Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |  Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Rozrywka  |   Sklep  |   Autor  

Klara Veritas na www.brzesko.ws czyli lokalna nowela polityczna.

  • Add...
Syndication


Statistics
Entries (34)
Comments (25)

Archives
November, 2009 (1)
January, 2009 (1)
September, 2008 (1)
July, 2008 (2)
November, 2007 (1)
July, 2007 (1)
June, 2007 (1)
May, 2007 (1)
December, 2006 (1)
November, 2006 (1)
August, 2006 (1)
July, 2006 (2)
April, 2006 (4)
March, 2006 (4)
February, 2006 (12)
Blok. 

-No to jak będzie Bułeczka, sprawdzasz?  W banku było już kilkaset tysięcy złotych. -Tak, wchodzę.  Do banku dokładam działkę przy cmentarzu. - No to karty na stół.  Zeusik i  Bułeczka wyłożyli karty. - O cholera! Bułeczka nabrał rumieńców.  Jego kareta okazała się słabsza od pokera  Zeusika.  Kolejne mienie przepadło.  Może z tego być niezła chryja - pomyślała gospodyni lokalu... Kilka lat później.  Chodnikiem idzie matka z dzieckiem  -Mamusiu, mamusiu, zobacz!  Na cmentarzu, ktoś wybudował blok! -No popatrz syneczku. Czegoż to my doczekali.

 





Dawno temu, w przedszkolu.

Drogie dzieciaczki, Święty Mikołaj już do was nie przyjdzie. Przesiadł się z zaprzęgu reniferów do mercedesa i spowodował wypadek. Wciągnęło mu worek pod koła. Ojej! Krzyknął mały Jaś. To teraz Mikołaj bez worka nie jest nawet funta kłaków wart. Proszę pani, a co teraz z nami będzie? Bardzo dobre pytanie. Mam dobrą wiadomość. Teraz do was będzie przychodził Dziadek Mróz. I tak się stało. Przyszedł Dziadek Mróz, rozdał dzieciom prezenty. Jaś był zadowolony. Co prawda nie dostał hulajnogi zamówionej u Mikołaja, ale grzebień też mu się spodobał.

Nowy Rok 2009 , w domu.

Żono. Tak Janie. Jestem liberałem! Jesteś liberałem. Zawsze o tym marzyłem. Teraz jako liberał będę mógł wykrzyczeć całemu światu, że nie wierzę w Świętego Mikołaja. Będę mógł ujawnić skrywaną tajemnicę, że wierzę w Dziadka Mroza. I dziś mnie nie zawiódł. Ten kapok na pewno mi się przyda. Tak, kochanie. Teraz możesz wszystko. Zawsze na wierzch wyplyniesz.





- Kaziu, kochasz mnie? - Tak Najdroższa. - Czy to już koniec? - Nie kochanie. Będę walczył do końca. - Czy dasz radę? Nie ma już wody, gazu i komina. Walą się stropy, ściany i balkony. Schody są ruchome. - To wszystko nic Złociutka. To nic.Dobrze, że jesteś ze mną, że jest tu nasza miłość. To tu pierwszy raz pocałowałaś mnie. Tu powiedziałaś magiczne słowo kocham. To tu motylki łaskotały mnie po brzuchu. Przysięgam, żywcem się stąd nie dam usunąć.- Kaziu, jesteś prawdziwym mężczyzną. Kocham Cię!

Mężczyzna i kobieta ubrani w galowe mundury, trzymając się za ręce, stali przed zniszczonym budynkiem i płakali. Przez ich głowy przelatywały piękne wspomnienia. Wiedzieli, że to koniec, ale i tak warto było.





 -  Proszę pana, lepiej będzie, jak pan zrezygnuje ze studiów. Pan nie jest rolnikiem i z pana rolnik nie będzie. Proszę, tu jest indeks i kolejna gała. Do widzenia. Młody chłopiec ze spuszczoną głową opuszczał gmach uczelni.

