Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Monika Legutko  ( ) 



Monika Legutko


List

Panie Jezu piszę do Ciebie list
z zapytaniem
czy mógłbyś dziś do mnie przyjść
tak na chwilkę?
Porozmawiać, posiedzieć, coś zjeść,
tak zwyczajnie
by przez moment łatwiej było mi znieść
rzeczywistość.
I zrozumieć ten bezmiar zła i podłości,
ciągłe kłamstwa, oszustwa, odwrócenie wartości…
Łzy od dawna nie płyną,
A do walki sił brak, świat na głowie dziś stoi,
jak to skończy się? Jak? Powiedz!
Czy to wszystko naprawdę musi się stać?
Czy wytrwamy, by swym życiem świadectwo znów dać?!
Prawdzie…
Tego nie wiem, lecz pytanie swe ponawiam i czekam,
z odpowiedzią proszę nazbyt długo nie zwlekaj.
Tylko przyjdź!

P.S.
W wolnej chwili. Adres wciąż ten sam…

6.06.2012 r.
Od admina: Miło mi poinformować, że jest to debiut poetycki Moniki.

Buda

Mówisz szkoła - myślisz nuda,
szara, stara, głupia buda.
Już nie pośpisz do południa,
mama wrzeszczy wstawaj!  Siódma!
Łyk herbaty, kromka chleba,
i do szkoły spadać trzeba!
Co sił w nogach biegniesz znów,
lecz nie po to byś był zdrów.
Lecz by tajną wiedzę posiąść,
niech nie mówią żeś jest osioł!
Żeś uparty i powolny, do nauki mało zdolny.
Że ci w głowie tylko siano,
z rzadka jakieś tam kolano- koleżanki twej oślicy,
która stojąc przy tablicy, znaki daje ci z kopyta.
Ratuj! Ktoś tu o coś pyta!
Cóż za niefart, ciężka sprawa, bo choć chęci masz bez liku,
nie pomożesz ani trochę, mądrość twoja dziś w zaniku…
Trochę głupio ci przez chwilkę, tak i przed nią, jak przed sobą,
że na razie tajna wiedza nijak nie jest twą ozdobą!
Obiecujesz sobie w sercu, że się weźmiesz do roboty,
już od jutra, na 100 %, że odpuścisz sobie ploty.
Kompa, gierki, gadu-gadu, może nawet i fejsbuka -
priorytetem już od jutra jest dla ciebie co? - nauka!
Bo choć siano bardzo dobre, szczerze głośno dzisiaj powiedz!
Nawet osioł chciałby poznać, jak smakuje słynny owies.

9.09.2012 r.

Na kolanach

Polsko-dziś niewolnicą jesteś znów
w kajdany fałszu zakuta!
Korona już dawno sprzedana na wschód
i czerwień twej flagi zatruta!
Biały orzeł żywcem obdarty z piór,
zawstydzony wciąż biega bez celu.
Nie poderwie do lotu swych skrzydeł do chmur,
lecz zatacza się niby gość na weselu…
Naród śpi, a Ojczyzna pogrążona w rozpaczy,
berło dzierży dziś żmijowe plemię!
I uderza nim mocno upijając bogaczy,
patrząc jak polska krew wsiąka w ziemię.
Ty, co skulona w dłoniach chowasz twarz,
już nie krzyczysz, nie płaczesz, lecz znikasz…
Rzuca Cię na kolana jokerowa straż,
Ty ze strachu trzęsiesz się jak osika.
Gdzie Twa duma, odwaga i wiara? No gdzie?
Czy na darmo Wolność swą wywalczyłaś?
Prędko! Obudź się! Zakończ ten koszmarny sen!
Bezmiar męki swej już dopełniłaś!
Hej Narodzie! Podnieś głowę swą
i z kolan wstań powoli!
W ramionach Boga cicho utul się, posłuszny Jego woli.
Wytrzymaj jeszcze kilka chwil, przyoblecz tarczę w nadzieję!
Módl się i pracuj, a lada dzień nadejdzie wyzwolenie!

