Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

"Monolog"  ( ) 

- Czemu to zrobiłeś? - w jej oczach pojawił się smutek, nienawidzę jak przeze mnie się martwi - Co przez to chciałeś udowodnić? No powiedz! - Nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie......nie mogłem....... w mojej głowie był totalny chaos. Nie wiedziałem czemu to zrobiłem, sam nie wiedziałem.

Siedziałem teraz w totalnym milczeniu i nie mogłem poskładać myśli, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Chciałem wstać, uciec gdzieś, schować się i już nigdy nie wyjść, uciec od tego wszystkiego co mnie otaczało. Ale czy chciałem uciec od niej? Nie, tak bardzo była mi potrzebna, potrzebna do tego, abym mógł odnaleźć samego siebie. Chciałem żebyśmy zostali tylko ja i ona, żeby wszystko dookoła nagle zniknęło....ale nie było to możliwe. Podniosłem głowę. Klęczała tak spokojnie wpatrzona w dal, zdawała się nawet mnie nie zauważać. Zobaczyłem, że w jej oczach pojawiły się łzy. Było mi potwornie głupio, w tym momencie zapragnąłem dokończyć to co zacząłem.... ale równocześnie chciałem się do niej przytulić i powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy, jak bardzo jest mi przykro, jak bardzo jej potrzebuję. Dobrze wiedziałem, że mnie odepchnie .... nie, nie odepchnęłaby mnie, ale nieodwzajemniony uścisk byłby dla mnie jeszcze gorszy. Wiedziałem, że ją zawiodłem ....kolejny raz ją zawiodłem... osobę, na której tak mi zależało... chyba po prostu jestem stworzony do tego aby zadawać ból. Łzy płynęły jej po policzkach a ja......

-Czemu to zrobiłeś? Nie zależy ci na mnie, nie chciałeś już być ze mną? Czemu po prostu mi tego nie powiedziałeś? Czemu..... - tu jej głos się urwał, łzy płynęły już strumieniami, jej dłonie spoczęły teraz na twarzy, zasłaniając ją całkowicie. Nie chciała żebym widział jak płacze. Teraz już nic nie mówiła, tylko płakała. Byłem skończonym debilem....co ja pierdolę jestem skończonym debilem. Ranię właśnie ją, osóbkę, na której najbardziej mi zależy, dzięki której poczułem się lepiej i dzięki której zacząłem żyć. A teraz co? Ja sam siebie nie mogę zrozumieć, czemu to jest takie trudne? Czemu jestem w stanie odebrać sobie życie przez kogoś, na kim mi nie zależy, a nie potrafię żyć dla kogoś, kogo kocham. A może ja jej nie kocham? Może mi się tak tylko wydaje? Bo czy gdybym ja naprawdę kochał, potrafiłbym sobie odebrać życie? Zachowałem się jak egoista. Pierdolony egoista. Chciałem teraz krzyczeć, ale nie byłem w stanie otworzyć ust. Po mojej ręce wciąż jeszcze płynęła krew, rany były zbyt głębokie, a krew spływała dość obficie. Nie wiedziałem w tym momencie co mam robić. A czy ja kiedykolwiek wiedziałem cokolwiek.

