Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Moje spotkanie z Lechem Kaczyńskim przy grobie ks. Zygmunta Toboły  (Marek Białka) 

Kiedy w 1996 roku przebywałem w Trójmieście i zwiedzałem różne atrakcje turystyczne - w szczególności miejsca upamiętniające narodziny wolnej Polski, zwłaszcza Gdańsk i Gdynię, postanowiłem także odwiedzić Sopot, sensu stricte słynną Operę Leśną, gdzie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Piosenki. Podziwiając urok scenerii wkomponowanej w piękno natury i okalającego ją drzewostanu, przypomniałem sobie, że „gdzieś" w Sopocie mój rodak - kapłan ziemi brzeskiej, co by nie powiedzieć mój sąsiad - ks. Zygmunt Toboła wybudował kościół. Opatrzność Boża sprawiła, że pytając przechodnia o drogę do ów kościoła, właśnie znajdowałem się w bliskiej odległości od miejsca, do którego chciałem podążyć.

Kościół parafialny pw. Św. Bernarda z Clairvaux w Sopocie, wybudowany przez ks. Zygmunta Tobołę

Była to niedziela w godzinach południowych. Idąc drogą, w górę od Opery Leśnej pomiędzy drzewami, które tworzą wspaniały zespół parkowy, słyszałem w oddali odgłos dzwonów bijących na Anioł Pański - przez cały czas nie widząc jeszcze kościoła, który niemal cały jest przykryty koronami drzew. Istniejący drzewostan został tak wkomponowany w projekt architektoniczny, że sprawia wrażenie jakby drzewa wyrastały ze schodów prowadzących do głównego wejścia. Wreszcie dotarłem do celu i wszedłem do niewielkiego kościółka, w którym właśnie dobiegała końca sprawowana niedzielna Eucharystia. 

Usiadłem w ławce i w zadumie słuchając Słowa Bożego przez moment chciałem być uczestnikiem kończącej się właśnie Mszy św. W pewnym momencie, moją uwagę zwrócił siedzący niedaleko mnie mężczyzna, ubrany w beżowy popelinowy płaszcz, który łudząco podobny był do jednego z braci Kaczyńskich. Pomyślałem sobie, że wiele ludzi jest do siebie podobnych. W końcu kiedyś prezydent Wałęsa też miał kilku sobowtórów. Ponieważ ilość osób będących w tym czasie w kościele była na tyle mała, że bez problemu wejście kogoś „obcego" zwróciło uwagę pozostałych wiernych. Ponadto ów parafia jest na tyle niewielka, że każdy swojego parafianina zna – przynajmniej z widzenia, dlatego – jak sądzę – także moja obecność została zauważona. Ponadto zwrócenie mojej uwagi na siedzącego nieopodal mnie człowieka, także nie mogło nie być zauważone. Do dziś pamiętam spojrzenie „Tego Pana" w moją stronę, w którym widać było strach i nieufność wobec „tajemniczego obserwatora". 

W końcu Lech Kaczyński był czołowym działaczem opozycyjnym, współtwórcą Solidarności, wielokrotnie inwigilowanym i obserwowanym w okresie PRL-u, przede wszystkim przez różnych agentów służb specjalnych. Co prawda po 1989 roku - w wyniku ustaleń Okrągłego Stołu, który zmienił ustrój społeczny i polityczny kraju - Polska stała się państwem w pełni suwerennym i demokratycznym, nie mniej jednak widać było, że nieufność i ograniczone zaufanie do nieznajomych nadal pozostało. Właśnie dobiegała końca sprawowana niedzielna Msza św. i po odśpiewaniu Anioł Pański, wierni zaczęli opuszczać świątynię. Aby móc w spokoju obejrzeć i podziwiać dzieło, które wybudował "Bogu na chwałę i ludziom na pożytek" ks. Zygmunt Toboła postanowiłem jeszcze przez chwilę pozostać w ciszy i zadumie, polecając Miłosiernemu Bogu dusze ś.p. ks. Zygmunta. Zauważyłem, że siedzący niedaleko mnie „wiadomy Pan" także nie opuszcza świątyni, tylko w głębi ciszy i w skupieniu odmawia modlitwę, przez cały czas bacznie obserwując moje zachowanie. W pewnym momencie niemal jednocześnie udaliśmy się w kierunku głównego wyjścia.

Marek Białka z parafii św. Floriana w Uszwi i Lech Kaczyński przed kościołem św. Bernarda z Clairvaux w Sopocie (1996)

Widząc obawę na twarzy człowieka, którego – co jest faktem – obserwowałem, podszedłem do niego i przedstawiłem się, zapewniając przy tym jednocześnie, że nie jestem żadnym informatorem na cudzych usługach. 

