Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Czy dwa plus dwa to pięć? Nie, sześć.  (Zofia Mantyka)  2016-09-20

No i już wiemy, "rozpad samolotu nastąpił w powietrzu dlatego, że albo dopuszczono świadomie samolot z wadą techniczną do tego lotu, albo były to inne umyślne działania mające na celu zniszczenie samolotu w powietrzu. To, że działania nawigatorów rosyjskich z polecenia moskiewskich decydentów miały na celu doprowadzić do katastrofy jest oczywiste i nie pozostawia żadnych wątpliwości. Czy Polska jest gotowa na wojnę? Polska jest przygotowana na atak agresora z zewnątrz"  - to fragmenty wywiadu w Rzeczpospolitej z kierownictwem MON -u. Na Boga, na co my jesteśmy gotowi? Na czym opieramy swą gotowość? Na "Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki", czy też "Węgrzy bardzo chętnie pójdą z Polakami konie kraść"?

Mamy możliwość zobaczenia filmu, który pokazuje jak było. Nie jest to gniot o niskiej wartości, gdyż gruntowną kolaudację przeprowadzili ludzie nietuzinkowi. To nie jakaś pogmatwana "Ucieczka z kina Wolność" Wojciecha Marczewskiego, ale - jak uważają niektórzy - dzieło wiekopomne i dlatego na premierze była elita narodu. Według niektórych opinii - "Prawda bije z ekranu", co akurat nie będzie w smak wszelkiej maści lewakom i zdrajcom, gdyż film odkłamuje historię. Ludzie mają poznać i uwierzyć w wersję misternie przygotowanej katastrofy i w to - co jest może najważniejsze - że w konsekwencji pasażerowie są narodowymi bohaterami, którzy polegli niczym w boju. Czy tak sporządzony obraz jest należnym hołdem dla ofiar?

Równie dyskusyjna jest uporczywie lansowana przez poprzednią ekipę rządową wersja alternatywna, która skwapliwie przyjęła narzuconą narrację naszych wschodnich sąsiadów. Otóż ich zdaniem cała podróż przypominała "zakładową wycieczkę na grzyby", w której wszystko było jedną wielką improwizacją. Kierowcy zakładowego "Jelcza" nie mieli aktualnych praw jazdy, towarzystwo ponoć miało popijać napoje wyskokowe, a na koniec zabawili się beztrosko w "ciuciubabkę" i zakryli kierowcom oczy, by "jechali w ciemno". Przy radosnych okrzykach "raz dwa trzy kryjesz ty" i pomimo uwag ze strony pijanych drwali obsługujących polanę leśną by może tego jednak nie robić, "wylądowali"... w lesie, w którym nigdy nie rosły grzyby, ale tego wcześniej oczywiście nikt nie sprawdził bo i po co? To wcale nie jest śmieszne - to tragiczne!

A jak było naprawdę? Jak doszło do tak straszliwego dramatu? Mój Boże tego się niestety pewnie nigdy nie dowiemy. Skrajnie przeciwstawne interpretacje katastrofy jawią się niczym abstrakcyjne paszkwile ze z góry założoną tezą. Obecnie pracująca komisja ma ustalić, co było powodem katastrofy, ustala co w poprzedniej komisji ktoś powiedział lub czego nie powiedział. Nikt nie chce otwarcie przyznać, że dramat który się wydarzył to kompromitacja wszystkich centralnych organów państwa i obydwu kancelarii, będąca konsekwencją totalnego bajzlu w jakim żyliśmy i żyjemy. Państwo w którym "prawo jest po to ,by je łamać", a procedury prawne dotyczą co najwyżej maluczkich, to "republika bananowa". Katastrofa jest blamażem, świadczącym iż jesteśmy państwem kompletnie niepoważnym. I niestety nic w tym zakresie się nie zmieniło. Vide - choćby pękające opony w samochodzie prezydenta.

