Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Jak jest ?  (Zofia Mantyka)  2015-10-21

Uwielbiam oglądać w internecie Mariusza Maxa Kolonko z jego programami "zza wielkiej wody", który dowcipnie pokazuje - "jak jest". Dodatkową wartość samą w sobie stanowi autor - moim zdaniem - przystojny i męski facet, co nie jest elementem niemiłym. Porusza ciekawe spektrum tematów, które i śmieszą i straszą. Można oczywiście z nim się zgadzać bądź nie, ale nie sposób przejść nad jego komentarzami do porządku, bez refleksji czy nawet zadumy.

Pamiętam złośliwe określenie zakompleksionych "strasznych mieszczan", którzy chcąc się koniecznie jakoś dowartościować, zwykli mawiać - "chłop ze wsi wyjdzie, lecz wieś z chłopa nigdy". Abstrahując od klasyfikowania ludzi na lepszych i gorszych, będącego zawsze paskudnym, by nie rzec podłym procederem, powiedzenie to okazuje się niestety dość trafne w przypadku niektórych polityków, nie potrafiących "usiedzieć na ....". Już chciałam nawet próbować uwierzyć, że kolejna przemiana "wilka w owcę" jest możliwa i choć trochę autentyczna, a tu masz! Po amerykańskim występie jednego "wilka", nagle jak dżin z butelki wyszedł z jamy następny, który niczym miłosierny Samarytanin postraszył rodaków pierwotniakami i pasożytami, utwierdzając mnie kolejny raz w przekonaniu, że należę do lepszej rasy. 

To wyjątkowo ucieszne, że największymi atutami w wyborczych zapasach bywają jegomoście z przeciwnych obozów, którym temperament polityczny nie pozwala stać z boku sceny, oni koniecznie chcą błyszczeć na jej środku. Mam wrażenie, że szefowie "chwilowo zjednoczonej" prawicy nie przysparzają jej w nadmiarze wyborców. Ta partia jeśli wygra, to nie ze względu na program prezentowany przez wodzów, w którym centralne miejsce zajmuje Św. Mikołaj z łatwością spełniający nasze życzenia, ale dlatego że ludzie po prostu mają już dość obecnego stanu i chcą zmiany. Z kolei szefowie tonącej platformy są tak spanikowani i chaotyczni, że lepszego sprzymierzeńca w walce o władzę ich przeciwnicy nie mogli sobie wymarzyć. Opowieści i przechwałki dowódców tonącej łajby są wiarygodne i przekonywujące jak to ich Pendolino, które wozi wiatr, a powinno chyba ludzi.

Miałam odrobinę nadziei, że między dwoma największymi ugrupowaniami politycznymi jest jednak jakaś znacząca różnica i hasła typu "naprawmy Polskę" choć trochę mogą mieć sens. Nie, nie da rady. Jedni i drudzy za grosz nie mają klasy. Zachowują się jak przekupki na targu - przy okazji przesyłam uszanowanie tym zacnym paniom z targowisk, gdyż ich sposób bycia pasuje do wykonywanej pracy i gdzież im tam do pretendowania na mężów stanu. Specyficznie pojmowana kindersztuba, a właściwie jej brak to - jak widzę - elementarny warunek funkcjonowania w stworzonym przez politycznych tuzów bipolarnym świecie. Kłamstwo jest używane jako przyzwoity argument. Teraz nikt się nie wstydzi już niczego. Nawet wyrażania niepohamowanych emocji. A przecież emocje to cecha, która winna dyskwalifikować kandydatów na dyplomatów czy mężów stanu. Oni zabiegają jedynie o interesy swoich partyjnych klanów w wykreowanej partiokracji spychającej obywateli do roli przedmiotów i prekariuszy.