11.11.2012 r

Kura domowa

Słońce wstało, kogut zapiał-
rozpoczyna się terapia!
Skocz po bułki, zrób śniadanie,
w międzyczasie nastaw pranie!
Młode odstaw w progi szkolne,
kogut w pracy- wreszcie wolne!
Kurnik pusty, spokój, cisza,
znów zacięła mi się klisza.
Czy to dzisiaj? Stop. Zaćmienie.
Nie pamiętam- roztargnienie.
Czy to może jeszcze wczoraj?
Rety! Muszę do doktora!
Lecz nie teraz , może potem,
kuper w górę- do roboty!
Na początek odkurzanie,
prasowanie i zmywanie.
Na obiadek pora potem,
z psem na spacer i z powrotem.
Wraca także kogut z pracy
szybko obiad już na tacy.
I kurczęta coś tam skubną.
Nie chcą skubać? No to trudno.
Potem lekcje czas odrobić,
coś pogdakać, uzmysłowić.
Już kolacja, kąpiel czeka,
mamma mia czas ucieka!
I znów wieczór na dziób padam,
nic z kogutem nie pogadam.
Bo choć kogut dzisiaj miły…
Na dziobanie nie mam siły.
Myślę tylko już o spaniu,
może czasem o lataniu.
By rozłożyć skrzydła swoje
i odlecieć na podboje.
Hen za płotek, na chwileczkę-
by odpocząć choć troszeczkę.
By zatęsknić za kurnikiem,
za zielonym swym trawnikiem.
By nie mylić dzisiaj z wczoraj
na fotelu u doktora…

25.11.2012 r.

Zegar

Tyka zegar cichutko.
Wskazówki gonią się po tarczy.
Sekunda biegnie za minutą,
minuta za godziną,
godzina za dniem,
dzień za nocą,
tydzień za miesiącem,
miesiąc za rokiem.
Mijają lata, a na życie czasu wciąż brak.
Wczoraj, jutro, plany, kalkulacje,
strategie, obliczenia, kombinacje.
Nowy samochód, większe mieszkanie,
telefon z zasięgiem na Marsa,
pralka samo piorąca, kosiarka z napędem atomowym,
piżama zjadająca nadmiar tłuszczu przez noc
i łóżko wodne z dostępem do morza…
Zaplątani w sieci, co ciągną na samo dno.
Gromadzimy skarby pokryte rdzą, których nawet mole nie mają odwagi tknąć.
Martwimy  się na zapas, a przecież dosyć ma dzisiaj biedy swojej !
Tik-tak! Tik-tak!
Późno już! Godzina chyba ostatnia…
Czy słyszysz z daleka kroki? Ktoś puka do drzwi.
Czy to już czas by sprawę zdać? Czuwasz?
Czy jesteś gotowy do obrony?
Dziś? Teraz ? Już?
Jak wytłumaczysz prawdę skazaną na śmierć ?
Sprawiedliwość od której odwracałeś wzrok?
Miłość wystawioną na czeku bez pokrycia?
Troskę zakończoną czubkiem własnego nosa?
Nadzieję ukrytą w mocy swych dłoni?
Wolność oddaną ciału bez walki?
Wiarę mocną jak trzcina na wietrze?
Otworzyć?
Może jutro.
A może w przyszłym  tygodniu?
Albo za rok? Nie wiem.
Dziś nie mam czasu!
Boże ja nawet nie mam zegarka!…

18.01.2013 r.

LOVE

Miłość to nie motyle w brzuchu,

ale poranna z Tobą kawa.

Miłość to nie puste obietnice,

czerwone róże albo na próbę zabawa.

Miłość to nie fajerwerki

z pokazu rzadko - raz do roku.

Ani nie czuły list z butelki,

przesiąknięty winą po letnim wyskoku.

Miłość to nie miś pluszowy

kupiony w sklepie tuż za rogiem.

Także nie słodki dip czekoladowy

spijany z szyi tuż przed słońca wschodem.

Miłość to codzienność, zwykłe wspólne chwile,

delikatny powiew szczęścia złapany  przypadkowo.

Niby tak niewiele, myślisz - tylko tyle?

Lecz nadaje życiu barwę wyjątkową.

Powiedz proszę czemu wciąż zamykasz oczy?

Tracisz zasięg, zmieniasz trasę i we mgle znów kroczysz?

Powiedz mi jak oddychać bez powietrza?

Jak ugasić pragnienie na pustyni?

Jak odnaleźć drogę do Ciebie w mroku?

Pukam do drzwi, a tam  wciąż zamknięte.

Otwórz!

Chyba po drodze zgubiłam klucz…

Otwórz!

Teach me how to love and be loved!


11.02.2013 r.