Co robić? Usiadł na ławce przy fontannie. Muszę ochłonąć – pomyślał.

- Ty masz problem - usłyszał głos kobiecy. Odwrócił głowę w bok i zobaczył piękną młodą Cygankę.

- Ja tobie przyszłość przepowiem. Ty będziesz zadowolony. Daj piątkę i rękę, Cyganka ci prawdę powie.

Chłopiec jak zwykle zaczerwienił się.

- E, może nie. Mam tylko 4.50- skłamał.

- Za 4.50 całej przyszłości nie poznasz, ale i tak będziesz zadowolony.

Po chwili   Cyganka trzymała rękę młodzieńca w swoich dłoniach, pieniądze w biustonoszu i wróżyła.

- Ty będziesz chciał być księdzem. Ty nim nie zostaniesz. Ożenisz się, będziesz miał syna. Wyjedziesz w daleką i długą podróż. Będziesz miał duży i pusty dom. Będziesz handlował papierem i rządził miastem, a nawet będziesz na Wiejskiej w Warszawie.    

 - Zmyślasz Cyganko. Powiedz lepiej czy ukończę studia?

-Tak, będziesz inżynierem z Miechowa.

- Ha, ha, ha -  roześmiał się chłopiec.- No i jakie jeszcze wymyślisz bzdury?

 - Ojej ! Widzę, straszną rzecz! Dołóż  50 groszy, a powiem o niej.

- Mówiłem, że nie mam.

Chłopiec wyszarpnął rękę, wstał z ławki i poszedł na dworzec. Musiał bym spisać cyrograf z diabłem, żeby jej wróżby się spełniły - pomyślał. A może źle zrobiłem, że nie dopłaciłem tych 50 groszy? ... Ale co tam.





      (W gabinecie szefa) -  No Bobasku, to już po Twojej karierze.- powiedział  Superagent.   Bobasek po żołniersku odwrócił się na pięcie i wyszedł. Idąc korytarzem uśmiechnął się. Wyciągnął spluwę z kabury, by jeszcze raz poczuć zapach prochu wydobywającego się z lufy. Odnotował w pamięci - to czwarty opozycjonista. Wszedł do niewielkiego pomieszczenia, usiadł za biurkiem i zamyślił się...

      Siedząc za biurkiem u Niechciała przypomniał sobie tę scenę sprzed lat. I co Superagencie? Bobasek znów górą. Kontakty z Dąbrowszczakiem przydały się. Chłop naprawdę jest w porządku. Dał Bobaskowi pieniądze na zakup domu, dwie zakonniczki, które porzuciły swe spódniczki. Oddał i komunikanty w moje ręce. To prawdziwy przyjaciel. Dzisiaj jestem najważniejszą figurą w Mokrychkrzakach. Co będzie jutro?...

      Nagle  zadzwonił telefon. Słucham Bobasek! - To ja, sołtysica Lubicyca. - O co chodzi? - Chciałam, abyś do mnie przyjechał. Przyjedziesz? - Tak! - A kiedy? - Jeszcze mi trochę zejdzie z pisaniem pracy magisterskiej Niechciała. Powiedzmy, że za dwie godziny. - Dobrze mój Mały Francuziku,  czekam, do zobaczenia, pa, pa. -  Pa! - krótko zakończył rozmowę Bobasek.                                                               cdn ...




