Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Wyborcze karty na stole  (Zofia Mantyka)  2014-10-20

No, to karty zostały odkryte. Już wiemy, kto kandyduje na radnych do gmin, powiatu i województwa. Wiemy również, kto chciałby przez następne cztery lata "rządzić" i kierować administracją naszego miasta. Obawiam się, że wybory będą raczej głosowaniem, w którym jedynie "demokracja zwycięży". Niestety kolejny raz mogą wygrać demagodzy wmawiający nam, że 2+2=5. Populistyczne obiecanki sprawiają, że im ktoś więcej obiecuje, tym lepszy osiąga wynik. Kandydaci zupełnie nie dbają o zdroworozsądkowe rozwiązania, interesuje ich jedynie popularność. Wyborcy dają się zwodzić i o wiele wyżej oceniają "zaklinaczy węży", niż autentyczne kwalifikacje i kompetencje.

 

Ciekawe, że do "usieczenia Bohuna" jak zwykle dopisują się wszyscy i najdrobniejsze osiągnięcia, których w ostatnich czterech latach prawie nie było, mają i tak dziesiątki ojców. Natomiast jakoś nie poczuwają się do odpowiedzialności za nietrafne decyzje, które doprowadziły budżet do stanu "przedzawałowego". Nikt się nawet nie zająknie, że czegoś nie zrealizował czy praktycznie wręcz zawalił. Mamy jak widać samych wybitnych strategów, a pustki w kasie miejskiej to zupełne głupstewko i nie należy sobie tym zbytnio głowy zawracać. Większość startujących kandydatów nie ma oczywiście żadnego pomysłu, jak pozyskiwać wpływy do budżetu, natomiast z wielką gorliwością obiecują, na co będą hojnie wydawać - tylko z czego?

 

Polskiemu samorządowi jak świeżego powietrza brakuje ludzi, którzy potrafią piętnować nadużycia i niekompetencje władzy. Ludzi, którym naprawdę zależy na dobru lokalnej społeczności. I broń Boże nie chodzi tu o nawiedzonych pieniaczy, widzących wszędzie korupcję i złe duchy. Wytykanie błędów i zaniechań powinno się odbywać na bieżąco. Sprawujący władzę ma "czuć na plecach oddech konkurencji". Podobnie jak w biznesie, nie dajesz rady - bankrutujesz i...  niestety wypadasz z gry. Jak dotąd nawet ci, co przed poprzednimi wyborami wykazywali ochotę do merytorycznej oceny władzy, nagle po wyborze zatracili gdzieś swoje predyspozycje. Pytanie - zostali "kupieni", "ogłupieni" czy zastraszeni? W czasach PRL-u ludzie bali się "wychylić", mając świadomość konsekwencji. Obecna sytuacja wcale od tamtych lat jakoś specjalnie się nie różni. Są takie gminy, gdzie władze sprawują ci sami ludzie przez dziesięciolecia, niektórzy nawet od zamierzchłych czasów mrocznego komunizmu. Pytanie - czy są oni aż tak wybitnymi gospodarzami? Czy zdominowali tak społeczność lokalną, iż nikt nie ma nawet odwagi spróbować zaistnieć? W dwóch gminach wybory już się właściwie odbyły bez wyborów.
Partie polityczne, które tak ochoczo angażują się w wybory, "ustawiając" listy kandydatów i pretendentów na burmistrzów i wójtów, mają zaskakującą amnezję udając, że nie ma tematu i takich gmin.

 

Dokonując przeglądu kandydatów na listach do gminy, można nieźle się ubawić. Widać jak na dłoni, że obwody jednomandatowe były "krojone na miarę" i to chyba jeden z głównych powodów zmian usytuowania komisji obwodowych. W czasie wyborów do europarlamentu były przez to trudności z odnalezieniem właściwego lokalu. Mimo to rajcowie chyba i tak nieco się zagapili, bo w kilku obwodach dojdzie do bratobójczej walki wśród obecnych radnych. Radni ostro powalczą o mandat, a twórcy list o większość w radzie po wyborach. Nie przypadkowo "Wspólnota Samorządowa" i PiS skrupulatnie obsadziły wszystkie obwody wyborcze. To ma być zaplecze dla przyszłego burmistrza. A jedni i drudzy są odpowiedzialni za obecny stan budżetu, bo to oni go uchwalali i kwitowali przez jednogłośne absolutorium.
Jak Państwo myślicie - czy radni obecnej kadencji, kandydujący do gminy, którzy wraz z burmistrzem doprowadzili budżet do granicy bankructwa, umieszczą na swych plakatach stosowne hasła? Przykładowo - "Postaw na nas, a pieniądze z Twoich podatków stracimy w błyskawicznym tempie", albo "Jesteśmy już sprawdzeni w beztroskim gospodarowaniu". Ciekawe ilu zostanie wybranych powtórnie? Czy wyborcy kolejny raz przyjmą dewizę Nadszyszkownika Kilkujadka z filmu Kingsajz, który mawiał "Polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż nas wreszcie pokochają", zobaczymy.

