Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Czas na zmiany?  (Zofia Mantyka)  2015-05-26

No i stało się, naród zdecydował.

"Irytują mnie Twoje poglądy, ale byłbym w stanie oddać życie, abyś mógł je głosić" - to dewiza ludzi szlachetnych. Tylko czy u nas jesteśmy w stanie ją przyjąć? Nasza polska subwencjonowana demokracja ma już ponad 25 lat. Czy przez ten czas nauczyliśmy się ze sobą dyskutować? Niestety - moim zdaniem - z roku na rok jest coraz gorzej. Dlaczego? Może dlatego, że jak głoszą "antysystemowcy" z jednej strony mamy propagatorów mafijno-złodziejskiego układu rządzącego krajem w III RP, a z drugiej bez mała dyktaturę "katotalibanu". Czy po wyborach będziemy jeszcze bardziej skłóceni i podzieleni? Coraz powszechniej głoszony jest pogląd, że Polską zawładnęli byli funkcjonariusze służb. Filmy Pasikowskiego "Psy" kapitalnie to ilustrują, odsłaniając jedynie wierzchołek góry lodowej. Podobno wielu ludzi na wysokich krzesłach to zakładnicy byłych służb dla których metody szantażu czy zastraszania to podstawowe narzędzia. Czy mogło być inaczej?

To już z obecnej perspektywy pytanie raczej z kategorii retorycznych. Ludzie komunistycznej opozycji na których są "kwity", niestety nie mieli i nie mają odwagi przyznać się, że zrobili coś, czego zrobić nie powinni. Gdyby tak po ludzku wyznali "popełniłem błąd", "nie wytrzymałem presji", być może żylibyśmy w nieco innej Polsce. No tak, ale wówczas nie mieliby żadnej gwarancji, że będą mogli zajmować lukratywne stanowiska. Obok żądzy posiadania jest to niestety jedna z przyczyn, iż niejednokrotnie są oni marionetkami wykonującymi polecenia udając, że rządzą. Pewnie dlatego tak wiele zasobów jest rozkradanych lub rozmyślnie niweczonych. No cóż, ich zdaniem "Polska istnieje jedynie teoretycznie" i w dodatku bezczelnie twierdzą, że "za sześć tysięcy pracować może jedynie idiota". To miłe co prywatnie myślą o naszym kraju i jego obywatelach. PO, PSL i SLD mają świadomość, że z sienkiewiczowskiego płótna obrazującego kraj trzeba urwać ile się da, dopóki się da.

Po drugiej stronie mamy graczy z PiS, czyli opozycyjne uzupełnienie "bandy czworga" - jak ich pieszczotliwie nazywają antysystemowi "korwinowcy" i "kukizowcy". Ich działania mają sprawić, aby znowu mogli dorwać się do tortu. Większość z gracją słonia w składzie porcelany próbuje zawrócić bieg Wisły. Jaka jest szansa na racjonalne zmiany? I jakie to będą zmiany? Nagle okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni wszyscy chcą zmian. To są jakieś "kosmiczne jaja". W gronie najaktywniejszych pojawiają się również ci, którzy od lat rządzą. Czy chcą nam wmówić, że się wczoraj urodzili? Powtarzają kretyńskie bon moty, iż są "za a nawet przeciw". Naśladują "klasyka falandyzowania", który w czasie swej prezydentury zapytany przez dziennikarza - co zrobi jak powstanie zbiorowy ruch przeciwko jego władzy? Odpowiedział rzeczowo, że... stanie na jego czele! Ciekawe, że ludzie chcący uchodzić za mentorów mogą pleść takie androny.

A propos andronów, gdy słyszę, że nasze wojsko po raz drugi zgubiło drona, to moje poczucie bezpieczeństwa jest porównywalne z odczuciami pacjenta oczekującego na operację, którą będzie wykonywał student medycyny w szpitalu w Łapach Dużych. Ignorancja i amatorszczyzna jest obezwładniająca. Od góry do dołu odbywają się spektakle kretyńskich działań, przy których sceny z "Misia" są ewidentnie z tego samego scenariusza. W każdym normalnym demokratycznym państwie w którym istnieją w miarę wolne media, nasi "ojcowie opatrznościowi" po takich numerach jakie non stop wycinają, zostaliby "zlinczowani publicznie" i przeszli do niebytu. Ostatnio straszeni jesteśmy - nie wiedzieć akurat czemu - średniowieczem. Czy mamy powody do obaw, że grozi nam "dyktatura ciemnogrodu"? Ciekawe jaki będzie przekaz informacyjny i kontakt ze społeczeństwem? Najbliższe miesiące pokażą kierunki zmian. Ale zostawmy te refleksje, na które - jako jednostka - praktycznie nie mamy większego wpływu.

Kreatywność i świeżość pomysłów na brzeskim podwórku może przyprawić o przysłowiowy "zawrót głowy". Jak bowiem racjonalnie ocenić inicjatywę tworzenia kolejnego bytu przy Radzie Miejskiej, tzw. Rady Seniorów.(więcej») Organizacje pozarządowe i stowarzyszenia zrzeszające mieszkańców w rozmaitych formach organizacyjnych stwarzają możliwości wszystkim tym, którzy chcą być aktywni. W znakomitej większości ludzie ci mogą tam realizować swoje pasje w zależności od własnych upodobań. Również i młodzi - o ile tylko chcą - teoretycznie mają takie możliwości. No właśnie - o ile wiem, istnieje (względnie istniał) twór będący Młodzieżową Radą Gminy. I co z tego wynika...   Zupełnie nic, czysta fikcja. Jaką istotną, zrealizowaną inicjatywą może się to ciało pochwalić? Po co w ogóle powstają takie twory?

