Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |  Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  

Ludzie Browaru "Okocim"

Parę słów z okazji 170-lecia powstania Browaru Okocim

(Zbigniew Stós)


26 kwietnia 1845 roku Jan Ewangelista Goetz powołał do życia spółkę dającą początek Browarowi Okocim. Gdyby ktoś był zainteresowany, to tutaj » może zapoznać się ze Statutem Spółki Akcyjnej pod nazwą "Jan Goetz Okocimski" Browar i Zakłady Przemysłowe, Spółka Akcyjna(,) z 1931 r. Historia rodziny Goetzów, założycieli browaru w Okocimiu, jest dobrze opisana, dlatego nie będę się trudził, aby po raz kolejny udowadniać, jak wielki wpływ miała w latach 1845-1939 ta rodzina na rozwój miasta i okolicznych miejscowości. To dzięki tej firmie, założonej 170 lat temu przez Jana Ewangelistę Goetza, małe, biedne galicyjskie miasteczko rozkwitło.- To, że istniała dobra infrastruktura później zaowocowało to tym, że w mieście powstały inne zakłady przemysłowe – mówi historyk Jerzy Wyczesany. Ród Goetzów nie tylko patrzył na biznes. Rodzina fundowała kościoły, szkoły, wspomagała także polską armię. (za RDN Małopolska).

Dobroczynny wpływ istnienia zakładu nie skończył się wraz z nastaniem PRL-u i znacjonalizowaniem Browaru. Również w tamtym okresie Browar Okocim odgrywał ważną rolę w życiu społecznym mieszkańców.


Od kiedy jednak został sprywatyzowany w pierwszych latach III RP i oddany w ręce obcego kapitału, wpływ Browaru na to, co się dzieje w Brzesku jest praktycznie niezauważalny. Przynajmniej tak to widzę ja i wielu moich znajomych mieszkańców Brzeska, mimo że Browar chwali się w swoich materiałach, publikowanych z okazji jubileuszu 170-lecia, sponsorowaniem Dni Brzeska i Okocimskiego Klubu Sportowego (dla niezorientowanych: klub nazywa się obecnie Can-Pack Okocimski Brzesko). całość »


Jak ocalić wspomnienia o ludziach którzy pracowali w Browarze Okocim

w latach 1845 - 1990.

Zmienił się ustrój. Browar Okocim znów w prywatnych rękach. Niestety tym razem właściciel nie mieszka w Brzesku i nie jest z nim tak związany jak była przez dziesięciolecia rodzina Goetzów - Okocimskich. Nie wrócą także czasy kiedy istniał deputat piwny a dyrekcja browaru partycypowała w kosztach inwestycji realizowanych przez naczelnika Miasta. Ludzi którzy tworzyli historię tego zakładu żyje także coraz mniej. Już dziś mało kto wie w Brzesku kto to był: Basaraba, Biernat, Bogdani, Grzymek, Lubecki, Piotrowski, Salomon, Stec, Szmel, Stelmach, Zarzycki, Zawartka, Vogelsang, itd. Nie ważne czy był to dyrektor, piwowar, warzelany, sekretarka czy ktoś kto przez 30 lat woził młóto taczkami (tzw. debler). Wszyscy oni byli częścią zakładu, którego wpływ na życie wielu naszych pradziadków, dziadków, rodziców a także na rozwój Brzeska i okolicznych miejscowości nie można przecenić. Browar to nie tylko piwo, drożdże czy wspomniane już młóto. Zakład był animatorem życia kulturalnego i sportowego. Dlatego moim skromnym zdaniem powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy aby uratować wspomnienia o byłych pracownikach browaru. W czasie mojego czerwcowego pobytu w Brzesku rozmawiałem z kilkoma ludźmi na ten temat. Niestety nie udało mi się zebrać zbyt wiele materiału. Na domiar złego archiwum Browaru przeniesiono do Krakowa. Jedno co mogę zrobić to zaapelować do Was abyście wzięli sobie mój apel do serca i pomogli mi w zbieraniu zdjęć, wspomnień i życiorysów tych ludzi. Myślę, że duże pole do działania powinni mieć także w tym temacie redaktorzy BIM-u i pracownicy MOK-u. Mam także nadzieję, że w Brzesku powstanie w końcu jak nie muzeum regionalne to przynajmniej izba pamięci. Oby jak najszybciej.

2 październik, 2004


 Historia Orkiestry Dętej Browaru Okocim

(lata 1914-2004)



Opracowali: Janusz Pajor, Zbigniew Stós

czerwiec 2004 r.


Album z 1927 r.  Zakłady Przemysłowe OKOCIM 



Nadesłał: Jerzy Ożegalski

26 wrzesień 2014 r.


Mirosław Chmielewski (ur. 26.12.1913 - 17.06.1996)  W latach 1947-72 pracował w Browarze Okocim jako dyrektor Administracyjno - Handlowy. W tym czasie z inicjatywy dyrekcji Browaru powstał stadion OKS Okocim, Przedszkole w Okocimiu i małe ZOO przy tymże przedszkolu. Urodził się w Ciechanowie, w czasie wojny był w partyzantce. więcej »

"Katarzyna i Maksymilian. Rodzina Vogelsangów w Okocimiu"
(Magdalena Lenda-Warkoczewska)

"Michałówka i jej przedwojenni mieszkańcy"
(Zbigniew Stós)


Wspomnienia wnuczki dyrektora Browaru Okocimskiego.

(Zofia Kolarzowska-Sanakiewicz)

 

Moim „miejscem na ziemi” był i pozostał dom łoniowski. Chociaż nie urodziłam się tutaj- moi rodzice oprócz odziedziczonych dwóch majątków: Łoniowej i Bieśnika mieli również mieszkanie w Krakowie, tam właśnie przyszłam na świat - to tutaj, w Łoniowej, był nasz dom - gniazdo. Wzniesiony w latach dwudziestych przez moich dziadków MARIĘ I FRANCISZKA FISCHINGERÓW, a zaprojektowany przez mego ojca JULIUSZA KOLARZOWSKIEGO - z profesji inżyniera architekta - pełnił tę rolę aż do 1949 roku. więcej -->>


Z cyklu ludzie Browaru "Okocim"

(Z archiwum Marka Sukiennika)



Kartka pocztowa wysłana z obozu jenieckiego do barona Götza

 przez pracownika słodowni

 

 

z arch. Marka Sukiennika

 

Treść kartki brzmi (dosłownie):

 

Irkuck 29. maja 1915

 

Szanowny Panie Götz

 

Informuję Pana, że znajduję się jako jeniec wojenny na Syberii i cieszę się dobrym zdrowiem.

 

Chciałbym Pana prosić, aby po otrzymaniu tej kartki powiadomił Pan moją żonę, że ja dobrze się czuję i oczekuję na odpowiedź, jak również, jeżeli ona by mogła przesłać mi trochę pieniędzy, których koniecznie potrzebuję.

Mam nadzieję na szybkie spotkanie.

 

Pana wierny Guth

 

Mój adres:

Johann Guth

Jeniec wojenny w Irkucku, barak nr 49

Syberia

 

Kartka przeszła przez cenzurę, co potwierdza pieczęć na awersie.

 

Dodatkowe informacje zawarte są w adnotacjach napisanych ręcznie ołówkiem (istnieje duże prawdopodobieństwo, że pisał je baron Jan Götz):

 

1. Pod datą jest napisane słowo mało czytelne. Ostatnie litery to "es". Może to być jakiś nieformalny skrót, np. Brzes[ko] i dalej 4/VIII 1915 - zapewne  data otrzymania kartki.

 

2. W lewym górnym narożniku napis informuje o wysłaniu 10 rubli srebrem - „posłałem 10 rs. 9/8 915”

 

3. W dolnym narożniku mamy dwa dopiski: „porządny człowiek. Nazywa się Jan Głód (?) ze Słodowni” i dalej "Sąsiad złodziei Biedów (Bielów?). Sąsiedztwo to dla niego nieszczęściem”.

 

Adnotacja ta identyfikuje osobę, która przesłała kartkę. Być może, że Johann Guth używał także, lub był znany pod spolszczonym nazwiskiem Jan Głód


Opracował Zbigniew Stós, Jarosław Rubacha
10 wrzesień 2013 r.


                                         Browar Okocim z lotu ptaka - 1928 r.


Zdjęcie, przysłane przez Marka Sukiennika, pochodzi z artykułu wydrukowanego w nieznanej gazecie. Autor artykułu (również nieznany) omawia w nim działalność zakładów br. Goetza w ciągu 10 lat Niepodległości Ojczyzny.


Nadesłał: Marek Sukiennik


Strażacy Antoniego barona Götza Okocimskiego
 

Z archiwum Leokadii Jakubowskiej




Straż Pożarna Browaru "Okocim" w 1931 r.
 Z archiwum Władysława Stachowicza. 


Pogrzeb Jana II Albina barona Goetza Okocimskiego zmarłego 24 kwietnia 1931 r.

Pogrzeb Jana II Albina barona Goetza Okocimskiego zmarłego 24 kwietnia 1931 r. Z archiwum Władysława Stachowicza.

 Z archiwum Władysława Stachowicza. 


"Kisiel" w Browarze

(Zbigniew Stós)

W zakładce Historia-Ludzie Browaru "Okocim" znaleźć można trochę wspomnień i starych fotografii związanych z tym najstarszym zakładem produkcyjnym w Brzesku. Są tam także zamieszczone zdjęcia z archiwum Marka Sukiennika, który  podesłał mi kolejną ciekawostkę ze swojej kolekcji  - archiwalny egzemplarz "Przekroju" z listopada 1945 roku (Nr 32). Jest to szczególna pamiątka, z dwóch powodów.  czytaj »



Najlepsi bednarze byli w Browarze Okocim.

Browar Okocim od początku swojego istnienia (1845 r), poza produkcją piwa i drożdży, wyspecjalizował się także w produkcji beczek dębowych. Bednarze z Okocimia produkowali nie tylko na swoje potrzeby, ale także zaopatrywali w ten niezbędny ekwipunek inne browary. Między innymi duża część beczek była sprzedawana do browaru żywieckiego.Lata mijają i tylko stare fotografie zawieruszone w szufladach i archiwach przypominają nam o znaczeniu historii lokalnej. O nazwiskach bednarzy, jednych z "cichych twórców" sukcesu Browaru Götza nikt już nie pamięta. więcej »

Bednarze z Browaru Okocim. 1922 r.



Pawilon wystawowy Browaru Okocim
na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie w 1894 r.

Fotografia autorstwa M. (Izydora) Bergtrauna we Lwowie przedstawia budynek wystawowy. Na narożnikach budynku przymocowane plakaty z tekstem: "Czysty dochód ze sprzedaży piwa na cele wystawy". W prawym dolnym narożniku pod zdjęciem piecz.: "Bergtraun Fotograf Lwów, Jagielońska 15". Na dolnym marginesie podkładu dedykacja: "Wielmożnemu Panu F[ranciszkowi] Foltinowi na pamiątkę mile spędzonych chwil w tym przybytku ofiaruje autor. Wadowice dn 19/7 94". Zdjęcie został sprzedane osobie prywatnej na aukcji w maju 2011 roku przez antykwariat "Rara Avis" w Krakowie.

Fotografia autorstwa M. (Izydora) Bergtrauna we Lwowie przedstawia budynek wystawowy. Na narożnikach budynku przymocowane plakaty z tekstem: "Czysty dochód ze sprzedaży piwa na cele wystawy". W prawym dolnym narożniku pod zdjęciem piecz.: "Bergtraun Fotograf Lwów, Jagielońska 15". Na dolnym marginesie podkładu dedykacja: "Wielmożnemu Panu F[ranciszkowi] Foltinowi na pamiątkę mile spędzonych chwil w tym przybytku ofiaruje autor. Wadowice dn 19/7 94".

Nadesłał: Marek Sukiennik


Wezbrana Uszwica pod Browarem
(lata 20/30 XX w.)

Z mojego domowego archiwum. Wezbrana Uszwica pod Browarem. Rok nieznany.

Z arch. Zbigniewa Stósa


Historyczne zdjęcia Browaru Okocim.

Bardzo chciałbym poinformować Was kto podesłał te zdjęcia, ale niestety osoba, która je dostarczyła pozostaje jak na dzień dzisiejszy osobą niezidentyfikowaną. Zdjęcia pochodzą najprawdopodobniej z jakiegoś przedwojennego wydawnictwa poświęconemu Browarowi Okocim.

  


A oto kilka fotografii historycznych z albumu Haliny Biernat.

Od lewej: Eleonora Koziorowska (sekretarka), dyr. techniczny Kazimierz Stec, Halina Biernat (1946?)

Taneczny zespół dziecięcy działający przy Browarze Okocim (lata 60-te ?)