Nawiązała się między nami krótka i serdeczna rozmowa, w której przedstawiłem Mu, że właśnie przyjechałem z drugiego końca Polski, tzn. rodzinnej parafii USZEW, gdzie urodził się i wychowywał ks. Zygmunt Toboła - tutejszy proboszcz, założyciel parafii i budowniczy tegoż kościoła, którego piękno i architekturę wspólnie mogliśmy podziwiać. Pan Lech Kaczyński bardzo ciepło i serdecznie wypowiadał się o księdzu Zygmuncie, którego osobiście znał i który z takim oddaniem i zaangażowaniem najpierw tworzył wspólnotę parafialną, a następnie w ekspresowym tempie wybudował kościół. 

Pan Kaczyński podkreślił także, że mieszka w Sopocie i przynależy właśnie do parafii i kościoła pw. św. Bernarda z Clairvaux, której proboszczem był ks. Zygmunt Toboła. Wspominał wiele dni spędzonych wspólnie ze „swoim duszpasterzem", który opowiadał mu o diecezji tarnowskiej, a także o swojej rodzinnej parafii USZEW, położonej na drugim końcu Polski, z której pochodził. Lech Kaczyński dodał, że - w miarę możliwości - uczestniczył i wspierał budowę świątyni parafialnej. Pomimo z pozoru sielankowej rozmowy, przy dłuższej wymianie słów, mogłem odczuć przygnębienie i minorowy nastrój do życia mojego rozmówcy. 

Lech Kaczyński „między wierszami" powiedział, że bardzo ubolewa, iż historyczny zryw solidarnościowy - który zmienił ustrój społeczny kraju - zaledwie po 4 latach od zakończenia obrad Okrągłego Stołu, nie został pozytywnie zweryfikowany przez społeczeństwo, które w wyborach parlamentarnych w 1993 roku wybrało władzę, związaną z „aparatem rządzącym" sprzed 1989 roku. Do tego wspomniał, wybory prezydenckie z 1995 roku - przegrane przez legendarnego przywódcę Solidarności Lecha Wałęsę, który został pokonany w wyścigu do Belwederu przez kandydata lewicy. Nasuwała się refleksja, jaki był sens powstania Solidarności, walki o demokrację poległych stoczniowców, itd. 

Przypomnę, że był to rok 1996. W tamtym czasie, po przegranych wyborach bracia Kaczyńscy całkowicie odeszli w cień sceny politycznej, poświęcając się karierze naukowej i nic nie wskazywało, że ten skromny człowiek, ubrany w beżowy - popelinowy płaszcz, pochodzący z małej sopockiej parafii, widocznie załamany sytuacją jaka zaistniała w kraju po 1995 roku będzie po 10-ciu latach najważniejszą osobą w Państwie, która zdobędzie zaufanie większości Polaków i zostanie prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. 

Na zakończenie naszej rozmowy poszliśmy do grobu ks. Zygmunta Toboły, który mieści się w posadzce bocznej kaplicy kościoła i w chwili zadumy odmówiliśmy modlitwę za duszę ks. Zygmunta, nie kryjąc przy tym wzruszenia i mimowolnie wyciskających się łez w oczach.

Dziś, wspominając po 10-ciu latach tamte chwile i spontaniczne spotkanie w kościele św. Bernarda w Sopocie zmieniło się bardzo wiele. Mamy nowy rząd i prezydenta, którzy publicznie deklarują, że wartości chrześcijańskie są dla nich najwyższych dobrem. Reprezentant władzy wykonawczej kraju, z którego pochodził największy autorytet moralny świata, nie wstydzi się zamanifestować swojej wiary katolickiej. Prezydent w chwili składania przysięgi, dodaje epilog „Tak mi dopomóż Bóg", czego nie czynił jego poprzednik. Wcześniej modli się przed pomnikiem ofiar Powstania Warszawskiego. W dniu rozpoczęcia swojego urzędowania zaprzysiężony prezydent-elekt uczestniczy we Mszy św. sprawowanej w Jego intencji w archikatedrze warszawskiej pw. św Jana. Po 10-ciu latach Polska - kraj, w którym religią dominującą jest katolicyzm, z którego wywodzi się Sługa Boży papież Jan Paweł II - ma godnego prezydenta, którego postawa jest przejawem żywej wiary i poszanowania najwyższych wartości chrześcijańskich.

+ ks. Zygmunt Toboła (1951-1993)

Dla młodszego pokolenia, chciałbym w skrócie przypomnieć postać wybitnego kapłana ziemi brzeskiej. Ksiądz Zygmunt Toboła urodził się w USZWI. W dniu 1. stycznia 2006 roku, obchodziłby 55 urodziny. Niestety, wola Pana była zdoła odmienna, który w wieku zaledwie 42 lat wezwał Go na „wieczną służbę". 

Po święceniach kapłańskich, ks. Zygmunt pracował, jako wikariusz w Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Gdańsku oraz NMP Królowej Różańca Świętego w Gdańsku-Przymorzu. W dniu 2 lutego 1983 roku - mając zaledwie 7-mio letni staż kapłański – decyzją ordynariusza diecezji gdańskiej, ks. Bpa Tadeusza Gocłowskiego, został ustanowiony administratorem nowo erygowanej parafii pw. Św. Bernarda z Clairvaux, a 5 czerwca 1986 roku zamianowany jej pełnoprawnym proboszczem. Ten młody – jak na urząd proboszcza – staż kapłański, świadczy dobitnie o wielkim uznaniu dla osoby ks. Zygmunta przez władze kościelne. 

