Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

PRL-bis  (Zofia Mantyka)  2013-09-27

PRL-bis


Zainspirowana tekstem, o narodowym "czytaniu - nieczytaniu", do którego autor portalu zamieścił link w zakładce "Co mnie w tym tygodniu zainteresowało w Internecie", czytaj -->> chciałam podzielić się z czytelnikami brzesko.ws kilkoma refleksjami.

 

Według mnie, show z narodowym czytaniem to kompletna głupota. To mniej więcej tak, jakbyśmy publicznie myli zęby, brali prysznic lub jedli przy pomocy sztućców, aby pokazać rodakom, że tak należy. Jak widać, potrzeba organizować specjalne akcje, aby przypomnieć o istnieniu książek. W Brzesku czytanie publiczne ma już bogatą tradycję. Coroczne "nocne czytanie", gdy dzieciaki zamiast spać muszą słuchać dukających notabli (z których niektórzy może powinni wrócić do szkoły, aby wreszcie zdobyć tę - jak się okazuje - niełatwą umiejętność), jest widomym przykładem, jak nauczyciele próbują "budować swoją pozycję " u władzy.

 

Bodaj pod koniec ubiegłego roku, w technikum na Zielonce, przedstawiciele władz czytali "Lalkę" Prusa. Jak na ten etap kształcenia, samo głośne czytanie jest wyjątkowo subtelnym pomysłem. Tylko patrzeć, jak takie spektakle będą urządzać na uniwersytetach. To niestety świadczy o pomysłodawcach. Swoją drogą ciekawe, kto inspiruje nauczycieli do tych przedsięwzięć? Nauczyciele w PRL-u byli wyjątkowo dyspozycyjni i wychowywali w oparciu o idee marksistowskie, współtworzyli mechanizmy zniewolenia. "Inżynierowie dusz" mieli jasno postawione zadania.

 

Na portalu brzesko.ws można odnaleźć filmy relacjonujące pochody pierwszomajowe. Co by o tym okresie nie mówić - wówczas w szkole nauczyciele jednak uczyli i poziom edukacji był względnie dosyć wysoki. Obecnie w "PRL-u bis" poziom nauczania systematycznie spada, więc niebawem umiejętność czytania czy odróżnienia Bacona od bekonu będzie przepustką do znalezienia się w gronie intelektualistów. Propaganda sukcesu i otumanianie ludzi jest już takie samo jak kiedyś. Działacze społeczni i polityczni łżą na potęgę, a ich prymitywne wzajemne ataki są na poziomie celebrytów. Tylko patrzeć, jak publicznie będą zdzierać bieliznę, niekoniecznie naśladując Rejtana - ilu z nich na pewno wie, kim on był? Bareja na każdym kroku, absurd goni absurd.

 

Nasz miłościwie panujący pan premier mówi, że w razie odwołania prezydent Warszawy, na komisarza powoła bliską sobie polityk, panią prezydent Warszawy (sic!). Inna sprawa, że jego główny przeciwnik Jarosław, będąc w takiej sytuacji, zachowałby się identycznie. Pieniądze unijne są wydawane bezmyślnie, zwłaszcza te przeznaczone na działania w sferze edukacji i kultury. "Miś musi być duży na miarę naszych możliwości", stąd im więcej głupio wydamy, tym lepiej. I niech nikt nie próbuje nam mówić, że to źle. Zegar Balcerowicza tyka, choć ostatnio z kłopotami. Wypisz, wymaluj - epoka sekretarza Gierka. Siedzimy w tym bajzlu, a jednocześnie przekonujemy, że tak ma być. W powietrzu tylko unosi się swąd zbiorowej głupoty i obłudy. No, ale zawsze można sobie publicznie poczytać Fredrę, aby się dowartościować i pokazać jak niestrudzenie walczymy o podniesienie poziomu kultury i oświaty.

 

W niedzielę 22 września, miała miejsce inna przezabawna sytuacja. Otóż, w ramach koncertów organizowanych przez Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, w brzeskim pałacu odbył się koncert współczesnej muzyki poważnej. Przypuszczalnie, większość melomanów miała mgliste pojęcie na jaki koncert się wybiera. Jak za starych dobrych czasów, szło się "do kina", nie na film. Muzyka bardzo abstrakcyjna dla wyjątkowych koneserów lub snobów, gdyż doprawdy jakiejkolwiek linii melodycznej nie sposób się tam doszukać. I proszę - okazuje się, iż Brzesko to nie jakaś tam powiatowa pipidówa, to miasto w którym bilety (darmowe wejściówki) rozeszły się w mgnieniu oka. Punktem honoru było znaleźć się wśród elitarnej widowni, aby móc uczestniczyć w zbiorowej emanacji. Ogarnięci urokiem płynącej muzyki widzowie, w ekstatycznej ciszy, kontemplowali zachwyt z zakłamaniem porównywalnym jedynie z udawaną religijnością" na pokaz" - lansowaną przez niektórych polityków w naszym "białym chrześcijaństwie".

Na zakończenie występu niektórzy z widzów podjęli nawet nieśmiałą próbę owacji na stojąco, ale to już było "przegięcie".

Reasumując - pełny odjazd. Sytuacja od samego początku przypominała sceny i dialogi z kultowego "Rejsu" Marka Piwowskiego.

 

"(...)

- Ma pan bilet?

- A pan ma?

- A skąd mam mieć?

- No. To wchodzimy!"

 

Inżynier Mamoń czułby się doskonale i pewnie podzieliłby się  swoimi refleksjami:

"(...) Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez ... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."

 

W sumie i tak chyba dużo sympatyczniejszy jest taki pocieszny snobizm, od zorganizowanego czytania. Może niebawem będziemy obowiązkowo czytać Mrożka?

Tylko obawiam się, iż raczej nikt nie wybierze tego tekstu:  "(...) Do Ministerstwa Kultury. Donoszę, że ochotniczo my ukończyli akcję tępienia analfabetyzmu w powiecie. Ostatni analfabeta ukrywał się w krzakach na Górce Piastowskiej, ale my go znaleźli. Trochę się bronił, ale mu szwagier przyłożył kłonicą, a ja mu poprawiłem. Tak, że nie ma już analfabety. Przy wytępionym my znaleźli okulary i książkę w języku obcym pod tytułem "Les Pensees". Znaczy się nie umiał czytać po polsku."

 

Jak widać czasy się zmieniają, a sytuacje niekoniecznie.

 

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com