Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Konwalidacja, bez znieczulenia   (Zofia Mantyka)  2016-03-12

Suspensu jaki przeżywamy w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i Komisją Wenecką nie powstydziłby się nawet sam Alfred Hitchcock. Jesteśmy "zawieszeni" jak bohaterzy filmu z Louisem de Funes. Gdzie się człowiek nie obróci obawa utraty równowagi, wszystko jest możliwe i trzeba bardzo uważać by nie spaść na zbitą - powiedzmy - twarz. A propos spadania - spadający deszcz żegnających się ze stanowiskami tworzy tu i ówdzie kałuże łez, ale powodzi jeszcze nie ma.

Miłym zaskoczeniem przechodzącego kadrowego tsunami jest fakt, że zmiany nie są wymierzone - jak niektórzy złośliwie wieszczyli - w politycznych poprzedników. Nie, to nieprawda - usuwani ze stanowisk kierowniczych są praktycznie wszyscy, również i ci całkowicie apolityczni, zatem nie jest to prymitywny polityczny rewanż. Rewolucyjna "dobra zmiana" stawia na zaufanych ludzi z własnego obozu politycznego, akcja ta była przećwiczona pod znanym historii hasłem - "To kadry decydują o wszystkim".

Posiłkując się preambułą "Roczników" Tacyta "sine ira et studio" należy stwierdzić, że w sytuacji "wóz albo przewóz" nie czas na hamletyzowanie, logika jest nieubłagana i "tertium non datur"! Obsadzanie kluczowych stanowisk swoimi żołnierzami, gotowych - bez zbędnego szemrania - wykonać każde polecenie gwarantuje sprawne zarządzanie. Trzeba mieć świadomość, że w gorączkowym poszukiwaniu pieniędzy na realizację obietnic, może pojawić się konieczność wprowadzania rozwiązań mogących budzić wątpliwości.

W Babilonie istniał podatek od...  powietrza, operatywny cesarz Wespazjan opodatkował nawet latryny, bo - "Pecunia non olet". Sięgnięcie do budżetów samorządów, może być celnym posunięciem. Polska staje się państwem scentralizowanym, przykra fanaberia jaką stanowią samorządy jest tolerowana niczym wrzód i trudno je wyciąć, ale sprowadzać do roli ubezwłasnowolnionej administracji - jak za czasów PRL - nietrudno.

"Szarmanccy kontrolerzy"  - będący wojewodami - zapowiadają skuteczne działanie. Ponieważ rząd odpowiada za wydawane unijne pieniądze, dlatego oczywistością będzie pełna kontrola samorządów w tym zakresie. Wojewoda i urzędy wojewódzkie będą decydować: gdzie, ile, jak i na co? "Kto ma pieniądze, ten ma realną władzę". Tym prostym korygującym zabiegiem zdejmie się z samorządów województw "kłopot" z decydowaniem, gdzie mają trafiać środki.

Trafiać będą tam, gdzie powinny. Powtarzanie wyborów samorządowych - pomimo, że były sfałszowane - i  dzielenie województwa mazowieckiego w tej sytuacji przestaje być już potrzebne. Wojewodowie z należytą troską obejmą weryfikację dystrybucji unijnych dotacji. Natomiast w gospodarce rodzi się pomysł tworzenia polskich narodowych holdingów - na wzór koreańskich czeboli - to wielce obiecujące rozwiązanie, otóż przedsiębiorstwa dochodowe "przytulą" bankrutujące kopalnie i pokrywając ich straty spowodują, że "wszyscy" będą zadowoleni.

Ale zerknijmy przez chwilę na kolosalne zmiany, jakie zaszły na naszej ziemi brzeskiej. Za kilka miesięcy będzie już półmetek kadencji obecnych władz samorządowych. Swoją drogą - jak ten czas leci. Należy przyznać z uznaniem, że obiecywane zmiany w Brzesku przechodzą przez miasto jak huragan. Radni dotrzymują słowa, gdzie się człowiek nie obróci lawina zmian. Poprzedni radni jednogłośnie żyrowali nietrafne decyzje władzy wykonawczej, przyczyniając się do marazmu i stagnacji. Słusznie oburzeni tym stanem propagatorzy dobrej zmiany "ruszyli z posad bryłę świata". Żyjemy w innej rzeczywistości i tylko wredny kłamca może to kwestionować.

W Brzesku pasmo sukcesów. Ostatnim powodem do tryumfu jest... zaniechanie budowy parkingu przy dworcu kolejowym (sic!). Dowiadujemy się właśnie, że parking jest niepotrzebny. Przedstawcie sobie państwo, że tylko dzięki profesjonalności i wizjonerstwu naszych władz uniknęliśmy kłopotów, jakie miał ten nieodpowiedzialny "pracuś", burmistrz Bochni, który walczył o taką inwestycję, ale mu się nie powiodło. Nie wspominając o prezydencie Tarnowa, który wybudował parking...  na chwilę obecną za duży. To są argumenty mające świadczyć o operatywności naszych brzeskich władz, które wykazały gorliwą aktywność w braku aktywności i szczęśliwie nie pozyskały gruntów pod parking przy dworcu. W efekcie możemy być dumni, że "park&ride" przy dworcu kolejowym w Brzesku nie powstanie.

Jak widać, najlepiej nic nie robić, wówczas finezyjnie omija się pułapki i możliwości popełniania błędów. Proste? Proste jak drut. Ba. Niby tak, ale w ten sposób można równie udanie przedstawiać zasługi syna bezdzietnej matki. Niestety, ale - co proste - posiada swoją żelazną logikę, jak celnie zauważył mistrz Brzechwa.