Taneczny zespół dziecięcy działający przy Browarze Okocim (lata 60-te ?)

Taneczny Zespół dziecięcy działający przy Browarze Okocim (lata 60-te ?)


Posiedzenie Komisji (jakiej ?) w Browarze Okocim (lata 70-te ?)

Druga od prawej: Maria Pawlik, czwarta od prawej Halina Biernat.

Od prawej Halina Biernat, Mieczysław Bulowski, X

Koncert zespołu działającego przy Browarze z okazji 130-lecia zakładu (1975 r.)

(Od lewej stoją Tadeusz Mardoń,  Jan /Andrzej/ Gałat. Drugi od prawej Michał Kotra.)

dyr. naczelny Browaru Okocim - Władysław Piotrowski (1985)

 

Przed kościołem w Okocimiu. Msza św. z okazji 150 - lecia istnienia Browaru Okocim

(1995 r.) W środku bp. Józef Życiński (późniejszy arcybiskup, zmarł 10.02.2011)

Listy do Pana Barona

Wybrane z korespondencji Jana Albina (ojca) i Antoniego (syna) Götzów

 właścicieli sławetnego browaru okocimskiego.

 

"Człowiek wtenczas wie, że żyje -

kiedy okocimskie piwo pije -

czy to w zimie, czy też w lecie -

zdrowiu służy, o czem wiecie!

A zatem spieszcie wszyscy

do okocimskich browarów -

zakupujcie dużo hektarów!"

z drukowanego zaproszenia Żydowskiej Organizacji Skautowej "Hanoar Hacijoni" na uroczystości jubileuszowe tejże organizacji (Brzesko, 1937 r.)

* * *

Klasztor N. P. Marii Śnieżnej, Kraków 12 I 1938 r.

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

Jak moje poprzedniczki na urzędzie, ośmielam się i ja prosić Jaśnie Wielmożnego Pana Barona o jałmużnę dla naszego ubogiego klasztorku w formie beczułki piwa, aby tem posilić i pokrzepić moje siostry osłabione ciągłym postem, czuwaniem, no i bardzo skromnym wiktem bezmięsnym.

Nie miałabym odwagi prosić o to, lecz dobroć JW Pana Barona i Jego łaskawość poprzednio nam okazywana, dodaje mi odwagi. Zresztą proszę dla miłości Bożej, Który każden czyn dobry wynagrodzi tu i w wieczności, a my z naszej strony nie pozostaniemy dłużnymi w naszych codziennych modlitwach we wszystkich intencjach JW Pana Barona i Jego Najbliższych.

Łączę wyrazy głębokiego poważania, uniżona sługa w Chrystusie Panu s. Maria Bakałowicz, przeorysza ss. Dominikanek.

* * *

dnia 24 listopada 1937 r.

 

Wielebny Księże Proboszczu!

 

Zgodnie z życzeniem, wyrażonym dzisiaj przez Wielebnego Księdza Proboszcza przez telefon podczas dzisiejszej, mojej rannej, rozmowy zatrzymałem ruch we flaszkowni, a jutro i pojutrze zatrzymany zostanie ruch w smolarni i umywalni beczek.

Piszę o tym dlatego głównie, że wczoraj idąc popołudniu piechotą na naukę misyjną popołudniową, spotkałem dwóch robotników zwolnionych z pracy dla misyj, którzy jednak w stanie nietrzeźwym szli ku wsi Okocima.

Prosiłbym na przyszłość jednakże, by Wielebny Ksiądz Proboszcz był łaskaw nie polegać na zeznaniach zainteresowanych robotników, gdyż nie są miarodajne, a raczej dyktowane jakimiś względami.

 

Z wysokim poważaniem.

 

* * *

Wiśnicz, dnia 12 września 1935 r.

J. W. Pan Baron Goetz, Poseł na Sejm.

Załączając przy niniejszym zaproszenie na ślub mej córeczki, mam zaszczyt zawiadomić J. W. Pana Posła, iż ślub ten będzie trwał 8 dni.

Tak jak zawsze, tak i teraz przy ucztach będzie używane piwo tylko z browaru W. Pana Barona - uprzejmie zatem proszę o łaskawe przyczynienie się tym napojem w urządzeniu uczty weselnej.

Z wysokim poważaniem.

Chaim Baruch Rubin, rabin w Wiśniczu.

* * *

 

Jaśnie Wielmożny Panie dowiedziała się że Jaśnie Pan Baron jest słaby na nogi to ja bes obrazy podam radę na to czem mozna wyleczyć bo ja chorowała na nogi i tem wyleczyła cza zrobić obuwie ze psi i koci skury to jest bardzo skuteczne i wyleczalne To obuwie wyrabia Szot Jakub on ma te skury psi i koci i wiele ludzi tem obuwiem nogi wyleczyło o ile Pan Baron zechce to Szotowi dać znać nich takie obuwie zrobi bo wiem że tonący to się brzytwy chfyta znajniszem ukłonem Marja Kargul.

 

Respons Pana Barona na powyższe:

 

W odpowiedzi na list dziękuję za dobrą radę i miłe dla mnie dobre chęci. Korzystać z porady nie mogę, gdyż nie jestem wcale chory na nogi.

 

* * *

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

 

Niżej podpisana uprasza bardzo JWP Barona, aby był tak łaskaw i raczył jej wyznaczyć jakąś pensję, po śp jej mężu Benedykcie L., długoletnim pracowniku browaru [...].

Śp. Benedykt L., pracując tak długo, bo aż 50 lat [tutaj skreślenie i poprawka ręką Pana Barona na 37], przywyczaił swą żonę pić dziennie pewną ilość piwa, gdy zaś on umarł, wdowa po nim piwa już nie dostaje, kupić go zaś sobie nie jest w stanie. Uprasza więc bardzo JWP Barona, aby był tak łaskaw i udzielił jej tygodniowo pewną ilość tego piwa. [...]

 

* * *

 

Prośba.


Proszę Jaśnie Wielmożnego Pana Barona owysłuchanie parę słów o Stanisławie O. ktury chce sie dostać do pracy w zakładach Jaśnie Pana Barona to on nie z Biedy i braku hleba tylko schciwości i zazdrości on posiada bogacywo siedem morgów pola parę koni trzy krów ajeszcze gotówka mu leży na kupie wypasiony jak kwiatek z wygody a Teść jego mało sie nakradnie s Pańskiego lassu nocami odebrali mu takiego swierka wielkiego co ludzie go cogo ludzie zdali takiego dęba wielkiego cogo Anna R. zdała totyż zato jej wielką krzywdę robią P. i Stanisław O. a ona biedna gdowa i dzieci sieroty taka biedaczka by wartała żeby ony syna Jaśnie Pan Baron wzion do pracy nietakiego wilka drapieżnego bogacza pracował z wiosny wcegielni Jaśnie Pana Barona skonsie do wiedział że za Lwowem wiecy płacą odtysioca cegły pojechał za Lwów i przes lato zarabiał tam skoro na zim zaś pujdzie do browaru bogo w domu hleb bodzie tak pujdzie do browaru napiwo jak Teść jego robił wpiwnicy przy kufach togo tęcą przezwali co tak krad piwo i oto był dwa razy wydalony i więcy go nie przyjento to tam jeszcze pamiętają Wojciech P. i Jan K. kturzy tam pracują ugościła P. Pana Idziniera wmaju zwnukiem jak był ze Żoną nawycieckę nabocheńcu tak teraz by chciała może zato zięcia wprawić do Browaru bojuż ma protekcyj wiecy nie opisuję byłoby z bytecne tylko myślę ze Jaśnie Pan Baron prędzy da utrzymanie biednemu jak bogaczowi Bóg zapłaci Padam donóg Jaśnie Panu Baronowi.

 

* * *

 

Wielmożny Panie Sekretarzu Dobrodzieju!

Udaję się z piękną prośbą o załatwienie pomyślnie następującej sprawy. W Krakowie przy ul. Radziwiłłowskiej (własność J. Wielmożnego Pana Barona) ma sklep wynajęty mój krewniak niejaki Zając. W tejże samej kamienicy dzierżawi lokal na sklep żyd nazwiskiem Stirim. Żyd ten swoją żydowską konkurencją i przebiegłością zniszczył mojego krewniaka, który - aby się ratować - chce wynająć i ten drugi sklep dla siebie. Zachodzi atoli trudność w 'wysadzeniu' żyda.

Proszę tedy pięknie o użycie swojego przemożnego wpływu, aby żyd ten musiał ustąpić z zajmowanego lokalu.

Za śmiałość i natręctwo pięknie przepraszam oraz liczę i proszę o łaskawą odpowiedź w tej sprawie. Łączę wyrazy szacunku i poważania dla Wielmożnych Państwa.

Dobry sługa ks. Adam Warzerski.

 

* * *

 

Czchow dnia 4/1 1925

Niech będzie Pokfalony Jezus Chrystus.

Więtszuję Panu dziedzicowi Łaski od Boga i Wszystkiego dobrego co sobie Pan życzy od Boga i zdrowia szczęscia na całem dworze scałą rodziną Pańską. Browarze i Młynie niechaj radość słynie. Bogactwo stokrotne i bydło robotne i ludzi scałą zgrają co u Panu żywność mają. Więtszuję Wielmożnemu Panu Kolatorowi swojego Państwa. Nowego Roku i pszy dzisiejszy uroczystości życze wszelkich pomysności, aby Pan i my ubodzy ludzie na drodze wieczności.

 

Więtszuję Panu Wielmożnemu dobrodziejowi Jako Ojcu całego Okocima szcześć Boże całemu dworowi niech moc Boska słynie i na wszystkich folwarkach Miodem i Mlikiem płynie. Niecha Bóg zapłaci za wsparcie dawnego ratunku i proszę Pana dziedzica aby Pan wejżał namnie ubogiego chudobe niemam kawałka pola do swego życia i ubogi chudoba. Procołam u Pana 7 lat umywalni pszydworze młyjnie w pomianowyj ale mi rękę potłókło niepracuję na tę rękę i żyje zmiłosierdzia Boga i ludzi.

 

Więtszuję Panu Szczęścia zdrowia i fortuny. A po śmierci Niebieskiej Korony Amen. Kreślę sie spowazani Wojciech W[...] W czchowie. Kłaniam się Nisko upadam donóg mający lat 76.

 

* * *

 

Przemyśl, 34 października 1915 r.

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

 

Na wielce cenny list z 20 b.m. donoszę, iż moim zabiegom przy życzliwym poparciu c.k. Inspekcyi lasów udało się uzyskać zwolnienie od pomieszczenia jeńców w browarze i dom, w którym mieszkałem, zajęty został na tymczasową kasarnię dla oddziału żołnierzy przydzielonych do pilnowania jeńców. Dom ten skutkiem tego jest w trakcie renowacyi i oddany ma być w stanie do zupełnego użytku przydatnym na początku stycznia p. r. Rozstawione warty wojskowe czuwają także nad całością całego browaru tak, że jakakolwiek szkoda dalsza w budynkach lub pozostałych urządzeniach browaru jest wykluczona.

 

C. k. Inspekcya lasów za zaniechanie zabiegów o usunięcie żołnierzy z browarnianego budynku oświadczyła się z gotowością do sprzedania takiej ilości materyału drzewnego, jaka do adaptacyi wszystkich budynków okaże się potrzebna, a nawet uzyskałem przyrzeczenie dowozu części tego materyału kolejką wojskową z lasu do tartaku p. Bystrzyckiego w Przemyślu. Te korzyści uwzględnione będą w kosztorysie adaptacyjnym budynków, który p. Nikodemowicz ma w tym tygodniu przedłożyć. Ze względu na korzyście cofnąłem już gotowe podanie do c. i k. Komendy i także o cofnięcie podania z Okocima uprzejmie proszę.

 

Załoga browaru składa się z rezerwistów czeskiej narodowości, przeważnie ludzi od najmłodszych lat do przestrzegania czystości i porządku w pomieszczeniach przyzwyczajonych i nietylko sam budynek, ale i cała fabryka tylko na utrzymaniu lepszego porządku zyskać może.

 

* * *

 

Okocim dnia 30/3/1922.

 

Jasnie Wielmożny Panie Baronie.

