Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Przestroga dla kandydat6w na lekarzy okręgowych.  ("Głos Lekarzy")  1907-05-01

Na tle rozwoju w zakresie stosunków społecznych, odbywającego się w tempie przyspieszonem, ujawniają się coraz wyraźniej potrzeby i dążenia poszczególnych stanów, a organizacya i samopomoc w ich gronie to zjawisko doby dzisiejszej, powszechnie zrozumiale i naturalne. Stary aforyzm: homo homini lupus - nie stracił z biegiem czasu nic na znaczeniu, przeciwnie, myśl. w nim zawarta, zdaje się jeszcze pogłębiać i coraz jaskrawiej występować nie tylko w życiu jednostek, ale i całych społeczeństw. Stąd proces samoobrony, odbywający się w szeregach rozlicznych organizacyi, stał się nieunikniony, konieczny.

Najmniej, najpóźniej. a powiedzmy to otwarcie - może i najniedostateczniej, objawia się - mimo nawoływań gorętszych jednostek - duch organizacyjny w szeregach lekarzy. Psychologicznie jest to wytłumaczalne. Ze stanowiska zaś interesu grozi stanowi lekarskiemu obniżeniem jego znaczenia kulturalnego i ruiną materyalną. Zapracowany po łokcie i zapatrzony w szczytne posłannictwo niesienia pomocy chorym, zapomina lekarz nie tylko o zabezpieczeniu swego stanowiska przed rożnymi atakami, ale zapoznaje ugruntowanie bytu materyalnego dla siebie i swojej rodziny. Brak czasu i zobojętnienie na przejawy ruchu w innych zawadach, to znamię nieodłącznie u wiwiększości lekarzy, co odczuwając dolę drugich, zapominają o własnem położeniu.

Zrozumiałą jest więc rzeczą, że do wywołania odruchu u wielu z kolegów zawodowych i skierowanie ich na dróg czynu potrzeba bodźca silnego. Mniej, co prawda, przedstawia interesu odruch jeżeli go wywołuje jednostka prywatna,często głupia, przewrotna, lub z gruntu złośliwa, a takich nigdy wśród ludzi nie braknie. Inaczej jednak oceniać należy krzywdę, wyrządzoną lekarzowi, jeśli ta pochodzi od osoby zbiorowej, a co więcej od władzy, jako wyrazicielki zapatrywań tych sfer, które stając ponad osobistą zawiścią i stronniczymi wpływami, oceniać winny stanowisko lekarza rzeczowo, a nieraz z pewną pobłażliwością patrzeć na jego czynności, pozostające tak często pod wpływem przeciążenia pracą zawodową i ogólnego zdenerwowania. Jeżeli jednak sfery te inaczej postępują, jeżeli władza, orzekająca a winie lekarza. schodzi z piedestału bezstronności, wówczas należy się zastrzedz przeciw takiemu postępowaniu i energicznie zaprotestować. Inaczej poniewierka, na jaką lekarz prowincyonalny, a w szczególności okręgowy, jest z urzędu swego narażony, będzie dla niego tem dotkliwszą, a osoba jego stanie się z biegiem czasu pośmiewiskiem ogółu.

Stając w obronie jednostki pokrzywdzonej, bronimy stanowiska ogółu lekarzy. Dlatego tern chchętniej i tem śmielej postanowiłem padać do wiadomości kolegów fakt niedawno zaszły, na który patrzałem, jaka naoczny i z pewnymi arkanami obznajomiony świadek.

Jedną z zapadłych miejscowości galicyjskich, w których zawistne losy przeznaczyły niejednemu z nas pełnienie ciężkich obowiązków lekarza, jest miasteczko Czchów w powiecie brzeskim. Ludność miasteczka tego, na pół rolnicza, na pół rzemieślnicza, a w gruncie rzeczy biedna i zacofana - to jedyne środowisko, wśród którego lekarz-wygnaniec musi się obracać. Oprócz księdza, nauczyciela, poczmistrza, a w braku tych bodaj komendanta zandarmeryi, lub przygnanie zamieszkałego letnika, nie znajdzie się tu towarzystwa, wśród którego mógłby człowiek inteligentny swobodnie odetchnąć po ciężkich trudach zawodu. Jeżeli dodamy do tego małomiasteczkowe plotki i swary między zwolennikami przywódców różnych partyi, walczących o hegemonię w gminie, to bbędziemy mieli typowy obraz kołtuństwa, równie nieznośnego jak wstrętnego.

