. /Ks, zgonów Nr porząd. 27/.


Od admina: Dodatkowo warto przeczytać inne związane z tym tematem artykuły zamieszczone na portalu:

  • Władysław Bartosz, "Pociąg śmierci", Zeszyty Wojnickie, Nr I, 2009 r. zamieszczane na portalu,
Zbigniew Stós


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com