Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Katarzyna i Maksymilian. Rodzina Vogelsangów w Okocimiu.  (Magdalena Lenda-Warkoczewska)  2014-03-31

W pierwszych latach XX wieku do Niepołomic, małego miasteczka położonego między Krakowem i Tarnowem, przyjechał Maksymilian Vogelsang, Czech pochodzący z miejscowości Lany nieopodal Pragi, syn Emanuela i Józefiny z domu Herz, urodzony 21.12.1880 roku. Jak wielu mężczyzn w wielonarodowej i wieloetnicznej monarchii Habsburgów służył w armii Austriackiej i zapewne stacjonował w okolicy.

W Niepołomicach poznał piękną dziewczynę Katarzynę Waligórską, urodzoną 18.01.1887 roku, córkę Jana i Ludwiki. Była to rodzina już wprawdzie zubożała, lecz szczycąca się herbem Odrowąż, co dokumentowało drzewo genealogiczne sporządzone w 1863 roku i przechowywane w rodzinie.

Podjęto decyzję o ślubie, po którym młodzi zamieszkali w Tarnowie, gdzie Maks nadal służył w wojsku. Tu przyszły na świat ich pierwsze dzieci Emilia (ur. w 1906r.), moja mama, i Wacław (ur. w 1907r.).

Między rokiem 1907 a 1910 w rodzinie Vogelsangów nastąpiły duże zmiany, Maks bowiem podjął pracę w Okocimiu, w majątku barona Jana II Albina Goetz Okocimskiego. Poza słynnym browarem Goetzowie posiadali także w okolicy majątki ziemskie, folwarki, stajnie „cugowe” i stadninę koni. Maks został koniuszym u pana barona. Następne dzieci Vogelsangów: Maksymilian (ur. w 1910r.), Anna (ur. w 1912r.), Maria (ur. w 1914 r.) i Stefania (ur. w 1918 r.) świat ujrzały już w Okocimiu.

Rodzina zamieszkała w kolonii domów wzniesionych jeszcze przez Jana Ewangelistę Goetza dla zatrudnionych w browarze specjalistów. Były one położone blisko drogi do Górnego Okocimia i tworzyły rodzaj kręgu, pośrodku którego znajdował się plac. 


Domy dawnych pracowników browaru (obecnie przy ul. Browarnej)
 utrzymane w zakopiańskim stylu,
zaprojektowane przez Eugeniusza Wesołowskiego
więcej » ,
który był także projektantem Teatru Letniego w Okocimiu, czytaj»

(fot. Jacek Filip)

Domy były drewniane, parterowe, ze stromymi dachami i facjatkami i miały wszelkie wygody – bieżącą wodę , kanalizację, oczywiście prąd elektryczny, co w warunkach galicyjskich wcale nie było powszechne. Przy domu był duży i piękny ogród. Mieszkało się w tych warunkach dobrze, a dodatkowym walorem było sąsiedztwo zaprzyjaźnionych pracowników browaru. W pobliżu stał szpital (lub może rodzaj przychodni lekarskiej) dla pracowników, ufundowany przez Goetzów w latach 80-tych XIX wieku.

Budynek dawnego szpitaliku
(przychodni dla pracowników browaru)

(fot. Jacek Filip)

Maksymilian, mój dziadek, zajmował się stadniną koni w Zagórzycach (?), stajniami tzw. cugowymi itp. Stał się niebawem zaufanym pracownikiem barona, towarzyszył mu w niektórych podróżach (m.in. do Londynu). Podobno był także z baronem w Łańcucie Potockich. W tej podróży (nie wiem, w którym to było roku) towarzyszyła mu żona Katarzyna i ponoć oczarowała właściciela Łańcuta. Przynajmniej takie opowieści krążyły w rodzinie.


hr. Zofia Jadwiga Goetz-Okocimski i Maksymilian Vogelsang

(z arch. Joanny Chmielewskiej)

Dorastające dzieci pierwsze nauki pobierały w Okocimiu, w szkole przeznaczonej dla dzieci pracowników browaru. Mieściła się nieopodal tzw. „domu pod zegarem” i bramy wjazdowej do parku i pałacu Goetzów. 

W tym budynku (obecnie ul. Barona Jana Goetza 4) mieściła
się szkoła dla dzieci pracowników browaru

(arch. www.brzesko.ws)

O tej szkole opowiadała moja mama. Uczęszczała też do niej mała Maria Nadachowska, o rok starsza od Mili, autorka uroczych wspomnień, spisanych w latach 1965-1970, które miałam okazję przeczytać. Opowiadanie tej pani o szalonych zabawach dzieci pracowników browaru, jeździe na sankach po stromej drodze z Górnego Okocimia, wędrówkach po lasku wokół pawilonu, przypominają przeżycia i opowiadania mojej mamy.

