Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Informacje dezinformacyjne, czyli jak kłamać uczciwie.  (Zofia Mantyka)  2014-02-14

W starych dobrych czasach plotki i kłamstwa produkowały ponoć przede wszystkim pokojówki. A idąc do magla z praniem można było się dowiedzieć o najnowszych sensacjach w mieście. Dzisiaj do magla się już praktycznie nie chodzi, a pokojówki przegrywają konkurencję z czymś, co szumnie nazywa się mass mediami. Proszę nie mylić z media marktami, gdyż te jak głosi reklama "nie są dla idiotów". Natomiast mass media uporczywie i skutecznie robią z ludzi idiotów, więc są jak najbardziej właśnie "dla idiotów".

 

Statystyczny Polak spędza przed telewizorem blisko pół dnia i z wypiekami na twarzy ogląda najrozmaitsze seriale, których scenariusze umiejętnie i programowo robią mu sieczkę z mózgu. Prezentowane perypetie bohaterów uczą nas nowej obyczajowości, tworzą obraz społeczeństwa jakim powinniśmy być. Dają obraz świata i Polski w który wierzymy, identyfikując się z naszymi ulubionymi postaciami serialowymi, bezrefleksyjnie afirmujemy podawany przekaz. Programy rozrywkowe i niby publicystyczne "talk show" są w większości poniżej poziomu rozmów, które kiedyś odbywały się przy odbieraniu prania z magla. Tego typu produkcje mają kształtować naszą estetykę, kulturę, gusta, poczucie smaku. I wreszcie najistotniejsza pozycja w ramówce - programy informacyjne. Tutaj współcześni "inżynierowie dusz" dezinformują nas już w sposób wręcz prostacki i - o zgrozo - spora część odbiorców zdaje się tego nie dostrzegać. W czasach komuny popularne było hasło "telewizja kłamie" i większość telewidzów doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wiadomości to była zwykła propaganda, wszyscy doskonale wiedzieli, że jeśli tak mówią to znaczy, że jest dokładnie na odwrót. Subtelnie przemycane pod okiem cenzora teksty w programach rozrywkowych były przez odbiorców natychmiast dostrzegane, komentowane i rozpowszechniane w prywatnych rozmowach i spotkaniach. Teksty kabaretowe, teksty niektórych piosenek, to były swoiste felietony śpiewane, znajomość których świadczyła o sytuowaniu się w świecie ludzi inteligentnych. Dla studentów to były wręcz "lektury obowiązkowe". Jacek Federowicz w swojej audycji "Dyrekcja cyrku w budowie" - w popularnym trójkowym magazynie "60 minut na godzinę" - ośmieszał rzeczywistość w sposób finezyjny i wszyscy słuchacze doskonale czuli aluzję. Dzisiaj topos życia - snu to matrix. Żyjemy w krainie "Big Brothera", jest super czadowo i ogólnie pełny odjazd. Obecnie przerażające jest zwłaszcza to, że mamy formalnie wolność słowa i ludziska używają sobie do woli wylewając żale i kompleksy na anonimowych forach, natomiast strach przed zaprezentowaniem swojego stanowiska oficjalnie jest nie mniejszy niż w PRL-u. Czy jest to strach nieuzasadniony?

 

