Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

"Na urzędników padł blady strach"  (Zofia Mantyka)  2014-08-05

Bodaj po raz pierwszy muszę pochwalić redaktorkę brzeskiej strony w tarnowskim tygodniku. Jej artykuł pod jakże znamiennym tytułem "Na urzędników padł blady strach" kapitalnie przedstawia sytuację w brzeskim samorządzie. Tekst związany z hucznie obchodzoną okrągłą 24. rocznicą odnowionego samorządu, opisuje rozterki ludzi którzy "odnawiali" samorząd. Urzędnicy ze starych PRL-owskich czasów obawiali się, że nowa władza podejmie działania nieuchronnie zmierzające do zmian kadrowych i do zmian mentalności PRL-owskiego urzędnika. Szczęśliwie nic takiego nie nastąpiło. Nasza brzeska "odnowa" sprowadziła się do zmiany tablic z nazwami.

Przedstawiciele nowej władzy z rozbrajającą szczerością wyznają, że... nie mieli wówczas zielonego pojęcia co robić!!! Cytuję -"nie było bowiem żadnych wzorców" - to faktycznie rozpacz dla ludzi, którzy startowali w wyborach i mieli ambicje, aby zarządzać miastem i gminą. Pracownicy urzędu w mgnieniu oka zorientowali się, że mają do czynienia z ignorantami, stąd ów "blady strach" zniknął w ciągu sekundy i wszyscy poczuli się swojsko.

 

Często zastanawiamy się dlaczego niektóre gminy /np. Niepołomice/ osiągnęły tak wspaniały rozwój w tamtych latach. Pośrednio odpowiedź znajdujemy w artykule. Otóż w takich gminach we władzach znaleźli się ludzie, którzy nie potrzebowali żadnych wzorców, aby sprawnie kierować samorządem. Pierwsze lata w nowych realiach to był właśnie ten okres, w którym dla rozwoju gminy można było zrobić najwięcej. Nie było sztywnego gorsetu przepisów utrudniających działanie. Jeśli gmina miała szczęście i we władzach znaleźli się dynamiczni odważni ludzie, to odskoczyła jak na  trampolinie. Był to zdecydowanie najlepszy czas na zmiany. Trudno się dziwić, że na urzędników z poprzedniego systemu "padł blady strach". U nas "odnowa" odbyła się bez fajerwerków, wszystko zostało po staremu. Zamiast zarządzania i strategicznych decyzji spokojnie administrowano. Co ciekawe, gminy gdzie faktycznie odnowiono samorząd, jakoś nie urządzają fety z okazji "24 rocznicy". Dlaczego? Może dlatego, że mieszkańcom tych miejscowości nie potrzeba wmawiać, że samorząd został odnowiony - bo to fakt. Nam, abyśmy w to uwierzyli, pozostają uroczystości rocznicowe.

 

Obecni samorządowcy oddając swoisty hołd swoim poprzednikom z pierwszych lat po reformie, nie chcą dostrzec, iż ten czas został w Brzesku najzwyczajniej zmarnowany. Jakie spektakularne inwestycje i strategiczne decyzje zapadły w latach 1990-1998? "Odrodzeni" samorządowcy przespali wówczas możliwość budowy spalarni śmieci, choć było to całkiem realne. Można było skutecznie rozwiązać problem z naszymi odpadami i jeszcze na tym zarabiać. Nie dokonano solidnej inwentaryzacji zasobów w celu racjonalnego uporządkowania ładu przestrzennego gminy. Mieszanie stref mieszkalnych z przemysłowymi to kompletne dyletanctwo. Niestety nawet samodzielnego prowadzenia oświaty gmina nie przejęła wówczas od kuratorium, a przecież było to możliwe i stwarzało doskonałe możliwości pozyskiwania środków. Można było zrobić wiele rzeczy. No tak, ale przecież "nie było żadnych wzorców", więc "kicha", a w dodatku wymagało to wysiłku. "Koń jaki jest, każdy widzi" i żadne uroczystości i dyplomy uznania tego niestety nie zmienią. No, chyba że przypomnimy tak mocno atakowaną przez następców halę widowiskowo-sportową, mającą stanowić kompleks obiektów kulturalno-sportowych z widownią na trzy tysiące osób? Ciekawe, że organizatorzy "okrągłego jubileuszu", akurat w 1998 roku byli właśnie czołowymi krytykami poprzednich władz samorządowych. Zatem kiedy byli autentyczni? Przedtem - krytykując, czy obecnie - odznaczając?  Kontestowana miejska hala sportowo-widowiskowa była przez nich przedstawiana jako kompletny absurd ekonomiczny. Dzisiaj przy naszej chlubie - Rejonowym Centrum Kurturalno -Bibliotecznym, krytej pływalni i wybudowanych nowych dwóch pełnowymiarowych halach sportowych okazuje się, że konieczna jest jeszcze podobna trzecia, której budowę gmina uparcie forsuje. A, co - "Alleluja i do przodu!", niczym w piosence Macieja Wróblewskiego, laureata VII Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze z 1971 roku. Najzwyczajniej "panta rhei" jak mawiał poczciwy Heraklit z Efezu. Ciekawe, że z okazji "jubileuszu" nikt o tych metamorfozach nawet się nie zająknie. A propos płynącej wody, to właśnie woda wyrzuciła z urzędu "odnowione" władze - stało się to w efekcie powodzi z 1997 roku. Nikt oczywiście o sensownym zabezpieczeniu przed powodzią nie pomyślał. Natomiast szesnaście lat po "wielkiej wodzie", następcom udało się w pełni zrealizować jedynie jedno istotne przedsięwzięcie zabezpieczające - pomnik św. Jana Nepomucena. Zbiorniki retencyjne i system ostrzegania przed powodzią zrobiły ponoć ogromne wrażenie jedynie na Japończykach.