Słowa


Mam to, co chciałam.
Czy aby na pewno chciałam właśnie tego, co mam?!
Gdy używasz słów znaczą one czasem to, czego sobie życzysz.
Lecz ciało mówi w innym tonie,
zdradza wszystko, co tak bardzo pragniesz ukryć.
Nigdy nie patrz w moje oczy,
bo będę się przeglądać w zwierciadle Twojej duszy!
Kłamstwo uczynić swoim schronieniem,
wystarczy zaledwie na kilka chwil.
Nie trać czasu na to co minęło, ale podążaj za tym co przed Tobą!
Liczy się tylko dzisiaj, bo na jutro nie ma żadnej gwarancji.
Nie odkładaj miłości na później, bo nie zdążysz i będziesz żałować!...
Czy można nadawać słowom aż tyle rozmaitych znaczeń?
Można!
Pytanie jest tylko jedno - kto tu decyduje?  I koniec kropka.


25.02.2013 r.


Kobieta

Kobieta puch marny. Czy aby na pewno?
Czyż nie byłoby bezpieczniej nazywać ją królewną?
Lub chociaż księżniczką kapryśną z urzędu,
by nie popełnić dziś przypadkiem błędu
i nie biegać jutro ze śliwą pod okiem,
po bliskim spotkaniu z glanc upiętym kokiem?
Że niby płeć piękna i nic poza tym?
Krzyczy, kopie, kupuje, korzysta i knuje,
kusi, wciąż nad uchem krąży, na koniec kasuje…?
Lepiej się zastanów jak smakuje dym?
Czy lubisz, jak w domu latają talerze?
Smutne dziury w koszuli i pożółkłe kołnierze?
Przypalone kotlety i pilota, co zaginał bez śladu,
byś jak zwykle w spokoju nie zjadł dziś obiadu…
Byś wysłuchał tyrady znanej już na pamięć:
Wynieś śmieci, opuść klapę, idź na spacer z psem,
zacznij ćwiczyć, napraw kran, kup mi z rurką krem!
A jak to ogarniesz, to w korytarzu zamieć!
Ten piach, coś go naniósł na butach w sobotę
i niechaj nie usłyszę, że to zrobisz potem,
albo może później, gdy wiatr w żagle złapiesz…
Teraz! Albo dziś znów śpisz na kanapie!
No chyba, że poprosisz o ułaskawienie…
List chętnie przeczytam, nawet przed zaćmieniem.
Księżyca rzecz jasna, nie umysłu przecie,
czegoż każdy rycerz świadom jest na świecie,
że królewna żadna nigdy się nie myli
i rację ma zawsze oraz w każdej chwili.
Czasem może tylko nagle zmieni zdanie,
lecz z pewnością wcześniej miała już to w planie,
a nawet jeśli… wcale nie miała,
to widać właśnie się zdecydowała.
I liczy w sercu skrycie chłonąc list dokładnie
i szuka krok po kroku wersów pocieszenia
z obawą, czyś odzyskał pamięć na czas wybawienia,
nim wyda wyrok srogi i szansa Twa przepadnie.
I przyznasz wtem nieśmiało i nawet potajemnie,
że strasznie byś zmarkotniał bez ceremonii mocy;
bez: kocha, karmi, koloruje, i ukołysa w nocy,
bez kręci, kruszy, kibicuje, kształtując się przeze mnie.
Gdy nerwy swoje skołatane na dnie kuferka schowa
bądź pewien, że za minut kilka zanikną głowy bóle.
I znów łagodne będą dłonie i głaskać będą czule
i na zachętę co dzień drugi złotem stanie się mowa.
Gdy przejdą jej już dąsy, jak słynna dobra wróżka
zaprosi Cię rozkazem z powrotem do łóżka…

marzec 2015 r.


Lustro

Spójrz na mnie, gdy mówię do Ciebie!
Nie uciekaj, to i tak nie pomoże!
Znamy się przecież nie od dziś.
Mnie nie oszukasz, więc zatrzymaj się na chwilę
- mam Ci coś do powiedzenia!
Wiem, że drżysz ze strachu przed każdym spotkaniem,
układasz w głowie słowa na usprawiedliwienie.
Zdejmij maskę zanim się wtopi
i tak Ci w niej nie do twarzy!
Spoglądasz mi w oczy, próbujesz dostrzec siebie,
czy ja to Ty, czy Ty to ja?
Jestem Twoim najlepszym przyjacielem,
nie musisz nic mówić, rozumiem Cię bez słów.
Nie przemykaj obok mnie co rano w pośpiechu,
przecież i tak Cię widzę, choć przymykasz oczy.
Ja się nigdzie nie wybieram i będę na Ciebie czekać,
aż przyjdziesz bez obaw choć na jedną rundkę w ringu.
Ja Cię bić nie będę, tylko towarzyszyć,
sądzić też nie umiem, to nie moja rola.
Będę stać cierpliwie i podam Ci dłoń
byś wreszcie siebie spotkał i wyzwolił.
Obiecuję nie będzie bolało.