Od zarania dziejów władcy i kapłani chcąc zapewnić sobie władzę stosowali sprytne metody. Nazywa się to polityką. Doskonałym sposobem na utrzymanie lub zdobycie władzy jest skierowanie atawistycznych emocji poddanych i wyznawców na kozła ofiarnego. W zależności od historycznego czasu, byli to rozmaici innowiercy, renegaci, heretycy, kułacy, mienszewicy, imperialiści i inne plugastwa w zależności od szerokości geograficznej i systemu. Wrogowie ludu, a w szczególności narodu, państwa czy religii zawsze zostaną wskazani. Metoda sprawdzona od wieków, dzięki niej mieliśmy krwawe wojny, mające za cel unicestwienie wykreowanych wrogów, oczyszczające świat z nadmiaru ludzi i jednocześnie zapewniające pożądane sukcesje obrońcom wartości.

Bezpruderyjny ironista J. Hasek w przywoływanych przeze mnie wielokrotnie "Przygodach dobrego wojaka Szwejka" celnie to ujmuje...: "czcigodny arcybiskup użył w swych modlitwach takich oto wyszukanych zwrotów: Boże błogosław waszym bagnetom, by zagłębiły się w ciała waszych wrogów. Niechaj Najsprawiedliwszy Pan kieruje ogień artylerii na głowy sztabów nieprzyjacielskich. Daj miłosierny Boże, aby wszyscy wrogowie zadławili się własną krwią z ran, które im zadacie" (...), "Fur Kaiser, Gott und Vaterland". (...) "Porucznik Dub, któremu straszny fuzel uderzył do głowy, zwrócił się do kapitana Sagnera - zawsze mówiliśmy ze starostą powiatowym: patriotyzm, poczucie obowiązku, samodyscyplina, oto prawdziwa broń na wojnie!"

Edukacja historyczna służąca do indoktrynacji i manipulacji jednego faktu nie jest w stanie zafałszować przerażającej ilości ludzi, którzy zostali wymordowani w imię słusznych ideologii. W zależności od aktualnej koniunktury, hołubi się bohaterów, którzy raz są herosami, a na innym etapie historycznej karuzeli stają się zaprzańcami. Uzależnione jest to od sytuacji, czy gdy zabijali i ginęli to odziani byli w uniform, który aktualnie jest uważany za odpowiedni, czy też nie. Sam fakt, że zabijali nie jest oczywiście niczym niestosownym, wręcz przeciwnie. Pomniki się buduje i burzy, a maksyma Woltera jest ponadczasowa - "Aby dowiedzieć się kto naprawdę Tobą rządzi, sprawdź po prostu kogo nie wolno Ci krytykować".

Stąd zawsze tak ważna jest walka o rząd dusz, toczona w sferze edukacji. Symptomatyczne, choć może nie dla wszystkich sympatyczne, jest nowe podejście do organizowania i uczestniczenia w świętach państwowych. Otóż również i tu następuje zmiana. Ceremoniał związany z obligatoryjnym wprowadzaniem dodatkowego apelu wywołuje zróżnicowane opinie. Jednak zerwanie porozumienia pomiędzy urzędem wojewódzkim i marszałkowskim w Małopolsce jest nowatorskie. Okazuje się, że samorządowcy nie powinni zajmować się współorganizowaniem takich przedsięwzięć, gdyż to nie ich rzecz.

Wnioskować można, że w nowej wolnej Polsce obowiązywał będzie cenzus określający kto i na jakich zasadach ma prawo uczestniczyć w patriotycznych uroczystościach. Ciekawe jak to będzie wyglądało? W gminach i powiatach, gdzie władze dzierżą przedstawiciele przewodniej siły narodu model postępowania jest jakby wyznaczony, posiadają oni chyba stosowny glejt uprawniający do organizowania świąt i uroczystości państwowych. Wszystko powinno przebiegać zgodnie z wytycznymi, bez zbędnych komplikacji.

Gorzej w innych miejscach. Jak będzie można imprezy urządzać? Ot, poważna zagwozdka. Może jest jakieś wyjście, bo gdyby tak burmistrz czy wójt udali się do terytorialnego szefa słusznej partii o stosowne przyzwolenie, to może jednak pojawi się szansa by wybrnąć z kłopotu? Starsi jeszcze pamiętają czasy, gdy tak właśnie było i było dobrze, a młodzi niech się uczą "repetitio est mater studiorum". W sytuacji gdy wreszcie wracają sprawdzone metody, na pewno uda się znaleźć właściwe rozwiązanie.