Od roku 1911 w Brzesku działało męskie gimnazjum hojnie uposażone przez rodzinę Goetzów, które w roku 1912 uzyskało prawa szkoły publicznej. Chodził do niego i zdawał maturę w roku 1928 Wacław Vogelsang. Potem odbywał służbę wojskową w podchorążówce .W Roczniku Oficerów Rezerwy wymieniony jest jako podporucznik w 2.Pułku Artylerii Lekkiej. Studiował w Wyższej Szkole Handlowej w Krakowie, ale jaki później uprawiał zawód, nie wiem. Gdy wybuchła wojna, wziął udział w kampanii wrześniowej, dostał się do niewoli i całą okupację spędził w oflagu, w obozie jenieckim Woldenberg II C. Jego powojenne losy są w rodzinie mało znane.

Młodszy z braci Maks, imiennik dziadka, wyuczył się zawodu i został piwowarem w browarze.

Pierwszy z lewej Maks Vogelsang
(arch. Antoniego Górskiego)

Również on uczestniczył w kampanii wrześniowej, dostał się do niewoli, ale podczas transportu kolejowego udało mu się uciec z pociągu. Do końca życia pracował w browarze. Ożenił się z Marią Stolarczyk.


Maksymilian (Maks) Vogelsang, pochowany jest wraz z żoną

na cmentarzu komunalnym w Brzesku

(fot. Paweł Nowak)

Anna, czwarte dziecko Katarzyny i Maksa, większość młodych lat spędziła poza domem rodzinnym, do szkół chodziła w polsko-niemieckim Bielsku i na dobre wróciła dopiero chyba w roku 1928. Dziesięć lat później wyszła za mąż za Wiktora Kunachowicza z Biskupic Melsztyńskich, który był postacią co najmniej nietuzinkową. Jako ochotnik służył w 2.Pułku Ułanów II Brygady Legionów, a po odzyskaniu niepodległości w 2. Pułku Szwoleżerów. Bohatersko się odznaczył w czasie wojny polsko-bolszewickiej i został uhonorowany Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. Trzykrotnie otrzymał Krzyż Walecznych.

Ania i Maria (Maryś) Vogelsang w roku 1928
(z arch. Warkoczewskich)

Najmłodsze córki Katarzyny i Maksymiliana, Maria i Stefania, urodzone podczas lub pod koniec pierwszej wojny światowej, mogły się cieszyć młodością w wolnej Polsce. Obie były urodziwe. Maria, zwana w skrócie Maryś, uchodziła nawet za piękność, była wysoka, szczupła, o ciemnych włosach. Stefania, zwana Stenią, niewielka, o kształtach bardziej okrągłych, urzekała burzą przepięknych kasztanowych, kręcących się włosów. Uczyły się w gimnazjum w Brzesku, zachowało się kilka ich zdjęć w obowiązkowych wówczas mundurkach szkolnych i beretach ze znaczkiem szkoły. Obie należały do harcerstwa. 

W dolnym rzędzie w środku Stenia, w drugim rzędzie w środku Maria
(z arch. Warkoczewskich)

Stenia po maturze podjęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na prawie, ale wkrótce je przerwała, ponieważ w 1938 r. wyszła za mąż za Władysława Nędzowskiego, oficera służącego w piechocie. Małżeństwo przerwała wojna. Mąż Steni, internowany przez Niemców w Szwajcarii koło Winterthur, ostatecznie znalazł się w Szkocji i służył w polskiej Armii na zachodzie. Już nie wrócił do żony i córeczki Danusi urodzonej w maju 1940 r. Miała ona zobaczyć swojego ojca dopiero w 1958 roku, gdy udało się jej dostać pozwolenie na wakacyjny wyjazd z kraju.

Jej matka zaś powtórnie wyszła za mąż za Mirosława Chmielewskiego pełniącego dyrektorskie funkcje w browarze okocimskim więcej».

Dramatyczne były losy pięknej Maryś. Chyba tuż przed wojną rozpoczęła pracę w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie i tak jak inni pracownicy została ewakuowana na wschód. Tam zagarnęła ją Armia Czerwona i wywieziono ją na Syberię czy do Kazachstanu, gdzie w koszmarnych warunkach pracowała przy wyrębie lasów. Udało jej się wydostać z tego piekła wraz z Armią Andersa. Przeszła z nią cały szlak bojowy aż do Włoch. Gdzieś po drodze spotkała swego przyszłego męża Zbigniewa Kuczerę. Po wojnie wyjechali do Anglii, a później do Stanów, gdzie mieszkali w Newark w stanie New Jersey. Maryś, po ciężkich wojennych przejściach, chorowała i zmarła w 1966 r., mając niewiele ponad 5O lat. Jej dzieci, właściwie zamerykanizowane, mieszkają w Stanach.

Mila, moja mama, najstarsza córka Katarzyny i Maksa, była podobno ulubienicą ojca. Pełna temperamentu, bardzo żywa, była, jak sama to mówiła, dziewczyną, dla której niestraszne były chłopięce zabawy, a płoty i ogrodzenia nie stanowiły większych przeszkód.