Bigej  

Wiadomość nadeszła niespodziewanie. Jaśko jedzie do stolycy, na posła go naród wybrał. Zapanowała niebywała euforia, Bigej, Dobranocka, Babiarz oraz reszta świty gratulowała, całowała, kwiaty wreczała. Bigej jak to ma w swym zwyczaju uroczyście procenty wchłonął. I w ten czas przeszły go dreszcze, a piskliwy głos....zawołał co to będzie, co to będzie....ojciec jedzie do Warszawy, co my poczniemy. Wszak Orczyk może zostac burmistrzem, trzeba szybko coś wymyślić, Bigej jako, że go ciemny lud nie kupi -nie statuje, kogo by tu pacynką zrobić? po długich dyskusjach pada rozkaz generała niechciała - Boguś - szykuj się - zrobie Cię burmistrzem! Bigej zajmiesz się kampanią - masz doświadczenie, plakaty nie wcześniej niż pod 23. Co żeby nikt nie widział. Jak się spiszesz, Boguś dostanie polecenie co żeby ciebie i dobranockę zrobić wice pachołkami mymi. A tym czasem weżcie me kufry do Bochni jedziemy co żeby na express do Warszawy wsiąść. Marek Latawiec jedzie ze mną, będzie mym okiem, pamiętajcie ja wszystko widzę. Spocznij!




Proszę państwa. Jakie dziwne dziś spotkało mnie zdarzenie. Z braku zajęcia wystawiłem przez okno rękę i liczę palce: jeden, dwa, trzy. Ten trzeci jakiś krzywy, więc przyglądam mu się dokładnie, a tu z dołu słyszę krzyczącego faceta i obelgi pod moim adresem. O co chodzi? Nie zwracając na niego uwagi sprawdzam, jak wygląda środkowy palec u mojej drugiej ręki. Ojej, też krzywy! Nagle facet z dołu wpada do mojego gabinetu i nic nie mówiąc wali mnie w twarz. No co za brutal!

 




Futro. 

 (...) 

              




Żmija 

Błąd, błąd, powtarzam jeszcze raz błąd! Tak panie burmistrzu - służalczo przytaknął Biogaz, nie wiedząc o co chodzi. Co ja zrobiłem? Tygla do polityki wprowadziłem! A to nic innego, jak żmija wyhodowana na mojej piersi. On chce być burmistrzem, już rozpoczął kampanię, a to świnia jedna. Co tu zrobić? Co robić? Myśl Biogazie i to szybko, żeby tylko nie było za późno. Myśl, bo cię cholero jedna zwolnię.... Krzysztof pogrążył się w myślach. Przed oczami przeleciało mu całe życie ( w większości zresztą wstrętne). Jest! Jest! Mam, mój szefuniu, mam! No mów! Co masz? Zatrudnimy go w promocji. Tak jak burmistrzunio zatrudnił mnie, abym stał się pokorny. Biogazie, masz rację, praca w piwowarni niepewna, a tu spokojnie, do emerytury można dosiedzieć. I najważniejsze, będę miał gnoja na oku! Tak mój burmistrzuniu, będziemy mieć gnoja na oku. Jeśli wszystko się uda Biogazie, dostaniesz czwartą radę nadzorczą. Dziękuję burmistrzusiu, dziękuję. Na pewno się uda! .... Hi, hi, to będzie nie czwarta lecz piąta rada nadzorcza, cichutko wyszeptał uradowany Biogaz.



Puk! Puk! Dzień dobry. Czy można? Wchodź, o co chodzi? Ojcze chrzestny, proszę o przebaczenie za mój wredny charakter. Miałeś rację mówiąc, żebym się nie pchał na świecznik i to, że g...o starostą będę... miałeś rację, ale ja byłem mądrzejszy... co tam dobre rady wuja, co tam prośby żony, ja wiedziałem lepiej i mam to, na co zasłużyłem. Synu, widzisz jak się wychodzi, gdy się nie słucha ojca chrzestnego. Powinieneś wiedzieć, że w życiu najważniejsza jest rodzina, a za błędy należy ponieść karę. Teraz możesz mnie pocałować w rękę. Ja wkrótce pomyślę, co  z tobą zrobić. Możesz odejść... Po chwili wuj spojrzał na rękę. O kurde, chyba będę miał malinkę.




Copyright www.brzesko.ws

Copyright © 2004-2010 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres admin@brzesko.ws