 

Inaczej wygląda sprawa w wyborach do powiatu. Tu mamy nadal stary sposób głosowania na listy i kandydatów. List zarejestrowano aż sześć, tak więc o jeden mandat będzie się ubiegało ponad dziesięciu kandydatów. Konkurencja będzie zatem wielka. To będzie casting na popularność. Obok ludzi bardzo młodych i zupełnie nieznanych z komitetu JKM, pojawiają się w innych komitetach "starzy sprawdzeni działacze". Niektórzy mają niekiedy całkiem spory "dorobek" i to jeszcze nawet z minionego "komuszego" okresu. Startują nestorzy w wieku grubo ponad 70 lat. Jeśli tylko nie usną na sesji, to zapewne zarzucą nas dziesiątkami nowatorskich rozwiązań. Są też i tacy, co zaistnieli dopiero w ostatniej kadencji, która pod względem inwestycji była zdecydowanie marniejsza od poprzednich. Co konkretnego przez te cztery lata zaproponowali i zrobili? Wielkiego szału nie ma. Poza zjazdem Leśną z autostrady, nic spektakularnego się nie udało. Przez dwa lata rozprawiali namiętnie o nowej komendzie policji i straży, ale to zdaje się jedynie fantastyka i marzycielstwo.

Urzekła mnie nazwa komitetu "Na Rzecz Służby Zdrowia i Rynku Pracy". Jestem bardzo ciekawa programu ludzi tworzących tę listę. Osobliwością jest też i to, że - sądząc po nazwiskach - startuje tam chyba cała rodzina: ojciec, syn, synowa, a w dodatku jeszcze drugi syn kandyduje do rady gminy w Brzesku. Cóż za niesamowite poświęcenie dla dobra społeczeństwa - to imponujące. W jaki sposób będą występować na rzecz służby zdrowia czy też rynku pracy? Czy będzie to projekt sprywatyzowania służby zdrowia? Patrząc na skład personalny listy, a więc ilość lekarzy i stomatologów prowadzących własne gabinety prywatne, być może tak. Byłoby to dość oryginalne i ciekawe rozwiązanie. Rodzi się również następne szalenie ważne pytanie - jak mają zamiar wpłynąć na rynek pracy, co konkretnego zrobią? Może zorganizują jakieś przedwyborcze spotkanie z zainteresowanymi? Jestem przekonana, że cała masa ludzi chętnie by się dowiedziała, w jaki sposób zamierzają rozwiązać te problemy. Będą musieli na takie spotkanie wynająć dużą halę sportową, gdyż frekwencja na pewno będzie wyjątkowo wysoka. Po takim spotkaniu mogą zyskać tysiące zwolenników, gotowych na nich zagłosować.

 

No i proszę, zupełnie niespodziewanie, dość interesująco zaczyna się zapowiadać rywalizacja o fotel burmistrza. Wydawało się, iż będzie wyjątkowo niemrawo i "kłopot zostanie rozstrzygnięty w rodzinie", a tu jak "Dżin z butelki" wyskoczył ni stąd ni zowąd - trzeci kandydat. Niezależny, niezwiązany wcześniej z żadnym funkcjonującym komitetem czy partią. Ale wyciął numer, mój Boże. Dwaj "starzy rutyniarze" ze "Wspólnoty" i PiS -u, będą musieli się jednak trochę bardziej postarać w zderzeniu z nową sytuacją. To powinno uatrakcyjnić wybory. Do tej pory, zwłaszcza jeden z kandydatów, który jak mówią "chce i nie chce", drzemał sobie dość jowialnie, a tu teraz taki nieprzyjemny "czarny koń". Również i dla drugiego kandydata to dyskomfort, gdyż ten "nowy" może się przejąć swoją rolą i zacząć głupoty wygadywać. A jak nie daj Boże przyjdzie mu do głowy, aby krytykować, wytykając potknięcia i błędy, no to już może być niemiło. Ale to i tak betka w porównaniu choćby z sąsiednią Bochnią, w której ponoć kandydaci na stanowisko burmistrza ustawiają się w kolejce jak przed otwarciem sklepu z największymi promocjami.

 

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com