Od 1991 roku pełnił także urząd v-ce dziekana dekanatu sopockiego. Po kanonicznym objęciu funkcji proboszcza, w tym samym roku ks. Zygmunt rozpoczął budowę nowej świątyni. W dniu 28 września 1986 roku biskup Tadeusz Gocłowski dokonał uroczystego wmurowania kamienia węgielnego, który wcześniej został poświęcony przez Ojca Św. Jana Pawła II. Zaledwie po 5-ciu latach od rozpoczęcia budowy, w dniu 13 października 1991 roku wspomniany wcześniej biskup ordynariusz, dokonał uroczystej konsekracji nowego kościoła parafialnego. Znając codzienne problemy i trudności – zarówno materialne, organizacyjne jak i administracyjne – możemy uznać, że tak krótki okres budowy kościoła (5 lat), świadczy o wielkim zaangażowaniu tego kapłana w służbę Bogu i ludziom.

Grób księdza Zygmunta Toboły w bocznej kaplicy kościoła parafialnego

W dniu 20 sierpnia 1993 roku, nota bene w dniu uroczystości odpustowej ku czci patrona kościoła i parafii, parę minut przed rozpoczęciem sumy odpustowej ks. Zygmunt Toboła niespodziewanie nagle umiera i odchodzi do wieczności, pozostając jedynie w naszej pamięci. Czy można sobie wymarzyć piękniejszy dzień - niż dzień odpustu parafialnego - na spotkanie z Panem w drodze do wieczności.

 „Jak grom z jasnego nieba, dotarła do nas wiadomość o nagłej i niespodziewanej śmierci naszego rodaka i parafianina ks. Zygmunta Toboły", powie kilka dni później w homilii pogrzebowej ks. Jerzy Rudnik, ówczesny proboszcz parafii USZEW i jeden - z ponad stu - celebransów mszy świętej pogrzebowej. Ksiądz Zygmunt zgodnie ze swoją wolą został pochowany na terenie diecezji gdańskiej, której poświęcił swoje życie kapłańskie. 

W dowód wielkiego uznania dla Jego gorliwej służby, biskup ordynariusz Tadeusz Gocłowski – na prośbę parafian – wyraził zgodę na wykonanie grobu w posadzce bocznej kaplicy kościoła, który tak mozolnie wybudował. Chciałem tutaj zaznaczyć, że jest to niewątpliwie precedens i zarazem wielkie wyróżnienie dla ks. Zygmunta co do miejsca Jego wiecznego spoczynku, gdyż prawo kanoniczne stanowi, iż pochówek w katakumbach - bądź podziemiach kościelnych jest zarezerwowany dla biskupów i wyższych hierarchów kościelnych. Pozostałe osoby wierzące – w tym także duchowni – zwyczajowo są chowani na cmentarzach parafialnych.

Jaka zapewne byłaby dla Niego radość, na przypadającą również w tym roku 30-tą rocznicę otrzymania święceń kapłańskich, że Lech Kaczyński - Jego parafianin, którego karmił Słowem Bożym i uświęcał mocą udzielanych mu sakramentów - został właśnie demokratycznie wybrany najważniejszą osobą w Państwie. 

Myślę, że parafia USZEW ma wielki powód do dumy, że człowiek wywodzący się właśnie z tej niewielkiej wspólnoty w diecezji tarnowskiej, poszedł za głosem swojego powołania i tak gorliwie służył kościołowi lokalnemu w diecezji gdańskiej. Utworzył nową parafię i wybudował piękny i niepowtarzalny architektonicznie kościół. 

Należy tutaj zaznaczyć, że ks. Zygmunt wstąpił do seminarium duchownego w Tarnowie i jako kleryk przebywał w nim przez dwa lata. Parafrazując słowa wypowiedziane przez Jezusa do Piotra nad Jeziorem Genezaret: „Pójdź za mną, a uczynię Cię rybakami ludzi", możemy powiedzieć, że ks. Zygmunt chciał realizować swoje powołanie dosłownie, stąd też podjął decyzje o kontynuowaniu dalszej nauki na drugim końcu Polski w Biskupim Seminarium Duchownym w Gdańsku-Oliwie, gdzie z bliska mógł oglądać morze i „być rybakiem ludzi"

Dziękując Bogu za dar powołania i posługi kapłańskiej ks. Zygmunta Toboły, polecajmy Miłosierdziu Bożemu Jego duszę, jednocześnie nie zapominając o ciągłych modlitwach w Jego intencji.

mgr Marek Białka

Gnojnik, dnia 2 lipca 2006 roku

Artykuł ten ukazał się pierwotnie w 50 numerze czasopisma "Kościół nad Uszwicą", (styczeń-luty 2006) pod tytułem ”WSPOMNIENIE Z SOPOTU"

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com