Może trochę…

marzec 2015 r.


Stań na głowie!

Próbujesz mi wmówić, że czarne stanie się białe,
a białe zakryje ciemność.
Że dawno już się to stało, tylko ja nie chcę zauważyć.
Tupię ze złości nogami jak mała dziewczynka, której
ktoś zabrał lizaka bez ostrzeżenia.
Mówisz chodź stań na głowie! Będzie fajnie tak na odwrót!
Ale ja nie chcę! Nie chcę być zmieszaną klepsydrą,
która zapomniała co ma być w górze, a co na dole…
Nie chcę kłamstwa przebierać w prawdę.
Nienawiści w miłość.
Przypadku w regułę.
Rozpaczy w radość.
Gniewu w troskę.
Kontroli w wolność.
Ciała w duszę.
Chwili w wieczność.
Nie chcę stać na głowie! Słyszysz? Nawet przez chwilę.
Chcę patrzeć i widzieć, że białe to białe, a czarne to czarne.
Nie chcę, żeby było fajnie!
Chcę stać na nogach!

marzec 2015 r.

Zasłona

Płaczą i jęczą nad Tobą zawodząc,
wciąż bez ustanku, bez namysłu chwili,
z brzuchami pełnymi w purpury się strojąc,
znów Cię uroczyście do krzyża przybili.
I kadzą i dzwonią i ręce składają i puste czołem biją pokłony,
by pięknym ceremoniom stało się zadość,
zwyczajowo dobra sztuka wystawiona dla mamony.
Niechaj nie słuchają, lecz patrzą i poczują radość!…
Jeden raz na zawsze, ofiara doskonała złożona.
Czy tak trudno to pojąć rozumem?
Czy kiedyś opadnie z leniwych oczu zasłona?
Miej litość dobry Ojcze nad zwiedzionym tłumem!
Umysły zaćmione od kadzidła dymu,
duchów nie badają, lecz na ślepo wierzą,
a drogi ich kręte prowadzą do Rzymu,
na babilońską z nierządnicami kolejną wieczerzę.
A Słowa nie znają, kto by sam je czytał?
Lub też chciał co gorsza zrozumieć bez cenzury.
Surowo wzbronione byś za Księgę chwytał!
Niech sobie poleży, na szóstej półeczce od góry.
Na dzień jeden do roku lub na kilka zgoła, by
postnych wyrzeczeń zakończyć udrękę,
pozwolą Ci Jezu zejść z krzyża do kościoła,
by za dni parę na nowo rozpocząć Twą mękę.
I znów Cię na drzewo powiodą ukradkiem,
po to by niesfornie, ten kto nie śpi w nocy,
od dawna już pustego krzyża nie dostrzegł przypadkiem
i by nie uwierzył zmartwychwstania mocy.
Że Ty po prawicy Ojca tron chwały zajmujesz,
i żeś śmierć na zawsze bezpowrotnie skruszył!
I wciąż na pokorne serca oczekujesz,
co by nikt nie przepadł na wieki przez zatkane uszy.


kwiecień 2015 r.

Złośnica

Czy można zasłonić wszystkie lustra,
by przed prawdą ukryć swe oblicze?
Lub zamknąć oczy tak mocno,
by zabronić łzom płynąć po policzkach?
Chcesz mnie poskromić to przybij moje
stopy do podłogi!
Może wtedy przestanę głośno tupać ze złości
i zatykać uszy przed twymi baśniami.
Chcę krzyczeć na całe gardło,
niech nawet niebo mnie usłyszy
i dowie się, że jestem strasznie zła na ciebie.
I wcale nie przejdzie mi do rana
choćbyś ukradł nocy wszystkie gwiazdy
i posypał nimi moje ścieżki.
Lepiej zejdź mi z oczu, ukryj się na chwilę,
podczas burzy przecież lepiej siedzieć cicho…
I nie zygaj do mnie parasolem,
bo pod złamanym nic nie można schować.
Wróć, gdy znów zaświeci słońce, a wiatr
wysuszy moje policzki.
Wiem. Jestem jędzą. Taką małą Mi.
I dobrze mi z tym.
Mam nadzieję, że Tobie też.
A jeśli nie…
To wiedz, że wcale mnie to nie obchodzi!
kwiecień 2015


