Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Gminne gierki polityczne  (Zofia Mantyka)  2015-09-09

Zadziwiające są niektóre "problemy", a może nawet bardziej sposób w jaki próbuje się je rozwiązywać. Spora grupa moich znajomych obserwuje z zakłopotaniem wzajemne napaści stronników różnych frakcji w poszczególnych gminach brzeskiego powiatu. Moi "informatorzy" to ludzie, którzy żywo interesują się różnymi wydarzeniami i wzajemnymi przepychankami. Ich zdaniem palmę pierwszeństwa w tych gminnych gierkach bezdyskusyjnie dzierży gmina Dębno.

Po "sławnych" - jak się niektórym wydaje - "trzech groszach" w najlepsze trwa zażarta walka o... no właśnie, tak naprawdę o co? Dla przeciętnego człowieka te lokalne kłótnie są praktycznie nieczytelne. Odbywająca się licytacja, który z wójtów jest gorszy, to kpina z samych siebie. Jakby nie patrzeć, to przecież kiedyś był, bądź obecnie jest wójt wybrany przez mieszkańców tej gminy. Cała awantura jako żywo przypomina świetną ponadczasową piosenkę Wojciecha Młynarskiego "A wójta się nie bójta" - z jej frazą:

 "Nie wiadomo, kogo bardziej trza się bać, czy tego wójta
 co na ludzi grzmi, czy tych facetów z całkiem innej wsi"

Naiwna wiara w to, że nowy będzie lepszy od poprzedniego jak widać raczej niekoniecznie musi się sprawdzić w praktyce.  A już fakt, iż dwór poprzednika z dużymi oporami odnosi się do nowych dworzan i najchętniej ugościłby ich zatrutym napojem jest poza dyskusją. Jest jasne, że umarł król, a więc niech żyje król i co równie oczywiste - z nowymi faworytami, bo takie niestety jest życie. Ponoć obecny "monarcha" z uwagi na swoją ignorancję dokonał przemieszczenia większości pracowników tak, aby broń Boże nie zajmowali się tym, co robili dotychczas i na czym choć trochę się znali.

Dostali nowe obszary i zadania w których się niezbyt orientują. Trzeba przyznać, że to ciekawe i niekonwencjonalne podejście, mające gwarantować władcy karność w zespole i - jak twierdzą niektórzy - sposób na ukrycie własnych deficytów. Obsadzanie kluczowych stanowisk w urzędzie również wywołuje liczne komentarze. Złośliwi recenzenci uważają, że dużo ważniejsza jest lojalność wobec szefa i partyjnych struktur niż wiedza merytoryczna. Nie pierwszy to jednak przypadek doboru kadr w urzędach według takiego klucza. W Polsce jest to w końcu praktyka powszechna, więc bardzo się dziwię tym, którzy się dziwią.

W innych częściach powiatu mamy też oryginalne sytuacje. Na północy jest monarchia absolutna w Szczurowej, czy prawie absolutna w Borzęcinie. W gminach tych panuje system totalitarny i dlatego jest tam wzorowy porządek. Nikt nikogo nie zwalcza, nie podgryza, podobnie jak nie przymierzając w Korei Północnej, gdyż nikt nie chce by - jak w wymienionej piosence Młynarskiego - "leciały krnąbrne głowy; rach ciach ciach".

Zatem w tych gminach praktycznie nie ma problemów, ludzie żyją potulnie, pławiąc się w swoim dobrobycie z nabożnym okrzykiem "Ave Cezar". Władcy troskliwie doglądają swoich trzódek, sprawdzają długość łańcuchów skrupulatnie regulując ich naciąg i urządzają od czasu do czasu imprezy rozrywkowe. Imperatorowie - jak to zwykle bywa - chętnie wtrącają się w sprawy sąsiadów i co rusz wywołują w gminie Brzesko coraz to nowe pola konfliktów. A jak wieść gminna niesie, ponoć darzą brzeskiego włodarza szczególną sympatią.

Sama gmina Brzesko i bez tego ma masę problemów, gdyż "stan kasy" nagle wzbudził trwogę radnych, którzy - i to jest bardzo wymowne - przez tyle lat zgodnie i jednogłośnie przyjmowali budżet. Absolutorium z wykonania budżetu również kwitowali w ten sam sposób, zakładając tym samym gminie przysłowiową "pętlę na szyję". Niestety, ale obecne zaniepokojenie i alarmistyczne teksty to istny "taniec wariata" z archimedesowskim okrzykiem "Eureka!". Jeśli stan zadłużenia gminy jest istotnie tak dramatyczny jak twierdzą, to nie tylko burmistrz, ale również cała rada jako organ stanowiący i kontrolny ponoszą za to pełną odpowiedzialność.

