Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Znikające „relikty epoki PRL-u”?  (Zofia Mantyka)  2018-06-11

Znikające „relikty epoki PRL-u”?

Czy kontrowersyjne artykuły prasowe, pojawiające się w niezrepolonizowanych jeszcze mediach, podobnie jak i pokrętne felietony, zostaną potraktowane jako karykaturalne „relikty” i uznane za szkodliwy przeżytek? Albo – co wcale nie jest niemożliwe – jako relikty uznane za delikty pociągające do odpowiedzialności prawnej za to, że autorzy pozwalają sobie na dworowanie z jedynie słusznych poglądów? Nieudolne teksty, burzące kunsztownie formowany obraz w mediach „narodowych” i wyciąganie niemiłych wątpliwości to „robota wrogów ludu”. I na co to komu? Właściciel folwarku ma mieć zawsze rację i nad czym tu w ogóle dyskutować. Co ciekawe, według Harriett Baldwin „istnieją ryzyka związane kryminalizacją jakiegokolwiek aspektu wolności słowa”.

Wybór między dobrem, a złem miałby być pozostawiony jakiemuś archaicznemu pojęciu „wolności sumienia dziennikarza”, swobodzie wypowiedzi i prawie do krytyki prasowej?  Państwo dbające o dobro obywateli chce dysponować  prawem do oceny, który dziennikarz, czy felietonista działa na rzecz dobra kraju, a który mu szkodzi. Tym ostatnim może się uda zakazać publikowania. Bazgrzący nikomu niepotrzebne dyrdymały, to szkodniki zakłócające błogą atmosferę spokoju. Suweren powinien dostawać jasny, precyzyjny i krótki przekaz, czytelny jak wojskowy rozkaz. „Wykonać i nie kombinować”. Przekaz – jak ujawnił w Koziegłowach szef najsłynniejszej komisji sejmowej – ma trafić do najszerszej ilości Polaków i dlatego ma być odpowiednio uproszczony. Arabskie przysłowie mówi „Wielbłąd ma swoje plany, a poganiacz swoje, choć idą w tym samym kierunku”.

 „Nowoczesne dworce zastąpią sypiące się relikty epoki PRL-u”. Pod takim tytułem ukazał się artykuł prasowy w jednej z małopolskich gazet. Tekst dotyczy dworców kolejowych w Sterkowcu i Biadolinach. Figlarna zabawa z kolejowym dworcem w Sterkowcu dostarcza nam rozrywki już od paru lat. Najpierw dworzec miał zostać zburzony, ale po dynamicznej akcji zorganizowanej przez zatroskanych sprawami brzeskiej gminy wójtów - z północnych gmin powiatu - grzejące silniki buldożery zostały wstrzymane. Powstał plan remontu „kultowego”, obiektu przez… samorządy oraz budowy przy nim parkingu. Szczęśliwie, jak celnie zauważył jeden z wójtów, „zmienił się rząd i zmieniła polityka. Wreszcie ktoś zaczął rozumieć, że to PKP, a nie samorządowcy mają się zajmować sprawami kolejowymi i utrzymaniem dworców”.

No właśnie, patrząc chociażby na dworzec w stolicy naszego powiatu, trzeba z uznaniem przyznać, że wygląda nowocześnie i elegancko. Nowoczesność posunięta jest nawet do tego stopnia, iż kasy biletowe zostały potraktowane jako archaiczny tfu… za przeproszeniem „relikt PRL-u”. Skwierczący maniacy mantyczą, że w odnowionym za spore pieniądze  obiekcie – „diabeł mówi dobranoc”. Sytuacja jest dość osobliwa, budynek po gruntownym zrewitalizowaniu w zasadzie prawie, że…  nie żyje. Przypomina –  z zachowaniem skali – terminal radomskiego lotniska, który słynie z tego, że jest słynny. No, ale hasło by „Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatniej” – brzmiące dziwnie znajomo – rozkwita w najlepsze. Jakoś trudno pogodzić polityczne umizgi do suwerena z realiami cywilizacyjnych nowości. Który z populistycznych polityków jest w stanie otwarcie przyznać, że za kilka lat nie będzie potrzeba nie tylko kasjerów w żadnej instytucji, ale i większości pracowników banków, urzędów, nauczycieli, prawie całej tzw. „budżetówki” , również kierowców, maszynistów, motorniczych, ba nawet i lekarzy! Technika i komputery nieuchronnie zastąpią ludzi.

Jak się okazuje, dworce kolejowe w Sterkowcu i w Biadolinach, mają mimo wszystko zostać zburzone, a później w 70 tygodni… wybudowane na nowo. Z poczekalniami, z częścią komercyjną, kasą z zapleczem sanitarnym, panelami słonecznymi, pompami ciepła i innymi bajerami. No i oczywiście parkingi typu park & ride. No i niech jakiś mantyczący malkontent powie, że nie będzie klawo. W kraju, gdzie co drugi pociąg pośpieszny jest opóźniony, a zaplanowanie punktualnej podróży pociągiem graniczy z cudem, nie można mieć nawet cienia wątpliwości, że dotrzymanie tych terminów nie może się nie udać. To logiczne! Należy zatem radośnie dąć w trąbkę, przygotowując się do kolejnego wielkiego sukcesu.

Mamrotanie o mogących wystąpić nieprzewidzianych okolicznościach najzwyczajniej nie uchodzi. To tak jakby ktoś wydziwiał nad wchodzącą w życie od 1 lipca obniżką pensji dla samorządowców. Są może i tacy, którzy usiłują bredzić, że to „Kowal zawinił, a Cygana powiesili”, ale cóż z tego, skoro szerokiej publiczności Polaków ten egalitarny ukaz bardzo się podoba. Zaproponowane rozwiązanie jest karą wymierzoną za… „nagrody, które się ministrom należały”. Samorządowcy zostali pociągnięci do odpowiedzialności za rządowe pazerne kaprysy. Zarówno fajtłapy, którym po obniżce pensji nie przyjdzie nawet myśl o rezygnacji z pracy w samorządzie, jak i ci, którzy dobrze rozwijali swoje miejscowości zostali jednakowo docenieni poprzez utratę 20% wynagrodzenia. Od pewnego czasu obowiązuje u nas sprawdzona, klarowna, logiczna i sprawiedliwa zasada odpowiedzialności  zbiorowej.

Gdyby zarządzoną „regulację” wprowadzono od nowej kadencji, nie byłoby wówczas zarzutu złamania reguł prawnych. Chodzi jednak może o to, aby znikły wreszcie kolejne „relikty PRL-u”? Przecież spora grupa samorządowców to „stare wygi”, które bywają czasem tak popularne, że nawet skomasowany atak propagandowy nie daje pewności, że ich nie wybiorą. Czy jest jakaś nadzieja, że część z nich nie wystartuje? Może i tak. Zatem to nie głupota, ale cyniczne pokazanie, że właścicielowi folwarku wolno wszystko. Dla suwerena nie ma to żadnego znaczenia. Dużo ważniejszym dylematem, spędzającym sen z powiek Polaków, jest pytanie – „kto zastąpi środkowego obrońcę w narodowej biało-czerwonej reprezentacji”? Zarobki naszych kopaczy nikogo nie wkurzają, bo przecież im się one należą. Menu dla „naszych chłopców” na zgrupowaniu kadry w Arłamowie liczyło 60 stron (sic!). Było, nie było – to nie jacyś tam jajogłowi mądrale, ale postaci rozsławiające kraj…  wirtuozerską umiejętnością trafienia skórzanym balonem do bramki.

Zofia Mantyka

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com