W lokalnych mediach widać to jeszcze pokraczniej i ucieszniej. Bo to i kwalifikacje "redaktorów"...  raczej lokalne i tematy bardziej bliskie, a i paradoksalnie można je niekiedy dość łatwo zweryfikować, wyglądając po prostu przez okno. Informacje podawane mieszkańcom przez lokalne pisma samorządowe to w większości nachalna propaganda, przede wszystkim promująca samorządowców. Dostajemy informacje tak spreparowane, aby wiedzieć dokładnie to, co mamy wiedzieć i w takiej formie jaka jest pożądana. Dowiadujemy się co rusz o cudownych osiągnięciach, dzięki którym zostajemy uświadomieni, że żyjemy w gminach "miodem i mlekiem płynących". Wydawane za publiczne środki periodyki dają nam sielankowy obraz rzeczywistości, w którym troskliwi gospodarze gmin, powiatów i województw "nieba nam przychylają", czyniąc nieludzkie wręcz wysiłki, aby się nam dobrze żyło. Co jeszcze zabawniejsze, samorządowcy wyrywają sobie co smakowitsze kąski, aby przekonać elektorat, że to właśnie ich zasługa. Rywalizują ze sobą o wdzięczność mieszkańców, wmawiając, że "tylko dzięki nim świeci słońce". Prawdy w tym wszystkim jest często tyle, co "kot napłakał". Rzetelność dziennikarska, mierzona ilością złotówek, którą mogą zainkasować przedstawiciele mediów bywa bardzo elastyczna. A w przypadku, gdy są zatrudnieni przez samorząd, po prostu realizują zlecone zadania. Niektórym samorządowcom "pozyskiwane" w osobliwy sposób tytuły, certyfikaty czy kapelusze nie mieszczą się już w szafach, co niechybnie oznacza, iż mieszkańcom nie brakuje już nawet ptasiego mleczka, a strefy ekonomiczne tętnią życiem jak żyły ciśnieniowca przed wylewem. Ilość odznaczeń, wyróżnień, medali tak oszałamia, że czytelnik czy słuchacz nie chodzi jakiś taki "niedoinformowany", lecz doskonale wie, że mieszka w najlepszej gminie w Europie i duma z tego powodu dosłownie go rozpiera. A jak dziecko chce wyjechać i opuścić tę krainę szczęśliwości, bełkocąc coś o braku szans na życie tutaj, to mu pokazuje odpowiednie strony w internecie i udowadnia jak bardzo się myli. Ewentualnie sięga po miesięcznik lokalny, gdzie na kolejnych stronach samo pasmo sukcesów, piękne zdjęcia i co rusz życzliwy uśmiech gospodarza gminy przekonuje, że przecież u nas jest cudownie. Tylko jakiś złośliwy malkontent i niewdzięcznik mógłby ten swoisty eden kwestionować.

 

Ostatnio mieliśmy kolejny zabawny spektakl walki o to, kto zasługuje na większą wdzięczność mieszkańców za dobrodziejstwo zjazdów z autostrady. Zaczęło się tradycyjnie od zachwytów nad tym, że mamy tymczasowy zjazd z autostrady ulicą Leśną i że już niebawem będziemy mieć drugi zjazd docelowy na zachód od ulicy Leśnej. Dzięki temu jesteśmy najlepiej skomunikowani z autostradą i tylko patrzeć jak inwestorzy z całego świata będą ustawiać się w kolejce, aby skorzystać z szansy zainwestowania w tak rewelacyjnym miejscu. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie historia, którą bardzo łatwo odnaleźć w protokołach sesji, komisji, czy wielu innych materiałach. Stosunkowo prosto można przecież ustalić kto, kiedy i jaką postawę zajmował. Jest wiele dokumentów świadczących wymownie, jakie było zaangażowanie poszczególnych osób na różnych etapach porozumień. Kto preferował projekt "społeczny". Kto zwalczał. Kto asekuracyjnie i oportunistycznie robił uniki. Kto przyśpieszał, kto opóźniał, kto, co, komu i kiedy obiecywał. Jaka była postawa parlamentarzystów, władz gminnych, powiatowych, wojewódzkich i państwowych. To nie jest przecież żadna tajemna wiedza, odrobina wysiłku i wszystko można łatwo odnaleźć. Jaka była atmosfera na zebraniach z mieszkańcami. Kto ponosi odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Również i zdarzenia z okresu realizacji inwestycji są dostępne, stąd prymitywne dezinformowanie opinii publicznej powinno zwyczajnie narazić na śmieszność. Jak można było przewidzieć w momencie, gdy zdecydowana większość mieszkańców jest zadowolona z finału sprawy i cieszy się z tymczasowego zjazdu i perspektywicznie z drugiego docelowego, przypisywanie sobie zasług - "jam ci to nie chwaląc się dokonał" jest powszechne. Niestety postawa taka nie przypomina jednak przypadku Zagłoby - "Bohuna śmy usiekli", ale wygląda niestety dużo marniej. To raczej postać fredrowskiego Papkina schowanego za murem, gdy już jest po sprawie i nie ma żadnego ryzyka - ostro walczącego z wyimaginowanymi przeciwnikami. To dość żałosne. Maksyma stara jak świat "sukces ma zawsze wielu ojców, a porażka jest samotna". Ale - jak widać - ci światowi goście już się u nas pojawili, gdyż dowiadujemy się, że właśnie przybyli Japończycy, aby... uczyć się od nas i podpatrywać jak wspaniale jesteśmy zabezpieczeni przed powodzią (sic!). Szanowni Państwo, to nie jest jakiś ponury żart, taką informację podają lokalne "przekaziory". Niech mi ktoś powie, że to nie matrix. To się dzieje naprawdę. Nasza gmina została wybrana do zaprezentowania gościom z Japonii, jak...  wzorcowo zabezpieczyć się przed powodzią!!! Na Jowisza! Świat zwariował. Po tej wizycie i uzyskaniu cennej wiedzy, żadne tsunami nie będzie już Japończykom straszne. Po prostu nauczą się od nas jak wytłumaczyć i wmówić mieszkańcom, że nic im nie zagraża i już będą całkowicie bezpieczni.