W efekcie może dojść do zarządu komisarycznego, a nasi wspaniali złotouści wybrańcy mogą znaleźć się poza urzędem. I nie pomoże nawet BIM i zaprzyjaźnieni redaktorzy, którzy zaklinając rzeczywistość będą nas uparcie przekonywać, że jest klawo jak cholera. Mam nadzieję, że przedstawiany obraz zapaści finansowej jest przerysowany i jednak do takiej sytuacji nie dojdzie. Będziemy zatem pewnie nadal świadkami kolejnych spektakularnych sukcesów na niespotykaną skalę. Pytanie tylko jak długo?

Na południu w Iwkowej po uprzednich turbulencjach sytuacja ponoć względnie się ustabilizowała, wójt okrzepł i niestraszne mu nawet cmentarne osuwiska, z którymi - jak niektórzy wieszczyli - miał się sam "osunąć". Żyją sobie względnie spokojnie niczym w Kopydłowie. Raczą się walorami śliwki w jej rozlicznych formach oraz radują innymi atrakcjami regionu. Jak widać, po burzach pojawiła się tęcza i wychodzi słońce - oczywiście do następnej burzy.

W Czchowie krajobraz po długotrwałej wojnie jest nader oczywisty. Opozycyjne niedobitki niczym ranni partyzanci błąkają się tu i ówdzie szepcząc o rebelii, której możliwość zaistnienia jest równie prawdopodobna jak w putinowskiej Rosji. Burmistrz opierzył się już tak mocno, iż niebawem dołączy do sposobu sprawowania władzy charakterystycznego dla gmin z północy powiatu. A partyzanci koczując przy leśnych ogniskach snują upojne sny o potędze.

I wreszcie Gnojnik, gdzie "gołowąs" dość łatwo potrafił utrzymać zdobytą władzę i wzmocnić swoją pozycję, rozgrywając umiejętnie lokalne nastroje. W bokserskim stylu zapędził do narożnika swoich przeciwników, którzy wyraźnie się pogubili i stracili ochotę do rywalizacji. Niektórzy wyemigrowali do innych samorządów, a pozostali zastygli w oczekiwaniu na lepsze czasy.

We władzach powiatu po bardzo burzliwych drzewiej latach panuje dostojna sielanka. Przypomina to trochę wyższą izbę polskiego parlamentu. Radni niczym szacowni senatorowie kulturalnie dywagują nad różnymi kwestiami i jeśli wierzyć protokołom z obrad sesji, panuje tam wytworna elegancja. Gdzie te czasy, gdy co rusz dochodziło do iskrzących polemik i wojennych filipik? Po ostatnich wyborach podobno brakuje już fajterów o temperamencie posła Niesiołowskiego czy Palikota. W dodatku w sytuacji gdy nasz poseł "zostawił był" lokalne sprawy i wyemigrował do Brukseli, temperatura politycznych rozgrywek wyraźnie opadła.

Nawet wybory do sejmu i senatu na ziemi brzeskiej straciły swój poprzedni impet. Kogo dzisiaj interesuje, że poprzedni burmistrz Brzeska i poseł wykonując polecenie partyjne bez cienia entuzjazmu, musi obecnie startować do sejmu. Że nasza radna wojewódzka będąca lokomotywą wyborczą do sejmiku małopolskiego, dostała odległą lokatę na liście do sejmu, co zapewne skutecznie ograniczy jej zapał. W efekcie z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż czasy gdy mieliśmy posłów i senatorów z naszego podwórka przechodzą do historii.

No cóż, wielka polityka spycha nas do kąta. Czy to źle? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć ile zyskaliśmy na tym aktywnym zaangażowaniu politycznym naszych samorządowców. Czy nie lepiej by rzetelniej zajmowali się "przyziemnymi" sprawami lokalnymi? Nie wiem czy wykonywali "dyrektywy odgórne"? Czy też zżerająca ich ambicja podsuwała im kuriozalne pomysły podejmowania przedziwnych apeli, z których już nieraz dworowałam? Nie można niestety wykluczyć, iż niektórzy radni będą teraz kierować apele... do Brukseli, a co - w końcu mamy tam swojego człowieka.

Zofia Mantyka
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com