 

Upraszam uprzejmie o łaskawe dorowanie mi popełnionej winy. Podczas terazniejszej Misyi chcę się zastosowac do zadosyc uczynienia Bogu i blizniemu. Co się tyczy mnie muszę wyznac prawdę co do tej zabranej odemnie bez zandarmeryę sarny ze ja jej nie zaszczelił tylko jakims rabusiom odbił albo nalazł bo gdym posłyszał szczał krzyknąłem ktotam oni uciekli a ja sarnę wziął i do domu przyniosł a że ludzie ze zazdrosci doniesli Panu Baronowi czy też zandarmeryi a to może byli oni bardziej podejzani bo ja nikt nie smie powiedziec byłem kiedy o złodziejstwo karany a patrony i szczelbę to kupiłem popsutą od szwagra i miałem dac poprawic i opłacic i miec na obronę domu jak otem głosił wojt że kto opłaci 1000 marek wolno mu szczelbę trzymac. Przepraszam jeszcze w imieniu moim ja i moja żona bo my obydwoje obwinieni i proszę łaskawie o darowanie mi popełnionej winy żem wziął a nie odniósł do Pana lesnieczego tom winien niech Pan Baron będzie łaskaw przebaczyc bo ja teras załuję tego i wszystko sie zeznaje jak na spowiedzi i niech będzie Pan łaskaw w Sądzie załagodzic bo czasu niemam i pieniędzy po Sądach sie włuczyc bo robota i w domu i w polu.

 

* * *

 

15 marca 1937

 

WP. Wiktor Czaplicki, Jubiler, Kraków, Sukiennice L. 6

Posyłamy w osobnej paczce trzy pary szabel dziczych do oprawy, jak zwykle, w srebro. Napisy prosimy wygriwrować, według załączonych, poszczególnych kartek, przy czym prosimy, aby kartki nie zostały przypadkowo zamienione.

 

* * *

 

Kraków 20/11 1932

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

 

Ośmielam się zwrócić do JW Pana Barona z następującą prośbą. Znajduję się w bardzo krytycznej sytuacji materjalnej, obecnie bez posady i bez środków materjalnych. Z powodu obecnego kryzysu dochody, które miałem z wydawnictwa dzieł Ojca mego śp. poety przestały mi wpływać.

Bardzo proszę JW Pana Barona o łaskawe udzielenie mi jednorazowej pomocy materjalnej.

Z góry bardzo dziękuję! Pozostaję z najgłębszym szacunkiem Stanisław Wyspiański, Kraków, Podwale 6, I piętro Oficyna u Pani Sojowej.

 

 

Respons na powyższe:

 

Otrzymałem list Pana, a ponieważ wiem, że najbliższa rodzina Pana jest dobrze materjalnie sytuowana, prośbie Jego zadość uczynić nie chcę.

Z poważaniem.

 

* * *

 

JWielmożny Panie!

 

Jak ten rozbitek, znalazłem schron pod dachem przyjaciela, art. mal. Konarzewskiego, przyjechawszy z rodziną i uciekłszy przed wierzycielami z Krakowa. Oczywista z "nadzieją", że tutaj zarobię cośkolwiek piórem! Znowu powieść, lub tom nowel napiszę... Ale, zanim to uczynię, trzeba żyć! Wraz z żoną i trojgiem dzieci...

 

Dlatego udaję się do JWielmożnego Pana, aby mi nie odmówił pomocy materjalnej, aby pamiętał, jak i dotąd o poecie... Udaję się z czystem sercem, że zwrócę tę pomoc wraz z dankiem mojej muzy JWielmożnemu Panu, a już, dedykując książkę, Jego Pamięć i Jego Postać złączę w triumfie obopolnem: feria JWielmożnego Pana, a mojej Sztuki...

 

Wierzę, że JWielmożny Pan nie poskąpi tej pomocy, że, uznając konieczność bytu i poety w świecie, jako rzecznika Kultury w skali uczuć wszechludzkich, nie poskąpi mi pomocy, za którą z góry dziękuję, a jakiej z utęsknieniem, a w rozpaczy położenia - oczekuję.

 

JWielmożnemu Panu Senatorowi łączę wyrazy czci najgłębszej i oddania - życząc w pełni słońca, jakie obecnie darzy nas rozkoszą promienną! Obyśmy i w Duszy rozpalili słońce piękna i dobra. Pozwalam sobie dołączyć, co się pojawiło o "Grajku", jaki JWielmożnemu Panu przesłałem.

 

Michał Asanka-Japołł.

Istebna, Śląsk Cieszyński, Polska.

10/VII 1928

 

Załącznik do powyższego:

 

Michał Asanka-Japołł: "Grajek z Jasnowic". (Księgarnia T. Firuta, we Frysztacie).

Śląską prozę wzbogacił ostatnio tomik nowel Asanki-Japołła: "Grajek z Jasnowic". Szczerość i entuzjazm w skali nastrojowej, przenosi nas w krainę górską, do Istebnej, Jasnowic, abyśmy mogli obcować ze śląskimi góralami; abyśmy mogli poznać poezję tych stron.

 

Przepiękne są w pierwszej tytułowej noweli motywy weselne, a już postać historyczna zbójnika Ondraszka, może poraz pierwszy uwypukla tę postać w sile czynu i miłości, jaką przedstawił z dramatycznem napięciem, Asanka-Japołł. Gajdosz z nad Obry, bedzie tam homeryckim typem owych postaci - jak Sabały na Podhalu, która streszcza w sobie na małej przestrzeni nad Obrą, ten przebogaty świat śląskiej wsi, jaka może tu i ówdzie w pieśni przedostała się na światło dzienne, gdyż o niej mało wiemy.

 

Piękne są nowele, poświęcone górze Baraniej. Zwłaszcza poetycka opowieść rusałek.

W każdej ze swych nowel oddaje autor tę duszę beskidzkiej natury, od źródeł Wisły "skąd nasz ród".

 

Kiedy przed laty wydał Bezruc, czeski poeta, podobne nowele śląskie, mówiono o nich zawiele, kuszono się, aby je postawić na piedestale sztuki, gdy skromny tomik Asanki-Japołła, przenosi nas w krainę piękna śląskiej ziemi, gdzie można snadnie przeżyć, miłych chwil kilka, jaki stwarza poezja dusz szczerych, jasnych, a jaką jest autor "Grajka z Jasnowic", który ukochał śląską ziemię "wierną", dla jej poezji i piękna! Tę każdy znajdzie w tomiku: "Grajek z Jasnowic".

 

K. S. W.

 

* * *

 

Szanowny Panie -

Szukałem Pana po całym świecie i dołożyłem wielu starań, aby Go odnaleźć, w celu zakomunikowania, że w dniu 9 września r.b. otwieram 3-ci sezon "Cyrulika Warszawskiego".

Zapewniam Sz. Pana, że i w tym sezonie będę dbał o najwyższy poziom artystyczny, a tradycja satyry i humoru utrzymana będzie z całą bezwzględnością.

Zapraszając Pana na otwarcie sezonu, ślę moje najserdeczniejsze pozdrowienia - i pozostaję z poważaniem

 

Fryderyk Jarosy.

Warszawa, we wrześniu 1937.

 

* * *

 

Ruda, 7.9.1922, poczta Kochawina.

 

Kochany Jasiu!

Strasznie mi przykro, że do tych czasów nie zabrałem się za napisanie ani paru słów, ale listu do Ciebie z podziękowaniem za Twój łaskawy dar na ślub mojej córki [...]. Wierzaj mi, że byłoby Ci przyjemnie usłyszeć, jak się wszyscy zachwycali Twojim piwem, jak ta garstka ludzi spragniona przez tyle lat wojny czegoś nektarnego wychwalała Cię i Twoje produkty [...]. Wiem, że go mało używasz, chyba dla przyjemności Twoich przyjaciół, jak niezapomniana jest dla mnie ta podróż w Okocimie w łódce na piwie [...].

 

I co się z tym koniem Krokusem stało, założę się, że już nieboszczyk, a skakał tak pysznie! [...]

 

A pamiętasz, jak śmieliśmy się na polowaniu z Bukówny i Józia? Pisałbym dłużej, ale boję się Ciebie znudzić. Wszak ten Nowak, który na Twoje zlecenie oczekiwał mnie na dworcu, już premierem. O tempora! O mores! Czy znasz skład posłów "Wyzwolenia" wedle nazwisk? Nader, Płocha, Kosmowska, Lizała, Chudy, Korzeń, Kędzior(owi), tj. dativus to już dodatek tego genialnego męża, który umiał tak zacne imiona tak zestawić. [...]

 

Twój Skałkowski.

 

* * *

 

Galicyjski Klub Automobilowy Kraków


Galiz. Automobil Club Krakau



dnia 6 maja 1910



Jaśnie Wielmożny Pan Jan Baron Goetz Okocimski

Niniejszym bardzo przepraszamy, że dopiero dzisiaj możemy przesłać JWPanu Baronowi ofertę szofera, lecz ci, których chcieliśmy polecić w międzyczasie posade objęli.

Obecnie możemy bardzo gorąco polecić WPanu Baronowi pierwszorzędną siłę szoferską, Polaka, doskonałego jeźdźca, dobrze się prezentującego, za którego w całej pełni możemy gwarantować. Pomieniony jednak nie mógłby wcześniej czynności swojej objąć, jak w dniu 1go czerwca br. za miesięcznem wynagrodzeniem w kwocie K 180 - oraz całe utrzymanie. Dotychczas zajmowane posady opuszczał zawsze na własne żądanie [...].

 

* * *

 

Galicyjski Klub Automobilowy. Kraków.

Lokal Klubowy: Retoryka 5. telefon 107

Program Gremjalnej wycieczki "Sternfahrt" G. K. A.

w dniach od 26-go do 30-go maja 1910.

 

I. Dnia 25-go maja: Zebranie w lokalu Klubu o godz. 5-ej po południu, losowanie numerów startu.

II. Dnia 26-go maja start o godz. 8-ej rano z przed lokalu klubowego i wyjazd z Krakowa przez Wadowice - Bielsko - Maehr. Weisskirchen - Ołomuniec do Berna.

III. Dnia 27-go maja wyjazd z Berna o godz. 8-ej rano i przyjazd do Wiednia o 1-ej w południe na plac wylądowania łodzi potorowych, biorących udział we wyścigach Regensburg-Wien i między 6-tą a 7-mą wieczorem wspólny zajazd przed rotundę.

IV. Dnia 28-go maja wystawa wozów w rotundzie i uroczystości urządzane przez Austryacki Klub Automobilowy.

V. Dnia 29-go maja powrót do Krakowa.

VI. Dnia 30-go maja "Corso" naokoło miasta i przez drogę na błoniach, o godzinie 6-ej wieczorem, następnie zebranie w lokalu klubowym, rozdzielenie plak pamiątkowych i bankiet.

 

Sekretarz: Ustyanowicz

Prezes: Andrzej ks. Lubomirski

Vice-Prezes: Dominik hr. Potocki

 

Niniejszym mamy zaszczyt zaprosić JWPana na wycieczkę t.zw. "Sternfahrt" (miejsce, czas, organizacja widoczne z załączonych druków).

Prosimy usilnie, o ile to JWPanu możliwem jest, wziąć udział w naszej wycieczce, jest to bowiem wycieczka, w której klub nasz prezentuje się przed wszystkimi innymi klubami austryackimi i przykro by nam było, gdybyśmy małą ilością wozów od innych klubów odbijali.

* * *

 

Telegram pierwszy: "Niedźwiedź wrócił i przychodzi proszę zaraz donieść czy ponowny przyjazd możliwy i kiedy - Warywoda".

 

* * *

 

Telegram drugi: "Dzisiaj rzucam nowego konia proszę być przygotowanym do podróży miś żre regularnie - Warywoda".

 

* * *

Dziękując JWP Baronowi za okazaną mnie i podwładnym funkcjonariuszom grzeczność, jak w liście z 27 lipca 1928 r., donieść muszę, że ze względów od nas niezależnych zniewoleni jesteśmy z niej nie korzystać.

Raczy JWP Baron przyjąć wyrazy głębokiego poważania

 

Z. W. naczelnik Urzędu Celnego

Dziedzice 1/8 1928

* * *

 

dnia 3 sierpnia 1928

 

Wielmożny Panie Naczelniku.

Z przykrością odczytałem list WPana z dnia 1 bm. Skoro jest takie życzenie WPana, to naturalnie się zastosuję do niego w przyszłości.

Okocim ma stale całe listy piwa, przesyłanego różnym naczelnikom i fukcjonariuszom różnych urzędów. Taki tu już jest wyrobiony tradycyjny zwyczaj, stąd zapewne wynikający, że Okocim wyrabia artykuł spożywczy, napój odświeżający w upał.

Stąd też ciągłe gremjalne wycieczki, pewne, iż zastaną tu szklankę ochładzającego, chętnie im ofiarowanego napoju.

Jeżeli możliwe, aby WPan Naczelnik zrobił jeszcze raz wyjątek i przyjął w drodze będącą przesyłkę, byłbym bardzo zobowiązany, gdyż odesłanie i odmówienie jej przyjęcia zwróci wszędzie uwagę i przez to będzie tem większą dla mnie przykrością.

 

* * *

 

Do Urzędu Patentowego Rzplitej Polskiej Warszawa.

