Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Rok wyborczy - krajobraz przed bitwą.  (Zofia Mantyka)  2014-05-08

W obliczu zbliżających się wyborów do władz różnych szczebli, kandydaci sami z własnej woli oddają się pod osąd publiczny. Mają - a na pewno mieć powinni - świadomość, że wyborcy dostają przyzwolenie, aby ich chwalić bądź krytykować. Takie są niestety zbójeckie prawa kampanii.

 

Przyglądając się postaciom z lokalnych samorządów, można z przykrością zauważyć, że znaczna ilość radnych to niestety ludzie bez kręgosłupa. Pytanie - dlaczego chcieli i może dalej "będą chcieć" być radnymi? Odpowiedź jest, jak sądzę, złożona. Niektórzy robią to pewnie z dość niskich pobudek: dieta, możliwość załatwienia tego i owego dla siebie czy rodziny. Majętniejsi pewnie z chęci zdobycia dodatkowego prestiżu, który poprawia ich samoocenę, dając poczucie władzy. Są i tacy, którzy zostali radnymi przypadkowo, gdyż namówiono ich do startu z określonej listy wyborczej i... stało się. Jaki zatem procent stanowią ludzie, o których postawie można by powiedzieć, iż robią to autentycznie "pro publico bono"?

 

No właśnie - czytając protokoły z sesji i analizując treść i wyniki głosowań przyjmowanych uchwał, jakoś trudno ich odnaleźć. Bo jak to jest możliwe, by tak mocno kontrowersyjne uchwały były bezrefleksyjnie przyjmowane? Choćby ostatnio, dużo się słyszy w brzeskiej gminie o budowie hali sportowej przy szkole podstawowej. Abstrahując od osobistej odpowiedzialności władzy wykonawczej, czyli burmistrza za sposób prowadzenia i przygotowania inwestycji, nie można nie zauważyć, iż radni jednogłośnie przyjęli uchwałę budżetową. Akceptują więc takie pomysły. Kluby radnych i partie tworzące listy wyborcze, są praktycznie jakąś komiczną bzdurą. Przecież w tym stanie rzeczy oni wszyscy ponoszą odpowiedzialność. To wprost niewyobrażalne, że nie znalazł się nawet jeden "sprawiedliwy", który ośmieliłby się sprzeciwić i mieć własne zdanie.

 

Jeśli zatem któryś z obecnie pełniących funkcję radnych gminy poprosi mnie, abym kolejny raz na niego zagłosowała, moja odpowiedź będzie prosta - "powiedz mi, co zrobiłeś, aby przeciwdziałać zadłużeniu gminy"? "Dlaczego przegłosowałeś uchwałę budżetową zaproponowaną przez burmistrza"? Jak to możliwe, że bez najmniejszego problemu i jakiejkolwiek refleksji wprowadzono podwyżki dla urzędników, które w roku wyborczym zafundował im burmistrz? Czy nie jesteśmy już aby "na krawędzi" w sytuacji wymagającej zabezpieczania zaciąganych kredytów poprzez zastaw obiektów gminnych?

 

Przecież, jeżeli w domowym budżecie zaczyna mi brakować na jedzenie dla rodziny, to nie kupuję nowego telewizora i nie podnoszę dzieciom kieszonkowego, pomimo że bardzo je kocham, a może właśnie dlatego. Są to tak oczywiste i brutalne zasady najprostszej ekonomii, że nie sposób uwierzyć, by ktoś o zdrowych zmysłach mógł postępować inaczej. A pudrowanie rzeczywistości uchwałami o 25-leciu, czy innym jubileuszu, tylko wprawia człowieka w zakłopotanie. Nieustanne świętowanie i zachwyty, wstęgi, tytuły, spotkania z okazji dnia "takiego to, a takiego", rauty, fety - istny Titanic, na którym orkiestra gra do końca.

 

W sąsiednich gminach powiatu też mają dość ucieszne osobliwości. W gminie Dębno walka przedwyborcza osiągnęła ponoć taką temperaturę, że na zebraniach skaczą sobie do oczu przy każdej nadarzającej się okazji, a władze sprawiają wrażenie ludzi, którzy najchętniej rzuciliby to wszystko i salwowali ucieczką. Wprawdzie stan finansów nie jest tam chyba aż taki przykry jak w Brzesku, lecz stworzona atmosfera zgoła wojenna. Po lekturze publikacji prasowych mam wrażenie, że w gminach Borzęcin, Czchów i Szczurowa panuje swoisty kult jednostki. I o ile w Borzęcinie i Czchowie radni jeszcze czasami próbują udawać, że mają na coś wpływ, o tyle w Szczurowej chyba nawet udawać im nie wolno.