Po batalii o likwidację ulicy "Armii Ludowej", ustawa o "dekomunizacji przestrzeni publicznej" stawia przed radnymi następne wyzwania. Nawet pobieżna lektura ulic naszego miasta pokazuje, że jeszcze szmat roboty. Taka ulica "Uczestników Ruchu Oporu", ale których? Czy tych z "Armii Ludowej" też? To byłby chyba jakiś ponury żart? Ulica "Partyzantów", bardzo przepraszam, ale i tu pojawia się to samo pytanie? A "Plac Zwycięstwa"? O jakie i czyje zwycięstwo chodzi, mam nadzieję, że nie o 1945 rok? Wolną Polskę mamy przecież ponoć dopiero od niespełna roku? A co z ulicą "Robotniczą"? Nazwa wyraźnie pachnie PRL-em.

Idźmy dalej i weźmy choćby taką ulicę "Puszkina". Aleksandr Siergiejewicz Puszkin, wnuk czarnoskórego Abisyńczyka, po wybuchu Powstania Listopadowego domagał się stłumienia powstania przez armię rosyjską. Pisał - "Należy ich zdusić, powolność nasza jest męcząca. Dla nas bunt Polski to sprawa domowa, prastara, dziedziczna rozterka."! Jest zatem postacią mocno kontrowersyjną. A ulica "Zagłoby? - to był tchórz i obrzydliwy pijus, czy taki ma być pomnikowy patron ulicy? Przyjmując postawę rewolucyjnej czujności z sukcesem uparcie można węszyć za powiewem ideologicznego szaleństwa.

Do absurdu sprowadzić da się wszystko, zwłaszcza w konwencji felietonowej. No, ale jak to mówią "słowo się rzekło, kobyłka u płotu". Nakręcanie spirali emocji i okrzyki wzywające do rozliczeń skutecznie rozzuchwalają tłuszczę. Kibice Legii - w przeciwieństwie do piłkarzy - pokazali Niemcom, co Polak potrafi. Niewinne ekscesy na trybunach spowodują, że europejskie lewaki niczym złośliwe gnomy gotowe zamknąć nam stadion na kolejne mecze Ligi Mistrzów. To doprawdy oburzające.

Dziwne, że są ludzie zadający pytanie, czy pobicie profesora UW za prowadzenie rozmowy ze swoim niemieckim kolegą z uniwersytetu w Jenie językiem Goethego w polskim tramwaju to "nowe standardy", które należy krzewić? Przecież w ramach pamięci historycznej nie wolno zapomnieć, że w tramwajach widniał kiedyś napis "nur fur Deutsche". No, to teraz nie ma zmiłuj. Postawa Panfiłowa z "Innego świata" Herlinga-Grudzińskiego nie jest mile widziana, pomimo że prymas - nomem omen Polak - nawoływał ostatnio do opamiętania, osobliwie w Roku Miłosierdzia.

O nadmiar miłosierdzia trudno podejrzewać władze, które ponoć "odstrzeliły" nam "ni z gruszki ni z pietruszki" komendanta Straży Pożarnej w Brzesku - pewnie w uznaniu zasług w akcjach ratowniczych podczas powodzi w Szczurowej. Czy lokalni działacze znaleźli mu jakieś powiązania z lemingowską partią, albo dziadka z Wermachtu i wystawili "wilczy bilet"? Tym samym zwolniono miejsce dla człowieka "dobrej zmiany". Rozdawnictwo synekur i "skok na posady", to norma i nikogo specjalnie nie dziwi, tak było w "państwie kolesiów, które istniało tylko teoretycznie".

Obecnie sytuacja uległa diametralnej zmianie. Karczuje się z korzeniami pozostałości po poprzednikach i wprowadza embargo na ludzi, wobec których istniałby choć cień podejrzenia, że może przez sen ośmielają się nie chwalić zachodzących zmian. Powierza się posady i pracę cmokierom - w końcu "nie matura lecz chęć szczera...". Tak dzieje się w kraju od góry do dołu. Kryterium jest jasne - kandydat ma być... "naszym człowiekiem". Lojalność to główny warunek. Oby tylko nie doszło do sytuacji, że po pewnym czasie państwo może już przestać istnieć nawet teoretycznie.

Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com