 

Niniejszym proszę o zarejestrowanie ochronnej marki słownej dla wyrazów: "Maltina", "Enzymalt" i "Enzyfor" dla ekstraktów słodowych, wina słodowego i wyrobów ze słodu wszelkiego gatunku, które w przedsiębiorstwie mojem w Krakowie będą w najbliższym czasie wyrabiane.

 

Okocim, dnia 1. grudnia 1924

polecono

* * *

 

dnia 12. października 1929.

 

Jaśnie Wielmożny Panie Senatorze! [inż. Andrzej Kędzior. Lwów]

 

Bardzo dziękuję za łaskawe dalsze zapytanie, tyczące się publikacji "Roboty wodne i melioracyjne" w związku z umieszczeniem ryciny browaru w Okocimie. Mam nadzieję, żę podobały się JWPanu do tego celu zdjęcia z lotu ptaka.

 

Co do pytań donoszę:

 

ad 1) Przed wojną browar okocimski produkował rocznie zgórą 360.000 hl, oprócz tego dwa drugie moje browary Krasiczyn i Kraków łącznie 100.000 hl rocznie. Browar okocimski ze swą roczną produkcją zgórą 360.000 hl był największym w b. Galicji, a piątym na 1200 browarów w b. Austrji. Przed nim szły tylko: cztery Dreherowskie browary "Schwenchat", "Steinbruch" pod Budapesztem, "Michelob" w Czechach i Triest łącznie 1.000.000 hl rocznie, "Mieszczański Browar" w Pilźnie 800.000 hl rocznie, "Smichov" w Pradze 500.000 hl rocznie i "Reininghaus" w Grazu 380.000 hl rocznie. Okocimski browar był zatem większym od Akcyjnego Browaru w Pilźnie w Czechach. Eksport nasz do Argentyny (do Buenos Aires) wynosił mniejwięcej wagon piwa flaszkowego miesięcznie, t.j. 52.50 hl, rocznie 630 hl.

 

ad 2) Żaden browar galicyjski nie produkował więcej piwa. Wchodziłyby tutaj w rachubę tylko Lwów 150.000 hl rocznie i Żywiec do 100.000 hl rocznie.

 

ad 3) Browar okocimski na wsi położony narażony był na działania wojenne, na wielkie szkody wynikłe z kompletnej przerwy produkcji, z wypuszczenia przez armję rosyjską 40.000 hl piwa do Uszwicy, ubytek przeszło 200.000 beczek transportowych wartości 2.000.000 Koron, zrabowanie zapasów słodu, węgla etc., a nie otrzymawszy żadnych odszkodowań musiał odbudować się z własnych środków. Od tych szkód w mieście, lub dalej na zachód położone browary były ochronione, a prócz tego zachowały nawet w czasie wojny całą swoją dawną miejską klientelę. Dlatego w pierwszych latach istnienia Polski, browar okocimski na nowo zdobywać musiał sobie odbiorców, ale obecnie produkcja już sięga 320.000 hl rocznie.

 

Temsamem browar okocimski zajął dawne swoje miejsce, t.j. osiągnął najwyższą produkcję wśród browarów całej Polski i jest największym wśród nich. Eksport tamowany jest wysokimi kosztami przewozu, próby kończyły się najczęściej na jednej wysyłce, obecnie przygotowuje się posyłkę do Shanghai'u.

 

* * *

 

27/7 913

 

Do Zarządu dóbr Gótza w Okocimie.

Mam do sprzedania 2 młode wilki: wilczycę i wilka, czteromiesięczne, zupełnie oswojone, bez łańcuszka biegają po pokojach, po podwórzu. Na zawołanie: Romus - Rema biegną do pana jak psy, chodza z panem na przechadzkę, prowadzone ze psem na łańcuszku. Do psa przywiązane, z nim się chowają - bawią i żyją w zażyłości.

Wskutek tego nadają się więcej "do spacerów", ewentualnie jako ozdoba podwórza -aniżeli może do zwierzyńca, a jeszcze więcej nadają się do krzyżowania rasy ze psami - przez co się może otrzymać prawdziwe i wysoko cenione t. zw. "Wolfshünde".

Cena za parę 140 K loco!

* * *

 

Trzebinia dnia 18/V. 1922.

 

Do Wielmożnego Pana Barona Goetza w Okocimie.

Z polecenia P. Hr. Mycielskiego, zwraca się podpisany Sekretaryat okręgowy w Trzebini z następującą prośbą:

Koło miejscowe chrześc. hutników i robotników w Trzebini urządza w niedziele dnia 11 czerwca b. r. poświęcenie sztandaru.


Zawsze i wszędzie lepsze powodzenie mają ci, którzy głoszą hasła wywrotowe i rewolucyjne, a my jako organizacja stojąca na gruncie chreśc., nie uznająca walki klasowej, walczymy z wielkimi trudnościami.

Mimo to dokładamy wszelkich starań, ażeby uroczystość ta jak najwspanialej wypadła, lecz brak nam funduszy.

Dlatego też zwracamy się z uprzejmą prośbą do W. P. Barona o przysłanie nam przynajmniej jednej beczki piwa po zniżonej cenie ewentualnie bezinteresownie, za co z góry zasyłamy staropolskie Bóg zapłać.

 

* * *

 

dnia 28 września 1928

 

Wielmożny Panie!

Mam zwyczaj odpisywać na listy i od tego zwyczaju dotąd nie odstąpiłem. List Pański z dnia 2 czerwca br. przeszedł dziwne koleje.

Adresowany był do Warszawy, jako do posła na Sejm, zwrócono go WPanu dla uzupełnienia niedostatecznego adresu, z powodu, że jestem w Senacie, a nie w Sejmie, a potem go w Senacie, choć był polecony, wrzucono go do schowka, o którego istnieniu nie wiedziałem.

Jak WPanu wiadomo posiedzeń Senatu od marca do czerwca było zaledwie kilka, więc w Warszawie nikt nie przebywał, gdy się 19 czerwca rozpoczęła sesja budżetowa, dowiedziałem się wreszcie w biurze Senatu o istnieniu schowka i znalazłem w nim pocztę z trzech miesięcy!

Dnia 21 czerwca zachorowałem (ostre zatrucie nieświeżą potrawą), przewieziono mnie do Okocimia i tu do tej chwili nie zdołałem odzyskać sił i tylko na kilka godzin dziennie opuszczam łóżko [...].

 

* * *

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

 

Zaniemógłszy od jakiegoś czasu na silne rozdrażenienie nerwów, wobec czego nakazany mam zupełny spokój, a tem samem usunięcie się od swojego zawodu przemysłowego, zmuszony będę fabrykę moją, wraz z wszystką posiadłością w Słotwinie sprzedać, aby się módz oddać zupełnemu spoczynkowi, tak ducha, jako też ciała.

Znając silnie przemysłowe wyrobienie J. W. Pana Barona, zwracam się do niego z uprzejmą propozycją, azali nie zechciałby tego wszystkiego, co ja posiadam, za małą cenę nabyć.

Nie mówiąc o młynie nowowybudowanym i samej realności, którą dosyć do porządku doprowadziłem, przynosi fabryka kawy, przy stosunkowo b. małym wysiłku finansowym i małej obsłudze około 50.000 K. rocznego czystego zysku. Za wkładem najwyżej 20-30.000 K. celem zakupienia maszyn jakie byłyby potrzebne ze wzglęu na życzenia Izby lekarsko-przemysłowej, w którym to wypadku przyrzeczono mi solidnie przez lekarzy poprzeć, jako też celem zadosyć uczynienia wojskowości, ze względu na wyrób konserw kawowy [...].

 

Antoni Wolny.

 

***

 

Naukowe oświadczenia o szkodliwości kawy ziarnistej.

 

Profesor Dr. Rudolf Virchow, Berlin: I tak przyszło się wreszcie do przekonania, iż kofeina nie jest niczem innem, jak tylko substancją mocno drażniącą nerwy, a używana w większych ilościach wprost trującym napojem.

 

Radca zdrowia dr. L. Fürst, Berlin: Kłamać trzeba, twierdząc, iż kawa i herbata nadają się jako ogólny napój ludowy. Regularne spożywanie kawy, jak to się do dziś dzień praktykuje, jest powodem wielu chronicznych cierpień, a osobom zatrudnionym umysłowo i pracą fizyczną wprost szkodliwem; nadto nie posiada jako pożywienie ludowe żadnej wartości.

 

Tajny radca i wyższy radca medycynalny profesor dr. Pettenkofer, Monachium: Kawa działa podobnie jak bicz, którym się konia do najwyższych napędza, mimo to, iż nigdy nie jest zdolnym zastąpić owsa.

 

Profesor dr. Zonderregger, Zurych: Kawa i herbata niewątpliwie są truciznami. Podczas bowiem gdy gorszą warstwę ubogiej ludności marnują gorące trunki, zdarza się iż słabsza i lepsza część tejże umiera z powodu używania kawy i jej surogatów, jako też suszonych i mielonych cykoryi i buraków.

 

Profesor Brillrat Savarin, Paryż, pisze w swem dziele "Fizyologia smaku": Kawa jest o wiele energiczniejszym napojem, aniżeli się zwykle sądzi. I tak mężczyzna o silnej budowie ciała może bardzo długo żyć, pijąc codziennie dwie butelki wina. Spożywania wszakże równej ilości kawy nie wytrzymałby długo, gdyż w krótkim czasie dałaby się u niego odczuwać tępość umysłu, a w końcu zmarłby z powodu wycieńczenia. Widziałem też swego czasu w Londynie na placu Leicester pewnego człowieka, którego nadmierne zpożywanie kawy wprost kaleką uczyniło.

 

* * *

 

Karlsbad, 4/VI 1912

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

W uzupełnieniu wiadomości, które ojciec mój sam o sobie podaje donoszę, że stan zdrowia ojca w ostatnich dwóch dniach znacznie się polepszył. Obawa zapalenia płuc całkiem już nie istnieje, akcya serca również się poprawiła, ale jest na ogół słabsza jak była przed zaniemognięciem. Boleści z powodu podagry znacznie zmalały, zresztą stosują się dokładnie do pogody, która jest bardzo zmienną. Żółtaczka ustępuje powoli, ale stale, lekarz nie przestał jednak dotychczas obawiać się komplikacji z powodu równoczesności żółtaczki i cukrzycy [...].

R. R.

 

* * *

 

dnia 29 lipca 1925.

 

Do Zarządu Browaru Kraków.

Ponieważ listów, które wczoraj dałem do napisania Kancelarji browaru do podpisu mi nie przedłożono, ponieważ nie na to sie trudzę pisaniem konceptów in extenso, skoro nie mam komu dyktować i nikt stenografować nie umie, aby potem napisane listy zostały gdzieś porzucone i zamiast odejść następną pocztą, przeciwnie doznawały opóźnienia całej doby, a w dodatku się nazywało, że ja podpisać zapomniałem, kiedy nawet o istnieniu tych listów się nie dowiedziałem, ponieważ służący Andrzej Markuś odznacza się zanikiem pamięci w tym stopniu, że nie tylko nie zgłosi mi wszystkich telefonicznych rozmów, z którymi się do mnie zwracają różne osoby, gdy jestem w mieście i zapomina z reguły o zleceniach moich, słowem dowiedzioną jest rzeczą, że na nim polegać nie można, przeto zarządzam, iż w przyszłości listy, które polecę napisać, maja mi być przedkładane do podpisu przez tego urzędnika, który je będzie pisał.

 

* * *

 

Całuje rączki jasnie Pana Barona i mam proźbę wielką do jaśnie Pana Barona i chciałbym ja zjaśnie Panem Baronem pomówić bo na mnie wielka bieda teraz miałem świnię do chowania styrała mi się a chciałbym sobie jakie cielątko na lato kupić i zboża na chleb bo nie mamy co jeść to bym prosił jaśnie Pana Barona bardzo żeby mi jaśnie Pan Baron nie odmówili to proszę jaśnie Pana Barona o zaliczkę na syna Stanisława K. pracuje w Ogrodzie o 20.000 mk. Proszę Pana Barona jagby mi jaśnie Pan Baron dał to strącenie 400 Mk na tydzień byłem u Pana Barona trzy razy Pan Sekretarz mię zawsze oddala że Pan Barón mi nie chce dać a przecie ja tu tyle lat pracował przeszło 18 nie pod bramą tylko w piwnicy. A proszę jaśnie Pana Barona że by mi jaśnie Pan Barona tę moją prośbę nieodmówili o co ja jaśnie Pana Barona proszę. A ja zato nieśnie Panu Baronowi powiem wielki Bóg zapłać. Całuję rączki jaśnie Panu Baronowi.

 

Jan K.

 

* * *

 

1) Do mego mieszkania w Krakowie potrzebną jest lampa, dająca rozproszone światło (jak w mojej okocimskiej kancelaryi). Prosze taką lampę dla mnie zamówić. Prócz tego mniejsze 2 lampki ma szeroki kurytarz w temże krakowskiem mieszkaniu.