 

Przeglądając relacje w naszych samorządowych pisemkach z jakąś diaboliczną nostalgią konstatuję, iż "Trybuna Ludu", czy "Prawda" to były gazety, które w tym zestawieniu podobnie wiernie relacjonowały wydarzenia i informowały czytelników. Wyraźnie widać, że to prymitywna propaganda i w taki właśnie sposób wydaje się środki "promocyjne"! Rodzą się więc kolejne pytania: Czy wybrani ludzie, tak łatwo ulegający wpływom, pozwalając na tyle marnotrawstwa, pełnią mandat radnego w zgodzie ze składanym ślubowaniem? Czy strach przed "narażeniem się" jest aż tak paraliżujący, że radni muszą być "bezradni"? Komu takie zespoły klakierów są w ogóle potrzebne? Czy ich rola ma się sprowadzać do legitymizowania działań burmistrzów i wójtów? I nie chodzi tu broń Boże o wywoływanie jakichś "jałowych pyskówek", ale o elementarną odpowiedzialność za zarządzanie naszym majątkiem. Przed zbliżającymi się wyborami warto sobie tego typu pytania stawiać. Dokonując swoistego remanentu ich obietnic i postaw w trakcie trwania kadencji.

 

Wybory do rad gmin są jednomandatowe, a więc już nie lista i szyld partyjny będą mieć decydujący wpływ na wyniki. Wypada się zastanowić, czy dobrze znam człowieka na którego oddam głos? Czy powierzyłabym mu na przykład pod opiekę swoją rodzinę i moje prywatne pieniądze? Czy potrafiłby nimi dobrze gospodarować?

W wyborach do powiatu i województwa nadal niestety będą listy, a więc nadzieje na istotne zmiany są prawie żadne.

 

Wybory na wójtów i burmistrzów są bezpośrednie. Czy zadamy sobie trud, aby przeanalizować jak też obecni włodarze sprawowali w naszym imieniu rządy? Czy te cztery lata były dobrze wykorzystane czy zmarnowane? Jak wyglądają nasze gminne opłaty i podatki? Jaki jest stan zadłużenia? W jaki sposób obsługiwany jest petent przez urzędników, jak przestrzegane są terminy załatwianych spraw? Ile środków gminnych zostało przeznaczone na tzw. "promocję" i co, a raczej kto tak naprawdę dzięki nim jest promowany? Jak wygląda stopa bezrobocia w naszych gminach w stosunku do innych gmin w kraju i ile nowatorskich rozwiązań zrealizowano, by udało się powstrzymywać ludzi przed wyjazdem? Czy wreszcie, jaka jest prawdziwa przeszłość kandydatów, zwłaszcza tych "wiekowych", co to już "z niejednego pieca chleb jedli" i umiejętnie dostosowali się do aktualnych haseł i ideałów? Stosunkowo łatwo można sprawdzić ich oświadczenia w IPN na stronach BIP, czy aby poprzednio nie realizowali swych pasji w instytucjach i służbach powiązanych z komunistycznym aparatem przymusu. Ilu działaczy robi obecnie dokładnie to, co robiło kiedyś - tzn. realizuje aktualnie słuszną linię, by odnieść z tego przede wszystkim osobiste korzyści, przekraczając kolejny raz granice przyzwoitości, a czasem wręcz świętokradztwa? W ilu przypadkach jest być może tak, że "ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni"? Z drugiej strony, czy głównym kryterium decydującym o uzyskaniu mandatu ma być manifestowana religijność, czy też jednak profesjonalne umiejętności?

 

To tylko niektóre z pytań na jakie może warto by było sobie przed "bitwą" odpowiedzieć. Ciekawe, czy kandydaci na urzędy w poszczególnych gminach odbędą bezpośrednie debaty między sobą, aby nawzajem takie pytania stawiać i na nie odpowiadać? Byłaby to doskonała szansa na publiczny poważny dyskurs, zamiast tysięcy plakatów i ulotek rozrzucanych po domach, zaśmiecających jedynie nasze miejscowości. Zobaczymy.

 

Jak widać kampania przedwyborcza powoli się rozkręca. Ustawiła się już kolejka na "saksy" do Brukseli, gdzie wysokość miesięcznej diety to blisko 5 lat pracy w kraju, stąd wypieki na twarzy kandydatów usprawiedliwiające ich indolencję merytoryczną i brak kompetencji językowych. Rozpoczęła się gorączkowa mobilizacja, pozyskiwanie sojuszników, odkurzanie haseł i zaklęć, ot typowy "krajobraz przed bitwą". Rusza licytacja - "kto bardziej prawy i uczciwy", kto dosłownie "żyły sobie wprost wypruwa", aby się nam żyło lepiej.

 

Niedawno wzruszyłam się do łez, gdy córka maturzystka przyniosła mi ze szkoły: flagę, konstytucję i tekst hymnu (sic!), które w imieniu marszałka województwa wręczyli jej powiatowi notable. To taka "wyprawka" dla maturzystów na wejście w dorosłość - na nową drogę życia, aby mogli wreszcie poznać flagę Polski i zapoznać się z naszym hymnem narodowym. W pierwszej chwili oniemiałam ze zdziwienia, gdyby to jeszcze było w podstawówce, ale maturzystom...  No tak, ale oni właśnie ukończyli osiemnaście lat, więc pójdą pierwszy raz głosować, no... i wszystko jasne! Szczęśliwie nie zaśpiewali im przy tym "Hey Jude" zespołu The Beatles, którą śpiewa nam sam premier jako - "poprawną politycznie", nie mylić z "Hey Joe" Jimi Hendrixa. Boże kochany, czego ci maniacy jeszcze nie wymyślą?

 

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com