(z arch. Warkoczewskich)

Gdy miała ok. 17 lub 18 lat rodzina Vogelsangów nawiązała towarzyskie kontakty z rodziną Michała Lendy z Tymowej. 


Zdjęcie rodzinne z lat dwudziestych XX wieku.

Siedzą Katarzyna i córki Stefania i Maria. Stoją Maksymilian, Mila i Tadeusz Lenda

(z arch. Warkoczewskich)

Na rok 1924 datowane jest wspólne zdjęcie obu rodzin przed domem w Tymowej, a także kilka fotografii chłopców i dziewcząt, Mili i jej rodzeństwa oraz młodych Lendów. 



Zdjęcie z lat dwudziestych, przedstawiające młodych ludzi na wycieczce.
Chłopcy to Wacław Vogelsang z lewej i Jan Lenda (syn Michała).
Dziewczyny to (z lewej) Helena Lenda i Mila Vogelsang, późniejsza żona Tadeusza Lendy.
(z arch. Warkoczewskich)


Ostatecznie Mila wyszła za mąż za Tadeusza Lendę. Ślub odbył się w parafii okocimskiej 24 listopada 1928 roku. Zachował się komplet telegramów ze ślubnymi gratulacjami nadsyłanymi dla młodej pary na adres rodziny Vogelsangów w Okocimiu – Browarze. Potwierdzają one, że dziadek Maksymilian był w swoim środowisku postacią znaną i bardzo szanowaną. Telegramy nadesłali chyba wszyscy ważni urzędnicy browaru Okocim m.in. Przyłuscy, Fischingerowie (więcej »), dr Krupiński, Beneszowa, Franke z rodziną, Stokłosowie.

Z Wiednia przyszedł telegram: „Serdeczne szczęść Boże dla młodej pary” podpisany krótko Goetz.

Telegram z życzeniami dla młodej pary od Goetza.
(z arch. Warkoczewskich)

Młoda para otrzymała w prezencie posrebrzaną cukiernicę z wyrytym napisem: „Kluczenko, Osiński, Przyłuski, Waniek, Wetscherek, Maziarski klub 24/XI.1928”. Kim byli ofiarodawcy? Niektóre z tych nazwisk spotkałam na portalu www.brzesko.ws. Należeli np. do Sokoła. Zadaję sobie pytanie, czy byli to przyjaciele dziadka Maksa czy przyjaciele młodej pary, Mili i Tadeusza Lendy? (Chodzi zapewne o Tadeusza Wanieka, który w roku wspomnianego ślubu miał 46 lat więcej », czyli byli to raczej przyjaciele dziadka Maksa niż młodej pary - przypis Zb. Stós)

Młodzież z rodziny Vogelsangów miała w Okocimiu i Brzesku liczne grono znajomych i przyjaciół, co jest widoczne także na zachowanych rodzinnych zdjęciach. Dla Mili czułą dedykację wpisała Janka Pietrusińska (później chyba Zydroniowa), Stenia i Maryś często fotografowały się z Olą i Marcysią, córkami Ignacy Guzika. Do Sokoła należał Wacek, który grał w klubie piłkarskim, i młody Maks. Spotykano się w Okocimskim Klubie Narciarskim. Także dziewczyny, np. Maryś, Ola i Marcysia Guzikówny zdobywały odznaki sportowe.

Pisząc o życiu rodziny Vogelsangów, koniecznie trzeba wspomnieć o tym, że do 1939 roku Okocim był miejscem wyjątkowym. Wszyscy mieszkańcy, w taki czy inny sposób, związani byli z browarem i z rodziną właścicieli, która starała się, aby życie tej niewielkiej społeczności było nieźle zorganizowane. Specjalną funkcję integrującą pełnił "pawilon" więcej », którego stałym bywalcem był koniuszy Maksymilian Vogelsang.

Jak wspomniałam na początku, Maksymilian Vogelsang był z pochodzenia Czechem.

Z dzieciństwa pamiętam, jak po czesku śpiewał piosenkę o Andulce szafarzowej. Podczas okupacji Niemcy, ze względu na nazwisko, starali się go skłonić do przyjęcia volkslisty, dziadek jednak stanowczo odmówił. Zmarł 19 stycznia 1945 roku, właśnie wtedy, gdy Niemcy w popłochu uciekali z Brzeska, a do miasta wkraczały pierwsze oddziały armii sowieckiej.

Katarzyna mieszkała do śmierci w Okocimiu ze swoją córką Stefanią i jej mężem Mirosławem Chmielewskim. Zmarła 8 grudnia 1971 r., a kilka dni później zakończył życie jej ukochany syn Maks.

(fot. Paweł Nowak)

Maksymilian i Katarzyna Vogelsang są pochowani na cmentarzu parafialnym w Brzesku.

Magdalena Lenda-Warkoczewska

1 marca 2014 r.

comments powered by Disqus



Copyright © 2004-2017 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com