Ona była moim natchnieniem jakimś drogowskazem, dzięki któremu wiedziałem jak mam iść. Miałem problemy w domu a ona jakoś zawsze potrafiła mnie pocieszyć, wyciągnąć z tego dołka psychicznego. Dzień, w którym ją poznałem, był najwspanialszym dniem w moim życiu. Spędzałem z nią dużo czasu. Rozmawialiśmy o mnie, czuła, że było mi to potrzebne, czuła że nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Ona zrobiła dla mnie więcej, niż ktokolwiek przez całe moje życie. Raz zauważyła nacięcia na moich rękach. Wtedy poraz pierwszy widziałem smutek w jej oczach, a to ona mnie pocieszała i rozweselała. Nie wiedziałem co jest grane, przecież to moje "łapy" były pocięte a nie jej. Rozmawiała ze mną dość długo, starała się mnie zrozumieć, ale nie mogła. Ta rozmowa dużo mi dała. Postanowiłem, że już nigdy nie będę się ciął. Dla niej, tak chciałem to zrobić tylko i wyłącznie dla niej. Znowu było wszystko w porządku, z każdym dniem spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu i bawiliśmy się coraz lepiej. Przy niej zapominałem o wszystkim, było cudownie. Nie raz jeszcze sprawiłem jej ból, ale zawsze potrafiła mi wybaczyć. Zastanawiałem się, dlaczego? Zaproponowałem jej aby została moją dziewczyną, zgodziła się bez najmniejszego zastanowienia. Byłem jeszcze szczęśliwszy niż zwykle i od tego dnia było tak już zawsze, aż do wczoraj. Po spotkaniu z "nią" wróciłem do domu zadowolony, gdyż wieczór był wspaniały, z resztą jak zwykle. Ale w domu już nie było tak super. Matka.... jak zwykle nic jej nie pasowało, nie cieszyła się moim szczęściem, chciała mnie mieć cały czas w domu, chciała żebym się uczył. Wiedziałem, że chciała dla mnie jak najlepiej, ale jej stosunek do mnie nie był fair. Tak bardzo chciałem żeby mnie zrozumiała. Tego wieczora posypało się wiele niemiłych słów i dużo się zdarzyło..... nie mogłem tego wytrzymać.... ta cała praca, którą włożyła moja dziewczyna, w to żebym znowu poczuł się szczęśliwy i zapomniał o tym wszystkim co złe, poszło teraz w zapomnienie. Nie lubiłem się kłócić z matką, potrafiła zawsze każdą sytuację odwrócić o 180 stopni, tak żebym to ja był wszystkiemu winien. Takie wieczory miałem dzień w dzień, ale starałem się to jakoś znosić, dla "niej". Zbierało się we mnie to wszystko, cała ta negatywna energia i tego wieczoru wybuchłem. Zapomniałem o tym, że obiecałem, że nigdy więcej nie będę się ciął i zrobiłem to.

Cała moja złość wypływała ze mnie wraz z krwią. Siedziała obok bezradna z twarz schowaną w dłoniach. Opatrunek, który mi zrobiła był już cały poplamiony krwią. Czekała teraz w milczeniu na karetkę. Nie odzywała się już ani słowem.
-Nie chciałem.... ja po prostu nie mogłem już dłużej tego wytrzymać... ja...
-Nie pomyślałeś o mnie?? Jak myślisz, ucieszyłabym się gdybym się dowiedziała, że chłopak, którego kocham nie żyje? Czy nie mogłeś tego znosić dla mnie?
-Robiłem to.... robiłem to dla Ciebie.... już dawno miałem ochotę to zrobić, zabić się, ale cały czas powstrzymywała mnie myśl, że zostawię cię samą i .... nie mogłem tego zrobić, ale ten jeden raz.... ten jeden raz nie wytrzymałem... po prostu nie wytrzymałem...
-Dlaczego nie przyszedłeś do mnie? Przecież dobrze wiedziałeś, że zawsze znajdę dla Ciebie czas.
-Ja.... - nadjechała karetka - ...PRZEPRASZAM.... - tylko tyle mogłem powiedzieć, bo straciłem przytomność...

Obudziłem się w szpitalu, siedział przy moim łóżku, jej oczy były zamknięte, widocznie siedziała tu już bardzo długo. Czekała aż się ocknę, ona jedna. Wtedy właśnie dotarło do mnie jak wielką krzywdę mogłem jej wyrządzić, ona mnie KOCHAŁA, naprawdę mnie..... a ja...... wtedy postanowiłem, że nie może się to więcej powtórzyć, ale jej tego nie powiedziałem. Uznałem, że zachowam to dla siebie i w tym wytrwam. Otworzyła oczka... na jej ustach malował się leciutki uśmiech.
-KOCHAM CIĘ. - powiedziała a ja znów poczułem, że mam dla kogo żyć.

Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo możemy kogoś zranić naszym postępowaniem. Patrzymy tylko na własne potrzeby, nie dostrzegając potrzeb innych ludzi. Należy sobie to uświadomić już teraz, bo kiedyś może być już za późno..... Mam nadzieję, że to krótkie opowiadanko coś wam dało a nie było tylko stratą czasu. Pozdrawiam.

Pinki@



 

 

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com