Pusto tu

Szukam odpowiedzi w pustych książkach
pełnych pustych kartek
z pustymi słowami
i tak mi pusto w głowie
i czuję pustkę w sercu
i nic Ci nie naleję,
bo choć z Salomonem znam się już od wczoraj
z pustej studni mogę czerpać jedynie krople suchej wody
i tylko słychać głośno
puste dźwięki w uszach,
które lekko obijają się o ściany
i trafiają w próżnię w głąb nieskończoności,
by kiedyś dna nicości dotknąć
i podjąć niemą próbę odbicia
wypłynąć na powierzchnię i krzyczeć pustą piersią,
by napełnić słowem
duszę, która omal nie umarła z głodu…


kwiecień 2015

Brzesko moje miasto

Kocham to miasto i trochę nienawidzę,
za wielmożne władze okrutnie się wstydzę.
Codziennie przecieram oczy ze zdumienia
szukając w głupocie choć krzty zrozumienia.
Lecz umysł i serce oszustwa nie znoszą
o prawdę i trzeźwe spojrzenie się proszą.
Więc patrzę i widzę rozliczne supermarkety,
gdzie zawsze dostanę z indyka filety,
banany i kawę i pasztecik z gąski,
szkoda tylko, że tak marny to pożytek dla Polski.

czytaj całość »

2 maja 2015 r.


Żegnaj więc.

Tak wiem. Kochałeś mnie.
Szkoda, że za słabo.
Byłeś wierny. Rozumiem.
Szkoda, że tak rzadko.
Byłeś spragniony. Cieszę się.
Szkoda, że piłeś z cudzej studni.
Cierpiałeś głód. To straszne.
Szkoda, że zbierałeś nawet nadpsute resztki.
Byłeś więźniem. To okrutne.
Szkoda, że co noc wymykałeś się na spacer.
Byłeś nagi. To wstyd.
Szkoda, że szukałeś okrycia w obcych dłoniach.
Byłeś smutny. To naturalne.
Szkoda, że zazwyczaj tylko w moim towarzystwie.
Byłeś cierpliwy. To dobrze.
Szkoda, że jedynie, gdy nie było burzy.
Byłeś jak skała. To mocne.
Szkoda, że byle kropla mogła Cię rozkruszyć.
Byłeś punktualny. Godne podziwu.
Szkoda, że spóźniłeś się na spotkanie ze mną.
Żegnaj więc. Przykro mi.
Szkoda, że nie mieliśmy okazji się poznać…
Szkoda, że poznałam Cię tak późno.
Szkoda gadać…

3 maja 2015 r.


Zawód: Mama. 

Kiedy śpi to szybko i z otwartym okiem,
co noc gotowa do walki ze straszliwym smokiem,
czy z pająkiem włochatym, co się skrył za szafą
i planuje napad do spółki z dmuchaną żyrafą.
Gdy rankiem wstaje to w podskokach i na jednej nodze
hop do kuchni, by śniadanie szykować zaspanej załodze.
Gdzieś w przelocie między łazienką, a przedpokojem,
tusz nakłada, myje zęby, w mig zachwyca strojem.
Gdy do pracy pędzi to z głową, czasu nie marnuje,
przy okazji bank odwiedzi, ciasto kupi , auto wypucuje.
Ledwo na zegarek zerknie, czas do domu wracać,
gdzie wita ją na drugim etacie ochotnicza praca.
Co by wolnego nie miała za dużo i z nudów nie padła
tradycyjnie plum do garów ugotuje coś do jadła.
Gdy napełnią swe brzuchy i odpoczną troszeczkę,
już gotowa ferajna na kolejną wycieczkę.
Może park lub plac zabaw, las, kręgielnia czy basen,
nawet się nie obejrzy, a tu północ za pasem.
Szybka kąpiel, mała powódź, piana z wanny wychodzi,
ale co tam przecież wcale nic to nie zaszkodzi,
tak na wieczór podłogę pościerać dokładnie,
trzeba dbać, aby w domu zawsze było ładnie.
A przed snem jeszcze bajkę opowie na dobranoc,
w standardzie jak jajko czy zajączek na Wielkanoc.
Lecz gdy czasem usłyszy: strasznie kocham Cię Mamo!
Już nie męczy jej ta praca dokładnie tak samo.
Dłonie same się leczą i kręgosłup prostuje,
czasu nagle przybywa, wszystko świetnie pasuje.
I pojawia się uśmiech i nadzieja cicha,
że się wreszcie ktoś zgłosi do pomocy na ochotnika!