2) Folwark w Pomianowej oświetlony jest przesadnie bogato, a ponieważ nie można liczyć na oszczędne używanie światła (gaszenie lamp niepotrzebnych), przeto należy przeprowadzić rewizyę oświetlenia. Wyłączyć na stałe lampy niepotrzebne, a w potrzebnych zastąpić żarówki 50-świecowe i "półwatówki" żarówkami o sile 16 świec. Wykręcone lampki silne, mają wrócić do składu browaru.

3) Zmiana napięcia prądu lub ujęcia żarówek tak, aby były różne w Okocimie i w Brzesku, a w następstwie ustały kradzieże żarówek do Brzeska.

 

dnia 17.XII.1918.


 

* * *

 

Tarnobrzeg, dnia 28 marca 1919.

 

W odpowiedzi na list Pana barona w sprawie wydalenia Czechów, Niemców i tp., pozwalam sobie przesłać następujące wyjaśnienie.

Na polecenie komisji Rządzącej zwróciłem się osobnym okólnikiem do wszystkich obszarów dworskich w tutejszym powiecie, by wydaliły osoby obcej narodowości ze służby. Nie wchodziłem bliżej w to, czy i w dobrach Pana Barona są takie osoby. Nadesłane mi wyjaśnienie, że osób takich nie ma, przyjąłem do wiadomości, a przy sposobności pobytu w Starostwie pełnomocnika dóbr Skowierzyńskich udzieliłem mu odpowiednich wyjaśnień, sądząc, że prześle je Panu Baronowi.

Obecnie pozwalam sobie odpowiedzieć Panu Baronowi z tem, że okólnik mój miał charakter ogólny i nie był specjalnie skierowany do obszaru Pana Barona.

 

* * *

 

dnia 2. sierpnia 1927.

 

Wielmożny Pan Hipolit Kuliczkowski, Fryzjer, Złoczów.

Otrzymałem list WPana z dnia 28. zm. pisany z humorem i stwierdzam z przyjemnością, że WPan jest długoletnim zwolennikiem i konsumentem piwa okocimskiego.

Nie wątpię też, że i po Swym jubileuszu pozostanie WPan nim nadal, a z okazji Pańskiej uroczystości przesyłam równocześnie koleją do Złoczowa 2/4 i 100 flaszek piwa marcowego.

Dobroć piwa okocimskiego warunkuje w znacznej części należyte obchodzenie się z niem, t.j. umiejętne flaszkowanie, przechowywanie w odpowiedniej temperaturze etc., etc., dlatego posyłam WPanu dla przekonania się o tem piwa napełnione do flaszek w Okocimie.

Dla swego użytku nie mam innego, specjalnego piwa, twierdzenie takie opierać się może tylko na fałszywych pogłoskach i kompozycji z powietrza wziętej.

Browar wielki nie może wyrabiać warek specjalnych w małej ilości, lecz musi się kierować warunkami dla wyrobu normalnego "en gros", co właśnie zapewnia mu dobroć i równość w jakości.

[W końcu zauważam, że ilość piwa wypita dotąd przez WPana, a dochodząca do niespełna 3 wagonów nie może być uważana za jubileuszową, mamy bowiem konsumentów, którzy wypili dotąd powyżej 6 wagonów i dotychczas jubileuszu nie urządzali.]

 

Z poważaniem.


 

* * *

 

Zaleszany 24/3 1919.

 

Jaśnie Panie Baronie i Kolatorze!

Gdyby nie daleka droga i praca wielkopostna wybrałbym się kołowo w podróż do Okocima i zajechałbym przed ganek pałacu wózeczkiem, który za pośrednictwem p. Trzeciaka w dobroci Swej Pan Kolator ofiarować mi raczył. Zgrabniutki, gustowny i wygodny wózeczek, jakby na to zbudowany, by wozić duchowne ciało plebana Zaleszańskiego i jego wikarego po odpustach i na taroczka lub wiścika w sąsiedztwo!

 

Z początku wachałem się z przyjęciem tak kosztownego prezenciku, boć nieczem nie zasłużyłem się wobec Pana Kolatora i co więcej osobiście jestem Mu nieznany - słysząc jednak od ludzi o szerokiej szlachetności i uczynności Pana Kolatora dałem się skusić i obecnie zań z całego serca dziękuję, prosząc Opatrzność, by zdrowiem i błogosławieństwem zapłaciła za mnie.

 

Po ciężkich przejściach w miesiącach zimowych oddychamy teraz swobodniej - zrewoltowany ludek wiejski przycichł i nie sądzę, aby to była cisza przed nową burzą - chłopski zdrowy rozum zaczyna brać górę, a pomagają mu socyalne zarządzenia, jak n. p. wydzierżawienie chłopstwu części łanów Skowierskich, przez ten patryotyczny czyn nasycono choć w części łaknienie ziemi wśród biednych włościan i dano im możność wyprodukowania chleba, którego zarobnik obarczony sześciorgiem dzieci z powodu drożyzny i pozbawiony ziemi za grajcary nie kupi.

 

[...] Szkoda wielka, bo przysiółek Kępie może być w przyszłości ośrodkiem bolszewizmu właśnie dla braku ziemi i przeludnienia, ztamtąd przed wojną emigrowało do Westfalii i Prus rocznie około 500 roboczych ludzi.

 

ks. St. Maliszewski, proboszcz

 

* * *

 

[1927 r.]

 

JWielmożny Panie Baronie, daleki jestem od tego, aby wtrącać się do spraw obcych, tembardziej że chodzi tu o dziedzinę, co do której nie jestem fachowcem, zatem - Pardon!

 

Do skreślenia tych słów skłania mnie jednak rezultat moich długoletnich obserwacji przemysłu naszego - polskiego - który jest w wielu wypadkach szarpany i na szwank narażony przez żydów, którzy go dzierżą w swych judaszowych rękach z ogromną szkodą dla przemysłowców solidnych. Tak niestety dzieje się z Piwem JWPana Barona, oszukują konsumentów, a co najgorsze, podkopują opinię "Okocima", sprzedając "napój" niewiadomej proweniencji jako "Okocim", pełniąc do brudnych flaszek i do beczek okocimskich itd. Czyż nie ma na to sposobu? Musi paść nasz przemysł pastwą rozwydrzonych chjen-żydów? Ponieważ pracuję w branży z piwem cokolwiek spokrewnionej, pozwalam sobie też uwagę, że niezmiernie dla prestige Okocima szkodliwem jest wprowadzenie słabego piwa "z browaru Jana Goetza", które w ogromny sposób wpływa ujemnie na już chwiejącą się markę, a prawie wszędzie piwo to beczkowe sprzedawane jest jako "marcowe" po wyższej cenie. To też żaden poważny Browar takiego piwa nie wyrabia w słusznej obawie o Renomme, a dziwi to ludzi poważnych, że JWPan Baron tak dalece się zapomniał. Przecież noblesse oblige i przy wyrobie piwa!

 

* * *

 

[1928 r.]

 

Panie Baronie!

 

Ja również byłem tak bogaty, jak Pan Baron, a dziś jestem bezdomny, nie mający dachu ani też chleba dla swojej rodziny, jestem książę Kaukazki, były właściciel 47 tysięcy dziesięcin ziemi, dwuch fabryk i trzech tartaków, nazwisko szlacheckie znane. I dziś zmuszony tylko głodem i chłodem drobniutkich dzieci udawać się wszędzie i upokorzyć się przed każdym. Nikt nie wie, co go czeka na przyszłość, nawet żeby miał największe bogactwa, może zginąć głodową śmiercią, jak np. pan Baron Romaszkan w Wiedniu błagał pomocy, lecz za bujne jego fantazje nikt mu nie podał ręki. Pan Baron i pan Hrabia Potocki (Łańcut) przyjeliście mię obojętnie, zaznaczając, iż stanowczo dla jednego człowieka w tak dużych majątkach nie znajdzie się posady. Panowie magnaci, zapomnieliście, iż czekało Was to samo, co i mię dziś, ale choć mam chlubę, iż swoją piersią zakrywałem i broniłem Waszych dóbr, a zato mam ciężkich 13 blizn i to jest podziękowanie.

Może da Bóg, że Pan Baron kiedy do mnie przyjdzie, ale ja przyjąłbym lepiej.

Jest co w Kurierze głosić, niech wiedzą wszyscy, jakie mają serca Polscy Magnaci.

 

Jan G.


 

* * *

 

[1931 r.]

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie i dobrodzieju!

 

Na wstępie bardzo przepraszam, że wspominam o bardzo przykrym wypadku, który spodkał Jaśnie Pana Barona w roku 1900 t.j. napad na osobę J.P. Barona przez studenta VIII kl. gimnazjum z Tarnowa Stolińskiego i dwóch maturzystów z seminarjum nauczycielskiego w Tarnowie, w czem podpisany brał czynny udział w tropieniu sprawców napadu i aresztował sprawcę Studenta Sikorę.

 

Student Sikora należał do tajnej partji związku oficerów narodowych, jak sam się Jaśnie Panu Baronowi wówczas przedstawił. Zamach ten był z góry uplanowany i uchwalony w tajnym zebraniu w domu prywatnym w Tarnowie przy ul. Hyszowskiej, a na ochotników zgłosił się student Sikora, Stoliński i dwóch, których nazwiska niepamiętam.

 

Zamach przeciw Jaśnie P. Baronowi wykonał SIkora, kierując strzał z rewolwera przeciw J. P. Baronowi, a wystrzeliwszy nietrafił J. P. Barona, lecz zranił św. pam. Dyrektora P. Narzymskiego.

 

Po wykonaniu zamachu trzech sprawców zdołało zbiedz, a Stolińskiego przytrzymano w obrębie browaru.

 

Podpisany wówczas był jako młody żandarm stacjonowany w Brzesku, wspólnie z drugim kolegą i z P. Winklerem udaliśmy się za śladami sprawców zamachu przez las Jadownicki do Biadolin i las Ks. Sanguszków aż do Dunajca i dalej aż do Tarnowa. W Tarnowie po zawiadomieniu tamtejszego posterunku żandarmerii rozpoczęliśmy energiczne poszukiwania za sprawcami napadu tak sprytnie, że do rana już mieliśmy wytropionych osobników, którzy napad popełnili. O godzinie 9-tej rano podpisany przyaresztował studenta VIII kl. Sikorę i to w klasie podczas nauki.

 

O godzinie 5-tej po południu przywiozłem sprawcę napadu Sikorę do stacji w Słotwinie, gdzie Jaśnie Pan Baron z Jaśnie Panią Baronową czekali chcąc widzieć osobę sprawcy. [...]

 

* * *

 

dnia 12 maja 1932 r.

 

JWielmożny Pan dr. Jan Szwarcenberg-Czerny

Prezes Sądu Okręgowego

 

Wielce Szanowny i łaskawy Panie Prezesie!

 

Zauważyłem w poczcie okocimskich Zakładów Przemysłowych pismo JWPana Prezesa z dnia 10 maja b. r. (Prez: 6689/32/Pu) w sprawie Andrzeja K., pracującego w tutejszych Zakładach Przemysłowych. Ponieważ petent, prócz zajęcia w tutejszym magazynie, jest równocześnie członkiem orkiestry fabrycznej, zwracam się z prośbą do JWPana Prezesa, by zechciał łaskawie odmówić Andrzejowi K. przyjęcia go w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Zarobek petenta jest w zupełności wystaraczający na życie, a odejście jego z Okocima mogłoby nam istniejącą i sprawnie funkcjonującą orkiestrę fabryczną rozbić.

Przepraszam, że trudzę JWPana Prezesa takim drobiazgiem i łączę wyrazy prawdziwego szacunku i poważania.

 

* * *

Brzesko, 24/II 919

 

Jas. Wny P. Baron Götz

 

Niniejszem donosi się Jaśnie Wiel. Panu Baronowi, że leśny G. ukradkiem wydaje drzewo z lasu Jaśnie Wiel. Pana Barona i las bardzo niszczy i rabuje.

Leśny G. następującym osobom wydał drzewo, a mianowicie: Janowi P., Franciszkowi G., Annie K. Wojciechowi Ł.

Tym ludziom wydał lesny G. drzewo z lasu Jaśnie W. Pana Barana, za kiełbase i za piwo.

Niech Jaśnie Wielmożny Pan Baran posle P. leśniczego do nich wyśledzić, to się wszystko wykryje i prawda się wykaże.

Anna K. ma już tyle drzewo, że nie ma go już gdzie kłaść i aż do stodoły schowała drzewo, bo on się z nią kocha, zaś innym ludziom tyle drzewo wydał i dotąd wydaje, a ci wywożą drzewo do miasta furami i w mieście sprzedają i wielkie pieniądze złożyli za kradzione drzewo.

