Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Ach, te emocje.  (Zofia Mantyka)  2014-01-20

Miałam niedawno sposobność uczestniczenia w towarzyskim spotkaniu, na którym z powodu J. Owsiaka ludzie się o mało nie pozabijali. Emocje jakie wywołuje działalność tego pana są niesamowite. Nie odezwałam się ani słowem, gdyż tak naprawdę żal mi i jednych i drugich. Zmartwiłam się tym zwłaszcza dlatego, że bardzo moich znajomych lubię. Argumenty, jakie padały z obu stron, właściwie w większości były racjonalne. Nikt jednak nawet przez chwilę nie próbował zastanowić się nad tym, czy naprawdę warto z taką żarliwością się kłócić. Przecież, jeśli ktoś uważa, że całe to zamieszanie jest przede wszystkim propagandą medialną państwowych oficjeli, propagujących cyt. "pajaca w kolorowych portkach", który "cynicznie miesza w głowach zwłaszcza młodych ludzi, udając szlachetnego dobrodzieja", to najzwyczajniej nie daje mu pieniędzy. A swoim "dobrze wychowanym" dzieciom mówi wprost, kim on jest i "kto za nim stoi". Tłumaczy, co to takiego "Mrówka Cała" czy "Złoty Melon", jakie te firmy mają obroty, kto jest w nich zatrudniony i za jaką gażę. Jeśli natomiast ktoś inny przekonany jest, że to dobroczyńca, pędzi wówczas do najbliższego sztabu akcji i zanosi pokaźną sumę. Wspiera te działania, gdyż chce pomóc innym i każda nadarzająca się ku temu okazja jest mu miła. Proste? Proste - jak "konstrukcja cepa". No tak, ale wówczas nie ma sposobności, aby wzajemnie skakać sobie do oczu. Obserwując to socjologiczne zjawisko odniosłam wrażenie, że najżarliwiej dyskutowali Ci, którzy prawie zawsze są pasjonatami w dyskusjach, ale raczej nie są zanadto aktywni przy sięganiu do swojej kieszeni przy charytatywnych przedsięwzięciach, zupełnie zresztą niezależnie od tego kto je organizuje.

 

Idąc ulicą spotykamy przeróżnych żebrzących i to czy dajemy im pieniądze czy też nie, jest naszą suwerenną decyzją. Dzięki Bogu jeszcze nie ma obowiązku wspierania żebraków. Wybór należy więc do nas, czy uważamy, że to oszust i go ignorujemy, czy też uwierzymy w jego skrajną nędzę i mamy akurat kaprys by mu coś dać. Z większości miejsc publicznych żebracy są zdecydowanie przepędzani przez właścicieli i zarządców, stąd najczęściej sytuują się oni w pobliżu kościołów. To trafny wybór, gdyż ludzie wychodząc z kościoła po rozmowie z Bogiem są bardziej skłonni do dawania, choćby z uwagi na pamięć o ewangelicznym "uchu igielnym", czy też z prostego faktu, iż przecież przed chwilą właśnie "dali na tacę" choć może w tym przypadku niekoniecznie zastanawiali się czy akurat ta ofiarność jest dla najbardziej potrzebujących. Póki co, nikt z nas nie jest rozliczany z tego czy daje żebrakom, czy daje na tacę, czy też nie. Nikt nas nie rozlicza i nie krytykuje, bo to - i słusznie - prywatna sprawa każdego człowieka. To jest zasadniczo kwestia naszej indywidualnej wrażliwości, filozofii, światopoglądu, charakteru, czy nawet norm kulturowych i wychowania. Oczywiście można być ofiarnym tak, by nikt nie wiedział i tak, aby wiedzieli możliwie wszyscy. To dość podobne zjawisko jak zamawianie mszy za zmarłego, można to przecież zrobić dyskretnie, wierząc iż to zmarłemu pomoże w drodze do zbawienia i... - co zdecydowanie powszechniejsze - tak, aby było dobitnie i głośno wiadome, przez kogo intencja została zamówiona.

 