Wśród takiego środowiska objął posadę lekarza gminnego w Czchowie dr. Franciszek Janczy w r. 1895., a w dwa lata później, t. j. w r. 1897 zamianowany został lekarzem okręgowym. Każdy zrozumie, ze stanowisko lekarza okręgowego w obecnych warunkach jest nie do pozazdroszczenia. Już sarno wykonywanie przepisów instrukcyi musi wywoływać częste starcia między "pokrzywdzonymi" a lekarzem, który, dla braku odpowiedniej ochrony ze strony władz, ulega wcześniej czy później bojkotowi wrogo usposobionej ludności. Gorzej się jeszcze rzecz przedstawi, jeżeli lekarz okręgowy jest o tyle nielojalny, że idąc za popędem własnych zapatrywań, nie chce być narzędziem politycznem w rękach urzędowych działaczy swego powiatu. Wszak potulność i cierpliwość barania u funkcyonaryusza, czy urzędnika, względem wszelakich władz rzeczywistych i samozwańczych, to pierwszy warunek jego egzystencyi. Warunku tego jednak dr. Janczy nie posiada. Z natury rzutki i czynny, a przy tern wrażliwy na wszelkie plugawstwa polityczne, wnet oburzył na siebie wszystkich matadorów powiatowych i gminnych. Rozpoczęła się więc walka przeciw niemu - naprzód podjazdowa ze strony szumowin miejscowej ludności przez zarzucanie mu czynów niemoralnych, a nawet zbrodniczych. Gdy pierwsze te ataki zostały unicestwione, a winni oszczerczych zarzutów odpokutowali w więzieniu, zorganizowała klika miejscowa w r. 1904 atak, z góry obmyślany, na zgniecenie niesfornej jednostki.

Udział w tej robocie uważał za stosowne wziąć p. Trzaskowski, starosta brzeski. Oparłszy się na doniesieniach zorganizowanej kliki, przeprowadził on skwapliwie na własną rękę dochodzenia przeciw drowi Janczemu, a akta dochodzenia, obejmujące z górą 30 zarzutów na działalność tegoż, jako notorycznego szkodnika i nieuka (!), przedłożył p. starosta Wydziałowi powiatowemu do dalszego urzędowania. Śledztwo dyscyplinarne, przeprowadzane z ramienia Wydziału powiatowego, wykazało, mimo wszelkie zabiegi starościńskie, zupełną bezpodstawność podniesionych zarzutów, a uchwała Wydziału powiat., powzięta na wniosek komisyi dyscyplinarnej, brzmiała krótko, lecz znacząco dla stanowiska p. starosty: "Wydział powiatowy nad wszystkimi zarzutami przeciw drowi Janczemu, jako nieuzasadnionymi, przechodzi do prządku".

Kampania ta przeciw mizernemu lekarzowi była - według opinii ogółu - epilogiem wyborów do Rady powiatowej w Brzesku, Rady gminnej w Czchowie, przy których to wyborach dr Janczy nie podzielał zapatrywania partyi starościńskiej. Gdy na razie zabrakło powodów ogólniejszej natury, a wiwiększość Wydziału powiatowego, stojąca na stanowisku bezparcyalnem, nie chciała pójść pod komendę p. Trzaskowskiego - wyszukano inne powody do szykanowania tropionego na każdym kroku przez żandarmery i różne indywidua z pod ciemnej gwiazdy dra Janczego. Niebawem posypały się kary na niego za rzekome przekroczenia z tytułu oglądacza bydła, zwłok pośmiertnych itp., ale jakby na przekór p. staroście wszystkie orzeczenia jego zniosło ck. Namiestnictwo w drodze rekursu, jaka nieuzasadnione.

Nadeszły ostatnie wybory do Rady państwa, a dr. Janczy, idąc za głosem własnych przekonań, nie mógł się zdecydować na popieranie kandydata rządowego, przez co po raz niewiedzieć który stanął w sprzeczności z wolą p. starosty. Tego było już za wiele p. Trzaskowskiemu i różnym mandarynom powiatowym.