Osobiście mi nieswojo, ale ostatnio wręcz rzuca się w oczy, jak wiele stanowisk przejęły kobiety. Od nas pań dosłownie aż się roi w polityce i na eksponowanych stanowiskach. Trzymam kciuki za kobiety, lecz jednocześnie trochę się martwię, bo jakoś nie zmieniamy "tego najlepszego ze światów". Staropolskie przysłowie mówi "kobiety łagodzą obyczaje", a nasze znamienite panie niestety zdają się o tym zupełnie nie pamiętać, jakże często mówią o sobie per "ona", zamiast pani. Nie wiedzieć czemu, uparcie postponują zajmowane stanowiska czy funkcje. Obawiam się, że raczej nie wynika to z roztargnienia. Wszystko już tak się spolaryzowało, że nie rozpatruje się szczegółowych racji, ważne jest osiągnięcie zaplanowanego efektu i celu. Sumienie i zasady dobrego wychowania nie są tu potrzebne. Negując - i słusznie - gender, zachowania przyjmujemy takie, jakbyśmy chcieli go jednak propagować i nagle zapominali z czym się nie zgadzamy.

I oby tylko puenta nie była podobna jak u J. Przybory:

"(...) przyjaciel, który będzie referował moją sprawę, ma duże szczęście do kobiet. Dotychczas się nie ożenił!"

Członkowie obu rywalizujących partii to zdeklarowani "ludzie prawicy", obnoszący chwalebnie swoje odciski od styropianu, licytując się kto jest bardziej zasłużony. Wizję gospodarki mają w sumie również dość zbliżoną, czyli kolesiowski kapitalizm z udawaną ludzką twarzą i mniejszym lub większym interwencjonizmem państwowym. Ostatnio, ratując kopalnię Brzeszcze poprzez "wepchnięcie" jej pod Tauron, przyjęto warunki górniczych związków, czyli: barbórki, trzynastki, czternastki, deputat itd. Tauron dostanie pieniądze na pokrycie strat i górnicze płace od...  podatników. By było zupełnie jasne - to my podatnicy kupujemy Brzeszcze!!! Ceny za energię już teraz mamy wyższe niż na Zachodzie. Na początek - szukając 500 milionów - każdej polskiej rodzinie wyjmą z kieszeni po kilkadziesiąt złotych. A następny rząd za ten przedwyborczy numer dopisze nam do rachunków za energię może nawet i do stu złotych miesięcznie. A jak premierem zostanie córka górnika, no to...  zobaczymy.

Jedni i drudzy dzielnie klęczą na kolanach przed klerem z tym, że ci na których podobno głosują wyborcy "z dużych miast" udają, że tylko na jednym. Tak naprawdę to oni przecież prawie niczym się od siebie nie różnią. Nowe cudowne pomysły jak archimedesowski okrzyk "Eureka!" w odniesieniu do podatku od sklepów wielkopowierzchniowych to kolejny kit. Paradoksalnie to rozwiązanie może jeszcze dodać wielkim grupom handlowym skrzydeł! Przecież wielkie sieci już rozwijają sieć sklepów convenience typu Żabka Polska. Czyli gniewnie walcząc z interesami korporacji i banków możemy jeszcze głębiej wpychać gospodarkę w zakamuflowany neokolonializm. Rozmawiam ze znajomymi i oni mówią, że nie mają na kogo głosować! To taki swoisty galimatias - poważni, porządni, zatroskani i odpowiedzialni obywatele, nie sugerujący się propagandowymi błyskotkami znaleźli się w kłopotliwym położeniu. Z przerażeniem obserwujemy jak na naszych oczach w sprytnie wykreowanym duopolu zajadle "dożynają się dwie watahy". Zatem - jak jest? Cholera, nie wiem.

Tak zupełnie na marginesie, bo przecież nie jest to jakoś szczególnie istotne i można by to potraktować jedynie jako fidrygasy, ale jednak niezbyt to zrozumiałe i dość dziwne. Jak się stało, że z topowej obecnie partii z pięknymi brzeskimi tradycjami nie ma kandydata z Brzeska próbującego zastąpić w sejmie naszego posła, który nas osierocił i wyemigrował do Brukseli? Tak liczne środowisko rodzimych działaczy owej partii nie umieściło na liście nikogo spośród siebie. Całe miasto udekorowane jest miłymi podobiznami kandydatek i kandydatów pochodzących spoza naszego powiatu. Chyba trochę szkoda, gdyż stare powiedzenie "bliższa koszula ciału" nie jest niemądre. Był czas, że mieliśmy "od nas" nawet dwóch posłów jednocześnie i naszych sąsiadów wówczas aż skręcało z zazdrości, a teraz oddajemy pole walkowerem. Dlaczego? Nie mogę uwierzyć, że nasi działacze mają aż tak niską samoocenę by nie móc ubiegać się o mandat poselski.

