Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Andrzej Jarosz  (Tryptyk zielonooki i inne) 

empatia

przez zielone okna twoich oczu
zaglądam do twojej duszy
patrzę coraz dalej i dalej

dalekość przechodzi w nieskończoność
adrenalina przekracza bezpieczny poziom
znikam

kiedy mam przestać istnieć
w ostatniej chwili odwracam wzrok

za mną pozostaje nieme pytanie
zdziwionych oczu morza

przecież nie możesz zniknąć
przecież jesteś?
bajka o dwóch bajkach

widzę z wysokości orlego gniazda
jak spoglądasz ku górskim szczytom
wiesz, że gdzieś tam wysoko i wyżej
ziemska proza tworzy nieziemska poezję

zielonookoa królewno z innej bajki
twoje oczy koloru nadziei
przejrzyste, niepoznane jeziora
zachęcają szumem fal

może zmyjesz z siebie farbę
malowany ptaku
i połączymy nasze bajki
w jedną bajkę?

 

plama

zostałabyś dla mnie czysta
gdybyś była z każdym innym
ale nie z nim

manipulował tobą ten najgorszy
co lepszymi nie potrafił
oprócz ciebie

patrzyłem beznamiętnie
jak się z nim zadajesz
taka nijaka

mrugały
zielonookie jeziora...
zarosłe rzęsą stawy

żaby rechotały
o mnie nie do mnie
koło mnie

no cóż
znowu dałaś plamę!

 

Wiersze pochodzą z tomiku "Sny na jawie". Więcej o autorze wierszy przeczytać możecie na autorskiej stronie  www.fides.info.pl

modlitwa narodów

błękitny Panie Ojcze, który mieszkasz w niebie wznosimy w górę ręce, modląc się do ciebie niech chłowiek na człowieka więcej się nie gniewa niech się radość uśmiecha i miłości śpiewa

błękitny Panie Ojcze, cień na ziemię pada słupem ognia modlitwy głos nasz w niebo wzlata wędrujemy z powrotem, my, ludzka gromada dzieci wygnane z raju na pustynię świata

Ojcze o złotych oczach w słońca majestacie Ojcze o złotych oczach co szyjesz promienie zaceruj ozonowe dziury w ziemskiej szacie niech zstąpi Duch Twój z nieba i odnowi ziemię!

niech zgodzi swoją Mocą narody skłócone

niech przejdą suchą nogą przez Morze Czerwone niech ziemię przeistoczą złączone narody w krążące po orbicie wiszące ogrody

błękitny Panie Ojcze błękitnej planety

przecież Ty nas wciąż kochasz i czuwasz nad nami niech oszczędzi nam ziemię warkocz twej komety pielgrzymich dróg kosmosu żeśmy wędrowcami

czuwasz Tato nad nami bożą Opatrznością

wędrujemy do Ciebie, czekasz na spotkanie tyś początkiem i końcem, chwilą i wiecznością i alfą, i omegą, amen, amen Panie

 

Listopad, 2006

 

suka

 

ładowano dobytek, wiosna się kończyła

przenoszono plebana na inną plebanię

ładowano dobytek, a suka patrzyła

przeczuwała zmartwiona, że tutaj zostanie

że zostanie niechciana, smutna, odepchnięta

miała cztery młode, kochane szczenięta

więcej-->> 

 


Biały Orzeł poszybował
nad wawelski szczyt Krakowa
dzwon Zygmunta rozkołysał
zbudź się Polsko!-kraj usłyszał

zerwały się orle wiatry
o Giewontu szarpły dźwierze
i rozwarły wrota Tatry
obudzili się rycerze

pochwycili złomy góry
i rozbili stare mury
czołgi! Krzyk! Rozpacz zamieci!
i skarga sierocych dzieci

świecą w kopalni znicze
bo zgasły lampki górnicze
świecą pod krzyżami trzema
bo ciemno a ojca nie ma

nadleciał z Wiecznego Miasta
w wojny stan za pięć dwunasta
Biały Orzeł, w locie świętym
nad miastami brał zakręty

i z dziećmi z polnych ołtarzy
zanosił w niebo wołanie
nim nieszczęść się więcej zdarzy
wróć wolność  Ojczyźnie, Panie

i płynął śpiew coraz wyżej
i uniósł trzy zrosłe krzyże
i pytał u nieba bramy:
Polska to kraj przegrany?

Wybierzcie!-Bóg odrzekł z góry
patrząc w zadumie spojrzeniem
niedługo macie wybory
głosujcie serca sumieniem!

10.15.2007

 czerwona chusta

stała przede mną a za mną słońce

na krańcu morza zasypiające

 

nadeszła plażą na nią czekałem

patrzyła w słońce ja nie istniałem

 

jakby przeze mnie patrzyła w dale

na zachód słońca na światła fale

 

oczy zielone wielkie ogromne

urzekające uduchowione

 

roznamiętnione i nieprzytomne

pełne tęsknoty oczy zielone

 

coś w jej spojrzeniu takiego było

że się w niej słońce zauroczyło

 

i zakochało i na ramiona

spadła dziewczynie chusta czerwona

 

tkana z zachwytu słońca promieni

ogniste frędzle sięgały ziemi

 

w szal się zmieniała chusta u góry

stała dziewczyna w ogniu purpury

 

ulotna zwiewna nieziemska prawie

w czerwonej chuście śniła na jawie

Listopad, 2007

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com