Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

"Wszystkiemu winni są Żydzi, masoni i cykliści"? Nie... nauczyciele!  (Zofia Mantyka)  2016-10-11

Gdyby przeprowadzić sondaż i postawić pytanie kim jest Bóg, odpowiedź będzie trudna - wszak to metafizyka. A jeśli zapytać kim jest Chrystus? To łatwiejsze - Synem Bożym. A kim był? Większość trafnie odpowie, że Żydem. A Matka Boga? Z uwagi na uświęcony kult maryjny mogą pojawić się małe wątpliwości, choć oczywiście była Żydówką. Zatem Żydzi, którzy w niektórych kręgach nie cieszą się u nas nadmierną sympatią, mają jednak pewien pierwiastek boskości.

Masoni to materia tajemna, niczym przeźroczyste "bisiory" tworzące ulotny "morski jedwab". Cykliści nielubiani w resorcie spraw zagranicznych, sami nie wystarczą i na stosie ofiarnym nieco pustawo, a kogoś koniecznie palić trzeba. W czasach przemian "winni" to artykuł pierwszej potrzeby, ktoś musi być kozłem ofiarnym. Nie ma perpetuum mobile i gdy na realizację "wielkich obietnic" nie starcza, krucjata tropiąca wrogów jest koniecznością.

Władze prześcigają się w formułkach sławiących pracę nauczycieli. Niestrudzenie cytują kanclerza Jana Zamoyskiego - "Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Państwo jakie jest, każdy widzi, mamy więc kandydatów na winnych - to właśnie...  belfrzy nas tak urządzili. Wprawdzie można znaleźć cytat Alberta Camusa, że "Szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje", ale to ich wcale nie tłumaczy.

"Dzień Nauczyciela" zaistniał w Polsce w 1957 roku, rok po pamiętnych wydarzeniach poznańskich, "odwilżowym przełomie" i zmianie władz. Święto ustanowiono na 20 listopada jako "Międzynarodowy Dzień Karty Nauczyciela", tworząc pozory otwarcia na świat zza "żelaznej kurtyny". Na kolejnym "zakręcie" w roku 1972 dokonano zmiany, było to rok po masakrze na Wybrzeżu, przełomie odsuwającym Władysława Gomułkę i dojściu do władzy "nowej ekipy" z pamiętnym hasłem "Pomożecie?". Święto przeniesiono na 14 października, upamiętniając rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, a dokładniej Komisji nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mającej z roku 1773.

Właściwa nazwa Komisji oczywiście była przykra dla uszu ówczesnej władzy, ale już fakt iż powstanie jej wiązało się z kasacją szkół jezuickich wraz z konfiskatą "dóbr martwej ręki" i jednoczesnym zeświecczeniem szkolnictwa niemiły nie był, a wręcz godny upamiętnienia. Ciekawe, że w XVIII wieku Komisja została powołana akurat rok po pierwszym rozbiorze Polski. Tak się to jakoś dziwnie układa.

W tym kontekście już chyba nikogo nie zaskakuje, że w 1982 roku, czyli - a jakże - rok po wprowadzonym stanie wojennym, stworzona Karta Nauczyciela zmienia nazwę święta na "Dzień Edukacji Narodowej". Kolejna "nowa ekipa" - chcąc pozyskać przychylność nauczycieli - funduje im dodatkowe bonusy w Karcie i istotnie pewna część środowisk oświatowych zasila szeregi Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON), utworzonego w tym samym roku. Zasada "kija i marchewki" znalazła zastosowanie.

Jak widać - i to fascynujące - zawsze w rok po przełomowym obalaniu poprzedników i przejęciu władzy, rządzący gorliwie interesują się edukacją. Co zdaje się oznaczać, że z politycznego punktu widzenia to ważne. Chodzi wszak zawsze o to samo - należy uwiarygodnić potępienie poprzedniego "okresu błędów i wypaczeń" i stosowną wersję apologizować młodzieży w szkołach. Mamy rok 2016, a więc niedługo upłynie rok od dojścia do władzy ekipy wprowadzającej "dobrą zmianę". Co tym razem wisi w powietrzu?