 

Oczywiście, to jedynie najświeższe przykłady tego, jak samorządowcy drwią sobie z prawdy i zaklinają rzeczywistość. Sytuacje takie zdarzają się nieustannie. Jeśli fakty nie pasują do uprawianego pijaru, tym gorzej dla faktów. Spokojnie się je podrasuje i będzie dobrze, ludzie to kupią. To, że działacze samorządowi i ich "spin doktorzy" łżą jak najęci, to już prawie norma. Rozpowszechnianie takich informacji przez media, których przedstawiciele dobrze wiedzą jakie są fakty, jest niestety swego rodzaju prostytucją zawodu. Gdyby takie figury zdawały relację z historycznych wydarzeń, to w zależności od tego, kto by ich lepiej potrafił do siebie przekonać, moglibyśmy mieć informację, że np. pod Wiedniem zwyciężyli Turcy, a Napoleon w bitwie trzech cesarzy pod Austerlitz dostał tęgiego łupnia i że właściwie to było to w Sławkowie. Napisać można przecież wszystko. To tak jak w tym dowcipie o ogłoszeniu reklamowym "na Placu Czerwonym w Moskwie można kupić nowe samochody marki Mercedes, a w rzeczywistości to niestety nie samochody marki Mercedes, tylko rowery marki Sputnik i nie kupić tylko... ukraść, reszta się zgadza". Problem w tym, że takie dezinformacyjne działania są realizowane za publiczne środki, najczęściej z budżetu na promocję, więc ktoś przywiązany do praworządności może zadać pytanie, dlaczego pieniądze podatników zostają wykorzystane w taki sposób?

Odpowiedź na nie jest prosta. Niestety nie żyjemy w otwartym społeczeństwie obywatelskim, starych kłamczuszków zastąpili nowi. Promowanie właściwego wizerunku gospodarzy gmin, dokonań prawdziwych czy nie prawdziwych, to główne cele istniejących wydziałów promocji. Koszty funkcjonowania tych wydziałów są niebagatelne, a efekty... istotne, tylko dla kogo? No tak, ja się tu czepiam decydentów, że wykorzystują media do kłamliwej reklamy własnych dokonań, ale czy zmiana personalna zmieni sytuację? Szczerze wątpię, przecież po tzw. "komuchach", którzy kłamali systemowo i raczej nie musieli się spowiadać, bo byli wyznawcami jedynie słusznego marksizmu, mamy teraz w większości wzory cnót wszelakich, którym przymiotnik "katolicki" dosłownie nie schodzi z ust, nawet wówczas kiedy kłamią.

Amen.


Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com