Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

"Ten" ktoś ...  ( ) 

 

Malowniczy krajobraz.... tak zawsze chciałem tu trafić... piękny zachód słońca. Wysokie strzeliste góry, za których szczytem chowa się czerwona, gorąca kula... Niedługo będzie całkiem ciemno. Usiadłem na trawie, w dolinie, w której mieszkałem, oczywiście tymczasowo, gdyż przyjechałem w góry żeby wypocząć. Na chwilę wyrwać się od spraw codziennych, uspokoić swoje skołatane nerwy i wreszcie wyrwać się ze szponów rzeczywistości. Ale czegoś mi brakuje, KOGOŚ!!!! Żebym był w pełni szczęśliwy brakuje mi... mojej żony. Wyjechała na delegacje. Ma ciekawą pracę, której w ostatnich czasach poświęciła się bezgranicznie, przez co czuje się trochę samotny. Wiem, że jest to dla niej bardzo ważne, lubi pracować z dziećmi, wtedy jest szczęśliwa. Lubi im pomagać. Gdy widzę tą jej uśmiechniętą twarzyczkę, która z takim przejęciem mówi o tych wszystkich małych umysłach, pełnych pomysłów, gotowych do działania i zarazem potrzebujących pomocy to czuję, że ona właśnie wtedy żyje pełnią życia. Ja też byłem takim małym zagubiony dzieciakiem, który potrzebował pomocy. Żeby było zabawniej, sam nie wiedziałem, że tej pomocy potrzebowałem...

Poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach. Była jakaś impreza, a ja byłem już dość mocno... no po prostu byłem po kilku głębszych :o))... Humor nie dopisywał mi zbytnio. Zawsze jak piłem moja depresja stawała się coraz głębsza. Siedziałem sam przy stoliku. Zobaczyłem, że w moją stronę zbliża się niewysoka, zgrabna dziewczyna o kasztanowych włosach. Wyprostowałem się i uśmiechnąłem w jej kierunku. Gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech byłem już całkowicie oczarowany jej urokiem. Był taki.... piękny, szeroki, dający energie do życia, mam oczywiście na myśli jej uśmiech. Zapytała, czy nie mam ochoty zatańczyć. Zgodziłem się i po chwili byliśmy na parkiecie. Zastanawiałem się czemu akurat ja dostąpiłem tego zaszczytu, przecież mógł to być każdy. Zatańczyliśmy trzy tańce. Powiedziała, że musi wyjść na chwile. Usiadłem z powrotem do stolika. Mijały minuty, a ja nie mogłem się doczekać żeby znowu ja ujrzeć. Zacząłem nerwowo szukać jej po całej sali. Nie było jej! Zdesperowany wyszedłem przed budynek, w którym jeszcze tak niedawno byłem wtulony w jej ramiona. Znalazłem ją... siedziała na ławce, a w dłoni trzymała dopalającego się papierosa... Spytałem, czy wszystko w porządku, ale się nie odezwała... Z jej twarzy można było wnioskować, że o czymś rozmyśla, przymrużone oczy, skupienie na twarzy i ten papieros, który tkwił jej w palcach, powoli się wypalając. Gdy obróciła głowę w moja stronę, wzdrygnęła się nerwowo, tak jakby się mnie przestraszyła. Uśmiechnąłem się i spytał, czy nic się nie stało. Pokiwała głową, że wszystko w porządku i wstała. Patrzyłem jak oddala się, a ja nie wiedziałem co zrobić. Chciałem powiedzieć: "Zaczekaj, porozmawiajmy, chcę...", ale słowa te nie mogły wydobyć się z moich szczelnie zamkniętych ust. Nagle zrobiło mi się tak cholernie smutno... miałem jeszcze większego doła niż przedtem... Mijał czas a ja nie mogłem jej spotkać chociaż czułem, że mieszkaliśmy w tym samym mieście... uświadomiłem sobie, że znam ją z widzenia... musiałem ją mijać na ulicach naszego miasta... czułem tak jakbym znał ją całe życie chociaż nie zamieniliśmy praktycznie ani jednego słowa, nie liczę tych zbędnych słów, które padły... < "Cześć, zatańczysz?" "Tak bardzo chętnie" >... W jej twarzy było coś, co mnie fascynowało... wspominałem, że miała cudowną twarz?? :o)))
 