Jest oczywiście poza wszelką dyskusją, że środki zgromadzone przez "orkiestrę" są w rzeczywistości "napompowane" przez publiczne instytucje i siłą rzeczy, w jakimś stopniu finansowane przez podatników, z których spora część nie jest temu przedsięwzięciu przychylna. Tyle, że nie jest to niestety przypadek odosobniony, tak się przecież dzieje prawie zawsze, jeśli akcje organizują instytucje publiczne czy samorządy. I wprawdzie jednostkowa skala jest nieporównywalnie mniejsza, lecz mechanizmy podobne. W skali krajowej są to jednak gigantyczne środki. Ba, śmiem twierdzić, że poziom obłudy jest tu zdecydowanie większy. Na takie akcje zapraszani są lokalni biznesmeni, których nakłania się do szczodrości, co oferując w zamian? Oficjalnie - nic. Różnego typu aukcje, koncerty, zawody, pikniki itd. itp. To są spektakle, gdzie wykorzystując publiczne środki, realizuje się konkretną pijarowską promocję. Gdy słyszymy, że prezydent, burmistrz, wójt, starosta itd. łaskawie dał na to czy tamto, to toż to jest najzwyczajniej...  jawna kpina. Co on dał? Przecież to nie prywatne pieniądze, tylko publiczne środki z kasy budżetu, przeznaczone na własną chwałę. Ot, dobroczyńca! Podobnie jak J. Owsiak, który cudzymi rękami zbiera od ludzi pieniądze i część z nich łaskawie przekazuje do służby zdrowia. Tyle, że ten to chociaż w tych swoich kolorowych gaciach przez cały dzień się nawrzeszczy i to tak, iż pod koniec wieczoru ledwie zipi. Natomiast nasi dostojni wybrańcy, jedynie łaskawie zaszczycają swą obecnością imprezę, często współorganizowaną przez swoich pracowników, odbierając hołdy uwielbienia. Niekiedy nawet na kościelnych nabożeństwach, w ogłoszeniach parafialnych, mamy sposobność usłyszeć o ich wyjątkowej hojności. Wręczane sukcesywnie przy każdej nadarzającej się okazji okolicznościowe foldery, puchary, dyplomy okraszone są bądź to podobizną "darczyńcy", bądź podpisem z nazwiskiem i imieniem, by dobitnie utkwiło w pamięci obdarowanego. Na imponujących zdjęciach, relacjonujących i rozpowszechniających takie wydarzenia, fachowcy od promocji pieczołowicie dbają, by pokazać szefów gminy czy radnych odpowiedniego okręgu, jak ofiarnie obdarowują np. kołdrą lub kocem, czy choćby kwiatami, zacnych jubilatów z okazji rocznicy ślubu. Wszystkie te "dary" są oczywiście z budżetowych pieniędzy. Przypomina to jako żywo kapitalną scenę z "Misia" Barei, gdy para przebranych w krakowskie stroje karzełków, w tanecznych pląsach przynosi na atłasowych poduszkach wymarzony przez obywatela paszport - wręczany mu przy dźwiękach odpowiednio patetycznej melodii. Jak widać, "Orkiestra Świątecznej Pomocy" gra nieprzerwanie, tyle że nie zadajemy sobie trudu, aby to zauważyć. Najzwyczajniej do absurdów przyzwyczailiśmy się już tak dalece, że zupełnie nas nie rażą, bo po prostu są na co dzień i dotyczą bardzo dużej liczby "dobrodziejów", którzy umiejętnie na nas żerują. Podsycanie antagonizmów i dyskusji na temat tego, kto jest bardziej nie w porządku - J. Owsiak, czy np. Ojciec Dyrektor - jest bardzo użyteczne, gdyż skutecznie odwraca uwagę od powszechnych zjawisk. Prawda to stara jak świat. Jak myślicie - kto zawsze najgłośniej krzyczy "łap złodzieja"?

 

Na zakończenie i dla jasności. Rozumiem tych, którzy nie dają pieniędzy na "orkiestrę", gdyż wolą pomagać komuś, kogo znają i wiedzą na pewno, że nie jest oszustem. Broń Boże, nie krytykuję tych, którzy biorą udział w tym przedsięwzięciu. To ich sprawa. Trudno przecież nie doceniać ludzi, którzy autentycznie chcą pomóc innym w nieszczęściu i chorobie - to cudowna rzecz i oby takich odruchów serca było jak najwięcej. Staram się jednak również rozumieć wątpliwości tych, którzy nie wierzą w czystość intencji organizatorów niektórych przedsięwzięć, podejrzewając ich o zdobywanie popularności, która umożliwia wylansowanie nazwiska i dyskontowanie tego dla własnej korzyści w działalności publicznej czy biznesowej. Mam świadomość nieufności do urzędników, gdyż środki na publiczną pomoc społeczną w znaczącym stopniu są źle wydawane i wręcz marnotrawione. Nader często trafiają wcale nie tam, gdzie powinny. Ludzie naprawdę biedni są zazwyczaj wstydliwi i honorowi, a honor to czasem jedyna rzecz, którą posiadają. Stosunkowo rzadko zgłaszają się do instytucji o pomoc, natomiast z pomocy żyje cała rzesza pijaków i leniów. Bezdyskusyjnym jest fakt, że często korzystają z przeróżnych przywilejów ludzie o całkiem dobrej kondycji ekonomicznej, czy wręcz nawet bardzo dobrej - z uwagi na swoje możliwości "dojść".

 

Niestety, bardzo podobnie jest w naszej "cudownej" służbie zdrowia, gdzie najłatwiej na bezpłatne zakontraktowane zabiegi medyczne dostają się pacjenci najlepiej sytuowani. Przez ostatnie dziesięciolecia zupełnie nic się w tym zakresie nie zmieniło. Pomimo, że wydatki budżetu państwa na służbę zdrowia stale rosną i liczone są w miliardach złotych, jej dostępność dla szarego obywatela nie jest lepsza. Dlaczego? Kropla środków pozyskanych w zbiórkach ulicznych prawie niczego nie zmienia, poza możliwością uruchomienia sporów. Tak dla porównania, mała ciekawostka. Jak zapewne napisałby śp. Kisiel, "zgadnij koteczku": ile kosztował ostatni remont ambasady polskiej w USA? No ile? Otóż 60 milionów złotych. Taki podarek od nas dla Ryszarda Schnefta, aby mu się miło pracowało. A czym się różnią te pieniądze od tych na służbę zdrowia? I o dziesiątkach takich ciekawostek prawie nikt nie mówi, a już zupełnie nikt się o to w towarzystwie nie kłóci.


Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com