Kradzież przez leśnego popełniona jest nie do opisania jednym słowem las jest bardzo zrabowany i zniszczony, a za to leśnego proszą na wszystkie wesela chrzciny i bale sobie sprawiają, piwo kupują sprowadzają muzyki hulają i tańcują.

To wszystko się Jasnie W. Panu Baronowi donosi do zastosowania się i temu nieporządkowi zaradzić.

Uniżony sługa

 

* * *

 

Proszę bardzo Jaśnie wielmoży Pani Baronowy

wszystko dobrze co Jaśnie Pani na zebraniach mu wi ale proszę bardzo Jaśnie Pani kobiety poucza i dziewczęta wewsi a w Broważe to się w prost rozpusta dzieje w tej menarzy ta kucharka całemi wieczorami i nocami przeczymuje kawalerów i nawet ten Warzecha się doni pot pószcza to nie powinno być to jest dziewczyna młoda po między tyló meszczy z nami. przy tem strasznie za biera węgle nosi dodomu piwo w flaszkarni kawalerom daje a te węgle to co wieczur o bydwie z tą pomocnicą to wynoszą za te brame co Derektor Rossknecht chodzi i dopiero dodomu i mu wią ciągle że Pan Baron ma wszystkiego dosyć to można brać i mu wią że by Jadowniczaki nie żebrały tak na Browar jak na Brzesko to będzie dobrze to jest w prost nie możliwe a by się coś podobnego w Broważe działo i żeby Jaśnie Pani Baronowa nato pozwoliła gdysz to będzie źle to niewszystko jeszcze napisane

z Wielkiem poważaniem J. M.

 

* * *

 

14 XII 1918

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

[...] Przy tej sposobności prosimy na wszystko, żeby Pan Baron kazał świecić w mieście całą noc przez całą zimę, czy rok cały, bo ostrzegam, a wiem wszystko dobrze, że o spokoju w powiecie nie ma mowy, że są ciągłe odgrażania się na Panów i coraz większe niebezpieczeństwo bolszewickie, a jakby było ciemno i gdyby wojsko ztąd odeszło, to wtedy, poprostu jesteśmy wszyscy zgubieni! Ponieważ dzisiaj mówił mi B., że z powodu że gminę wojsko kosztuje mają zamiar wojska się pozbyć?! W dzisiejszych czasach mógł się taki lekkomyślny idiotyczny plan urodzić tylko w Brzesku i w Brzeskich głowach, którym to zawadza, że jest ktoś, kto niemi rządzi, zamiast Bogu dziękować i tym co wojsko sprowadzili! Proszę więc na wszystko Pana Barona, żeby był łaskaw Swoim wpływem wszystko zrobić, ażeby te wojsko ani za rok nie odeszło, proszę na wszystko łaskawie coś ze Swojej kasy coś na nich ofiarować, skoro ta idiotyczna gmina Brzeska ma takie poprostu podłe i nieuczciwe zamiary, bo tylko światło i wojsko może nas od napadów bolszewickich ocalić! Bo przecież ciągle się cały powiat odgrażają, że są źli o wojsko i gdyby wojsko odeszło, to wtedy by sobie pohulali w Brzesku i Okocimie, a wie Pan Baron dobrze, że większych łotrów i zbojów to nie ma w całej Galicyi jak tutaj.

Olga ś.

 

* * *

 

29 XII 1918

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

za łaskawą odpowiedź uprzejmie dziękuję i jeszcze raz proszę pamiętać i wszystko zrobić, żeby wojsko ztąd nigdy nie odeszło, tem więcej, że te miłe wsie naokoło, na czele z tutejszemi różnemi figurami, chcą zrobić wszysto, żeby właśnie na czas wyborów wojska już nie było, ażeby wtenczas załatwić wszystkie rachunki z żydami i Inteligencyą! A najwięcej psują ci, którym zależy na stworzeniu tutejszej milicyi, t. j. na protegowaniu różnych swoich figur, między innemi lata za tem B., znany nieprzyjaciel Pana Barona, Któren sobie na to niczem nie zasłużył, a ta jego milicya robiło by wszystko, tylko nie to, co potrzeba!!! Proszę więc, żeby Pan Baron Swoim wpływem przeszkodził temu, jak również proszę na wszystko w Komendzie Tarnowskiej i Krakowskiej robić wszystko, żeby wojsko ztąd nigdy nie odeszło, bo tutejszy powiat bez wojska istnieć nie może. Proszę również Swoim wpływem przedstawić w tych Komendach, żeby nie cofali tego rozkazu przymusowego poboru, bo tylko osłabiają i kompromitują armię, a nas wszystkich wystawiają na łup szumowin, bolszewików i niemieckiech armii, która tędy wylicza się powracać! Ludzie tak rozumni, i uczciwi, i na takim stanowisku jak Pan Baron, dużo mogą zrobić! Nikt o nas nie myśli, musimy się więc sami bronić, żeby nie było zapóźno! W tamtym tygodniu w nocy o 3ciej zgasła elektryka i nie świeciła się do 6tej [zapewne święto, co jest zrozumiałe - nadpisek Pana Barona ołówkiem], nie spałam do rana, bo to Brzesko w te straszne zimowe noce bez światła wygląda jak istna mordownia. [...]

Olga ś.

 

* * *

 

30 I 1919

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

Wróciłam z Krakowa przed paru dniami i dowiedziałam się od bardzo wiarygodnej osoby paru bardzo ważnych wiadomości, odnoszących się do Pana Barona, i które uważam sobie za obowiązek powiedzieć Panu, a które absolutnie listowi powierzać nie mogę. Jeżeli więc Pan Baron sobie życzy, ażebyśmy się widzieli w tej kwestyi, to proszę łaskawie napisać dzień i godzinę, i łaskawie przysłać konie, to przyjadę i wszystko powiem!

Olga ś.

 

* * *

 

22 II 1919

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

Dziwi mnie to, że na list ostatni nie otrzymałam odpowiedzi, a był pisany w interesie Pana Barona! Może się jeszcze kiedy zobaczymy, to powiem to, co miałam powiedzieć, a tymczasem piszę to, com się w ostatnich dniach w Krakowie dowiedziała, że tutaj się odgrażają, i to już dawno, że jak tylko wojsko stąd pojdzie, to będzie napad na Okocim, a w dalszym ciągu i na miasto, a napady bolszewików groziłyby nam każdej chwili! [...] Proszę w tej mądrej Komisyi Likwidacyjnej powiedzieć łaskawie, i przedstawić, że tutaj wobec tutejszych stosunków wojsko musi być tutaj stale przeznaczone, i będą go musieli ciągle z powrotem przysyłać! Nawet pomyśleć nie można, jakbyśmy tutaj wyglądali bez tych kilkudziesięciu bagnetów! Przecież Pan Baron w Komendzie Krakowskiej i w Warszawie Swoim wpływem może wszystko zrobić! Słyszałam dzisiaj, że od 1/4 nie ma być elektryki w mieście i w domach, otóż to będzie jeden więcej powód do napadów, w tych egipskich ciemnościach. Proszę więc na wszystko, żeby Pan Baron cofnął ten rozkaz i żeby dalej było tak, jak było dotąd. Prosze łaskawie pamiętać i powiedzieć tym wszystkim tutejszym ojcom miasta, żeby za wojskiem także chodzili i "że dla tego tylko jest spokój, ponieważ jest wojsko". To samo powiedział mi Pan Kapitan Schneider! Między służbą pana Barona ma być dużo socyalistów, więc trzeba uważać i tembardziej bagnety mieć w Brzesku. Resztę zachowuję do ustnego rozmówienia się kiedyś z Panem Baronem, a tymczasem proszę list spalić i te wszystkie wiadomości zachować tylko dla Łaskawych Państwa.

Olga ś.

 

* * *

 

20 III 1919

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie!

Nie mogę zrozumieć, że Pan Baron nie mógł nic zrobić, ażeby wojsko tutaj zostało i że oni w tych mądrych komendach nie mogą tego zrozumieć, że jak wojsko stąd pójdzie, to będą się działy rzeczy straszne, bo już teraz głośno o tem mówią, że Żydzi myślą iść na nas wszystkich, a Jadowniki na żydów! Pan Baron szczęśliwy wyjedzie sobie pewnie do Szwajcaryi, ale szkoda będzie browaru z całem jego urządzeniem i urzędnikami, a my wszyscy Bóg wie co jeszcze przeżyjemy. Boże! Boże! Jakaż mnie rozpacz ogarnia, że to wojsko już stąd idzie i że w tych komendach nie mogą tego wszystkiego zrozumieć! Może by Pan Baron był łaskaw przez tych różnych Kędziorów i Witosów jeszcze coś zrobić, żeby to wojsko tutaj zostało! Proszę jeszcze raz o to na wszystko, bo mówią, że będzie się to wszystko działo wtedy, kiedy się najmniej będziemy spodziewać, a z pewnością wtenczas zniszczą elektrykę i telefony, i myśleć nie można, co wtenczas będzie! Panie Baronie, niechże się Pan zmiłuje nad sobą i nami wszystkiemi i stworzy chociaż jaką swoją własną liczną milicyę! I jeszcze próbuje z tym Witosem coś zrobić.

Olga ś.

 

* * *

 

Do P.T. Dyrekcji Poczt i Telegrafów w Krakowie

 

Równocześnie reklamuję w Urzędzie Pocztowym w Okocimie list mój do firmy: Auskunftei W. Schimmelpfeng, Wien, I., Schottenring 7., nadany w Okocimie dnia 27 grudnia 1929. List ten nie doszedł adresata.

 

Powtarza się perjodycznie gubienie się listów moich i proszę P.T. Dyrekcję, aby zarządziła poszukiwania za sprawcą, który mojem zdaniem, stale się w listach poleconych domyśla pieniędzy.

 

Aby nie było niejasności pozwalam sobie dodać, że Urząd w Okocimie nie wchodzi tu zupełnie w grę, gdyż z przekonania wieloletniego mam do całego personelu tegoż Urzędu Pocztowego pełne zaufanie.

 

Okocim, dnia 24. stycznia 1930.

 

* * *

 

Wielmożny Pan Władysław G., Uście Solne

 

Pismo pana z dnia 31 grudnia 1936 roku otrzymałem. Przykro mi, że na serdeczny apel, który Pan do mnie stosuje muszę odpowiedzieć odmownie. Jako poseł na Sejm mam zamknietą drogę i zamknięte drzwi jeśli chodzi o protekcje, jesli chodzi o wyrabianie posad i ułatwianie spraw prywatnych pojedynczych osób. Nie wolno mi łamać przyrzeczenia danego przeszło rok temu na pierwszym posiedzeniu Sejmu Marszałkowi Sejmu i instancjonować za sprawą, którą pan w Swoim piśmie porusza. Rozumiem trudne położenie Pana, chęć i ochotę do pracy, lecz przemówić za Panem w Ministerstwie Komunikacji mi nie wolno.

Z poważaniem

Antoni Götz-Okocimski

 

* * *

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie

Z okazji konfirmacji mego wnuka urządzam tradycyjną ucztę, wobec czego pozwalam sobie uprzejmie prosić JW. Pana Barona, by zechciał jak zawsze dotąd udzielić mi łaskawie gratisowo 2 beczki piwa.

Uczta niniejsza zgromadzi wiekszą ilość gości, którzy od dawna przyzwyczajeni są wyłącznie do piwa okocimskiego.

W nadziei, że JWPan Baron i tym razem przychyli się do mojej prośby kreślę się z najgłębszym szacunkiem

rabinowa Debora Halberstam, Kraków, Bonifraterska 5

 

* * *

 

Nart nowy 24/11 1925

 

Wielmożny Panie Baronie!