Od tamtego pamiętnego wieczoru jej osóbka "chodziła" po mojej głowie, myślałem o niej cały czas, myślisz, że to jest niemożliwe zapewniam cię że się mylisz... Fascynowała mnie, chociaż jej nie znałem. Pewnego razu byłem na poczcie, miałem wysłać list do brata, gdy nagle przy jednym z okienek zobaczyłem ją. Trochę się zmieszałem. Miała taką krótką, sex'owną spódniczkę, czarną oczywiście, zresztą tak samo jak bluzeczkę i rozpuszczone włosy lekko opadające na ramiona... aaaa jak ona wyglądała!!! Podszedłem i spytałem, czy mnie pamięta... tak pamiętała, spytała co u mnie i takie tam... zaproponowałem jej spacer, zgodziła się, umówiliśmy się na wieczór... aaaa byłem happy... zastanawiałem się o czym będę z nią rozmawiał, przecież nie wiedziałem czym się interesuje, jakie ma poglądy... nic o niej nie wiedziałem, ale cholernie się cieszyłem, że zgodziła się na ten spacer... Do końca dnia czekałem z niecierpliwością. Wreszcie nadeszła ta upragniona chwila. Wyglądała prześlicznie, dostawałem szału, gdy widziałem te jej piękne, długie kasztanowe włosy opuszczone na ramiona, a jej zapach sprawiał, że... :o)))) no sami wiecie co mogą powodować najrozmaitsze perfumy :o)))... w każdym razie przy świetle księżyca wyglądała jeszcze bardziej sex'i, a atmosfera jaka panowała dookoła sprawiała, że moje hormony zaczęły buzować. Szliśmy obok siebie rozmawialiśmy o jakichś mało istotnych sprawach, chyba oboje nie za bardzo wiedzieliśmy o czym mieliśmy rozmawiać, ale mimo tego było super. Chciałem to powtórzyć, więc zaproponowałem jej kolejne spotkanie. Zgodziła się! I cały mój kolejny dzień był jednym wielkim oczekiwaniem... na wieczór. Znowu było jakoś tak strasznie magicznie, tajemniczo, nastrojowo i.... aaaaaaa byłem szczęśliwy... pierwszy raz od dłuższego czasu byłem tak naprawdę szczęśliwy... Widziałem już tylko te pozytywne strony mojego życia... Czas uciekał, ale już nie widywaliśmy się codziennie. Nasze obowiązki nie pozwalały nam na to. Spotykaliśmy się w weekendy. I znowu cały tydzień czekałem tylko na to, żeby się z nią zobaczyć. Po miesiącu zaproponowałem żebyśmy byli razem... byłem zdziwiony, gdy z jej ust wydobyły się te upragnione przeze mnie słowa ""TAK". Nie zastanawiała się ani chwili, a ja byłem jeszcze bardziej szczęśliwy. Byliśmy razem, jesteśmy... Po jakimś czasie zorientowałem się, że ma ona ogromny wpływ na moje życie. Zobaczyłem, że zmieniła mnie, moje podejście do życia... sprawiła, że zacząłem wierzyć w tą prawdziwą miłość, tak bardzo przez wszystkich upragnioną... po prostu uwierzyłem, że jest to ona, że ona jest tą moją miłością... mieliśmy swoje lepsze i gorsze dni, ale byliśmy razem... nieraz nie mogliśmy się dogadać, było trudno, ale ja miałem JĄ, a ona miała mnie... Było nam dobrze ze sobą, nadal jest!!!. Każdego dnia coś mi ofiarowywała i twierdziła, że ona nic takiego nie robi, że wszystko wyolbrzymiam, ale dla mnie było to coś więcej... dawała mi to co był najcenniejsze... dawała mi SIEBIE!!!! Przy niej czułem, że żyję, gdyż do tej pory twierdziłem, że moje życie jest czystą wegetacją, ale gdy ją poznałem, moje podejście do życia zmieniło się diametralnie... Dała mi tak wiele, dziękowałem jej za to tak często, jak tylko mogłem, ale zawsze czułem, że nie robię tego we właściwy sposób, gdyż nie dało się wyrazić prezentami, słowami tego, co chciałem jej powiedzieć lub podarować... Zawsze brakowało mi słow... ona uczy mnie słuchać... uczy mnie słuchać tego, czego ludzie nie mówią... czy jest to możliwe, jeżeli tak to tylko przy niej jestem w stanie się tego nauczyć, bo ona jest wyjątkowa i magiczna...

Teraz siedzę tutaj sam i marzę o tym by jej osóbka znalazła się obok mnie, ale wiem że jest to nierealne, wiem, że ona jest tam, a ja tutaj...:o(((( Pragnę by była szczęśliwa, ale ja bez niej nie istnieję, bez niej nie mogę sobie znaleźć miejsca... siedzę tu, zachód jest przepiękny, a je nie umiem się z niego bez niej cieszyć. Nagle na moim ramieniu spoczywają czyjeś dłonie, tak delikatne jak jedwab. Powoli odwracam głowę, a z jej ust wydobywają się słowa..."tak strasznie, STRASZNIE!!!..." mój humor automatycznie się poprawia, dusza się raduje i czuje, że teraz jestem w pełni szczęśliwy, nagle świat nabiera barw, bo osoba, na której tak strasznie, STRASZNIE mi zależy jest tu, obok mnie... Pytam jakim cudem, dlaczego??.... a ona powtarza: "Głęboko tkwisz w moim sercu... tak strasznie, STRASZNIE! "... Czasami te kilka słów możę sprawić, że nasze życie nabierze sensu, że w jednej chwili z człowieka, który nie widzi sensu, nie widzi przyszłości, stajemy się kimś kto może zrobić wszystko... Potrzeba nam tylko tej jednej osoby, dla której jesteśmy w stanie zrobić wszystko!!! Ja ją znalazłem, a czy ty miałeś to szczęście?? Jeżeli jeszcze nie to życzę owocnych poszukiwań, ale pamiętaj nic na siłę, a z czasem, kto wie... może będziesz miał tyle szczęścia co ja :o)))))))))))))))))))))))) !!!!!!!!!!!!

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com