25 maja 2015 r.

Oskarżam Cię…

Oskarżam Cię dzisiaj
o brak miłości
więzienie wolności
prawdy deptanie
bezdenne chlanie
skąpienie czasu
wielbienie hałasu
służbę mamonie
i pychę w koronie
blask po wierzchu
noc we wnętrzu
kamienne serce
bezczynne ręce
rozwiązły język
nietrwałe więzy
uśmiech fałszywy
rozumu odpływy
oczy zepsute
myśli zatrute
wygodę letniości
poprawność szarości
odwagę za progiem
rozgrywki z Bogiem
sztywne kolana
i niechęć od rana
pogoń za modą
z sodową wodą
ocean obojętności
pochwałę nieprawości
głowę zwieszoną
szansę straconą
Oskarżam Cię dzisiaj!
Ciebie właśnie!
Nie jego, ją, ich, tamtych. Ciebie!
Spotkamy się jutro w sądzie.
Ławka już przygotowana.
No chyba, że jeszcze dziś się coś zmieni.
Wycofam pozew.
O ile zdążysz podjąć decyzję…
Czekam jeszcze tylko do północy.
I ani chwili dłużej!

27 maja 2015 r.

Tonę...

Myślę o Tobie każdej nocy.
Wiem, że tęskniłeś jak ocean za wiatrem.
Nie mów nikomu.
Zabieram Cię w rejs.
Czy chcesz tego co ja?
Wiem, ze chcesz.
Unosimy się na falach.
I tak tu mokro i ciepło.
Przejmij ster i prowadź.
Nie zbaczaj z kursu.
Nie zatrzymuj się lecz płyń.
Na ląd już niedaleko.
Szybko łapię oddech.
Tonę!
Nawet nie próbuj mnie ratować.
Nie ubieraj mi kamizelki.
Nie rzucaj kotwicy.
Splątaj mnie liną i dobijmy do brzegu.
Obsyp mnie piaskiem.
I nic już nie mów.
Patrz jak budzi się słońce.
Zwijaj żagle.

20 czerwca 2015 r.

Niewinny.

Otwórz oczy!
Spójrz na mnie!
Powiedz mi kim dla Ciebie jestem?
Gdzie kończy się twoja miłość?
Za horyzontem?Na dnie oceanu?
Za zakrętem?
Za drzwiami?
Podejdź bliżej!
Dotknij mnie!
Uderz mnie mocniej!
Zabierz mi oddech!
Bez strachu.
Bez winy.
Bez kary.
Bez planu.
Oddaj mi wolność!
Biegnij przed siebie!
I krzycz:
Wiem czym jest miłość!
Może ktoś Ci uwierzy…
Może wiatr…

24 sierpnia 2015 r.


Kim jesteś?

Bądź sobą!
Tylko, czy jesteś kimś?
Czy tylko grasz?
Czy jest w Tobie coś twojego?
Kim jesteś?
Czy wiesz czego nie chcesz?
Czy też chcesz czegoś, ale nie wiesz
co to miałoby być?
Zapytać nie ma kogo.
A wokół pełno ludzi,
którzy tylko czekają na kolejny upadek.
Fundament z piasku już dawno rozwiał wiatr.
Bose stopy dotykają ziemi.
Zrobić pierwszy krok?
Czy może lepiej stać i zamknąć oczy?
Nie podam Ci ręki.
Mogę pomachać Ci na zachętę.
Poczekam tuż przed metą.
Może kiedyś będziesz tam gdzie ja.
Patrz na znaki!
Jednokierunkowa.

3 września 2015r.