    Gdy wierzgnąć kogoś koń chce,
    W tył wierzga, a nie w przód.
    To jasne jest jak słońce,
    To proste jest jak drut.

Podsuwam więc nieśmiało dryfującym brzeskim rekinom rozwoju kolejny powód do głoszenia sukcesu. Relatywnie czystsze powietrze - gdyż dzięki dowcipnie wydawanym warunkom zabudowy, budownictwo mieszkaniowe lokowane jest w...  strefach przemysłowych, skutecznie uniemożliwiając powstawanie nowych zakładów pracy. Stąd przedsiębiorcy szerokim łukiem omijają Brzesko, a część z jeszcze pozostałych pakuje walizki i ucieka oby jak najdalej. Czy chełpienie się tym, że się czegoś nie dopilnowało i nie zrobiło nie jest kpiną ze zdrowego rozsądku?

Spacer ulicami Brzeska i obserwacja rosnącej liczby wolnych lokali "do wynajęcia" po upadających przedsięwzięciach, to obraz zachodzących obiecywanych zmian na lepsze. W końcu w efekcie wytężonych wielogodzinnych maratonów sesyjnych radni - padając z wycieńczenia - poświęcają się dla nas, rozrywając włos na czworo wieńczą swe dzieła, z których wszyscy jesteśmy dumni. Otóż te pustoszejące witryny będące pozostałościami po działalnościach gospodarczych znajdują się nareszcie przy ulicach i placach mających słuszne nazwy!

Powody do przechwałek wynikają ze skwapliwego - jak komentują mieszkańcy "żyjący" sprawami gminy - "podpinania się" pod cudze inwestycje, bądź przekonywania, że inwestycje na które oczekują mieszkańcy są...  niecelowe! Łatwo dowieść, iż odpowiednio duży parking przy dworcu kolejowym, czy dworzec autobusowy są w naszym mieście zupełnie zbyteczne i stanowią wymyślne kaprysy. Za to dworzec z parkingiem we wsi w Sterkowiec broni się sam - to logiczne i równie oczywiste jak to, że "Kopernik była kobietą".

To ostatnie stwierdzenie - przy znanej atencji naszych władz do pań - okazywanych corocznym festiwalem imprez we wszystkich sołectwach, nie powinno budzić szczególnego zdziwienia. W końcu po to mamy władze, by tak doniosłe dla gminy sprawy jak "kwiatek dla Ewy" czy odwiedziny św. Mikołaja usuwały w cień inne mało znaczące - by nie rzec - banalne tematy. Spotkania są sympatyczne i miło, że MOK je organizuje, w końcu która kobieta nie lubi kwiatów? Nawet zrzędząca jędza topnieje na ten widok, a gdy jeszcze wręcza je wszędobylski dżentelmen z muszką i we fraku - to już pełny "odjazd".

Jednak to są jedynie miłe "igrzyska". Czy radni i burmistrzowie nie mają ważniejszych spraw? Gospodarka przestrzenna, rozwój przedsiębiorczości, sprawny system komunikacji zapewniający mobilność dla dojeżdżających do pracy - to nieistotne "pierdoły" i władze o tym wiedzą. Mój przeuroczy sąsiad obstawia "w ciemno", że brak wniosków na unijne dofinansowanie na inwestycje, zostanie przedstawiony jako... kolejny sukces racjonalnego gospodarowania. Będzie to swoisty "stress test" dla finansów gminy, który jak zawsze zdamy na szóstkę z plusem. I radni obdarują się za to nawzajem jakimiś wymyślnymi statuetkami na wspaniałej gali.

Żyjemy w konwencji powieści Josepha Hellera "Paragraf 22". Opary absurdu, w jaki jesteśmy wepchnięci, wiernie oddają poniższe cytaty:

"Ojciec majora Majora był trzeźwo myślącym bogobojnym człowiekiem. Jego specjalnością była lucerna i żył z tego, że jej nie uprawiał. Rząd płacił mu dobrze za każdy korzec lucerny, którego nie zebrał. Im więcej lucerny nie zebrał, tym więcej pieniędzy dostawał od rządu i za każdy zarobiony grosz kupował ziemię, aby zwiększyć ilość nie uprawianej lucerny. Ojciec majora Majora pracował bez wytchnienia nad nieuprawianiem lucerny. Długie zimowe wieczory spędzał w domu nie naprawiając uprzęży i codziennie skoro południe zrywał się z łóżka, aby dopilnować czy nic nie zostało zrobione. Stał się najpoważniejszym nieproducentem lucerny w okolicy."

"Kapelan zgrzeszył i czuł się dobrze. Zdrowy rozsądek podpowiedział mu, że kłamstwo i uchylanie się od obowiązków jest grzechem. Z drugiej strony każdy wie, że grzech to zło i że dobro nie może pochodzić od zła. On tym czasem czuł się dobrze, więcej, czuł się zdecydowanie cudownie. A zatem wynikało z tego logicznie, że kłamanie i uchylanie się od obowiązków nie może być grzechem. Kapelan w przebłysku boskiego natchnienia opanował jakże użyteczną technikę dorabiania teorii do praktyki i był zachwycony swoim odkryciem. To był cud. Bez większego wysiłku można było przekształcić występek w cnotę, oszczerstwo w prawdę, impotencję w abstynencję, bezczelność w skromność, rabunek w filantropię, złodziejstwo w zaszczyt, bluźnierstwo w mądrość, brutalność w patriotyzm i sadyzm w wymiar sprawiedliwości. Każdy mógł to robić; rzecz nie wymagała specjalnych zdolności."

I tak trzymać.
Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com