 

Jestem polowym w Narcie Nowym w pańskim dworze. Służę już trzeci rok i robię służbę tak jakem zaprzysiągł. Udaję się do pana Barona z wielką prośbą jak do mojego ojca w następującej sprawie. W Narcie są ludzie niedobrzy, bardzo kradną, musi się pilnować we dnie i w nocy. I w lecie bardzo kopali nam kartofle, my pilnowali i złapali my żonę Kazimierza G. co zbierała trawę i kopała ziemniaki. Ja chciał jej wziąść płachtę ona poczęła się ze mną szarpać, nie chciała mnie tej płachty dać i zaczęła za mną wołać. Ty dziadu, ty przywłuko przyszedłeś tu pilnować dworu, ciebie djabli wezmą a my i tak nosić i brać będziemy. I ja się rozgniewał, uderzyłem ją bez rękę bo mnie tej płachty oddać nie chciała. Później ja tę płachtę wziął jej i Kazimierz G. przyszedł do mnie do mieszkania z cegłą i chciał mnie bić za to że ja dworskie pole bronie, nie żyje z ludźmi tylko Panu wiernie służę. Żona jego zato mnie zaskarżyła do sądu do Niska. I w Nisku osądzili mnie siedzieć 4 tygodnie policzyła sobie 200 złotych kosztów bo stawiała adwokatów. My adwokatów nie stawiali bo nie mamy za co. I nie wiem co z tego będzie bo sprawę tę odesłali do prokuratorów bo ja powiedziałem że nie mam z czego kosztów płacić. A ja jak zaprzysiągł tak muszę służyć a że tu ludzie niedobrzy ciężko z nimi poradzić ani się ognać. Już kilka miałem wypadków co mnie nabili i pokrwawili także mnie doktór leczyć musiał. Jeszcze mi odpowiadają że jak będę służył wiernie Panu to mnie zabiją. Mają złość na mnie że ja jestem obcy nie stoję za niemi tylko za dworem. Ja o to nie dbam tylko robię co się należy, służę temu co mi chleb daje. Mam nadzieję że ze dworu pańskiego nikt o mnie się nie wyrazi źle. Udaję się z wielką prośbą do Pana Barona żeby mi w tej sprawie coś poradził bo ja chcę dobrze i sprawiedliwie służyć ale się taki stał wypadek to prosiłbym o poratunek, bo ja jestem biedny a żyć chcę jakem przysięgał. Gdyby Pan Baron nie mógł nas w tej karze pożałować tylko my musimy w tej karze pozostać to jabym bardzo prosił możebym dostał drzewa na budynek jestem bardzo biedny a teraz mnie takie nieszczęście spotkało że teraz nam powstać będzie trudno. Słyszymy że Pan Baron jest dobry i użyczliwy dla każdego to i jabym prosił bardzo pięknie o poratunek w tej mojej biedzie. Ufam w Panu i pokładam nadzieję w Panu modlę się za Panem z żoną i z dziećmi żeby mógł żyć jak najdłużej i my przy niem. Mówią że prośba niebiosa przebija może i moją prośbę Pan Baron nie odmówi.

Kłaniam się pokornie

wierny polny Michał K.

 

* * *

 

20. Października 1925

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Piszę do Pana Barona z wielką prośbą o użalenie słów kilka; byłem u p. sekretarza 3 razy i p. sekretarz powiedział że mówił o tem Panu Baronowi, ale to nic niepomaga od samej wiosny już mnie wstyd było iść do pana Barona; zasiałem owies wyzbierały go kury cobym mógł mieć ze dwa korce tom miał jeno korzec, a teraz były sadzone ziemniaki to ja niewiedział co się z niemi dzieje, a tam chodziły kury, kurczęta, indyki spielesiły i wyłuszczyły że zostały same łuszczyny, a p. sekretarz powiedział że kury puszcza i musi puścić.

Miał też dwa barany (W. czy kucharz) co chodziły po ziemniakach i wypasały się po miedzy, indyki wszystkie chodziły gdzie im się podobało, teraz ja zasiałem na ziemniaczysku, niemiałem swojego zboża tylko kupne żyto i pszenicę pół metra i teraz indyki i kury chodzą po tem sianiu i wyzbierają wszystko i ja niewiem nacom to siał - teraz jakem szedł z browaru jak Pan Baron sprawiał ten jubileusz i przychodzę akurat przed swoje pole, atu obstąpiły pole kury i kurczęta po całem sianiu, nie żegnałem tylkom się wrócił i poszedłem się upominać, zaszedłem do W. a ona mi gada że tam żadnej jej kury nie ma - poszedłem do kucharza to mie ta kucharzowa tak zdziadowała zwyzywała na czem świat stoi że ani tu opisywać nie mogę, powiedziała mi - ty dziadu parszywy jak cię nie wstyd żebyś się ty o kury upominał uciekaj bo cię drzwiami roztłukę żebyś tu mi taki dziad żebrak parszywy przyszedł i tu mi się o kury upominał żeby ja co kury zganiała żebyś ty o kury nie miał co żreć. - Teraz ja M. Mateusz proszę Pana Barona Pan Baron sieje maszyną to się ziarno zakopie i niema nic na wierzchu a ja sieję ręką to połowa ziarna pozostaje na wierzchu to jak to kury wyzbierają to małoco zostanie, nigdybym się nie spodział na swoję starość żeby ja tak cierpiał i tyle szkody poniósł, proszę Pana Barona na miłosierdzie żeby się Pan Baron zmiłował.

- Dziś żona się była upominać co kury były na sianiu u kucharza to kucharz i kucharzowa jeszcze się swarzyli i wyzywali żebyście wyzdychali i poparszywieli i gadał że mu nikt nie zabroni kur chować i żeby na sianie nie chodziły.

Przeto proszę na miłosierdzie aby Pan Baron wglądnął w tę sprawę bo jak Pan Baron na to nie poradzi to chyba tylko jeden Pan Bóg bo już nie do wytrzymania.

Przepraszam Pana Barona

Mateusz M.

 

* * *

 

[Najstarszy dziś robotnik browaru. Czy był się żalić i u kogo? Z jakim rezultatem?

Rządca da w naturze 50 kg żyta i 50 kg pszenicy, na wiosnę rzędowo pomoże zasiać i da 50 kg owsa do siewu i 50 kg jęczmienia - dopisek Pana Barona]

* * *

 

Bochnia, 24.10.1935

 

Jaśnie Wielmożny Panie Baronie i Pośle!

Z bożnicy żydowskiej, której ja podpisany jestem zarządcą, wszyscy jej członkowie oddali, z okazji wyborów do Sejmu, głosy swe na kandydaturę JWnego pana Barona.

Z uwagi, że prowadzę w tym samym budynku, gdzie odbywają się modlitwy, restaurację z hotelem, będąc od lat 35 stałym, niezawodnym odbiorcą piwa O., wyborcy żydowscy, zbierający się w mej bożnicy, insynuują mi fakt, że, podobnie, jak inne ośrodki agitacyjne, za kandydaturą JWielmożnego Pana Barona się opowiadające solidarnie, otrzymały piwo "wyborcze", - także i mój lokal szynkowy (zdaniem tychże wyborców) otrzymać musiał dla całej bożnicy piwo.

Zapewnieniom moim, iż takiego przydziału piwa dla bożnicy nie otrzymałem, nikt z owych wyborców, wiary dać nie chce.

W tym stanie rzeczy narażony jestem na różne docinki pod mym adresem ze strony wszystkich członków tejże bożnicy, zupełnie zresztą niesłuszne, gdyż tut. reprezentacja browaru O., w braku odpowiedniego w tym kierunku upoważnienia ze strony Administracji Browaru O., żadnego takiego przydziału piwa na rzecz mej bożnicy nie otrzymała po dzień dzisiejszy.

Wobec czego ośmielam się zwrócić niniejszem do JWnego Pana Barona Posła z uprzejmą prośbą o poczynienie odpowiedniego zarządzenia ze strony Administracji Piwa O., aby tut. reprezentacja ten przez zapomnienie zaistniały brak przydziału piwa wyborczego na rzecz naszej bożnicy, 74 członków liczącej, usunęła.

Z najgłębszym szacunkiem

I. Austerweil, Hotel Polski, Bochnia


 

* * *

 

Z moich notatek myśliwskich

 

Polowanie na bizona w Tatrach 20. XII. 1913.

 

Mroźny pogodny ranek zimowy w Tatrach. - Śnieg padał przez dwie doby i sannę - już dobrą - jeszcze poprawił. - Toteż szybko mnie wiozą góralskie konie z Zakopanego ku Morskiemu Oku, śliczną drogą, znaną każdemu, kto kocha nasze góry. - Tym razem nie zwykła wycieczka jest tej jazdy celem, lecz polowanie na grubego zwierza. - W Wiedniu w czasie pauzy w obradach parlamentu otrzymałem przez znajomych wiadomość, że istnieje możliwośó zapolowania na bizona, wymagana była tylko natychmiastowa decyzja - i stądto nazajutrz byłem już w Zakopanem. -

 

W Jaworynie ks. Krystjan K. Hohenlohe zmuszony był zwinąć zwierzyniec, obejmujący na 6000 hektarach kilkanaście żubrów, prócz tego koziorożce, jelenie, oraz krzyżowania jeleni z wapiti. - Zwierzostan ten skazany został na zagładę. - Polowania te już się odbyły i jak mi mówiono zostały tylko 2 bizony. - Jeden z nich, młodszy byk, wymknął się tropiącej go straży i poszedł wysoko w góry. Drugi, ośmioletni, trzymał się przez kilka dni w oddziałah lasu przylegających do ówczepnej Galicji i tam dawał się codziennie obciąć.

 

Raport, jaki mi złożono w pół drogi do miotu, brzmiał korzystnie; już tego dnia niedźwiedź [chodzi o żubra, tu się Panu Baronowi zwierzyna pomięszała, z emocji zapewne - przyp. Kocibrzuch] był obcięty i to na niezbyt dużej przestrzeni. - Po trzech godzinach jazdy byliśmy u celu i zaraz rozpoczął się pochód w las. - Stanąłem wreszcie na stanowisku, obranem za wywrotem, który stanowił naturalną zasłonę od strony, z której można się było zwierza spodziewać. - Punkt ten był położony nad rzeczką Białą, po prawej miałem drągowinę świerkową, prawie bez podszycia, po lewej zaś kilkunastomorgową polanę, na którą padało pełne grudniowe słońce. - Miałem je na szczęście w plecach, a nie w oczy, wiatr dobry.

 

Dookoła miałem wspaniały widok. - Na niebie, bez chmurki, odcinały się śnieżne wyiskrzone szczyty, poniżej ciemna zieleń, pokrytych okiścią lasów wypełniała dolinę. - Prowadzący polowanie nie radził mi wziąć strzelca na stanowisko, nietylko dlatego, że samemu się ciszej stoi, ale także ze względu na odpowiedzialność za człowieka. - Bizon ten specjalnie znany był ze złośliwości, a gdyby dojrzał myśliwego, zanimby tenże mógł strzelić, na pewnoby go zaatakował. - Objaśniono mnie przytem, że w razie takiego ataku należy strzelać w czoło między ślepia, gdyż tylko taki strzał może powalić na miejscu szarżującego zwierza.

 

Nagonka miała się zastawić dopiero, gdy stanę na miejscu, byłem więc przygotowany na długie czekanie. - Tak też było i po dwóch godzinach usłyszałem wreszcie zbliżających się naganiaczy i stukanie ich lasek o drzewa. - Bizona jednak nie było. - Począłem już przypuszczać, że zakończy się wszystko zawodem, gdy nagle ludzie podnieśli nerwowe krzyki w ostępie i prawie równocześnie z trąbką - która mnie miała ostrzec, gdyby zwierz wprost szedł na mnie - zobaczyłem na 100 kroków w drągowinie ogromnego byka, biegnącego truchtem wprost do mnie.

 

Tak doszedł do rzeczki, nad którą stałem i gdyby w tymsamym kierunku był ją przeszedł, byłby się z za brzegu wychylił na 2 kroki przedemną, czego wcale pragnąć nie mogłem, gdyż strzał na tak krótką metę nie bywa pewny. - W korycie rzeki jednak zmienił nieco kierunek, oddalił się trochę i wypadł na polanę, na czyste, na 40 kroków przedemną, na połeć!

 

Biegł z wielkim impetem i wysoko wyrzucał suchy śnieg z pod zadnich racic. - Wspaniały był widok tego potężnego zwierza, którego wielka czarna głowa o wełniastym włosie na czole i z czarną brodą, wydaje się wskutek ogromnego garbu zawsze pochyloną i dodaje całej postaci wyrazu złości i nieugiętej zaciekłości. - Od chwili, gdy przebiegał rzekę. byłem złożony i gdy mnie mijał strzeliłem za łopatkę, nisko, w kierunku ku przodowi raz i drugi. -Bizon po 10 krokach zwalił się na miejscu. -

 

Radość nie do opisania, napatrzeć się nie mogę, fotografuję, ludzie opowiadają, jak było, jak się raz w miocie ku nim odwrócił; wówczas to taki krzyk byli podnieśli. -

 

Notując wrażenia z tej wycieczki zaraz po powrocie z Zakopanego w r. 1913 zapisałem, że wedle mnie, nie prędko chyba danem będzie towarzyszom z pod znaku św. Huberta zdobyć podobne trofeum w Polsce, skoro na żubra w puszczy Białowiejskiej zwykłemu śmiertelnikowi polować nie wolno, -

 

Dziś, gdy żubra, króla tej puszczy, wytępiono twierdzenie to sprawdza się dla tak smutnych przyczyn. -

 

Okocim, dnia 3. czerwca 1927.