Wąż (18+)

Twój język jak wąż
pełza po moim ciele
zostawiając za sobą mokre ślady.
Okryta mrokiem pochłaniam każdy ruch,
delikatnie ogrzewam się ciepłem Twych oddechów.
Zawstydzony księżyc nieśmiało wskazuje kierunek
na drogę mleczną pośród wzgórz skalistych.
Powietrze spowite zapachem naszych pragnień
otula dwie dusze splecione w uścisku.
Noc wije się w szale nieskora żar ugasić
i pieści płomieniem do utraty zmysłów.
Pościel przesiąknięta rytmem nagich ciał,
drży w tańcu bezradnie rozkoszy poddana.
Nie pozwól mi wymknąć się z ciężkich bram ramion
i nakarm mnie proszę tej nocy do syta.
Owiń mnie mocno i pozwól spłonąć
nim świt nadejdzie i zbudzi zegary.

10 września 2015r.

Musisz się zgubić!

Chcesz żyć naprawdę?
Musisz się zgubić!
Zgubić siebie,
by zacząć szukać kogoś.
Kogoś, kto będzie szedł
zawsze krok przed tobą.
Nie po to, aby zasłaniał ci świat,
ale byś nie uciekł w pogoni za swoim.
Byś mógł go podnieść gdy upadnie,
albo zatrzymać,
kiedy będzie chciał skoczyć w przepaść.
I żeby czasem nie przyszło ci do głowy
popychać go ze złości, że idzie zbyt szybko,
albo nie w tę stronę, co zaplanowałeś.
I przypadkiem nie zatrzymuj się
i nie wołaj: Dokąd idziemy?
Zapomniałeś?
Przecież masz się zgubić!
A jak już się zgubisz,
będziesz czasem mógł iść z przodu.

21 września 2015

Nigdy cię nie zostawię.

Nigdy cię nie zostawię.
Nie opuszczę cię ani na chwilę.
Gdy tylko poczujesz się samotny,
wszystko co musisz zrobić
to zawołać mnie.
A ja przyjdę.
Usiądę obok. I będę słuchać.
Nie będę przerywać.
Zadawać zbędnych pytań.
Wypowiadać niepotrzebnych słów.
Będę płakać z tobą.
Milczeć.
Śmiać się.
Wytrwam przy tobie do końca.
Nigdy się nie poddam.
Tylko nie przestawaj wołać!
I słuchaj ciszy!
Spójrz na wiatr i czekaj!
Ja wrócę.
Niedługo.

7 października 2015r.

Pinka

Ile razem ran zdobytych?
Ile włosów utraconych?
I tajemnic nieodkrytych,
pod przymierzem rąk splecionych.
Ile guzów i siniaków,
dziur w rajtuzach, łat w sukienkach?
Polnych kwiatów, ryb, ślimaków,
tańców, pieśni, żab w studzienkach?
Ile bitew na poduszki?
Maratonów na obcasach?
Wykradanych nocą ciuszków
oraz imprez pierwsza klasa.
Ile nocy przegadanych?
Ile łez wylanych skrycie?
Razem wichrów pokonanych,
kiedy kocha się nad życie.
Ile kilometrów drogi?
Gór czy jezior, jaskiń, lasów,
na spotkanie z przyjaciółką,
nie zabraknie nigdy czasu.
I choć daleko jesteś teraz,
to jednak zawsze całkiem blisko.
Pospieszysz na ratunek nie raz
i zrobisz dla mnie prawie wszystko.
Na Tobie zawieść się nie sposób,
Szalupo moja ratunkowa!
Tyś mi najmilsza wśród wielu osób,
siostra na zawsze odlotowa!

15 listopada 2015r.

Pomyłka

Jestem twoją pomyłką.
Decyzją podjętą bez namysłu.
Kulą u nogi.
Przeszkodą na drodze do szczęścia.
Sennym koszmarem co noc.
Burzą podczas słonecznego dnia.
Znienawidzonym głosem sumienia.
Zdartą płytą w gramofonie.
Łańcuchem przypiętym do szyi.
Sztormem na morzu.
Błędem z przeszłości.
Drzazgą wbitą pod paznokieć.
Oddechem łapanym pod wodą.
Zaciętym kluczem w zamku.
Gorzką pigułką.
Skarpetą zgubioną w praniu.
Złamaną zapałką.
Rysą na telefonie.
Zimną kawą bez cukru.
Ślepą uliczką.
Odgrzewanym kotletem.
Starym biletem z lunaparku.
Pokojem z widokiem na ulicę.
Kolcem bez róży.
Kawałkiem rozbitego lustra.
Wekslem in blanco.
Drogą donikąd.
To ja. Żona.
A mogło być tak pięknie.
Wystarczyło, żebyś tamtego dnia nie spojrzał w moją stronę ...