Rozpoczęto gruntowne porządki w zarządzaniu oświatą, zapowiadane zmiany programowe, szczególnie w nauczaniu historii. Jak rewolucja, to rewolucja. Ciekawe czy coś zmieni się w systemie kształcenia nauczycieli. Mamy w kraju 937 instytucji legitymujących się uprawnieniami do kształcenia nauczycieli, a w Finlandii, gdzie wyniki w edukacji są najwyższe w Europie, takich instytucji jest... 4 (słownie: cztery!). U nas nauczycieli ponoć szkoli się nieustannie. Pytanie - czy są tak skrajnie niekompetentni i to konieczność, czy też to pic i strata funduszy? No, ale kto bogatemu zabroni?

Jaki model szkoły stanie się wzorcem i co będzie najważniejsze? Czas i życie pokaże. "Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów o których mówimy i prawda ekranu, która mówi: "Prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera", zróbcie mi przebitkę zająca na gruszy... Nie, nie! Zmieńcie go na psa! Niech on odszczekuje swoim prześladowcom z pańskiego dworu. Niech on nie miauczy... " - tłumaczył ekipie filmowej reżyser w scenie z kultowego "Misia" Barei. Stara mądrość głosi, że prawdzie nie zagrażają fakty tylko przekonania, które są nie mniej niebezpieczne niż kłamstwa.

Jak pogodzić likwidację gimnazjów z obiecywanym utrzymaniem zatrudnienia nauczycieli? Jak zmienić prawo by "w zgodzie z prawem" dokonać niemożliwego? Coś trzeba wymyślić. Pomysł, by zaczynać lekcje o dziewiątej zamiast o ósmej, tego problemu nie rozwiąże. Zmiany w zapisach Karty Nauczyciela będą konieczne. Państwo zdejmuje z barków samorządu kłopot z prowadzeniem szkół i powracamy do tego, co było. Zadziała prawo Murphy'ego - "wydarzenia przechodzą od złych w tragiczne i proces ten cyklicznie się powtarza".

Czy nauczyciele znów będą ideologicznym przedłużeniem ramienia władzy? Można sięgać do klasyków - od Makarenki poczynając - preferujących sprawdzone metody wychowawcze. Jeśli na stacjach paliwowych państwowego "Orlenu" zniknęła prasa, która ośmiela się krytykować władze, a wojsko dostaje zalecenia, by oglądać "TVP Info", tak jak kiedyś Dziennik Telewizyjny, to przyjeżdża do nas "Smutne miasteczko " z piosenki Wojtka Młynarskiego. Kurczy się przestrzeń dla tych, co nie w kolektywie, a niepokornych mogą mieć ochotę popędzić jak nagą królową Cersei w "Grze o tron".

Rządowe arkebuzy rozstrzelają gimnazja. Czy słusznie? Zdania są podzielone i jakże często podpierane arcyzabawnymi argumentami. Zwolennicy likwidacji bredzą, że jeśli dzieci zostaną dłużej w podstawówce, to dzięki temu unikną "buzowania hormonów"! Przeciwnicy zaś, że podwójna ilość absolwentów wybierających liceum w 2019 roku zmniejszy ich szanse na przyjęcie do LO. W Brzesku zmniejszy to szanse, ale... na przetrwanie MPK, gdyż skończą się dowozy do gimnazjów.

Nauczycielskie związki zawodowe wykazujące związek jedynie z polityką, znów rywalizują i kompletnie się kompromitują. Urządzane przez ZNP pikiety to łabędzi śpiew, a wiara "Solidarności", że dzięki reformie "większość nauczycieli wręcz zyska" dokumentuje, że ów związek stracił związek ze zdrowym rozsądkiem. Jedni i drudzy sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na dysfunkcję. Jedyną pociechę stanowi fakt, że działacze są w większości na związkowych etatach i z dziećmi na szczęście niewiele mają kontaktu.

"Drodzy" - w przenośni i dosłownie - politycy, prawem kaduka uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, jak mamy żyć i to jest ich wraże wunderwaffe. Oni - nie łudźmy się - nie idą do Sejmu w trosce o dobro publiczne. Urządzając cyrk, usiłują wyjątkowo cynicznie i pokrętnie wyręczać Kościół. Zamiast zajmować się sprawami ważnymi dla państwa - jak choćby CETA z kanadyjską żywnością z GMO, dokonują wiwisekcji stosunku obywateli do dekalogu. Wespół z niektórymi duchownymi zapomnieli o jakże ważnej maksymie wychowawczej - "Dzieci trzeba tak wychowywać by podawały sobie ręce, a nie podstawiały nogi".

Niestety, ale widocznie ich nauczyciele akurat nie tak ich wychowywali. No i co, kto jest zatem wszystkiemu winny? Już teraz chyba wiemy.

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com