 

* * *

 

Polowanie na niedźwiedzia w północnej Rosji (nad jeziorem Onega)

 

W dniu 13. lutego 1913 r. znalazłem się w Petersburgu, aby stamtąd wyruszyć w towarzystwie dwóch przyjaciół na północ na niedźwiedzie łowy przygotowane dla nas przy pomocy p. Wincentego Koziełło-Poklewskiego. Dnia 15 lutego 1913 stanęliśmy na stacji kolejowej Zaborje, gdzie oczekiwać nas miały zamówione przez niejakiego Martianowa konie. - Tenże Martianow prowadzić miał polowanie. - Był to stary, wytrawny myśliwy; za młodu był leibjegrem jednego z wielkich książąt, na starsze zaś lata osiadł na własnem gospodarstwie w gubernii ołonieckiej. - Pod jego przewodnictwem ubito przeszło 2000 niedźwiedzi, z czego jeden tylko myśliwy, Polak, - inżynier Winnicki - sam z górą 600. -

 

Koni na stacji dla nas jeszcze nie było. - Przyjechało jednak właśnie dwóch myśliwych, wracających z podobnej wyprawy (ubili niedzwiedzicę, piastuna i 2 małe niedźwiadki), zabraliśmy więc ich podwody i zaraz ruszyli w drogę. -

 

Jazda odbywa się tu saneczkami, zaprzężonemi we dwa konie w szydło; sanki mkną z wielką szybkością. - Tamtejszy koń chłopski, o grubej kości, dziwnie jest wytrzymały, kłusuje doskonale i przebywa bez wytchnienia i zwolnienia tempa 30-40 wiorst, po których zwykle konie się zmienia. - Każdy z nas jechał w oddzielnych saneczkach, w pozycji leżącej, na sianie, otulony we futra tak, że znaczne odległości przebywało się bez większego zmęczenia. - Mróz dochodził do 22°R, lecz przy wspaniałej pogodzie, bez wiatru, nie był wcale dokuczliwy. -

 

Droga prowadziła przez lasy, bagna i zamarznięte jeziora, na których gałęzie, zatknięte jeszcze w jesieni wskazywały kierunek... Noc była jasna, przed pełnią, a przy zmianie koni co 3-4 godzin, można było spieszyć naprzód bez przerwy. -

 

Wspaniale przedstawiał się bór pierwotny w nocy. - Takich okiści i takich jej form fantastycznych nie widzi się gdzieindziej. - Gałęzie świerków, poprzyginane do pni, nadają drzewom niezwykłą smukłość, a brzozy - na śnieżnej bieli, iskrzącej się milionami kryształów - wyglądają jakby tryumfalne łuki. -

 

Szybko mkniemy przez ten bajeczny las, rozglądając się tylko, czy nie wysunie się wilk, którego wprost brak jest w tym krajobrazie. - Do pierwszej kwatery mamy przebyć 150 wiorst, skracamy przeto postoje i przynaglając, stajemy wreszcie o 3-ej nad ranem w Szymozero, w schludnym domu naszego przewodnika. - W mgnieniu oka samowar podany, ustawiono łóżka polowe i za chwilę oddaliśmy się krótkiemu wypoczynkowi.

 

Przewodnik nasz ma dwóch dorosłych synów, dzielnych jak on i zaprawionych w łowy na niedźwiedzia myśliwych. - Prócz synów pomaga mu w urządzaniu i prowadzeniu, polowania 6 pomocników, bez których się nigdy nie rusza. - Porozumienie się i połączenie z tym sztabem było jednym z powodów odbycia bez przerwy 150 wiorst. - Do następnej kwatery, w pobliżu której zapowiedziane są pierwsze niedźwiedzie, mamy wiorst kilkadziesiąt. - Ruszamy więc nazajutrz, tym razem już w 10 sań. Późno w nocy stajemy w miejscowości Tiotojgora. - Nocleg w obszernej izbie chłopskiegp domu niewiele dał snu i wypoczynku, ledwieśmy bowiem zasnęli, zaczął się odzywać kogut w sąsiedniej izbie, zapowiadając co parę minut zbliżający się dzień. - Do lasu mieliśmy 7 wiorst i stanęliśmy tam koło 9 rano.

 

Przewodnik M. ruszył był na godzinę przed nami i kiedy po uciążliwej drodze przez jary i zwarte drzewostany stanęliśmy na miejscu, wszystko już było przygotowane. - Na cichą komendę obstąpiło kilkudziesięciu ludzi również cicho i ostrożnie wskazaną im przestrzeń lasu w obwodzie około l km. - Tworzyli oni trzy boki, my zaś stanęliśmy w środku czwartego, na wylosowanych przedtem stanowiskach. - W odległości kilkudziesięciu kroków od zewnętrznych stanowisk - ku liniom, obsadzonym przez ludzi, pociągnięte były sznury z płatami kolorowego sukna, zdarza się bowiem, że niedzwiedź, przedarłszy się przez czertę, wyjdzie z ostępu, nigdy jednak nie uderzy w miejsce, otoczone tymi płatami. - Każdy z nas miał przy sobie strzelca z oszczepem (rohatyną) - zwyczaj, od którego przewodnik nasz nigdy nie odstępuje. - Jego własna rohatyna wykazuje ślady ukąszeń niedźwiedzi, które "podpierał", broniąc myśliwego i siebie w wielu najróżniejszych przygodach.

 

Mnie przypadło stanowisko trzecie, zatem na skrzydle. - Po prawej miałem towarzyszy, po lewej w dali pierwszych ludzi ostępu. - Przed sobą mieliśmy wszyscy to samo podszycie, a więc nie widać było wgłąb miotu dalej, niż na kilkadziesiąt kroków. - Ludzie zachodzili z dwu stron. - Po zamknięciu się ostępu podnosi czerta krzyk, który już do końca nie ustaje, - Równocześnie wchodzą w ostęp pomocnicy-strzelcy z rohatynami i psami, z których puszczają tylko jednego. - Są to duże sybirskie "łajki" o długim włosie, mądre i odważne. Pies wkrótce znajdzie otropionego niedźwiedzia, a gdy go ruszy, dojdzie myśliwego pierwszy głos - niechybny znak, że niedźwiedź ruszył. - Po chwili też doszedł mnie ten głos, a po dalszych kilku minutach byłem już pewien, że gon zbliża się ku nam i to ku mojej stronie!

 

Pies atakował głośno i zajadle. - Przygotowany byłem do strzału i z zapartym oddechem wpatrywałem się w las przedemną. - Głos psa dochodził mnie już z odległości niewiększej niż 100 kroków, a jeszcze nie mogłem niczego dojrzeć. - Wtem, po leweij stronie, tam gdzie podszycie było najgęstsze, spostrzegłem ruch ciemnej masy. - Na czyste wypadł duży brunatny niedźwiedź - pies tuż za nim. - Niezapomniana to dla myśliwego chwila! W głębokim śniegu pędził galopem, dziwnym i charakterystycznie okrągłym ruchem, nie zważając wcale na ludzi i zwracając tylko na prawo i lewo swój łeb do psa, który pokazywanych, mu zębów wcale się nie bał i dalej cięto go atakował.

 

Byłem złożony i w chwili kiedy mnie mijał na kroków piętnaście, strzeliłem w przód. - Padł uderzywszy o drzewo i w chwilę potem stałem przy pierwszym moim niedźwiedziu. - Była to 5-6 letnia niedźwiedzica o szerokiej głowie i ślicznem, brunatnem futrze, srebrzystem na szyji. - Wrażenia tej chwili niezapomniane. Radość była powszechna.

 

W następnych dniach dwaj moi towarzysze mieli już 3 niedźwiedzie na rozkładzie! Żadnego nie chybiono i przewodnik nasz widocznie z nas był zadowolony, gdyż wieczorem zawyrokował "haraszo strelajut mołodcy". - Wróciliśmy do kwatery, cała wieś się zbiegła, rano odbywało się, ważenie niedźwiedzi, fotografowanie, zdejmowanie skór, a czekano na wiadomość o następnym niedźwiedziu, na którego już tylko dwóch z nas ruszyć miało, gdyż trzeci musiał już powracać. - Po wiadomość tę musieliśmy dojechać do miasteczka Oszta, mającego pocztę i telegraf. - Tam zastaliśmy wiadomość i w południe tego dnia byliśmy już w kwaterze w miejscowości Nożema. -

 

Niedźwiedzia, na którego mieliśmy polować", widziano już poprzednio na polowaniu. - Wędrował on, a tem zdradzał swe miejsce pobytu, że z gąszczu wychodził poza kraj lasu na błoto, gdzie zdala w słońcu olbrzymi jego trop wyraźnie było widać. - Tak go odkryto.

 

Bagnem przebyliśmy wiorst około 16 drogą, jako tako saniami utartą. - Ostatnich 10 wiorst przebyć musieliśmy bez drogi, w tak głębokim śniegu, że konie niemal całe się w nim zapadały. - Wysuwano też co chwila innego konia na czoło, który ledwie kilkanaście minut mógł podołać torowaniu drogi innym. - Tak zbliżyliśmy się do brzegu lasu, skąd już tylko o kilkaset metrów znajdować się miał otropiony niedźwiedź. - W mgnieniu oka rzucono koniom siano, rozniecono ognisko i godzina czasu minęła do chwili, gdy nam oświadczono, że wszystko gotowe. - W tym też czasie nadeszło było ze wsi kilkudziesięciu ludzi, przeważnie na nartach.

 

Przestrzeń ostępu była tym razem większa, a że było nas tylko dwóch, musiano ku czercie dłuższą linię otoczyć płatami. - Trop wskazywał na dużego niedźwiedzia. - Wszyscy powtarzali "bołszoj miedwied" i z większem niż zwykle przejęciem wskazał nam Martjanow stanowiska, które los nam przeznaczył. - Miejsca na nie były przez M. wybrane na naturalnej przezorce, mogliśmy więc mieć dobry wystrzał. - Ostęp zamknięto, czerta podniosła zwykły swój wrzask i po chwili usłyszałem psa. - Głos jego wydawał mi się innym niż zwykle i niebawem ustał. - Nie umiałem sobie tego zrazu wytłumaczyć. - Z górą godzinę staliśmy nieruchomie, nasłuchując, czy się pies znowu nie odezwie i już przypuszczałem, że słońce zajdzie, a niedźwiedź z ostępu nie wyjdzie, gdy nagle zauważyłem przed sobą na ukos poruszenie się ciemnej masy. - Miałem wówczas już pewność, że to niedźwiedź, który odpędziwszy psa, sam ostrożnie się zbliżał, ażeby wyjść z matni.

 

Jeszcze chwila i zobaczyłem go na 30 kroków, na przezórce. - Szedł stępa z podniesioną głową, niemal cały zapadając się w głęboki śnieg. - Strzeliłem w tę głowę, sam nie wiem kiedy. Nie postąpił ani kroku, - Był to wspaniały, prawie czarny niedźwiedź, jak mówiono, może dziesięcioletni. - Położono go na dwóch ściętych drążkach, z trudem wywleczono na kraj lasu, gdzie podjechały sanie i wkrótce odbywaliśmy powrotną drogę przez olbrzymie moczary.

 

Wrażenia wspaniałych łowów i przebytych emocji były tak silne, że zapomnieliśmy o posiłku, który tego dnia dostał nam się dopiero około północy, na postoju. - Do stacji, od której dzieliło nas jeszcze 4-5 wiorst, dojechaliśmy nad ranem, a już wieczorem tegosamego dnia byliśmy na galowem przedstawieniu w maryjskim teatrze w Petersburgu i na balu polskim, gdzie mogliśmy podzielić się wrażeniami z wieloma spotkanymi tam znajomymi z kraju, jakoteż przedewszystkiem podziękować państwu Wincentostwu Koziełł-Poklewskim za rady i życzliwe, a tak cenne wskazówki i ułatwienia w całej naszej wyprawie.

 

Wrażenia z tajgi, z nad jeziora Onega, pozostaną dla mnie naprawdę niezatarte. - W 6 dniach i nocach przebyłem 670 wiorst saniami. - Mieliśmy trzy dni królewskich łowów, uwieńczonych rozkładem 5 niedźwiedzi. - Pobyt w puszczy, w otoczeniu ludzi, z zapałem łowiectwu oddanych, dzielnych i uczciwych, przedewszystkiem zaś kompania miłych towarzyszy, prawdziwych myśliwych, którzy z cudzego powodzenia tak się cieszyć umieli, jak ze swego własnego - to wszystko złożyło się na wymarzone warunki.

 

 

Serdecznie dziękuję autorowi strony http://republika.pl/silva_rerum/index.html za wyrażenie zgody na zamieszczenie powyższych fragmentów korespondencji, pochodzącej z Archiwum Götza Okocimskiego przechowywanego w Archiwum Panstwowym w Krakowie.



Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com