22 listopada 2015r.

Alicja z krainy czarownic

Zimna w środku, nie czuje nic.
Mknie przez życie niczym lśniący miecz wojownika.
Na szachownicy dni ustawia swoje pionki,
jak ślepa Temida planuje każdy ruch.
I krzyczy bez ustanku: Skrócić go o głowę!
Skrócić go o głowę!
I gotowe!
Bez procesu, bez winy, dla rozrywki chyba?
By się nie zanudzić i nie stracić władzy.
Zawsze ma słuszność nawet gdy się myli,
lecz nie traci czasu na szukanie prawdy.



Na pewno tam się dostanę, jeśli tylko będę szła dość szybko.
Nawet jeśli trzeba będzie skrócić wszystkich o głowę.
Czy widzę kogoś, kto stoi mi na drodze? Nikogo!
To tylko cienie.



Jakże ja chciałabym umieć się cieszyć!
Lecz za nic nie potrafię przypomnieć sobie,
na czym to właściwie polega.
Jeżeli tak było, to tak pewnie miało być,
a gdyby czasem było inaczej, to też nic by się nie stało
ale, że wcale tak nie jest, to nie i już. Trudno.
Przecież to logiczne.
Nie stanę się ani trochę prawdziwsza przez to, że płaczę.
Ale zawsze mogę przecież poudawać przed publiką.
Może ktoś da się nabrać?
Szach i mat.

10 stycznia 2016r.

Odwaga ciszy

Uciekasz przed nią codziennie w popłochu
i biegniesz na oślep, by na pewno zdążyć.
Nie zwolnisz kroku nawet na moment,
by cię nie dopadła i zaczęła czynić ci wyrzuty.
Czas to pieniądz mówią, a nikt przecież nie zapłaci za ciszę.
Zbyt drogie twe minuty, by je tracić z własnej woli na oceny.
Po co zastanawiać się nad sobą, skoro tyle jeszcze dzisiaj do zrobienia…
W zakamarkach śpiącej duszy czają się potwory,
których dostrzec  nie masz najmniejszej ochoty.
Podstępna cisza lubi zadawać pytania
i bez cienia skruchy domaga się skrywanych odpowiedzi.
Wcale nie chcesz się z nią spotkać, o czym niby miałbyś z nią rozmawiać?
Znów będzie próbować odkryć twe sekrety.
Dlaczego?
Po co?
Ale jak to?
Kiedy?
Niech lepiej da sobie spokój, bo i tak nie dasz się złapać!
A nawet jeśli cię czasem dopadnie, nic jej nie powiesz.
Zwyczajnie zaczniesz hałasować.
Będziesz krzyczeć, śmiać się, drapać się po głowie,
albo zatkasz uszy udając, że wcale nie słyszysz jak się skrada.
A jak to nie pomoże, to zwyczajnie wskoczysz w kołowrotek codzienności.
Tam cię nie dogoni.
Kto wie?
Może nawet zostawi cię w spokoju?...

17 stycznia 2016r.

SPA

Spadaj natychmiast!
Nie wciskaj mi mydła,
bo się wpienię
i zamknę cię w bańce mydlanej!
Dmuchnę do opery
i rzucę na scenę,
niech zobaczą jak ślisko potrafisz grać.
Byleby szybko, zanim ktoś pęknie
ze śmiechu
bijąc brawo bez dostępu do butli tlenowej.
Twoje kłamstwa jak balsam
na odchudzanie
sprawiły, że nie mieszczę się
już w żadną sukienkę.
Serce wstawione na dwie minuty
do zamrażarki.
Podobno odmładza nawet o dekadę.
To chyba terapia dla mnie najlepsza,
bo jakoś wtedy właśnie dostałam twoją ulotkę.
W ofercie jeszcze kąpiel,
lecz zamiast bąbelków
sól jadowana prosto w oczy.
Wzrok przywraca po pierwszym mrugnięciu.
Dzięki za takie SPA-daj mi kropli!
Najlepiej na serce.
Zanim dostanę zawału i owiną mnie folią!
Czarną.
Bo termiczna akurat się skończyła.

1 luty 2016r.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com