Ostatnio w związku z Dniem Nauczyciela pojawiło się w prasie mnóstwo artykułów i ciekawostek, poświęconych tematyce szkolnej. I tak mogliśmy przeczytać, że Chińczycy rozpoczęli studia w Tarnowie na wydziale... teologicznym, ruszył projekt "Made for China" w ramach którego diecezja chce zapraszać młodych katolików z Chin do studiowania teologii. Środki na realizację projektu mają pochodzić z datków wiernych. Dla równowagi w naszych Domosławicach dzieci uczą się...  chińskiego z panią Man Li, żmudnie wkuwając trudne słówka. Widać wyraźnie, że o wiele bliższy nam daleki wschód niż bliski wschód i zdecydowanie milszy i bezpieczniejszy wydaje się być taoizm, konfucjanizm czy buddyzm od ekspansywnego islamu.

Aby już było zupełnie światowo, to okazuje się, że - i tu cyt. za jednym z tygodników - "podczas tegorocznych wakacji osiemnastu nauczycieli brzeskiej szkoły doskonaliło znajomość angielskiego w brytyjskich placówkach". Rzecz sama w sobie dość zwyczajna, ale jak czytamy dalej - język Szekspira doskonalili nauczyciele nie będący anglistami, lecz specjaliści od innych przedmiotów, zatem tylko patrzeć jak niebawem będą uczyć fizyki czy języka polskiego po... angielsku. Planuje się ponoć w przyszłym roku szkolnym otwarcie klas pilotażowych nauczających po angielsku przedmiotów ogólnych i zawodowych. No i proszę, może zatem przyjadą do nas angielskie dzieci i diametralnie odwrócą tendencje migracyjne? Należy mieć nadzieję, że efekt tych doskonalących peregrynacji językowych nie będzie podobny jak u nieodżałowanego, wymienianego już w tym tekście J. Przybory:

"Pan zna angielski?
  Osobiście nie. Ale słyszałem dużo dobrego."

Jak widać budżet polskiej oświaty stać na rozmaite, niekiedy dość ekstrawaganckie pomysły. Tylko ci wiecznie sfrustrowani pracownicy szkół - nie wiedzieć czemu - bywają jacyś rzadko zadowoleni. A przecież nowatorskie metody pracy w szkołach to obecnie chleb powszedni. Niejaka Debby Heerkens z Holandii na lekcji biologii zrobiła niecodzienny striptiz i zaprezentowała się uczniom w spreparowanych legginsach i koszulce z precyzyjnie namalowanymi mięśniami, aby właśnie tak uczyć anatomii. Z zazdrością konstatuję, iż gdybym była nauczycielką to i tak niestety z uwagi na nieco inne parametry, nie mogłabym skorzystać z takiej brawurowej techniki pracy. Wracam przy okazji sentymentalnie do mojego nauczyciela pracy-techniki i bardzo żałuję, że dawniej uczono niestety bardzo schematycznie i tradycyjnie. Czasami szkoda, ale "to se ne vrati, pane Havranek" i w ogóle co to była za szkoła, nauka i dyscyplina, nie to co dzisiaj. Laptopy, jakieś elektroniczne tablice i dzienniki - tylko patrzeć, a niebawem kreda będzie się uczniom kojarzyć jedynie z okresem ery mezozoicznej.

Zatem wróćmy do naszego pytania - jak jest? Zwariowanie. Wszystko staje na głowie. Jedni krzyczą, że dookoła ruiny, adwersarze iż Polska to eden, a jeszcze inni, że trzeba to wszystko roz........, bo jak tu panie żyć? Może warto przy okazji przypomnieć słowa ekonomisty C.F. Bastiata - "Wszyscy chcemy żyć na koszt państwa, ale zapominamy, że to państwo żyje na nasz koszt". I tu jest "pies pogrzebany", bowiem są tacy, którzy wyśmienicie żyją na koszt państwa, wykorzystując wszystkie stworzone możliwości i tacy, których państwo wyciska jak cytrynę. Pytanie, których jest więcej?
 
Do zobaczenia przy urnie, zawsze mimo wszystko to lepsze, niż do zobaczenia...  w urnie.

Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com