Korzystając z przyznanej przez Sejm jurysdykcyi dyscyplinarnej Wydziałowi krajowemu nad lekarzami okręgowymi, rozpoczyna p. starosta Trzaskowski nową kampanię przeciw drowi Janczemu. Rzekomo na podstawie ukazu ministeryalnego, wywołanego wniesieniem zbiorowej skargi na działalność dra Janczego, jako lekarza okręgowego, rozpoczyna p. starosta w parę tygodni po wyborach nowe śledztwo. Wysyła do Czchowa komisarza w celu przesłuchania interesowanych, sprowadza z niesłychaną energią całe dziesiątki świadków z rożnych gmin okręgu czchowskiego do starostwa i gromadzi olbrzymi materyał dowodowy, który przesyła Wydziałowi krajowemu do użytku. Wydział krajowy wytacza drowi Janczemu śledztwo dyscyplinarne i przenosi go w "drodze służbowej" na posadę lekarza okręgowego do Dobrowód w pow. zbarazkim.

Staraniom usilnym p. Trzaskowskiego i jego towarzyszy w zgnębieniu jednostki stał się po raz pierwszy zadość.

Czy się jednak stała zadość słuszności i prostej uczciwości, to może inicyatorów owej naganki na razie nie obchodzić. Obowiązkiem jednak wtajemniczonych w tej sprawie ludzi jest wyświetlić publicznie powody i podać postępowanie czynników, biorących w tej aferze udział, pod sąd opinii lekarzy celem wyciągnięcia z tego nauki.

Wprawdzie znajdzie się jeszcze stosowna pora i miejsce do omówienia szczegółów całego postępowania osób, czynnych w tej smutnej kampanii. Godzi się jednak na razie zapytać, według jakich norm zainicyowal Wydział krajowy postępowanie dyscyplinarne przeciw dr. Janczemu. Czy w ogóle możliwą było rzeczą dla Wydziału krajowego wyrobienie sobie zdania na podstawie jednostronnych zeznań osób, przeważnie wrogo usposobionych dla obwinionego, bez dania mu możności szczegółowego i wyczerpującego wytłumaczenia się? Bo przecież faktem jest, ze sposób prowadzenia śledztwa przez urzędnika delegowanego robił wrażenie, które nie ma nic, a przynajmniej mało związku z zasadą obiektywności.

Cokolwiek się stanie i jakikolwiek obrót weźmie sprawa, w mowie będąca, należy się zastrzedz każdemu z lekarzy okręgowych przeciw podobnym szykanom i zapytać się, dokąd dojdzie samowola jednostek, nie przebierających w środkach, gdy zechcą zrujnować egzystencyę tego czy innego lekarza.

Przeniesienie lekarza okręgowego z lekkiem sercem z miejsca, gdzie przez lat 10 ciężką pracą wyrobił sobie praktykę, na drugi koniec Galicyi bez dania mu zapewnienia. że tam znajdzie odpowiednie warunki bytu, to wymaga i głębokiej rozwagi i zupełnego przeświadczenia o popełnionej winie. Żałować wypada, że stanowcze rozstrzygnięcie tak doniosłej już nie dla samego dra Janczega, ale dla ogółu lekarzy okręgowych sprawy, nastąpiło w czasie kanikularnym, a w każdym razie w porze, gdy p. marszałek krajowy, oraz szef departamentu sanitarnego i inni członkowie Wydziału krajowego nie byli we Lwowie.

Pierwszy to - o ile mi wiadomo - zdarzył się wypadek zasądzenia lekarza okręgowego od chwili, w której władza dyscyplinarna spoczęła w rękach Wydziału krajowego. Czy korzystnie dla stosunków sanitarnych kraju ten krok wypadnie przyszłość pokaże.

Dzisiaj, gdy w czasopismach lekarskich pojawił się zapewne konkurs na posadę lekarza okręgowego w Czchowie, zwrócić się należy z apelem do obu Izb lekarskich i wszystkich Towarzystw zawodowych, aby stanęli w obronie pokrzywdzonej jednostki, a kolegów wszystkich przestrzec, by w imię solidarności zawodowej przyjęli milcząco do wiadomości ogłoszenie konkursu na opróżnioną posadę lekarza okręgowego w Czchowie. Będzie to najlepszą odpowiedzią dla tych wszystkich czynników, któreby pragneły z wolnego naszego zawodu uczynić lokajów, posłusznych na skinienie pierwszego lepszego kacyka powiatowego.

Dr. S. Bernadzikowski.

źródło: "Głos Lekarzy" 1907 R.5 nr 18 (pisownia oryginalna)

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com