 

Przeglądając strony brzeskich portali internetowych, co rusz znajdujemy ucieszne informacje i smakowite zdjęcia. Aktywność naszych niektórych radnych jest doprawdy budująca. Łatwo zauważyć, iż są radni, którzy nie opuszczają żadnej imprezy - po prostu...  są zawsze. Podobnie jak zadziwiająco dynamiczny "sprawdzony gospodarz", dwoją się i troją, aby uświetnić swoją obecnością niemal każde wydarzenie. Mam sąsiada wesołka, który mówił mi ostatnio, że jak zasiada do obiadu w domu to rozgląda się nerwowo, czy przypadkiem przy stole nie siedzą już - owi dyżurni "bywalcy imprez". Ciekawe, że aktywność władz manifestuje się przede wszystkim uczestnictwem w "igrzyskach", oraz kolekcjonowaniem odznaczeń i wyróżnień. Sąsiad złośliwie komentuje, że najlepiej robić to, co się potrafi i co jest względnie przyjemne. Na pewno urzędowe "oficjałki", kościelne celebry czy piknikowe zabawy są zdecydowanie dużo sympatyczniejsze od doglądania niesprawnych kanalizacji, kontrolowania urzędniczej opieszałości, czy wreszcie realizowania potrzeb gminy w licznych przyziemnych sprawach, takich jak choćby - budownictwo komunalne. Smak kawioru, religijne uniesienie i zapach perfum Chanel są zdecydowanie konkurencyjne w stosunku do banalnych ziemskich problemów dotyczących mieszkań socjalnych, czy odoru kanalizacyjnych ścieków. Bywanie na takich imprezach niesie oczywiście pewną małą niedogodność, bowiem w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcami można czasem narazić się na usłyszenie kilku cierpkich słów. Jednak doświadczeni "bywalcy" instynktownie wyczuwają, kiedy należy się ewakuować, aby uniknąć słownej awantury lub przykrej ewentualności zainkasowania z "liścia" jak minister Michał Boni.

 

Gdy niedawno usłyszałam o postępowaniu naszych lokalnych polityków, to ubawiłam się do łez. Jeśli to prawda - o czym "szepczą" w szpitalu - to stopień wiary w tępotę wyborców osiąga już himalajskie rozmiary. Kto o zdrowych zmysłach jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego - głoszący wszem i wobec swoje oburzenie rozpasaniem i "skokiem na kasę" obecnej władzy - przedstawiciele najuczciwszej i największej partii opozycyjnej, robią z nas przysłowiowego "balona"? Jak donoszą nasze "brzeskie taśmy podsłuchowe" dyrektor owej placówki - było nie było - członek partii i radny sejmiku wojewódzkiego, został podobno uhonorowany skromną nagrodą trzykrotnych zarobków. Takie jakieś głupstewko - ot, śmieszne czterdzieści parę tysięcy złotych. W poprzednich latach dyrektor ponoć również otrzymywał nagrody, ale wyraźnie niższe.  Podobno poseł /członek rady nadzorczej szpitala/ złożył wniosek o maksymalną wysokość nagrody. Odbyło się to zapewne w ramach powszechnie lansowanego przez  partię oburzenia na "gratyfikację dla swoich" w instytucjach publicznych. Zdarzenie samo w sobie typowe, a jednak dość osobliwe. I tu w dodatku ciekawostka, otóż ponoć niektóre związki zawodowe w szpitalu również popierają takie postępowanie.

 

Poczciwy Henryk Sienkiewicz - nie mylić broń Boże z Bartłomiejem - pisał był kiedyś "ku pokrzepieniu serc" sympatyczne powieści. Wśród nich jest też, może już nieco zapomniana, powieść "W pustyni i w puszczy". W książce jeden z bohaterów ukazuje niekonwencjonalny etyczny wzór do naśladowania - "Jak Kalemu ukraść krowę to źle, ale jak Kali ukraść krowę to dobrze". Jeśli to nie  plotka i z ową nagrodą jest coś na rzeczy, to właśnie mamy klasyczny przykład tej zasady. Jeżeli ktoś ma złudzenia, że w takich kwestiach partie polityczne niezależnie od nazwy, czymkolwiek - poza właśnie nazwą - od siebie się różnią, to...  ten przypadek powinien go pozbawić wszelkich wątpliwości.


Nawiasem pisząc, podobno niebawem będziemy się zaczytywali dziełami autora "Potopu". Miłościwie nam panujący prezydent zafascynowany Sienkiewiczem /oczywiście Henrykiem/ wydał ponoć "okólnik", namawiający wszystkich miłośników głośnego czytania do takiej akcji. Pewnie Brzesko osiągnie kolejny wspaniały sukces. Oj, co jak co, ale akcyjne czytanie ma u nas wzięcie. Szkoda tylko, że nie staramy się - czy też wręcz nie chcemy - zrozumieć tego, co czytamy. Z owych szczytnych fascynacji nie pozostaje niestety nawet umiejętność pisania i mówienia bez błędów. Dotyczy to - o zgrozo - również najwyższych dostojników państwowych. Z tym okazjonalnym czytaniem wielkich twórców literackich jest podobnie jak z wybranymi cytatami śp. Jana Pawła II. Wypada, ba, wręcz należy je wygłaszać, ale nie żeby zaraz rozumieć. Dużo łatwiej pokazać ludziom jak bardzo cenimy i kochamy "naszego papieża", stawiając wszędzie Jego pomniki w formule uroczego, ogrodowego krasnala.

 

Ważne, aby było widać!

 

I to by było na tyle.

 

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com