Przypuszczam, że jedynie dla statystyki, względnie dla realizacji ambicji kogoś "nawiedzonego". Młodzi ludzie mają możliwość, aby "pobawić się w radnych". Z edukacyjnego punktu widzenia może to i ma jakichś sens. Tylko, że to sztuka dla sztuki. Przeczytałam niedawno na portalu pismo młodych ludzi, którzy zwrócili się do władz miasta z pomysłem utworzenia jakiegoś "placu do siłowych ćwiczeń sportowych na wolnym powietrzu". Szkoda, że "Rada Młodych" śpi, bo to właśnie byłoby doskonałe ciało do promowania takich inicjatyw. Czy mieliby szansę na sfinalizowanie pomysłu, to inna sprawa.

Mam nieodparte wrażenie, że do postulowanej Rady Seniorów aspirowaliby ludzie, którym być może nie udało się zostać radnymi, względnie kiedyś już nimi byli. Niezaspokojone ambicje to często drożdże na których wyrastają różne mniej lub bardziej dziwne pomysły. Uczestnictwo w Radzie Seniorów cieszyłoby się większym zainteresowaniem niż "zabawa" w radę młodych. Młodzi gdy widzą, że coś jest zwykłą "wydmuszką", szybko to "olewają" - najzwyczajniej szkoda im czasu na udawanie, że mają na coś wpływ. Natomiast emeryci - przy całym szacunku dla wieku - łudzą się, że może jednak są ważni i że ktoś doceni ich doświadczenie i mądrość. A jeśli jeszcze przy tym władza umiejętnie ich połechta, to zachowują się bardziej naiwnie niż dzieci.

Akurat ta inicjatywa być może znajdzie uznanie wśród władz. Gdzie jak gdzie, ale u nas im bardziej nieproduktywny pomysł, tym paradoksalnie większa szansa na jego realizację. Powstanie dyskusyjnego klubu "wesołych emerytów" będzie kolejnym miejscem do przelewania z pustego w próżne. A wspaniałym zwieńczeniem ich jakże znaczącej aktywności może być uhonorowanie jakimś powiedzmy... medalem na wstędze, czy inną tego typu "błyskotką", którą obdarowani przyjmą z największym wzruszeniem, porównywalnym jedynie z niekłamaną radością dziecka, gdy dostaje lizaka.

Zapytana niedawno co myślę o wyborach, zaczęłam nieporadnie mówić, iż jestem trochę zniesmaczona poziomem prezentowanym przez kandydatów. I, że według mnie to bardzo smutne, aby w 38 milionowym kraju nie można było znaleźć kandydatów, którzy posiadaliby atrybuty prawdziwych mężów stanu, za których nie musielibyśmy się wstydzić. Którzy byliby w stanie zapanować nad tym, co robią i ważyli wypowiadane słowa. Tu mój rozmówca zrobił wielkie oczy: "O czym ty do cholery mówisz? Mnie chodzi o wybory, którymi żyje nasza gmina. A u nas wyborami rozpalającymi namiętności są wybory sołtysa w Jasieniu. To z tej przyczyny zwołano już przecież drugą specjalną sesję. Zrozum, zaangażowanie i powaga z jaką nasi radni poświęcają się tej niesamowicie ważnej sprawie powoduje, że wybory prezydenta kraju pozostają głęboko w cieniu". Bieg i ważność spraw są charakterystyczne dla swoich miejsc i czasów.

W historii ludzkości były postaci, o których mało kto dzisiaj pamięta i to pomimo, iż oddali życie za swoje poglądy. Choćby ksiądz poliglota William Tyndale, który w ankiecie BBC z 2002 roku znalazł się na liście 100 Najwybitniejszych Brytyjczyków wszech czasów. W XVI wieku przełożył Biblię z oryginalnych języków: hebrajskiego i greckiego na angielski. W efekcie został uśmiercony za "herezję", bo ośmielił się uważać... że droga do Boga prowadzi poprzez Jego słowo i dlatego - według niego - powinno być ono dostępne dla wszystkich. Samo przetłumaczenie Biblii na język narodowy było uważane wówczas za zamach na autorytet Kościoła. Czas płynie bardzo dynamicznie i teraz mamy zupełnie inną rzeczywistość. Obecnie "kobiety z brodami" wygrywają i prowadzą festiwale Eurowizji, a osoby okazujące oznaki niezadowolenia takim stanem rzeczy mogą niebawem ponosić odpowiedzialność karną za swoją postawę. Świat się zmienia i nieodparcie pojawia się pytanie - jakie są granice postępujących zmian?

Wreszcie na koniec taka drobna uwaga dedykowana dla starej "nowej władzy", czy jak kto woli - nowej "starej władzy", wykazującej determinację do dokonywania zmian. Chrześcijaninem nie jest ten, kto mówi tak o sobie, ani nie ten kto chce być postrzegany jako chrześcijanin, tylko ten, który naprawdę naukę Chrystusa stosuje w swoim życiu. Mam nadzieję, że nie jest to herezja i że tak myślący nie skończą jak poczciwy William Tyndale.

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com